ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2019-03-20
Jak uzależniliśmy się od minerałów?

Fot. Vladislav Gajic/Shutterstock.com

Historia ludzkości jest ściśle związana z wykorzystaniem surowców znajdujących się w skorupie ziemskiej. Najpierw zbieraliśmy tylko to, co leżało na jej powierzchni, potem zaczęliśmy ryć w ziemi coraz głębiej i głębiej. Staliśmy się górnikami.

 

W1899 r. w kopalni miedzi Chuquicamata na północy Chile dokonano niezwykłego, choć trochę makabrycznego odkrycia. Podczas prac górniczych znaleziono mumię mężczyzny, który pracował w tym samym miejscu 13 stuleci wcześniej. Jego ciało zachowało się w doskonałym stanie dzięki temu, że zostało przesycone siarczanem miedzi – sól je zaimpregnowała. Uległo więc wtórnej mineralizacji, a skóra przeobraziła się w metaliczną skorupę ciemnozielonej barwy. Młody mężczyzna zginął prawdopodobnie w wyniku zawalenia się stropu tunelu, w którym przebywał, ale badania wykazały, że bezpośrednią przyczyną śmierci nie było zmiażdżenie przez skały, lecz uduszenie z powodu braku tlenu. Ułożenie ciała wskazywało, że ów Miedziany Człowiek (ang. Copper Man), jak nazwano mumię, do końca próbował wygrzebać się spod zwału. Nie udało się mu. W 1901 r. mumia pojechała do Buffalo na Wystawę Panamerykańską. Tam zobaczył ją i odkupił od Chilijczyków bankier J.P. Morgan, który następnie podarował ją Amerykańskiemu Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku, gdzie doskonale zachowane szczątki najstarszego znanego nam górnika można oglądać do dziś.

Miedziany Człowiek nie był oczywiście pierwszym górnikiem w dziejach ludzkości. Kopalnictwo jest zajęciem równie starym jak rolnictwo, a zdaniem niektórych znacznie starszym, jeśli za najstarszą kopalnię świata uznać wyrobisko Ngwenya, znajdujące się w północno-zachodniej części Królestwa Eswatini, lepiej znanego jako Suazi. Datowania metodą radiowęglową wykazały, że już ok. 40 tys. lat temu ludzie pozyskiwali w tym miejscu rudę hematytową. Oczywiście nie wytapiali z niej żelaza, ale produkowali czerwoną ochrę, wykorzystywaną jako kosmetyk oraz barwnik. Używano go powszechnie podczas rozmaitych rytuałów, a także malowano nim rysunki na skałach. W okresie paleolitu Ngwenya była zapewne sporym ośrodkiem górniczym o znaczeniu regionalnym. I z pewnością nie była jedyna.

Jedną z głównych trosk naszych paleolitycznych przodków było oczywiście zdobycie surowca do produkcji broni i narzędzi. Ludzie stopniowo nabywali wprawę w obróbce czertu, krzemienia, obsydianu i innych kamieni o jednorodnej budowie, która pozwalała na uzyskanie coraz bardziej zaawansowanych techniczne i misternych wyrobów. W latach 80. XX w. archeolodzy odkryli w dolinie Nilu w południowym Egipcie dwa stanowiska, gdzie już ponad 30 tys. lat temu wydobywano na dużą skalę czert – twardą skałę krzemionkową podobną do krzemienia. W jednym z miejsc zwanym Nazlet Safaha wydobycie cennego kamienia prowadzone było na powierzchni ok. 3000 m2. Prehistoryczni ludzie wybierali surowiec z wysokiego tarasu rzecznego – w tym celu kopali rowy o maksymalnej głębokości 1,7 m i szerokości 1–2 m. Jedna trzecia tego aluwialnego złoża (powstałego z osadów naniesionych przez rzekę) została całkowicie wyeksploatowana. Można powiedzieć, że była to pierwsza w dziejach kopalnia odkrywkowa.

Pod ziemię po krzemień

Popyt na narzędzia kamienne wzrósł jeszcze bardziej w neolicie, czyli młodszej epoce kamiennej, która zaczęła się 10–11 tys. lat temu, po ostatnim zlodowaceniu i wraz z pojawieniem się rolnictwa oraz pierwszych stałych osad. Szczególnym wzięciem cieszył się krzemień wydobywany w wielkich ośrodkach górniczych, które zajmowały obszar dziesiątek, a nawet setek hektarów. Duża liczba takich kopalń powstała w Europie jakieś 6–7 tys. lat temu. Jedna z największych znajdowała się na terenie dzisiejszej Polski – w Krzemionkach Opatowskich.

Neolityczni mieszkańcy Krzemionek byli już górnikami pełną gębą (choć nie wiemy, czy mieli swoją Barbórkę). Surowiec pozyskiwali ze strefy o długości ok. 4,5 km i średniej szerokości 100 m. Na tym polu, zajmującym w sumie ok. 80 ha, wydrążono ponad 4 tys. jam, nisz i szybów. Jamy były najpłytsze (1–2 m), nisze – głębsze (4–5 m) i poszerzone na spodzie, a szyby – najgłębsze (miały do 12 m szerokości i maksymalną głębokość 9 m). Od szybów odchodziły w różnych kierunkach poziome chodniki prowadzące do komór, w których pracowali górnicy. Najdłuższe chodniki liczyły jakieś 20 m. Niektóre podziemne wyrobiska miały powierzchnię kilkuset metrów kwadratowych. To już były prawdziwe kopalnie głębinowe. Pracowano w nich na klęczkach lub w pozycji leżącej, jako że warstwa skał wapiennych, zawierająca ławice krzemieni, ma mniej więcej metr grubości. Głównym narzędziem górniczym stał się kilof kamienny lub wykonany z poroża jelenia. Mimo dość prymitywnego sprzętu wydajność kopaczy była spora, a wydobyty tu surowiec od razu obrabiano w okolicznych warsztatach kamieniarskich.

Krzemionki Opatowskie funkcjonowały w latach 3900–1600 p.n.e. W szczycie swojej popularności, który przypadł na pierwszą połowę trzeciego tysiąclecia przed naszą erą, wyroby z wydobywanego tu krzemienia pasiastego docierały do miejsc odległych o 600 km. Ale nie było to jedyne takie miejsce w Polsce – archeolodzy ustalili lokalizację jeszcze jakichś 20 kopalń krzemieni. Niektóre z nich, jak kopalnie krzemienia czekoladowego w Orońsku koło Radomia, są znacznie starsze od Krzemionek. Liczą bowiem blisko 13 tys. lat, a zatem pochodzą jeszcze z paleolitu (starszej epoki kamiennej). W całej Europie doliczono się ponad 250 dawnych kopalń krzemienia. Coraz częściej jego głównym odbiorcą byli rolnicy. Pozostali oni wierni narzędziom kamiennym jeszcze długo po pojawieniu się nowej grupy surowców, które jednak w końcu wygrały i pozostały z nami do dziś. Mowa oczywiście o metalach, bez których trudno sobie wyobrazić współczesną cywilizację. To one dawały początek kolejnym rewolucjom technologicznym. Czas kamieni minął.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 04/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2019
06/2019
Kalendarium
Lipiec
17
W 1975 r. na orbicie okołoziemskiej doszło do połączenia amerykańskiego statku kosmicznego Apollo z radzieckim Sojuzem.
Warto przeczytać
Czy wiesz, że istnieje substancja, która zapala dosłownie wszystko, z czym się zetknie? Trifluorek chloru podpali beton, azbest, kevlar, a nawet wodę! Gdy próbowano wykorzystywać go jako paliwo rakietowe - podpalał rakiety, a wlewany do miotaczy płomieni, unicestwiał wszystko dokoła, włącznie z miotaczami.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2019-03-20
Jak uzależniliśmy się od minerałów?

Fot. Vladislav Gajic/Shutterstock.com

Historia ludzkości jest ściśle związana z wykorzystaniem surowców znajdujących się w skorupie ziemskiej. Najpierw zbieraliśmy tylko to, co leżało na jej powierzchni, potem zaczęliśmy ryć w ziemi coraz głębiej i głębiej. Staliśmy się górnikami.

 

W1899 r. w kopalni miedzi Chuquicamata na północy Chile dokonano niezwykłego, choć trochę makabrycznego odkrycia. Podczas prac górniczych znaleziono mumię mężczyzny, który pracował w tym samym miejscu 13 stuleci wcześniej. Jego ciało zachowało się w doskonałym stanie dzięki temu, że zostało przesycone siarczanem miedzi – sól je zaimpregnowała. Uległo więc wtórnej mineralizacji, a skóra przeobraziła się w metaliczną skorupę ciemnozielonej barwy. Młody mężczyzna zginął prawdopodobnie w wyniku zawalenia się stropu tunelu, w którym przebywał, ale badania wykazały, że bezpośrednią przyczyną śmierci nie było zmiażdżenie przez skały, lecz uduszenie z powodu braku tlenu. Ułożenie ciała wskazywało, że ów Miedziany Człowiek (ang. Copper Man), jak nazwano mumię, do końca próbował wygrzebać się spod zwału. Nie udało się mu. W 1901 r. mumia pojechała do Buffalo na Wystawę Panamerykańską. Tam zobaczył ją i odkupił od Chilijczyków bankier J.P. Morgan, który następnie podarował ją Amerykańskiemu Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku, gdzie doskonale zachowane szczątki najstarszego znanego nam górnika można oglądać do dziś.

Miedziany Człowiek nie był oczywiście pierwszym górnikiem w dziejach ludzkości. Kopalnictwo jest zajęciem równie starym jak rolnictwo, a zdaniem niektórych znacznie starszym, jeśli za najstarszą kopalnię świata uznać wyrobisko Ngwenya, znajdujące się w północno-zachodniej części Królestwa Eswatini, lepiej znanego jako Suazi. Datowania metodą radiowęglową wykazały, że już ok. 40 tys. lat temu ludzie pozyskiwali w tym miejscu rudę hematytową. Oczywiście nie wytapiali z niej żelaza, ale produkowali czerwoną ochrę, wykorzystywaną jako kosmetyk oraz barwnik. Używano go powszechnie podczas rozmaitych rytuałów, a także malowano nim rysunki na skałach. W okresie paleolitu Ngwenya była zapewne sporym ośrodkiem górniczym o znaczeniu regionalnym. I z pewnością nie była jedyna.

Jedną z głównych trosk naszych paleolitycznych przodków było oczywiście zdobycie surowca do produkcji broni i narzędzi. Ludzie stopniowo nabywali wprawę w obróbce czertu, krzemienia, obsydianu i innych kamieni o jednorodnej budowie, która pozwalała na uzyskanie coraz bardziej zaawansowanych techniczne i misternych wyrobów. W latach 80. XX w. archeolodzy odkryli w dolinie Nilu w południowym Egipcie dwa stanowiska, gdzie już ponad 30 tys. lat temu wydobywano na dużą skalę czert – twardą skałę krzemionkową podobną do krzemienia. W jednym z miejsc zwanym Nazlet Safaha wydobycie cennego kamienia prowadzone było na powierzchni ok. 3000 m2. Prehistoryczni ludzie wybierali surowiec z wysokiego tarasu rzecznego – w tym celu kopali rowy o maksymalnej głębokości 1,7 m i szerokości 1–2 m. Jedna trzecia tego aluwialnego złoża (powstałego z osadów naniesionych przez rzekę) została całkowicie wyeksploatowana. Można powiedzieć, że była to pierwsza w dziejach kopalnia odkrywkowa.

Pod ziemię po krzemień

Popyt na narzędzia kamienne wzrósł jeszcze bardziej w neolicie, czyli młodszej epoce kamiennej, która zaczęła się 10–11 tys. lat temu, po ostatnim zlodowaceniu i wraz z pojawieniem się rolnictwa oraz pierwszych stałych osad. Szczególnym wzięciem cieszył się krzemień wydobywany w wielkich ośrodkach górniczych, które zajmowały obszar dziesiątek, a nawet setek hektarów. Duża liczba takich kopalń powstała w Europie jakieś 6–7 tys. lat temu. Jedna z największych znajdowała się na terenie dzisiejszej Polski – w Krzemionkach Opatowskich.

Neolityczni mieszkańcy Krzemionek byli już górnikami pełną gębą (choć nie wiemy, czy mieli swoją Barbórkę). Surowiec pozyskiwali ze strefy o długości ok. 4,5 km i średniej szerokości 100 m. Na tym polu, zajmującym w sumie ok. 80 ha, wydrążono ponad 4 tys. jam, nisz i szybów. Jamy były najpłytsze (1–2 m), nisze – głębsze (4–5 m) i poszerzone na spodzie, a szyby – najgłębsze (miały do 12 m szerokości i maksymalną głębokość 9 m). Od szybów odchodziły w różnych kierunkach poziome chodniki prowadzące do komór, w których pracowali górnicy. Najdłuższe chodniki liczyły jakieś 20 m. Niektóre podziemne wyrobiska miały powierzchnię kilkuset metrów kwadratowych. To już były prawdziwe kopalnie głębinowe. Pracowano w nich na klęczkach lub w pozycji leżącej, jako że warstwa skał wapiennych, zawierająca ławice krzemieni, ma mniej więcej metr grubości. Głównym narzędziem górniczym stał się kilof kamienny lub wykonany z poroża jelenia. Mimo dość prymitywnego sprzętu wydajność kopaczy była spora, a wydobyty tu surowiec od razu obrabiano w okolicznych warsztatach kamieniarskich.

Krzemionki Opatowskie funkcjonowały w latach 3900–1600 p.n.e. W szczycie swojej popularności, który przypadł na pierwszą połowę trzeciego tysiąclecia przed naszą erą, wyroby z wydobywanego tu krzemienia pasiastego docierały do miejsc odległych o 600 km. Ale nie było to jedyne takie miejsce w Polsce – archeolodzy ustalili lokalizację jeszcze jakichś 20 kopalń krzemieni. Niektóre z nich, jak kopalnie krzemienia czekoladowego w Orońsku koło Radomia, są znacznie starsze od Krzemionek. Liczą bowiem blisko 13 tys. lat, a zatem pochodzą jeszcze z paleolitu (starszej epoki kamiennej). W całej Europie doliczono się ponad 250 dawnych kopalń krzemienia. Coraz częściej jego głównym odbiorcą byli rolnicy. Pozostali oni wierni narzędziom kamiennym jeszcze długo po pojawieniu się nowej grupy surowców, które jednak w końcu wygrały i pozostały z nami do dziś. Mowa oczywiście o metalach, bez których trudno sobie wyobrazić współczesną cywilizację. To one dawały początek kolejnym rewolucjom technologicznym. Czas kamieni minął.