człowiek
Autor: Magdalena Nowicka-Franczak | dodano: 2019-04-24
Moc kłamstwa, urok plotki, smak zemsty

Fot. pathdoc/Shutterstock.com


Zamiast potępiać w czambuł kłamców, plotkarzy i mścicieli, zobaczmy, ile satysfakcji, a ile cierpienia dają małe nikczemności. Nowe badania psychologów i neurobiologów pokazują, jak skomplikowaną sprawą jest przyjemność ze szkodzenia innym.

 Wiosną na ekrany wrócą „Wielkie kłamstewka”, serialowy hit sprzed dwóch lat oparty na równie popularnej powieści. Choć akcja toczy się w bajkowym krajobrazie Kalifornii, to bohaterki i bohaterowie tej historii, którzy plotkują i kłamią na potęgę w sprawach błahych i poważnych oraz bez skrupułów planują odwet na swoich krzywdzicielach, wydają się nam bliscy bez względu na to, pod jaką szerokością geograficzną żyjemy. Zanim po raz kolejny będziemy śledzić perypetie notorycznych kłamczuch i plotkarzy z nadmorskiego Monterey, zadajmy pytanie, czy rzeczywiście wszyscy tak łatwo ulegamy pokusie mijania się z prawdą, obgadywania i szukania rewanżu. A jeśli tak, to komu się to opłaca, komu przynosi satysfakcję, a komu głównie wyrzuty sumienia.

Kłamię, więc jestem

Kłamstwo jest chlebem powszednim, nawet dla świętoszków. Według badań Ronny’ego E. Turnera, Charlesa Edgleya i Glena Olmsteada z 1975 r. aż 61,5% komunikatów wymienianych w codziennych rozmowach to mijanie się z prawdą (w tym także kłamstewka grzecznościowe, koloryzowanie albo przemilczanie faktów, składanie obietnic bez pokrycia itd.). Późniejsze analizy psychologów społecznych troszkę poprawiły naszą reputację, ale i tak naukowcy zgadzają się, że średnio kłamiemy dwa razy dziennie. Kiedy mamy rozstrzygnąć, czy ktoś jest kłamcą, czy tylko się pomylił, bierzemy pod uwagę intencje i motywy. Inaczej rozumują dzieci – dla nich liczy się praktyczny skutek nieprawdziwej informacji. Jeśli powiesz dziecku, że za 10 min będziecie w domu, ale utknęliście w korku i podróż się wydłuża, to możesz być uznany za kłamcę. Kiedy złośliwie podasz komuś błędną trasę, ale ten ktoś zorientuje się, że źle idzie, i sam skoryguje błąd, to wtedy dzieci nie uznają tego za poważne kłamstwo.

Dorośli z kolei wypracowali wiele schematów interpretacyjnych, które pomagają im wytłumaczyć się z kłamstwa. Psycholożki Beata Arcimowicz, Katarzyna Cantarero i Emilia Soroko zbadały motywy, jakimi ludzie wyjaśniają swoje kłamstwa, oraz konsekwencje, jakich się spodziewają. Poprosiły 28 mężczyzn i 55 kobiet w wieku od 18 do 64 lat o prowadzenie dzienniczka rozmów i odnotowywanie mijania się z prawdą. Statystyczny dzień uczestników badania składał się z czterech interakcji i jednego kłamstwa. Badani tłumaczyli się z kłamstw, powołując się najczęściej na jedną z czterech motywacji: egoistyczną (działam dla własnej korzyści), samoobronną (ktoś mnie oczernia, to się bronię), chronienia innych (nie chcę kogoś zranić szczerością) oraz sprawienia komuś przyjemności (mówię to, co inny chce usłyszeć). Dwa ostatnie rodzaje kłamstw, zorientowane na korzyść innego, łatwiej akceptujemy i rzadziej oceniamy jako niemoralne. Natomiast w przypadku dwóch pierwszych typów (kłamstwa w samoobronie są najczęstsze) spodziewamy się szoku, gniewu albo odwetu ze strony osoby okłamywanej – ale i tak kłamiemy. Co ciekawe, część badanych twierdzi, że kłamstwo może wyjść na dobre, bo odkrywając je, poznajemy też prawdę o naszej relacji z inną osobą i mamy szansę ją naprawić albo zerwać, jeśli okaże się toksyczna.

W kłamstwie tkwi coś pierwotnego, bo najczęściej mijamy się z prawdą, kiedy chodzi o nasz materialny byt i o seks. Najłatwiej kłamiemy w rozmowach odbywanych za pośrednictwem nowych technologii. Nawet jeśli widzimy naszego partnera przez kamerkę internetową, to czujemy mniejszą presję prawdomówności niż w kontaktach twarzą w twarz, gdzie trudno o kontrolę mowy ciała, która częściej niż słowa zdradza, że oszukujemy. Nie obwiniajmy jednak wyłącznie internetu o naszą słabość do fałszu.

Jak istotną rolę odgrywają temperament i inteligencja, przekonał się niedawno zespół Justyny Sarzyńskiej z Instytutu Psychologii PAN i Marcela Falkiewicza z Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN. Ponad 150 osób poddano testom psychologicznym, a następnie uczestnicy mieli za zadanie zyskać sympatię partnerów wirtualnych „szybkich randek”. Dylematem było to, czy na pytania partnera odpowiedzieć zgodnie z prawdą, czy też nie. Do kłamstwa kusiło to, że badani znali preferencje swoich rozmówców, więc mogli dobierać riposty tak, by trafić w oczekiwania drugiej strony i tym samym się jej przypodobać. Jednocześnie za pomocą skanera rezonansu magnetycznego obserwowano aktywność mózgu uczestników eksperymentu. Na miano notorycznych kłamców zasłużyli ekstrawertycy, ale tylko ci o wysokim ilorazie inteligencji, zorientowani na osiąganie celów, w tym towarzyskich. Introwertycy kłamali rzadziej, ale być może zadanie związane z szybkimi randkami nie było dla nich na tyle wciągające, by zbyt często uciekać się do fałszu.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 05/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
06/2019
05/2019
Kalendarium
Maj
22
W 1980 r. wydano grę komputerową Pac-Man.
Warto przeczytać
Poznaj sekrety płuc i dowiedz się, jak oddychać, żeby żyć dłużej. Czy wiejskie powietrze na pewno jest zdrowe? Jak kasłać, żeby żyć dłużej?W jaki sposób kontrolować astmę i jaki sport może w tym pomóc?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Magdalena Nowicka-Franczak | dodano: 2019-04-24
Moc kłamstwa, urok plotki, smak zemsty

Fot. pathdoc/Shutterstock.com


Zamiast potępiać w czambuł kłamców, plotkarzy i mścicieli, zobaczmy, ile satysfakcji, a ile cierpienia dają małe nikczemności. Nowe badania psychologów i neurobiologów pokazują, jak skomplikowaną sprawą jest przyjemność ze szkodzenia innym.

 Wiosną na ekrany wrócą „Wielkie kłamstewka”, serialowy hit sprzed dwóch lat oparty na równie popularnej powieści. Choć akcja toczy się w bajkowym krajobrazie Kalifornii, to bohaterki i bohaterowie tej historii, którzy plotkują i kłamią na potęgę w sprawach błahych i poważnych oraz bez skrupułów planują odwet na swoich krzywdzicielach, wydają się nam bliscy bez względu na to, pod jaką szerokością geograficzną żyjemy. Zanim po raz kolejny będziemy śledzić perypetie notorycznych kłamczuch i plotkarzy z nadmorskiego Monterey, zadajmy pytanie, czy rzeczywiście wszyscy tak łatwo ulegamy pokusie mijania się z prawdą, obgadywania i szukania rewanżu. A jeśli tak, to komu się to opłaca, komu przynosi satysfakcję, a komu głównie wyrzuty sumienia.

Kłamię, więc jestem

Kłamstwo jest chlebem powszednim, nawet dla świętoszków. Według badań Ronny’ego E. Turnera, Charlesa Edgleya i Glena Olmsteada z 1975 r. aż 61,5% komunikatów wymienianych w codziennych rozmowach to mijanie się z prawdą (w tym także kłamstewka grzecznościowe, koloryzowanie albo przemilczanie faktów, składanie obietnic bez pokrycia itd.). Późniejsze analizy psychologów społecznych troszkę poprawiły naszą reputację, ale i tak naukowcy zgadzają się, że średnio kłamiemy dwa razy dziennie. Kiedy mamy rozstrzygnąć, czy ktoś jest kłamcą, czy tylko się pomylił, bierzemy pod uwagę intencje i motywy. Inaczej rozumują dzieci – dla nich liczy się praktyczny skutek nieprawdziwej informacji. Jeśli powiesz dziecku, że za 10 min będziecie w domu, ale utknęliście w korku i podróż się wydłuża, to możesz być uznany za kłamcę. Kiedy złośliwie podasz komuś błędną trasę, ale ten ktoś zorientuje się, że źle idzie, i sam skoryguje błąd, to wtedy dzieci nie uznają tego za poważne kłamstwo.

Dorośli z kolei wypracowali wiele schematów interpretacyjnych, które pomagają im wytłumaczyć się z kłamstwa. Psycholożki Beata Arcimowicz, Katarzyna Cantarero i Emilia Soroko zbadały motywy, jakimi ludzie wyjaśniają swoje kłamstwa, oraz konsekwencje, jakich się spodziewają. Poprosiły 28 mężczyzn i 55 kobiet w wieku od 18 do 64 lat o prowadzenie dzienniczka rozmów i odnotowywanie mijania się z prawdą. Statystyczny dzień uczestników badania składał się z czterech interakcji i jednego kłamstwa. Badani tłumaczyli się z kłamstw, powołując się najczęściej na jedną z czterech motywacji: egoistyczną (działam dla własnej korzyści), samoobronną (ktoś mnie oczernia, to się bronię), chronienia innych (nie chcę kogoś zranić szczerością) oraz sprawienia komuś przyjemności (mówię to, co inny chce usłyszeć). Dwa ostatnie rodzaje kłamstw, zorientowane na korzyść innego, łatwiej akceptujemy i rzadziej oceniamy jako niemoralne. Natomiast w przypadku dwóch pierwszych typów (kłamstwa w samoobronie są najczęstsze) spodziewamy się szoku, gniewu albo odwetu ze strony osoby okłamywanej – ale i tak kłamiemy. Co ciekawe, część badanych twierdzi, że kłamstwo może wyjść na dobre, bo odkrywając je, poznajemy też prawdę o naszej relacji z inną osobą i mamy szansę ją naprawić albo zerwać, jeśli okaże się toksyczna.

W kłamstwie tkwi coś pierwotnego, bo najczęściej mijamy się z prawdą, kiedy chodzi o nasz materialny byt i o seks. Najłatwiej kłamiemy w rozmowach odbywanych za pośrednictwem nowych technologii. Nawet jeśli widzimy naszego partnera przez kamerkę internetową, to czujemy mniejszą presję prawdomówności niż w kontaktach twarzą w twarz, gdzie trudno o kontrolę mowy ciała, która częściej niż słowa zdradza, że oszukujemy. Nie obwiniajmy jednak wyłącznie internetu o naszą słabość do fałszu.

Jak istotną rolę odgrywają temperament i inteligencja, przekonał się niedawno zespół Justyny Sarzyńskiej z Instytutu Psychologii PAN i Marcela Falkiewicza z Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN. Ponad 150 osób poddano testom psychologicznym, a następnie uczestnicy mieli za zadanie zyskać sympatię partnerów wirtualnych „szybkich randek”. Dylematem było to, czy na pytania partnera odpowiedzieć zgodnie z prawdą, czy też nie. Do kłamstwa kusiło to, że badani znali preferencje swoich rozmówców, więc mogli dobierać riposty tak, by trafić w oczekiwania drugiej strony i tym samym się jej przypodobać. Jednocześnie za pomocą skanera rezonansu magnetycznego obserwowano aktywność mózgu uczestników eksperymentu. Na miano notorycznych kłamców zasłużyli ekstrawertycy, ale tylko ci o wysokim ilorazie inteligencji, zorientowani na osiąganie celów, w tym towarzyskich. Introwertycy kłamali rzadziej, ale być może zadanie związane z szybkimi randkami nie było dla nich na tyle wciągające, by zbyt często uciekać się do fałszu.