technika
Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2019-06-24
Złota era konlangera

Fot. ivosar/Shutterstock.com

Dzięki internetowi tworzenie sztucznych języków jeszcze nigdy nie było tak popularne. Dla lingwistów valyriański, mandaloriański, quenya czy khuzdûl to wyzwanie, dla zapaleńców – sztuka.

Fanom SF nie trzeba przedstawiać serialu „Star Trek”. To jedna z najbardziej kasowych produkcji w historii kina i telewizji. Nie każdy zdaje sobie jednak sprawę, że wytwórnia Paramount Pictures posiada prawa nie tylko do historii o przygodach załogi statku „Enterprise”, ale także do języka stworzonego na potrzeby filmu. Mowa o klingońskim, języku wojowniczych kosmitów z planety Qo’noS, który powstał jako artystyczny zabieg scenarzystów. Po raz pierwszy język Klingonów widzowie mogli usłyszeć w roku 1984 w filmie „Star Trek III: The Search for Spock”. Jego twórcy, reżyser Leonard Nimoy i scenarzysta Harve Bennett, chcieli obdarzyć charakterystycznych bohaterów równie charakterystyczną mową, dlatego do jej stworzenia zaprosili profesjonalnego lingwistę. Tak do zespołu dołączył dr Marc Okrand z University of California w Berkeley.

Językoznawca oparł stworzony przez siebie język na profesjonalnej gramatyce, składni i leksyce, wzorując się m.in. na dialekcie ludu Ohlone, Indian z Kalifornii. Początkowo było to tylko kilka zdań, jednak wytwórnia szybko zwietrzyła interes i niedługo po premierze filmu zleciła Okrandowi stworzenie całego słownika, który rozszedł się w nakładzie 250 tys. egzemplarzy. Tak klingoński zaczął żyć własnym życiem, stając się jednym z najpopularniejszych sztucznych języków w historii.

Swoją działalność do dziś prowadzi Klingoński Instytut Językowy, a dzięki jego inicjatywie na klingoński przetłumaczono arcydzieła światowej literatury, m.in. „Hamleta”, „Małego księcia” czy „Biblię”. Społeczność posługująca się językiem klingońskim cieszy się rozgłosem. Swego czasu tworzono nawet wersję Wikipedii w tym języku, a Google udostępnia klingońską wersję swojej wyszukiwarki. W ten oto sposób klingoński stał się pełnoprawnym językiem. Jednym z wielu, bo według ostrożnych wyliczeń sztucznych języków istnieje dziś co najmniej 500.

Mowa w służbie idei

Sztuczne języki to takie, które w przeciwieństwie do naturalnych nie ewoluowały samoistnie, lecz powstały spontanicznie i są świadomą kreacją człowieka. Nazywane są konlangami (ang. conlang), a osoby je tworzące – konlangerami. Istnieje wiele powodów ich powstawania: może to być sposób artystycznego wyrazu, oryginalna metoda wyróżnienia danej wspólnoty lub społeczności, lingwistyczne wyzwanie pozwalające eksperymentować w zakresie semantyki, forma gry językowej, a niekiedy próba stworzenia nowego ponadnarodowego języka, by ułatwić komunikowanie się ze sobą ludzi z całego świata.

Samo zjawisko nie jest niczym nowym. Za najstarszy sztuczny język uchodzi obecnie lingua ignota, stworzony w XII w. przez frankońską mistyczkę Hildegardę z Bingen. Niemiecka benedyktynka i święta Kościoła katolickiego zapisywała za jego pomocą własne wizje i hymny. Przetrwał do naszych czasów dzięki dwóm średniowiecznym rękopisom – „Kodeksowi Wiesbaden” i „Kodeksowi Cheltenhamensis”. Ów tajemniczy język składa się z 23 liter i pod względem gramatyki i składni wygląda na próbę połączenia łaciny z niemieckim, z uwzględnieniem nowego słownictwa. Nie wiemy natomiast, do czego mógł służyć i czy ktoś poza Hildegardą się nim posługiwał.

W tamtych czasach wszelkie próby tworzenia języków miały wymiar ideologiczny – za ich pomocą starano się skonstruować język uniwersalny, znacznie prostszy niż antyczna greka czy łacina. Na początku XIV w. Dante Alighieri napisał traktat zatytułowany „De vulgari eloquentia”, w którym postulował stworzenie nowego języka ludowego, przeznaczonego do wykorzystania w piśmiennictwie naukowym, literackim i religijnym. Zdaniem autora „Boskiej komedii” można by go oprzeć na dialektach włoskich.

Inny projekt stworzenia „boskiego” języka, za którego pomocą można byłoby nawracać niewiernych na chrześcijaństwo, przedstawił Rajmund Llull w dziele „Ars magna et ultima”. Misjonarz z Majorki, ukamienowany za przekonania, oparł swój język na kombinatoryce, stosując symbole i diagramy pojęciowe. W tym przypadku każda forma komunikacji była ograniczona do schematycznych form pojęciowych. Z kolei na Bliskim Wschodzie duży wkład w rozwój języków sztucznych ma balaibalan zapoczątkowany w XIV w. przez mistyka Fazlallaha Astarabadiego. Pod względem gramatycznym jest to mieszanka perskiego, tureckiego i arabskiego, bazująca na wymyślonym leksykonie. Najprawdopodobniej balaibalan służył do spisywania ksiąg uznanych za święte, choć nie wyklucza się też, że mógł być językiem tajnym, wykorzystywanym przez bardzo wąską grupę wykształconych kapłanów.

W kolejnych stuleciach niemały udział w tworzeniu sztucznych języków mieli filozofowie, jednak dopiero w XIX w. zaczęły powstawać konlangi z prawdziwego zdarzenia. Wielu językoznawców debatowało nad stworzeniem międzynarodowego języka, który byłby w równym stopniu łatwy do nauczenia dla wszystkich. Prymat języka francuskiego, a później angielskiego, miał wyłącznie podłoże ekonomiczne. „Językowy imperializm” nie wynikał z pragmatyzmu, lecz pozycji mocarstw, które nim władały. Wychodzono przy tym ze słusznego przekonania, że osoby, dla których język międzynarodowy jest językiem ojczystym, są uprzywilejowane. Najuczciwszym rozwiązaniem byłoby więc stworzenie nowego języka z maksymalnie uproszczoną gramatyką i zasadami wymowy, który byłby jednakowo łatwy do nauczenia dla wszystkich. Tak powstał esperanto.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 07/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
10/2019
09/2019
Kalendarium
Październik
22
W 1964 r. kanadyjski komitet parlamentarny wybrał, spośród 2 600 zgłoszonych na konkurs propozycji, obecny wzór flagi Kanady.
Warto przeczytać
14 września 2015 roku zaczęła się era nowej astronomii, która przez najbliższe stulecia kształtować będzie naszą wizję świata, opartą na obserwacji nie światła, lecz fal grawitacyjnych emitowanych przez ruchy i drgania ciał niebieskich.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2019-06-24
Złota era konlangera

Fot. ivosar/Shutterstock.com

Dzięki internetowi tworzenie sztucznych języków jeszcze nigdy nie było tak popularne. Dla lingwistów valyriański, mandaloriański, quenya czy khuzdûl to wyzwanie, dla zapaleńców – sztuka.

Fanom SF nie trzeba przedstawiać serialu „Star Trek”. To jedna z najbardziej kasowych produkcji w historii kina i telewizji. Nie każdy zdaje sobie jednak sprawę, że wytwórnia Paramount Pictures posiada prawa nie tylko do historii o przygodach załogi statku „Enterprise”, ale także do języka stworzonego na potrzeby filmu. Mowa o klingońskim, języku wojowniczych kosmitów z planety Qo’noS, który powstał jako artystyczny zabieg scenarzystów. Po raz pierwszy język Klingonów widzowie mogli usłyszeć w roku 1984 w filmie „Star Trek III: The Search for Spock”. Jego twórcy, reżyser Leonard Nimoy i scenarzysta Harve Bennett, chcieli obdarzyć charakterystycznych bohaterów równie charakterystyczną mową, dlatego do jej stworzenia zaprosili profesjonalnego lingwistę. Tak do zespołu dołączył dr Marc Okrand z University of California w Berkeley.

Językoznawca oparł stworzony przez siebie język na profesjonalnej gramatyce, składni i leksyce, wzorując się m.in. na dialekcie ludu Ohlone, Indian z Kalifornii. Początkowo było to tylko kilka zdań, jednak wytwórnia szybko zwietrzyła interes i niedługo po premierze filmu zleciła Okrandowi stworzenie całego słownika, który rozszedł się w nakładzie 250 tys. egzemplarzy. Tak klingoński zaczął żyć własnym życiem, stając się jednym z najpopularniejszych sztucznych języków w historii.

Swoją działalność do dziś prowadzi Klingoński Instytut Językowy, a dzięki jego inicjatywie na klingoński przetłumaczono arcydzieła światowej literatury, m.in. „Hamleta”, „Małego księcia” czy „Biblię”. Społeczność posługująca się językiem klingońskim cieszy się rozgłosem. Swego czasu tworzono nawet wersję Wikipedii w tym języku, a Google udostępnia klingońską wersję swojej wyszukiwarki. W ten oto sposób klingoński stał się pełnoprawnym językiem. Jednym z wielu, bo według ostrożnych wyliczeń sztucznych języków istnieje dziś co najmniej 500.

Mowa w służbie idei

Sztuczne języki to takie, które w przeciwieństwie do naturalnych nie ewoluowały samoistnie, lecz powstały spontanicznie i są świadomą kreacją człowieka. Nazywane są konlangami (ang. conlang), a osoby je tworzące – konlangerami. Istnieje wiele powodów ich powstawania: może to być sposób artystycznego wyrazu, oryginalna metoda wyróżnienia danej wspólnoty lub społeczności, lingwistyczne wyzwanie pozwalające eksperymentować w zakresie semantyki, forma gry językowej, a niekiedy próba stworzenia nowego ponadnarodowego języka, by ułatwić komunikowanie się ze sobą ludzi z całego świata.

Samo zjawisko nie jest niczym nowym. Za najstarszy sztuczny język uchodzi obecnie lingua ignota, stworzony w XII w. przez frankońską mistyczkę Hildegardę z Bingen. Niemiecka benedyktynka i święta Kościoła katolickiego zapisywała za jego pomocą własne wizje i hymny. Przetrwał do naszych czasów dzięki dwóm średniowiecznym rękopisom – „Kodeksowi Wiesbaden” i „Kodeksowi Cheltenhamensis”. Ów tajemniczy język składa się z 23 liter i pod względem gramatyki i składni wygląda na próbę połączenia łaciny z niemieckim, z uwzględnieniem nowego słownictwa. Nie wiemy natomiast, do czego mógł służyć i czy ktoś poza Hildegardą się nim posługiwał.

W tamtych czasach wszelkie próby tworzenia języków miały wymiar ideologiczny – za ich pomocą starano się skonstruować język uniwersalny, znacznie prostszy niż antyczna greka czy łacina. Na początku XIV w. Dante Alighieri napisał traktat zatytułowany „De vulgari eloquentia”, w którym postulował stworzenie nowego języka ludowego, przeznaczonego do wykorzystania w piśmiennictwie naukowym, literackim i religijnym. Zdaniem autora „Boskiej komedii” można by go oprzeć na dialektach włoskich.

Inny projekt stworzenia „boskiego” języka, za którego pomocą można byłoby nawracać niewiernych na chrześcijaństwo, przedstawił Rajmund Llull w dziele „Ars magna et ultima”. Misjonarz z Majorki, ukamienowany za przekonania, oparł swój język na kombinatoryce, stosując symbole i diagramy pojęciowe. W tym przypadku każda forma komunikacji była ograniczona do schematycznych form pojęciowych. Z kolei na Bliskim Wschodzie duży wkład w rozwój języków sztucznych ma balaibalan zapoczątkowany w XIV w. przez mistyka Fazlallaha Astarabadiego. Pod względem gramatycznym jest to mieszanka perskiego, tureckiego i arabskiego, bazująca na wymyślonym leksykonie. Najprawdopodobniej balaibalan służył do spisywania ksiąg uznanych za święte, choć nie wyklucza się też, że mógł być językiem tajnym, wykorzystywanym przez bardzo wąską grupę wykształconych kapłanów.

W kolejnych stuleciach niemały udział w tworzeniu sztucznych języków mieli filozofowie, jednak dopiero w XIX w. zaczęły powstawać konlangi z prawdziwego zdarzenia. Wielu językoznawców debatowało nad stworzeniem międzynarodowego języka, który byłby w równym stopniu łatwy do nauczenia dla wszystkich. Prymat języka francuskiego, a później angielskiego, miał wyłącznie podłoże ekonomiczne. „Językowy imperializm” nie wynikał z pragmatyzmu, lecz pozycji mocarstw, które nim władały. Wychodzono przy tym ze słusznego przekonania, że osoby, dla których język międzynarodowy jest językiem ojczystym, są uprzywilejowane. Najuczciwszym rozwiązaniem byłoby więc stworzenie nowego języka z maksymalnie uproszczoną gramatyką i zasadami wymowy, który byłby jednakowo łatwy do nauczenia dla wszystkich. Tak powstał esperanto.