ziemia
Autor: Magdalena Nowicka-Franczak | dodano: 2019-06-24
Wakacje od rzeczywistości

Fot. Daniel Krason/Shutterstock.com

W czasach, kiedy Google Earth pokazuje zdjęcia większości powierzchni Ziemi, a nawet kawałek Marsa, zobaczenie odległych krain przestaje być najważniejszym powodem podróżowania. Turystom coraz częściej chodzi o to, żeby przeżyć coś nie z tej ziemi.

Podróżować, podróżować jest bosko!” – śpiewała Kora w wielkim przeboju Maanamu z 1980 r. Od tamtej pory minęło 40 lat i warunkiem boskiego podróżowania przestały być odległy cel, szampan i dyskoteka na plaży. Jak pokazują zeszłoroczne badania CBOS, tylko nieco ponad połowa Polaków wyjeżdża przynajmniej raz w roku na wakacje. Nie są to wyjazdy długie, najczęściej nie przekraczają tygodnia. Ci, którzy nigdzie nie jadą, zazwyczaj tłumaczą to brakiem pieniędzy, ale nie jest to jedyny argument. Coraz częściej rezygnacja z wakacji wynika z nadmiaru obowiązków domowych i zawodowych. Dlatego jeśli już pozwalamy sobie na wyjazd, to – po pierwsze – chcemy, żeby nic nie zepsuło tych kilku dni wypoczynku. Po drugie, oczekujemy po urlopie, że wynagrodzi trudy i rutynę całego roku, więc szukamy wrażeń niebanalnych, którymi można się pochwalić znajomym. Od czego zaczynamy? Od wzięcia w dłoń smartfona i przeszukiwania ofert. Choć 23% badanych uważa, że zbyt często wpatruje się w ekran telefonu, to trudno sobie wyobrazić wakacje pozbawione medialnego wsparcia.

Zobaczyć niewidzialne

Już 30 lat temu brytyjski socjolog John Urry ogłosił, że wkroczyliśmy w erę postturystyki: podróżowania zapośredniczonego medialnie i polegającego raczej na konsumowaniu obrazów dalekich przestrzeni niż na cielesnym ich doświadczaniu. Te przewidywania nie w pełni się sprawdziły, bo wciąż fizyczne przemieszczanie pozostaje istotą podróżowania, ale sam proces planowania i przeżywania wakacyjnych eskapad stał się polem do popisu dla nowych technologii. Turystyka 4.0, bo taką nazwę nosi wiodący trend, opiera się na personalizowaniu oferty turystycznej dzięki analizom wielkich korpusów danych o indywidualnych użytkownikach internetu.

Wszystko zaczęło się od tego, że już na początku XXI w. elektroniczne serwisy rezerwacji lotów i hoteli zaczęły kusić klientów niższymi cenami niż proponowane przez stacjonarne agencje turystyczne. Przy okazji platformy te zapamiętywały wybory internautów, aby przed kolejnymi wakacjami, feriami i długimi weekendami zaoferować im wyjazdy o podobnych parametrach ceny i jakości. Około 2010 r. rynkiem wstrząsnął rozwój tzw. ekonomii współdzielenia (ang. sharing economy), dającej możliwość świadczenia przez indywidualnych obywateli usług takich jak transport czy nocowanie w prywatnych mieszkaniach. Szybko jednak okazało się, że korzystanie z ofert dostępnych w aplikacjach w rodzaju Airbnb wcale nie jest na każdą kieszeń. Hotele i pensjonaty wróciły do gry, ale wyposażone w nowe narzędzia walki o klienta: VR (wirtualną rzeczywistość) i AR (rozszerzoną rzeczywistość, ang. augmented reality). Ta pierwsza to trójwymiarowe wizualizacje atrakcji turystycznych, wirtualne zwiedzanie pokoi hotelowych przed dokonaniem rezerwacji albo symulacje nurkowania w rafie koralowej, zachęcające do zakupu pakietu dla nurków. Natomiast istotą technologii AR jest nakładanie na realną przestrzeń „niewidzialnych” informacji, dodatkowych funkcji i wrażeń zmysłowych w czasie rzeczywistym.

Aplikacje AR znajdują największe zastosowanie, kiedy jesteśmy już u celu podróży. Toskania była jednym z pierwszych regionów, które już 10 lat temu wypuściły na rynek interaktywną aplikację pozwalającą przejść z wirtualnym przewodnikiem spontanicznie wybraną trasę w tej części Włoch. Nie trzeba już skanować kodów umieszczonych na atrakcjach turystycznych, wystarczy skierować w ich stronę kamerę znajdującą się w smartfonie. Na ekranie pokaże się historia zabytku, jego miejsce w rankingu stworzonym przez innych użytkowników aplikacji, a także… informacja, gdzie jest najbliższy hotspot. Dzięki AR znajdujące się w okolicy napisy w obcym języku zostaną przetłumaczone, a na ekranie skanującym realne otoczenie pojawi się strzałka, w którą stronę kierować się na przykład… do najbliższego Starbucksa. Notabene, branża gastronomiczna coraz odważniej korzysta z AR, oferując przed złożeniem zamówienia możliwość zobaczenia trójwymiarowych obrazów potraw (po skierowaniu kamery w telefonie na nazwę dania w karcie), dostosowania wielkości porcji oraz liczby składników. Czekając na posiłek, klient może z kolei obejrzeć w smartfonie, jak jego danie jest przygotowywane.

Na technologiach AR paradoksalnie najwięcej może zyskać trącące myszką zwiedzanie zabytków i muzeów. W kilku muzeach historii naturalnej można już zobaczyć, jak wyglądały żywe zwierzęta, patrząc na szkielety prehistorycznych gatunków przez smartfon lub tablet z zainstalowaną aplikacją. W muzeum znajdującym się w indyjskiej Kurukszetrze „ożywają” mury – za pomocą mobilnej aplikacji obejrzymy na nich sceny wojenne opisane w słynnym eposie Mahabharata, które zgodnie z mitem rozegrały się w tym mieście. Rozszerzona rzeczywistość pozwala też podróżować w czasie po dziejach architektury. Obserwując przez kamerkę telefonu słoweński zamek Rihemberk, spalony w czasie II wojny światowej, widzimy, jak prezentował się kiedyś i jak będzie wyglądać po rekonstrukcji.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 07/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2019
10/2019
Kalendarium
Listopad
13
W 1990 r. pojawiła się pierwsza strona WWW.
Warto przeczytać
Czy matematyka w szkole wydawała Ci się trudna? Nudna? Przerażająca?
A może wręcz przeciwnie uwielbiasz matematykę? Niezależnie od odpowiedzi na te pytania, "Matematyka, jakiej nie znacie" jest książką dla Ciebie.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Magdalena Nowicka-Franczak | dodano: 2019-06-24
Wakacje od rzeczywistości

Fot. Daniel Krason/Shutterstock.com

W czasach, kiedy Google Earth pokazuje zdjęcia większości powierzchni Ziemi, a nawet kawałek Marsa, zobaczenie odległych krain przestaje być najważniejszym powodem podróżowania. Turystom coraz częściej chodzi o to, żeby przeżyć coś nie z tej ziemi.

Podróżować, podróżować jest bosko!” – śpiewała Kora w wielkim przeboju Maanamu z 1980 r. Od tamtej pory minęło 40 lat i warunkiem boskiego podróżowania przestały być odległy cel, szampan i dyskoteka na plaży. Jak pokazują zeszłoroczne badania CBOS, tylko nieco ponad połowa Polaków wyjeżdża przynajmniej raz w roku na wakacje. Nie są to wyjazdy długie, najczęściej nie przekraczają tygodnia. Ci, którzy nigdzie nie jadą, zazwyczaj tłumaczą to brakiem pieniędzy, ale nie jest to jedyny argument. Coraz częściej rezygnacja z wakacji wynika z nadmiaru obowiązków domowych i zawodowych. Dlatego jeśli już pozwalamy sobie na wyjazd, to – po pierwsze – chcemy, żeby nic nie zepsuło tych kilku dni wypoczynku. Po drugie, oczekujemy po urlopie, że wynagrodzi trudy i rutynę całego roku, więc szukamy wrażeń niebanalnych, którymi można się pochwalić znajomym. Od czego zaczynamy? Od wzięcia w dłoń smartfona i przeszukiwania ofert. Choć 23% badanych uważa, że zbyt często wpatruje się w ekran telefonu, to trudno sobie wyobrazić wakacje pozbawione medialnego wsparcia.

Zobaczyć niewidzialne

Już 30 lat temu brytyjski socjolog John Urry ogłosił, że wkroczyliśmy w erę postturystyki: podróżowania zapośredniczonego medialnie i polegającego raczej na konsumowaniu obrazów dalekich przestrzeni niż na cielesnym ich doświadczaniu. Te przewidywania nie w pełni się sprawdziły, bo wciąż fizyczne przemieszczanie pozostaje istotą podróżowania, ale sam proces planowania i przeżywania wakacyjnych eskapad stał się polem do popisu dla nowych technologii. Turystyka 4.0, bo taką nazwę nosi wiodący trend, opiera się na personalizowaniu oferty turystycznej dzięki analizom wielkich korpusów danych o indywidualnych użytkownikach internetu.

Wszystko zaczęło się od tego, że już na początku XXI w. elektroniczne serwisy rezerwacji lotów i hoteli zaczęły kusić klientów niższymi cenami niż proponowane przez stacjonarne agencje turystyczne. Przy okazji platformy te zapamiętywały wybory internautów, aby przed kolejnymi wakacjami, feriami i długimi weekendami zaoferować im wyjazdy o podobnych parametrach ceny i jakości. Około 2010 r. rynkiem wstrząsnął rozwój tzw. ekonomii współdzielenia (ang. sharing economy), dającej możliwość świadczenia przez indywidualnych obywateli usług takich jak transport czy nocowanie w prywatnych mieszkaniach. Szybko jednak okazało się, że korzystanie z ofert dostępnych w aplikacjach w rodzaju Airbnb wcale nie jest na każdą kieszeń. Hotele i pensjonaty wróciły do gry, ale wyposażone w nowe narzędzia walki o klienta: VR (wirtualną rzeczywistość) i AR (rozszerzoną rzeczywistość, ang. augmented reality). Ta pierwsza to trójwymiarowe wizualizacje atrakcji turystycznych, wirtualne zwiedzanie pokoi hotelowych przed dokonaniem rezerwacji albo symulacje nurkowania w rafie koralowej, zachęcające do zakupu pakietu dla nurków. Natomiast istotą technologii AR jest nakładanie na realną przestrzeń „niewidzialnych” informacji, dodatkowych funkcji i wrażeń zmysłowych w czasie rzeczywistym.

Aplikacje AR znajdują największe zastosowanie, kiedy jesteśmy już u celu podróży. Toskania była jednym z pierwszych regionów, które już 10 lat temu wypuściły na rynek interaktywną aplikację pozwalającą przejść z wirtualnym przewodnikiem spontanicznie wybraną trasę w tej części Włoch. Nie trzeba już skanować kodów umieszczonych na atrakcjach turystycznych, wystarczy skierować w ich stronę kamerę znajdującą się w smartfonie. Na ekranie pokaże się historia zabytku, jego miejsce w rankingu stworzonym przez innych użytkowników aplikacji, a także… informacja, gdzie jest najbliższy hotspot. Dzięki AR znajdujące się w okolicy napisy w obcym języku zostaną przetłumaczone, a na ekranie skanującym realne otoczenie pojawi się strzałka, w którą stronę kierować się na przykład… do najbliższego Starbucksa. Notabene, branża gastronomiczna coraz odważniej korzysta z AR, oferując przed złożeniem zamówienia możliwość zobaczenia trójwymiarowych obrazów potraw (po skierowaniu kamery w telefonie na nazwę dania w karcie), dostosowania wielkości porcji oraz liczby składników. Czekając na posiłek, klient może z kolei obejrzeć w smartfonie, jak jego danie jest przygotowywane.

Na technologiach AR paradoksalnie najwięcej może zyskać trącące myszką zwiedzanie zabytków i muzeów. W kilku muzeach historii naturalnej można już zobaczyć, jak wyglądały żywe zwierzęta, patrząc na szkielety prehistorycznych gatunków przez smartfon lub tablet z zainstalowaną aplikacją. W muzeum znajdującym się w indyjskiej Kurukszetrze „ożywają” mury – za pomocą mobilnej aplikacji obejrzymy na nich sceny wojenne opisane w słynnym eposie Mahabharata, które zgodnie z mitem rozegrały się w tym mieście. Rozszerzona rzeczywistość pozwala też podróżować w czasie po dziejach architektury. Obserwując przez kamerkę telefonu słoweński zamek Rihemberk, spalony w czasie II wojny światowej, widzimy, jak prezentował się kiedyś i jak będzie wyglądać po rekonstrukcji.