człowiek
Autor: Regina Salomea Pilsztyn | dodano: 2019-07-23
Niezwykła bizneswoman z XVIII w.


Fot. Triff/Shutterstock.com

Całe życie szukała miejsca, w którym mogłaby być po prostu sobą. Ale w czasach, gdy kobieta była albo żoną swojego męża, albo nikim, nie było to łatwe. Mieszkała w Polsce, Rosji, imperium osmańskim i w każdym z tych krajów budziła sensację niezależnością, odwagą i sposobem bycia. Wyprzedziła swoją epokę o 200 lat.

Jest rok 1718, gdy w majątku pod Nowogródkiem rodzi się córka państwa Rusieckich. Od dzieciństwa wiadomo, że będą z nią problemy. Dziewczyna, której dano imiona Regina Salomea, włóczy się konno po okolicy, kocha broń i niebezpieczne przygody, jako nastolatka strzela już lepiej niż niejeden mężczyzna. Umie czytać i pisać, ale jej wiedza o świecie jest prawie żadna.

Ślimaki na gruźlicę

Miała zaledwie 14 lat, kiedy jej rodzice postanowili pozbyć się problemu i znaleźć jej męża. Nie było to proste, bo ekscentryczną dziewczynę już wszyscy dobrze znali w okolicach Nowogródka. Oporów nie miał jednak Jakub Halpir. Był luteraninem, lekarzem, specjalistą od chorób oczu i człowiekiem, którego też nosiło po świecie. Dla Reginy był to idealny kandydat; nie tylko mogła z nim podróżować, ale też sporo się nauczyć. A medycyna była wtedy nauką z pogranicza magii. Czasem bardziej niż wiedza liczyła się umiejętność przekonania pacjenta, że proponowana kuracja wyleczy go z choroby. I w tym właśnie Regina okazała się mistrzynią.

Na początku XVIII w. metody leczenia były dość specyficzne. Opisy ówczesnych kuracji budzą dziś przerażenie. Jak pisze R. Bayne-Powell w „Housekeeping in the Eighteenth Century”: „Leczono przeważnie wywarami najrozmaitszych rodzajów. Pito wywar ze ślimaków na gruźlicę, wywar z karaluchów na nerki, wywar z duszonej starej sowy i młodych szczeniąt na bronchit, wywar z mszyc, oczu kraba, kości ośmiornicy i mięsa żmii na kaszel. Wywary te nie zawsze szkodziły: lord Fermanagh pił przez sześć tygodni wywar z końskiego nawozu i, co dziwniejsze, wyzdrowiał. Oczy szczupaka i zatykanie uszu czarną wełną miały pomagać na ból zębów. (…) Smołę rozcieńczoną w wodzie zalecano na ospę, pieczone ropuchy na skrofuły, smażone myszy na koklusz, krew gołębi na apopleksję, krew żółwi na epilepsję. (…) Aby wyleczyć się z malarii, należało połknąć pająka zwiniętego w kulkę: od biedy wystarczyło zaszyć go w woreczek i zawiesić na szyi”.

Jak na swoje czasy Jakub Halpir był dobrze wykształconym medykiem. Starał się unikać metod, które uważał za godne wiejskich znachorów, chociaż podstawę zawartości jego apteki również stanowiły wszelkie syropy i nalewki. W ich sporządzaniu nastoletnia Regina zdobyła dużą biegłość. Miała też dobrą głowę nie tylko do pieniędzy; świetnie się orientowała, ile kto jest gotów zapłacić za leczenie. A płacono przede wszystkim za skuteczną kurację. Wyleczenie bogatego pacjenta mogło zapewnić dochód na długie miesiące.

Tylko gdzie znaleźć bogatych pacjentów? Decyzja zapadła krótko po ślubie. Jakub Halpir uznał, że zamiast praktyki w Rzeczypospolitej Obojga Narodów bardziej intratna będzie praca lekarza w imperium osmańskim. W 1732 r. Regina wyruszyła więc z mężem do odległego o 1800 km Stambułu.

Dla piętnastoletniej Reginy podróż przez Ukrainę, Karpaty i Bałkany do Turcji musiała być nie lada przeżyciem. Jadąc konno lub w kolasce, z nieodłącznymi pistoletami pod ręką, była nie tylko medyczną asystentką męża, ale też jego ochroną. Szybko się zorientowała, że zawód lekarza jest wysoko ceniony w każdym z mijanych krajów, bez względu na język, zwyczaje i religię. Gdziekolwiek więc zatrzymywali się Halpirowie, ciągnęły do nich tłumy.

Chrześcijańska prostytutka

W 1734 r. świetnie rozwijająca się w Stambule praktyka Jakuba Halpira stanęła nagle pod wielkim znakiem zapytania. Jeden z wpływowych pacjentów umarł nagle po zażyciu przepisanego przez doktora lekarstwa. Halpira trafił do więzienia. Za uśmiercenie dostojnika grozi mu kara śmierci przez uduszenie. Regina ciężko to odchorowała. Spodziewała się, że będzie wdową w obcym muzułmańskim kraju, gdzie samotna chrześcijanka mogła co najwyżej zostać prostytutką. Widziała takich wiele i nie miała złudzeń, jak bezwzględne prawa obowiązują w tym miejscu.

Chora i obolała kazała się zanieść w lektyce do więzienia na spotkanie z mężem. Jakub poprosił ją, by złożyła podanie do wezyra o jego uwolnienie. Pani Halpir zrobiła co trzeba, ale gdy zgłosiła się po odpowiedź, usłyszała od sługi dostojnika, by przyszła wieczorem. Dla Reginy było jasne, czego chce wezyr. Znów kazała zanieść się do męża, by opowiedzieć, co ją spotkało. Usłyszała od niego, że woli umrzeć niż żyć ze świadomością, że żona ocaliła go takim kosztem.

Następnego dnia Regina miała gotowy plan. Założyła najlepsze ubrania i pospieszyła do wpływowych pacjentów męża. Chciała prosić, by pomogli się jej skontaktować z rodziną zmarłego dostojnika i wynegocjować odszkodowanie; w krajach islamu była taka stara tradycja. Udało się jej zawrzeć porozumienie na kwotę 5 tys. lewów. To były wielkie pieniądze, jednak wyboru nie miała. Umowę zawarto, Regina wzięła sądowe poświadczenie i jej mąż odzyskał wolność.

Kilka kolejnych miesięcy zajęło jej prywatne śledztwo, co naprawdę było przyczyną śmierci pacjenta. Ustaliła, że przepisane przez jej męża lekarstwo zostało przygotowane w aptece należącej do lekarza o nazwisku Fonseca, Żyda, o którym wiedziała, że jest zazdrosny o powodzenie doktora Halpira wśród pacjentów. Regina poszła więc do wezyrskiego sądu i złożyła wniosek, by wezwać Fonsecę na przesłuchanie, ale bez informowania go, o jaką sprawę chodzi. Gdy nieświadomy podstępu aptekarz stawił się przed sądem, Polka bez skrupułów oskarżyła go o dodanie trucizny do lekarstwa i chęć zniszczenia dobrego imienia jej męża.

Fonseca był przerażony. Zgodził się na oddanie Reginie pieniędzy, które wydała na okup, byle tylko wycofała sądowy pozew. Halpira zszokowało to wydarzenie. Nic nie wiedział o prywatnym śledztwie żony. Kiedy dotarła do niego wiadomość, że złożyła pozew przeciw Fonsece, był poza Stambułem. Przerażony samowolną akcją siedemnastoletniej żony i możliwymi konsekwencjami wyjechał do odległej o 100 km Bursy i siedział w niej, dopóki nie przysłała do niego gońca z zapewnieniem, że sprawa zakończyła się sukcesem.

Syrop fiołkowy

Jakub Halpir znalazł w żonie pojętną uczennicę. Regina zgłębiała przy nim tajniki okulistyki i uzupełniała braki w wykształceniu, także na własną rękę. Z medycznymi księgami, lekarską łaciną i zasadami wypisywania recept zaznajomił ją włoski lekarz z Malty, wschodnie metody leczenia oczu pokazał doktor z Babilonu. Początkowo Jakub pozwalał żonie zastępować siebie tylko przy niektórych kuracjach, szczególnie kobiet, co w pełnym religijnych i obyczajowych ograniczeń kraju było wygodnym rozwiązaniem. Szybko jednak lekarka z Polski zaczęła leczyć też mężczyzn.

Rozwijająca się medyczna kariera Reginy spotkała się niebawem z szykanami ze strony Fonseki, który nie zapomniał jej upokorzenia i straconych pieniędzy. Doktor złożył doniesienie do wysokiego urzędnika sułtana. Twierdził, że Polka nie ma żadnego medycznego wykształcenia i nie powinna w ogóle zbliżać się do pacjentów. Wydana przez hakim paszę decyzja była niepomyślna. Od tego czasu pani Halpir wolno było leczyć tylko kobiety i tylko z chorób oczu. Za złamanie zakazu groziła wysoka kara.

Regina początkowo poddała się tej decyzji, długo jednak nie wytrzymała. Pacjent był zięciem urzędnika dworskiego, czausza Orta, a jego nietypowa przypadłość polegała na tym, że przez pięć dni nie mógł oddać moczu. Cierpiał. Doktora nie było akurat w domu, gdy u Halpirów pojawili się posłańcy chorego. Regina nie miała pojęcia, jakiego lekarstwa użyć, ale wiedziona intuicją sięgnęła po słoik z syropem fiołkowym i kazała aplikować go choremu trzy razy dziennie.

Kiedy tego samego dnia opowiedziała mężowi, co zrobiła, Jakub wpadł w rozpacz. Okazało się, że chorego leczył już bezskutecznie lekarz samego sułtana. Także Halpir był u niego z wizytą, jednak nie podjął się leczenia z obawy, że jeśli pacjent umrze, wina spadnie na niego. Konsekwencje, które w przypadku śmierci zięcia urzędnika mogły spotkać Reginę, były bardzo poważne. Nie dość, że złamała nałożony na nią zakaz leczenia mężczyzn, to jeszcze ośmieliła się podać w wątpliwość kompetencje głównego lekarza sułtańskiego dworu.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 08/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2019
10/2019
Kalendarium
Listopad
13
W 1990 r. pojawiła się pierwsza strona WWW.
Warto przeczytać
Michael Hebb to współtwórca popularnego na Zachodzie ruchu, w ramach którego ludzie, znajomi lub nieznajomi, spotykają się przy stole, by porozmawiać o śmierci. Tak jak o życiu, normalnie. Gdybyś mógł przedłużyć swoje życie, to o jak długo? Jak wygląda dobra śmierć? Jak chciałbyś być wspominany?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Regina Salomea Pilsztyn | dodano: 2019-07-23
Niezwykła bizneswoman z XVIII w.


Fot. Triff/Shutterstock.com

Całe życie szukała miejsca, w którym mogłaby być po prostu sobą. Ale w czasach, gdy kobieta była albo żoną swojego męża, albo nikim, nie było to łatwe. Mieszkała w Polsce, Rosji, imperium osmańskim i w każdym z tych krajów budziła sensację niezależnością, odwagą i sposobem bycia. Wyprzedziła swoją epokę o 200 lat.

Jest rok 1718, gdy w majątku pod Nowogródkiem rodzi się córka państwa Rusieckich. Od dzieciństwa wiadomo, że będą z nią problemy. Dziewczyna, której dano imiona Regina Salomea, włóczy się konno po okolicy, kocha broń i niebezpieczne przygody, jako nastolatka strzela już lepiej niż niejeden mężczyzna. Umie czytać i pisać, ale jej wiedza o świecie jest prawie żadna.

Ślimaki na gruźlicę

Miała zaledwie 14 lat, kiedy jej rodzice postanowili pozbyć się problemu i znaleźć jej męża. Nie było to proste, bo ekscentryczną dziewczynę już wszyscy dobrze znali w okolicach Nowogródka. Oporów nie miał jednak Jakub Halpir. Był luteraninem, lekarzem, specjalistą od chorób oczu i człowiekiem, którego też nosiło po świecie. Dla Reginy był to idealny kandydat; nie tylko mogła z nim podróżować, ale też sporo się nauczyć. A medycyna była wtedy nauką z pogranicza magii. Czasem bardziej niż wiedza liczyła się umiejętność przekonania pacjenta, że proponowana kuracja wyleczy go z choroby. I w tym właśnie Regina okazała się mistrzynią.

Na początku XVIII w. metody leczenia były dość specyficzne. Opisy ówczesnych kuracji budzą dziś przerażenie. Jak pisze R. Bayne-Powell w „Housekeeping in the Eighteenth Century”: „Leczono przeważnie wywarami najrozmaitszych rodzajów. Pito wywar ze ślimaków na gruźlicę, wywar z karaluchów na nerki, wywar z duszonej starej sowy i młodych szczeniąt na bronchit, wywar z mszyc, oczu kraba, kości ośmiornicy i mięsa żmii na kaszel. Wywary te nie zawsze szkodziły: lord Fermanagh pił przez sześć tygodni wywar z końskiego nawozu i, co dziwniejsze, wyzdrowiał. Oczy szczupaka i zatykanie uszu czarną wełną miały pomagać na ból zębów. (…) Smołę rozcieńczoną w wodzie zalecano na ospę, pieczone ropuchy na skrofuły, smażone myszy na koklusz, krew gołębi na apopleksję, krew żółwi na epilepsję. (…) Aby wyleczyć się z malarii, należało połknąć pająka zwiniętego w kulkę: od biedy wystarczyło zaszyć go w woreczek i zawiesić na szyi”.

Jak na swoje czasy Jakub Halpir był dobrze wykształconym medykiem. Starał się unikać metod, które uważał za godne wiejskich znachorów, chociaż podstawę zawartości jego apteki również stanowiły wszelkie syropy i nalewki. W ich sporządzaniu nastoletnia Regina zdobyła dużą biegłość. Miała też dobrą głowę nie tylko do pieniędzy; świetnie się orientowała, ile kto jest gotów zapłacić za leczenie. A płacono przede wszystkim za skuteczną kurację. Wyleczenie bogatego pacjenta mogło zapewnić dochód na długie miesiące.

Tylko gdzie znaleźć bogatych pacjentów? Decyzja zapadła krótko po ślubie. Jakub Halpir uznał, że zamiast praktyki w Rzeczypospolitej Obojga Narodów bardziej intratna będzie praca lekarza w imperium osmańskim. W 1732 r. Regina wyruszyła więc z mężem do odległego o 1800 km Stambułu.

Dla piętnastoletniej Reginy podróż przez Ukrainę, Karpaty i Bałkany do Turcji musiała być nie lada przeżyciem. Jadąc konno lub w kolasce, z nieodłącznymi pistoletami pod ręką, była nie tylko medyczną asystentką męża, ale też jego ochroną. Szybko się zorientowała, że zawód lekarza jest wysoko ceniony w każdym z mijanych krajów, bez względu na język, zwyczaje i religię. Gdziekolwiek więc zatrzymywali się Halpirowie, ciągnęły do nich tłumy.

Chrześcijańska prostytutka

W 1734 r. świetnie rozwijająca się w Stambule praktyka Jakuba Halpira stanęła nagle pod wielkim znakiem zapytania. Jeden z wpływowych pacjentów umarł nagle po zażyciu przepisanego przez doktora lekarstwa. Halpira trafił do więzienia. Za uśmiercenie dostojnika grozi mu kara śmierci przez uduszenie. Regina ciężko to odchorowała. Spodziewała się, że będzie wdową w obcym muzułmańskim kraju, gdzie samotna chrześcijanka mogła co najwyżej zostać prostytutką. Widziała takich wiele i nie miała złudzeń, jak bezwzględne prawa obowiązują w tym miejscu.

Chora i obolała kazała się zanieść w lektyce do więzienia na spotkanie z mężem. Jakub poprosił ją, by złożyła podanie do wezyra o jego uwolnienie. Pani Halpir zrobiła co trzeba, ale gdy zgłosiła się po odpowiedź, usłyszała od sługi dostojnika, by przyszła wieczorem. Dla Reginy było jasne, czego chce wezyr. Znów kazała zanieść się do męża, by opowiedzieć, co ją spotkało. Usłyszała od niego, że woli umrzeć niż żyć ze świadomością, że żona ocaliła go takim kosztem.

Następnego dnia Regina miała gotowy plan. Założyła najlepsze ubrania i pospieszyła do wpływowych pacjentów męża. Chciała prosić, by pomogli się jej skontaktować z rodziną zmarłego dostojnika i wynegocjować odszkodowanie; w krajach islamu była taka stara tradycja. Udało się jej zawrzeć porozumienie na kwotę 5 tys. lewów. To były wielkie pieniądze, jednak wyboru nie miała. Umowę zawarto, Regina wzięła sądowe poświadczenie i jej mąż odzyskał wolność.

Kilka kolejnych miesięcy zajęło jej prywatne śledztwo, co naprawdę było przyczyną śmierci pacjenta. Ustaliła, że przepisane przez jej męża lekarstwo zostało przygotowane w aptece należącej do lekarza o nazwisku Fonseca, Żyda, o którym wiedziała, że jest zazdrosny o powodzenie doktora Halpira wśród pacjentów. Regina poszła więc do wezyrskiego sądu i złożyła wniosek, by wezwać Fonsecę na przesłuchanie, ale bez informowania go, o jaką sprawę chodzi. Gdy nieświadomy podstępu aptekarz stawił się przed sądem, Polka bez skrupułów oskarżyła go o dodanie trucizny do lekarstwa i chęć zniszczenia dobrego imienia jej męża.

Fonseca był przerażony. Zgodził się na oddanie Reginie pieniędzy, które wydała na okup, byle tylko wycofała sądowy pozew. Halpira zszokowało to wydarzenie. Nic nie wiedział o prywatnym śledztwie żony. Kiedy dotarła do niego wiadomość, że złożyła pozew przeciw Fonsece, był poza Stambułem. Przerażony samowolną akcją siedemnastoletniej żony i możliwymi konsekwencjami wyjechał do odległej o 100 km Bursy i siedział w niej, dopóki nie przysłała do niego gońca z zapewnieniem, że sprawa zakończyła się sukcesem.

Syrop fiołkowy

Jakub Halpir znalazł w żonie pojętną uczennicę. Regina zgłębiała przy nim tajniki okulistyki i uzupełniała braki w wykształceniu, także na własną rękę. Z medycznymi księgami, lekarską łaciną i zasadami wypisywania recept zaznajomił ją włoski lekarz z Malty, wschodnie metody leczenia oczu pokazał doktor z Babilonu. Początkowo Jakub pozwalał żonie zastępować siebie tylko przy niektórych kuracjach, szczególnie kobiet, co w pełnym religijnych i obyczajowych ograniczeń kraju było wygodnym rozwiązaniem. Szybko jednak lekarka z Polski zaczęła leczyć też mężczyzn.

Rozwijająca się medyczna kariera Reginy spotkała się niebawem z szykanami ze strony Fonseki, który nie zapomniał jej upokorzenia i straconych pieniędzy. Doktor złożył doniesienie do wysokiego urzędnika sułtana. Twierdził, że Polka nie ma żadnego medycznego wykształcenia i nie powinna w ogóle zbliżać się do pacjentów. Wydana przez hakim paszę decyzja była niepomyślna. Od tego czasu pani Halpir wolno było leczyć tylko kobiety i tylko z chorób oczu. Za złamanie zakazu groziła wysoka kara.

Regina początkowo poddała się tej decyzji, długo jednak nie wytrzymała. Pacjent był zięciem urzędnika dworskiego, czausza Orta, a jego nietypowa przypadłość polegała na tym, że przez pięć dni nie mógł oddać moczu. Cierpiał. Doktora nie było akurat w domu, gdy u Halpirów pojawili się posłańcy chorego. Regina nie miała pojęcia, jakiego lekarstwa użyć, ale wiedziona intuicją sięgnęła po słoik z syropem fiołkowym i kazała aplikować go choremu trzy razy dziennie.

Kiedy tego samego dnia opowiedziała mężowi, co zrobiła, Jakub wpadł w rozpacz. Okazało się, że chorego leczył już bezskutecznie lekarz samego sułtana. Także Halpir był u niego z wizytą, jednak nie podjął się leczenia z obawy, że jeśli pacjent umrze, wina spadnie na niego. Konsekwencje, które w przypadku śmierci zięcia urzędnika mogły spotkać Reginę, były bardzo poważne. Nie dość, że złamała nałożony na nią zakaz leczenia mężczyzn, to jeszcze ośmieliła się podać w wątpliwość kompetencje głównego lekarza sułtańskiego dworu.