ziemia
Autor: Vitus B. Dröscher | dodano: 2019-08-29
Zwierzęca hipnoza

Fot. Karuka/Shutterstock.com

Czy zwierzęta w ogóle potrafią się wzajemnie hipnotyzować? Czy kot może hipnotyzować wróbla, wąż mysz, pies oposa, sarna swoje młode, a stojący najwyżej gatunkowo człowiek prawie wszystkie inne zwierzęta?

Opos (dydelf północny) wylegiwał się leniwie w jednym z kątów swojego wybiegu, kiedy został do niego wpuszczony spaniel. Pies ten, przyzwyczajony do wesołych zabaw, uznał od razu, iż znalazł w oposie nowego towarzysza do swych psich figli. Jednakże opos, należący do torbaczy, zupełnie opacznie zrozumiał próby nawiązania kontaktu ze strony psa. Sądząc, że oto wybiła jego ostatnia godzina, nastroszył się i drżał na całym ciele. I tak oto oba zwierzęta stały nieruchomo naprzeciw siebie przez około trzy minuty, patrząc sobie w oczy. Nagle opos padł na ziemię jak nieżywy, głowa zwisła mu na bok, pysk otworzył się, a oczy patrzyły martwo w przestrzeń. Kompletnie zmieszanego tym przebiegiem wydarzeń psa zabrano natychmiast z wybiegu. Chwilę potem opos obudził się jak gdyby z głębokiego transu i podreptał w kierunku swojej miski z pożywieniem.

Czy pies zahipnotyzował oposa? Czy też stan, w jakim znalazło się to zwierzę, wynikał wyłącznie z przebytego szoku, był zwykłym omdleniem spowodowanym strachem przed psem, zwykłym stanem „sparaliżowania” przez strach? Aby bliżej wyjaśnić tę kwestię, profesor Kenneth Norton ponownie zaaranżował sytuację budzącą w oposie strach, poddając jednocześnie zwierzę badaniu za pomocą swego rodzaju „wykrywacza kłamstw” – urządzenia pozwalającego ustalić, czy badane zwierzę jest w stanie szoku, śpi lub jest w stanie oszołomienia, jest zahipnotyzowane, czy też po prostu „udaje” martwe ze strachu. Wynik nie nasuwał żadnych wątpliwości – opos był zahipnotyzowany. Ale na tym jeszcze nie koniec. Kiedy eksperyment powtarzano, i to używając zamiast żywego psa szczerzącej zęby jak krokodyl w kukiełkowym teatrze drewnianej atrapy psiego pyska, oposy także zapadały prawie natychmiast w stan transu przypominającego śmierć.

A więc drewniana lalka zamiast hipnotyzera?! Urągało to wszelkim dotychczasowym wyobrażeniom na temat tajemniczej sztuki hipnozy. A więc nie trzeba już więcej wyposażonego w ponadludzkie siły „mistrza”, który przemocą narzuca ofierze swą wolę? Czy  do hipnozy wystarczy jedynie atrapa? Coś  w rodzaju „aparatu do hipnotyzowania”?

Czy też może w ogóle nie mamy do czynienia ze zjawiskiem hipnozy?

Zahipnotyzowana kura

Zapoznajmy się najpierw z kolejnymi przykładami, np. doświadczeniami, jakie przeprowadził na uniwersytecie w Nowym Orleanie profesor Gordon Gallup. Na „medium” wybrał on kury, a na „hipnotyzera” wypchanego jastrzębia. Za każdym razem, kiedy przed żywą kurą ustawiano martwego drapieżnika, po niedługim czasie padała ona jak sparaliżowana na wznak, z wyciągniętymi sztywno do góry nogami. Kiedy jednak bezpośrednio po tej serii doświadczeń naukowiec przysłonił płótnem oczy wypchanego jastrzębia, żadna z kur nie dała się już więcej zahipnotyzować. Działo się nawet wręcz przeciwnie: kury nie tylko przechadzały się beztrosko, gdacząc, obok wypchanego ptaka, ale zaczęły go dziobać i w końcu przewróciły na ziemię. Czy więc oczy jastrzębia wysyłają coś, co jest niezbędne do wywołania hipnozy, i to nawet wtedy, gdy są to oczy wykonane ze szkła? Co też mogłoby to być?

Pierwszych wyjaśnień na ten temat dostarcza porównanie opisanej poprzednio sytuacji ze znanym najprostszym sposobem, w jaki człowiek może zahipnotyzować każde prawie zwierzę. Dla przykładu: należy obiema rękami schwycić kurę, położyć ją na wznak i w tej pozycji przytrzymać przez 15–20 s tak, by nie mogła się poruszać. Gdy następnie powoli się ją uwolni, pozostaje ona w tej pozycji przez kilkanaście minut, a czasem nawet całą godzinę, ani drgnąwszy. Wielu pracujących w zoo opiekunów zwierząt stosuje opisaną powyżej metodę wobec zachowujących się niespokojnie, np. przy ważeniu, mniejszych zwierzątek. Interesujące jest, że do wprowadzenia w stan hipnozy nie jest konieczne ani demoniczne wpatrywanie się w „medium”, ani żadne czarodziejskie zaklęcie. Wystarcza zwyczajne położenie na wznak i przytrzymanie. Całkowite unieruchomienie ofiary jest podstawowym warunkiem koniecznym do wywołania hipnozy, i to obojętne, jaką drogą się je uzyska.

Ktokolwiek jednak spróbowałby zahipnotyzować swego psa, kota albo papużkę falistą, narazi się z góry na niepowodzenie. Profesor Gallup odkrył przyczynę tego faktu: im więcej zaufania do człowieka ma zwierzę, tym trudniej jest je zahipnotyzować. W przypadku zwierząt domowych jest to prawie niemożliwe. Brakuje tu bowiem drugiego warunku niezbędnego do wywołania stanu hipnozy u zwierzęcia, a mianowicie strachu. W szczególności chodzi o zagrożenie, przed którym zwierzę nie ma możliwości ucieczki.

Dyrektor szwajcarskiego ogrodu zoologicznego, profesor Heini Hediger, określa to następująco: „Hipnoza zwierzęca jest szczególną formą ucieczki. Jest to ucieczka w stan przypominający pozornie śmiertelne zesztywnienie, w czasie którego świadomość zwierzęcia ulega zawężeniu, ale nie zostaje całkowicie wyłączona, pozostając w stanie nieco odwróconym od rzeczywistego świata”.

Opos zapędzony w róg swego wybiegu lub kura, naprzeciw której ustawiono jastrzębia, nie miały drogi ucieczki. Najwięcej instynktowego lęku budził w tej sytuacji fakt wpatrywania się w „ofiarę” dwojga oczu drugiego zwierzęcia. Na wolności, w przyrodzie, istnieje tylko jedna sytuacja, kiedy jedno zwierzę długo i przenikliwie wpatruje się w drugie, mianowicie kiedy chce je pożreć. Wszystko to nie ma, jak widać, nic wspólnego z demonicznymi siłami zawartymi w spojrzeniu hipnotyzera, wnikającym w głębię duszy ofiary. Prawdziwą hipnotyzującą siłą jest tu wyłącznie lęk przed wpatrującą się w ofiarę parą oczu. Na podobnej zasadzie powoduje lęk pozycja na grzbiecie. W walce na śmierć i życie jest to pozycja przegranego i skazanego na pożarcie.

Kiedy „pańcio” położy swego ukochanego pieska na grzbiecie, ten oczywiście wcale się nie boi, wręcz przeciwnie, cieszy się z powodu oczekiwanej zabawy. Trudno więc się dziwić, że z hipnozy w takim przypadku nici. Profesor Gallup odkrył jeszcze coś, a mianowicie, że im dłużej ściga się kurę, którą zamierza się zahipnotyzować, im więcej ona gdacze, trzepocze skrzydłami i im bardziej jest wystraszona, tym łatwiej ulega następnie hipnozie oraz tym dłużej pozostaje nieruchoma i zesztywniała.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 09/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2019
10/2019
Kalendarium
Listopad
21
W 1783 r. nad Paryżem Jean Pilatre i markiz François Laurent d'Arlandes odbyli pierwszy swobodny lot balonem.
Warto przeczytać
Lubimy myśleć o sobie jako o istotach wyjątkowych - ale czy naprawdę coś różni nas od zwierząt? Przecież nasza biologia jest taka sama. W oryginalnej i intrygującej podróży po świecie ziemskiego życia Adam Rutherford bada rozmaite cechy, które uznawano niegdyś za wyłącznie ludzkie, wykazując, że wcale takimi nie są.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Vitus B. Dröscher | dodano: 2019-08-29
Zwierzęca hipnoza

Fot. Karuka/Shutterstock.com

Czy zwierzęta w ogóle potrafią się wzajemnie hipnotyzować? Czy kot może hipnotyzować wróbla, wąż mysz, pies oposa, sarna swoje młode, a stojący najwyżej gatunkowo człowiek prawie wszystkie inne zwierzęta?

Opos (dydelf północny) wylegiwał się leniwie w jednym z kątów swojego wybiegu, kiedy został do niego wpuszczony spaniel. Pies ten, przyzwyczajony do wesołych zabaw, uznał od razu, iż znalazł w oposie nowego towarzysza do swych psich figli. Jednakże opos, należący do torbaczy, zupełnie opacznie zrozumiał próby nawiązania kontaktu ze strony psa. Sądząc, że oto wybiła jego ostatnia godzina, nastroszył się i drżał na całym ciele. I tak oto oba zwierzęta stały nieruchomo naprzeciw siebie przez około trzy minuty, patrząc sobie w oczy. Nagle opos padł na ziemię jak nieżywy, głowa zwisła mu na bok, pysk otworzył się, a oczy patrzyły martwo w przestrzeń. Kompletnie zmieszanego tym przebiegiem wydarzeń psa zabrano natychmiast z wybiegu. Chwilę potem opos obudził się jak gdyby z głębokiego transu i podreptał w kierunku swojej miski z pożywieniem.

Czy pies zahipnotyzował oposa? Czy też stan, w jakim znalazło się to zwierzę, wynikał wyłącznie z przebytego szoku, był zwykłym omdleniem spowodowanym strachem przed psem, zwykłym stanem „sparaliżowania” przez strach? Aby bliżej wyjaśnić tę kwestię, profesor Kenneth Norton ponownie zaaranżował sytuację budzącą w oposie strach, poddając jednocześnie zwierzę badaniu za pomocą swego rodzaju „wykrywacza kłamstw” – urządzenia pozwalającego ustalić, czy badane zwierzę jest w stanie szoku, śpi lub jest w stanie oszołomienia, jest zahipnotyzowane, czy też po prostu „udaje” martwe ze strachu. Wynik nie nasuwał żadnych wątpliwości – opos był zahipnotyzowany. Ale na tym jeszcze nie koniec. Kiedy eksperyment powtarzano, i to używając zamiast żywego psa szczerzącej zęby jak krokodyl w kukiełkowym teatrze drewnianej atrapy psiego pyska, oposy także zapadały prawie natychmiast w stan transu przypominającego śmierć.

A więc drewniana lalka zamiast hipnotyzera?! Urągało to wszelkim dotychczasowym wyobrażeniom na temat tajemniczej sztuki hipnozy. A więc nie trzeba już więcej wyposażonego w ponadludzkie siły „mistrza”, który przemocą narzuca ofierze swą wolę? Czy  do hipnozy wystarczy jedynie atrapa? Coś  w rodzaju „aparatu do hipnotyzowania”?

Czy też może w ogóle nie mamy do czynienia ze zjawiskiem hipnozy?

Zahipnotyzowana kura

Zapoznajmy się najpierw z kolejnymi przykładami, np. doświadczeniami, jakie przeprowadził na uniwersytecie w Nowym Orleanie profesor Gordon Gallup. Na „medium” wybrał on kury, a na „hipnotyzera” wypchanego jastrzębia. Za każdym razem, kiedy przed żywą kurą ustawiano martwego drapieżnika, po niedługim czasie padała ona jak sparaliżowana na wznak, z wyciągniętymi sztywno do góry nogami. Kiedy jednak bezpośrednio po tej serii doświadczeń naukowiec przysłonił płótnem oczy wypchanego jastrzębia, żadna z kur nie dała się już więcej zahipnotyzować. Działo się nawet wręcz przeciwnie: kury nie tylko przechadzały się beztrosko, gdacząc, obok wypchanego ptaka, ale zaczęły go dziobać i w końcu przewróciły na ziemię. Czy więc oczy jastrzębia wysyłają coś, co jest niezbędne do wywołania hipnozy, i to nawet wtedy, gdy są to oczy wykonane ze szkła? Co też mogłoby to być?

Pierwszych wyjaśnień na ten temat dostarcza porównanie opisanej poprzednio sytuacji ze znanym najprostszym sposobem, w jaki człowiek może zahipnotyzować każde prawie zwierzę. Dla przykładu: należy obiema rękami schwycić kurę, położyć ją na wznak i w tej pozycji przytrzymać przez 15–20 s tak, by nie mogła się poruszać. Gdy następnie powoli się ją uwolni, pozostaje ona w tej pozycji przez kilkanaście minut, a czasem nawet całą godzinę, ani drgnąwszy. Wielu pracujących w zoo opiekunów zwierząt stosuje opisaną powyżej metodę wobec zachowujących się niespokojnie, np. przy ważeniu, mniejszych zwierzątek. Interesujące jest, że do wprowadzenia w stan hipnozy nie jest konieczne ani demoniczne wpatrywanie się w „medium”, ani żadne czarodziejskie zaklęcie. Wystarcza zwyczajne położenie na wznak i przytrzymanie. Całkowite unieruchomienie ofiary jest podstawowym warunkiem koniecznym do wywołania hipnozy, i to obojętne, jaką drogą się je uzyska.

Ktokolwiek jednak spróbowałby zahipnotyzować swego psa, kota albo papużkę falistą, narazi się z góry na niepowodzenie. Profesor Gallup odkrył przyczynę tego faktu: im więcej zaufania do człowieka ma zwierzę, tym trudniej jest je zahipnotyzować. W przypadku zwierząt domowych jest to prawie niemożliwe. Brakuje tu bowiem drugiego warunku niezbędnego do wywołania stanu hipnozy u zwierzęcia, a mianowicie strachu. W szczególności chodzi o zagrożenie, przed którym zwierzę nie ma możliwości ucieczki.

Dyrektor szwajcarskiego ogrodu zoologicznego, profesor Heini Hediger, określa to następująco: „Hipnoza zwierzęca jest szczególną formą ucieczki. Jest to ucieczka w stan przypominający pozornie śmiertelne zesztywnienie, w czasie którego świadomość zwierzęcia ulega zawężeniu, ale nie zostaje całkowicie wyłączona, pozostając w stanie nieco odwróconym od rzeczywistego świata”.

Opos zapędzony w róg swego wybiegu lub kura, naprzeciw której ustawiono jastrzębia, nie miały drogi ucieczki. Najwięcej instynktowego lęku budził w tej sytuacji fakt wpatrywania się w „ofiarę” dwojga oczu drugiego zwierzęcia. Na wolności, w przyrodzie, istnieje tylko jedna sytuacja, kiedy jedno zwierzę długo i przenikliwie wpatruje się w drugie, mianowicie kiedy chce je pożreć. Wszystko to nie ma, jak widać, nic wspólnego z demonicznymi siłami zawartymi w spojrzeniu hipnotyzera, wnikającym w głębię duszy ofiary. Prawdziwą hipnotyzującą siłą jest tu wyłącznie lęk przed wpatrującą się w ofiarę parą oczu. Na podobnej zasadzie powoduje lęk pozycja na grzbiecie. W walce na śmierć i życie jest to pozycja przegranego i skazanego na pożarcie.

Kiedy „pańcio” położy swego ukochanego pieska na grzbiecie, ten oczywiście wcale się nie boi, wręcz przeciwnie, cieszy się z powodu oczekiwanej zabawy. Trudno więc się dziwić, że z hipnozy w takim przypadku nici. Profesor Gallup odkrył jeszcze coś, a mianowicie, że im dłużej ściga się kurę, którą zamierza się zahipnotyzować, im więcej ona gdacze, trzepocze skrzydłami i im bardziej jest wystraszona, tym łatwiej ulega następnie hipnozie oraz tym dłużej pozostaje nieruchoma i zesztywniała.