technika
Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2019-08-29
Zaminowani

Fot. Cpl. Alisha Grezlik/115th Mobile Public Affairs Detachment

Aż 75% ofiar min lądowych stanowią cywile. Choć w wielu krajach wojny dawno się skończyły, pozostawiły po sobie zabójcze dziedzictwo.

M1 Assault Breacher Vehicle (ABV) to amerykański czołg saperski, który w przyszłym roku będzie świętował dziesięciolecie służby w Armii Stanów Zjednoczonych. Już pierwszy rzut oka na tę bestię, jak pieszczotliwie nazywają go marines, wystarczy, by nabrać respektu. Maszyna waży 72 t, ma 12 m długości i wyposażona jest w silnik o mocy 1500 KM. ABV powstał na bazie standardowego czołgu na wyposażeniu amerykańskiej armii M1 Abrams, tylko tradycyjną wieżyczkę zastąpiono w nim specjalną osłoną, na którą składają się stalowy szkielet i reaktywny pancerz. Ale to nie wygląd sprawia, że maszyna zaliczana jest do cudów inżynieryjnych, lecz sposób, w jaki radzi sobie z minami, przydrożnymi bombami i improwizowanymi urządzeniami wybuchowymi. To z myślą o nich zbudowano tego kolosa.

ABV spisuje się w każdej sytuacji. Trałami i pługiem minowym przeczesuje podłoże przed pojazdem i detonuje miny, a dzięki masywnej konstrukcji żaden wybuch mu niestraszny. Na pole minowe może wjeżdżać nawet z dużą prędkością. W przypadku odminowywania pirotechnicznego strzela na odległość 140 m tzw. ładunkiem wydłużonym. Jest to taśma zawierająca 770 kg materiałów wybuchowych, która detonuje wszystkie bomby i miny w pobliżu. ABV potrafi także doprowadzać do ich wybuchu za pomocą fal elektromagnetycznych.

Saperskich czołgów użyto po raz pierwszy w Afganistanie w 2010 r. i od razu się nimi zachwycono. Od tamtego czasu maszyny te towarzyszą amerykańskim żołnierzom w każdej misji. Niestety, o ile amerykańscy żołnierze mogą czuć się bezpiecznie, o tyle miliony cywilów na całym świecie już takiego komfortu nie mają. Według danych ONZ każdego roku z powodu wybuchu min ginie lub zostaje poważnie okaleczonych 1,5 tys. osób. Eksperci ostrzegają, że min i niewybuchów zalegających w ziemi są miliony. Ile dokładnie? Tego pewnie nie dowiemy się nigdy. Znamy za to liczbę ich ofiar i poszkodowanych.

Trotylowe pamiątki

Podstawowy problem z minami polega na tym, że największe żniwo zbierają nie w czasie konfliktu zbrojnego, ale przez lata po jego zakończeniu. Ich ofiarami są w przeważającej mierze cywile osiedlający się na terenach, na których toczyły się niegdyś walki. Bardzo  często to niedopilnowane przez dorosłych dzieci, które ulegają pokusie zwykłej ciekawości. Łatwo byłoby jednak zrzucić winę na zwykłą nieostrożność. Zakopanych w ziemi min najczęściej nie widać, a bywa i tak, że żołnierze dbają o ich odpowiedni kamuflaż. Weźmy najprostszą minę prowizoryczną, wykonywaną masowo przez żołnierzy niemal wszystkich armii świata – to puszka po konserwie wypełniona kamieniami z umieszczoną wewnątrz 200-gramową kostką trotylu i zapalnikiem naciągowym. Zabić nie zabije, ale potrafi poważnie zranić. Utratą kończyn grozi podniesienie miny typu PFM-1. Może mieć ona kształt dowolnego przedmiotu. Wygląda jak zgubiony element uzbrojenia lub wojskowego wyposażenia. Ale  równie często przybiera postać figurek zwierząt, przez co stanowi dodatkowe zagrożenie dla dzieci. To kolejny problem związany z minami. Nie stworzono ich z myślą o zabijaniu, lecz poważnym unieszkodliwieniu (ranieniu) wroga. Do tego dochodzą niewybuchy. Wojskowi eksperci szacują, że podczas konfliktów zbrojnych ok. 5% pocisków i rakiet nie ulega detonacji.

Takie pułapki minowe leżą pod ziemią w ponad 80 krajach – znajdują się wszędzie tam, gdzie w XX w. toczył się jakiś poważny konflikt zbrojny. Najgorzej sytuacja wygląda na Bałkanach. To tam w latach 90. prowadzono jedną z najbardziej krwawych wojen w historii tego regionu. Mimo iż od zakończenia walk minęło blisko ćwierć wieku, ukryte pod ziemią niebezpieczeństwo nadal o nich przypomina.

Władze Bośni i Hercegowiny oceniają, że w czasie wojny zaminowane było 8,2% ich kraju. Sytuacja została już częściowo opanowana, ale nie dzieje się to w tempie, jakie sobie wyobrażano. Według danych organizacji BHMAC (Bosnia and Herzegovina Mine Action Centre), która koordynuje proces odminowywania tego kraju, pod koniec 2018 r. nadal 2,1% jego terytorium było niedostępne. Nadal 900 tys. Bośniaków mieszka na terenach, na których znajdują się zakopane bomby. To więcej niż gdziekolwiek na świecie. Miny niosą śmierć i kalectwo rolnikom, dzieciom idącym do szkoły i przypadkowym przechodniom. Nie lepiej sytuacja wygląda w Chorwacji, gdzie według organizacji CROMAC (Croation Mine Action Center) nadal nie rozbrojono 31 tys. min. To dane oficjalne, bo mówimy wyłącznie o dostępnych rejestrach wojskowych. Ile było tzw. dzikich pól minowych, tego nie wie nikt. Skuteczność min lądowych zależy głównie od ich dobrego ukrycia. W efekcie przez lata znajdowano je na podwórkach, w opuszczonych domach, stajniach, oborach, studniach, na drzewach, a nawet w masowych grobach i w ich sąsiedztwie. Jeszcze inny problem to zdarzające się w tamtym regionie powodzie, które potrafią przemieszczać ukryte w ziemi ładunki, a to tylko potęguje niebezpieczeństwo.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 09/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2019
08/2019
Kalendarium
Wrzesień
15
W 1682 r. pojawiła się Kometa Halleya. Edmund Halley odkrył jej periodyczność i przewidział powrót w 1758 roku.
Warto przeczytać
Podobnie jak setki tysięcy turystów przyjeżdżasz w 1938 roku do Niemiec. Na parkingu we Frankfurcie podchodzi do ciebie Żydówka i prosi, byś zabrał stąd jej nastoletnią córkę, bo tu nie przeżyje. Co robisz?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2019-08-29
Zaminowani

Fot. Cpl. Alisha Grezlik/115th Mobile Public Affairs Detachment

Aż 75% ofiar min lądowych stanowią cywile. Choć w wielu krajach wojny dawno się skończyły, pozostawiły po sobie zabójcze dziedzictwo.

M1 Assault Breacher Vehicle (ABV) to amerykański czołg saperski, który w przyszłym roku będzie świętował dziesięciolecie służby w Armii Stanów Zjednoczonych. Już pierwszy rzut oka na tę bestię, jak pieszczotliwie nazywają go marines, wystarczy, by nabrać respektu. Maszyna waży 72 t, ma 12 m długości i wyposażona jest w silnik o mocy 1500 KM. ABV powstał na bazie standardowego czołgu na wyposażeniu amerykańskiej armii M1 Abrams, tylko tradycyjną wieżyczkę zastąpiono w nim specjalną osłoną, na którą składają się stalowy szkielet i reaktywny pancerz. Ale to nie wygląd sprawia, że maszyna zaliczana jest do cudów inżynieryjnych, lecz sposób, w jaki radzi sobie z minami, przydrożnymi bombami i improwizowanymi urządzeniami wybuchowymi. To z myślą o nich zbudowano tego kolosa.

ABV spisuje się w każdej sytuacji. Trałami i pługiem minowym przeczesuje podłoże przed pojazdem i detonuje miny, a dzięki masywnej konstrukcji żaden wybuch mu niestraszny. Na pole minowe może wjeżdżać nawet z dużą prędkością. W przypadku odminowywania pirotechnicznego strzela na odległość 140 m tzw. ładunkiem wydłużonym. Jest to taśma zawierająca 770 kg materiałów wybuchowych, która detonuje wszystkie bomby i miny w pobliżu. ABV potrafi także doprowadzać do ich wybuchu za pomocą fal elektromagnetycznych.

Saperskich czołgów użyto po raz pierwszy w Afganistanie w 2010 r. i od razu się nimi zachwycono. Od tamtego czasu maszyny te towarzyszą amerykańskim żołnierzom w każdej misji. Niestety, o ile amerykańscy żołnierze mogą czuć się bezpiecznie, o tyle miliony cywilów na całym świecie już takiego komfortu nie mają. Według danych ONZ każdego roku z powodu wybuchu min ginie lub zostaje poważnie okaleczonych 1,5 tys. osób. Eksperci ostrzegają, że min i niewybuchów zalegających w ziemi są miliony. Ile dokładnie? Tego pewnie nie dowiemy się nigdy. Znamy za to liczbę ich ofiar i poszkodowanych.

Trotylowe pamiątki

Podstawowy problem z minami polega na tym, że największe żniwo zbierają nie w czasie konfliktu zbrojnego, ale przez lata po jego zakończeniu. Ich ofiarami są w przeważającej mierze cywile osiedlający się na terenach, na których toczyły się niegdyś walki. Bardzo  często to niedopilnowane przez dorosłych dzieci, które ulegają pokusie zwykłej ciekawości. Łatwo byłoby jednak zrzucić winę na zwykłą nieostrożność. Zakopanych w ziemi min najczęściej nie widać, a bywa i tak, że żołnierze dbają o ich odpowiedni kamuflaż. Weźmy najprostszą minę prowizoryczną, wykonywaną masowo przez żołnierzy niemal wszystkich armii świata – to puszka po konserwie wypełniona kamieniami z umieszczoną wewnątrz 200-gramową kostką trotylu i zapalnikiem naciągowym. Zabić nie zabije, ale potrafi poważnie zranić. Utratą kończyn grozi podniesienie miny typu PFM-1. Może mieć ona kształt dowolnego przedmiotu. Wygląda jak zgubiony element uzbrojenia lub wojskowego wyposażenia. Ale  równie często przybiera postać figurek zwierząt, przez co stanowi dodatkowe zagrożenie dla dzieci. To kolejny problem związany z minami. Nie stworzono ich z myślą o zabijaniu, lecz poważnym unieszkodliwieniu (ranieniu) wroga. Do tego dochodzą niewybuchy. Wojskowi eksperci szacują, że podczas konfliktów zbrojnych ok. 5% pocisków i rakiet nie ulega detonacji.

Takie pułapki minowe leżą pod ziemią w ponad 80 krajach – znajdują się wszędzie tam, gdzie w XX w. toczył się jakiś poważny konflikt zbrojny. Najgorzej sytuacja wygląda na Bałkanach. To tam w latach 90. prowadzono jedną z najbardziej krwawych wojen w historii tego regionu. Mimo iż od zakończenia walk minęło blisko ćwierć wieku, ukryte pod ziemią niebezpieczeństwo nadal o nich przypomina.

Władze Bośni i Hercegowiny oceniają, że w czasie wojny zaminowane było 8,2% ich kraju. Sytuacja została już częściowo opanowana, ale nie dzieje się to w tempie, jakie sobie wyobrażano. Według danych organizacji BHMAC (Bosnia and Herzegovina Mine Action Centre), która koordynuje proces odminowywania tego kraju, pod koniec 2018 r. nadal 2,1% jego terytorium było niedostępne. Nadal 900 tys. Bośniaków mieszka na terenach, na których znajdują się zakopane bomby. To więcej niż gdziekolwiek na świecie. Miny niosą śmierć i kalectwo rolnikom, dzieciom idącym do szkoły i przypadkowym przechodniom. Nie lepiej sytuacja wygląda w Chorwacji, gdzie według organizacji CROMAC (Croation Mine Action Center) nadal nie rozbrojono 31 tys. min. To dane oficjalne, bo mówimy wyłącznie o dostępnych rejestrach wojskowych. Ile było tzw. dzikich pól minowych, tego nie wie nikt. Skuteczność min lądowych zależy głównie od ich dobrego ukrycia. W efekcie przez lata znajdowano je na podwórkach, w opuszczonych domach, stajniach, oborach, studniach, na drzewach, a nawet w masowych grobach i w ich sąsiedztwie. Jeszcze inny problem to zdarzające się w tamtym regionie powodzie, które potrafią przemieszczać ukryte w ziemi ładunki, a to tylko potęguje niebezpieczeństwo.