ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2019-09-26
Szaleństwo Ferdynanda Magellana

Fot. Stephane Bidouze/Shutterstock.com


Dokładnie 500 lat temu, pod koniec września 1519 r., rozpoczęła się wyprawa, która zrewolucjonizowała poglądy Europejczyków na temat wyglądu Ziemi. Dowiedzieliśmy się o istnieniu gigantycznego oceanu, który ostatecznie udało się pokonać. Potem Magellan pierwszy opłynął glob, zresztą wbrew rozkazom swojego króla.

Czapetka pachnąca, dawniej zwana goździkowcem korzennym, to niewielkie drzewo rosnące wyłącznie w klimacie równikowym wilgotnym. Ta wiecznie zielona roślina z dużymi ciemnozielonymi liśćmi i czerwonymi kwiatami, uprawiana niegdyś tylko w jednym miejscu na Ziemi, w dużym stopniu przyczyniła się do zainicjowania epoki wielkich odkryć geograficznych na przełomie XV i XVI w. Tysiące żeglarzy portugalskich i hiszpańskich z rozkazu swoich władców wyruszało wówczas w niebezpieczne rejsy morskie, aby odszukać drogę do legendarnych Wysp Korzennych, gdzie na drzewach rosły pieniądze. Nie dosłownie rzecz jasna. Kiedy pąki kwiatowe na czapetce osiągały długość 1,5–2 cm, zrywano je i suszono. W ten sposób stawały się goździkami – przyprawą tak cenną w Europie jak złoto. Za mały woreczek goździków można było sobie kupić dom i zapewnić utrzymanie rodzinie do końca życia.

Niestety Wyspy Korzenne znajdowały się daleko, gdzieś na Dalekim Wschodzie. Ich dokładną lokalizację znali tylko kupcy arabscy, którzy opanowali zyskowny handel na Oceanie Indyjskim. To za ich pośrednictwem – a także Turków osmańskich i kupców weneckich, jako że łańcuch pośredników był dość długi, co oczywiście przekładało się na ostateczną cenę towaru – do Europy docierały goździki i inne cenne przyprawy, takie jak gałka muszkatołowa i cynamon. Droga morska do miejsca ich pochodzenia była ściśle strzeżonym sekretem. Na mapach podsuwanych Europejczykom piętrzyły się same przeszkody. Wyglądało na to, że na trasie do Wysp Korzennych, zwanych też Molukami, trzeba będzie stawić czoła rozmaitym monstrom oraz nie dać się zjeść ludożercom. Jednak pod koniec XV w. w Portugalii i Hiszpanii uznano, że pora wyruszyć na poszukiwanie Moluków i zacząć czerpać zyski z handlu goździkami, a przy okazji też innymi towarami. Walnie przyczynił się do tego rozwój europejskiej kartografii.

Mapy mają olbrzymią moc. Nigdy nie były tylko zwykłymi kartkami papieru wskazującymi właściwy kierunek. Były i pozostały subiektywnym obrazem Ziemi, projekcją rzeczywistości, jej przybliżeniem – mniej lub bardziej wiernym, nigdy idealnym. W średniowieczu wiele map powstawało z pobudek religijnych. Rysowali je mnisi, dbający o ich poprawność polityczną. Orientowano je na wschód, ku Jerozolimie, a Ziemia na nich była oczywiście płaska. Trzy znane kontynenty – Europę, Azję i Afrykę – otaczał ocean, a odległe krainy, raczej baśniowe niż rzeczywiste, zamieszkiwały postacie biblijne, kanibale, barbarzyńcy oraz dziwne stwory. Był to obowiązujący obraz świata w średniowiecznej Europie.

Cipangu, Cattigara i Ogon Smoka

W odrodzeniu Europa była już inna. Pełnymi garściami czerpała za spuścizny starożytności. Przypomniano sobie o Ptolemeuszu, greckim astronomie i geografie, który żył w II w. naszej ery w Aleksandrii. To on opracował siatkę południków i równoleżników oraz pozostawił 26 map świata. Słusznie jest uznawany za pierwszego kartografa z prawdziwego zdarzenia. Na wschodnim krańcu jego mapy odnajdziemy daleko za Indiami miasto Cattigara, leżące na Złotym Półwyspie (Malajskim). Wyznaczało ono kres wiedzy geograficznej starożytnych Europejczyków.

Tę wiedzę należało odświeżyć. Uczynił to w latach 80. XV w. niemiecki kartograf Henricus Martellus, działający we Florencji, wówczas jednym z najważniejszych i najbogatszych miast Europy, rządzonym przez Wawrzyńca Wspaniałego, opiekuna artystów i uczonych, w tym kosmografów, jak nazywano tych, którzy w równym stopniu zajmowali się astronomią i geografią. Na mapie Martellusa znalazła się wyspa Cipangu (czyli Japonia), o której istnieniu Marco Polo dowiedział się w Chinach. Pojawił się tam również Ogon Smoka – olbrzymi półwysep ciągnący się na wschód od Cattigary. Z relacji zebranych od arabskich kupców wynikało, że to za nim znajdują się Wyspy Korzenne. W rzeczywistości Ogon Smoka nigdy nie istniał, albo inaczej – okazał się indonezyjskimi wyspami Sumatrą i Jawą.

Poszukiwanie Cipangu, Cattigary, Ogona Smoka, a także Wyspy Szafirów, jeszcze jednej półmitycznej krainy widniejącej na arabskich mapach, stało się obsesją Krzysztofa Kolumba. Mapa Martellusa mogła odegrać istotną rolę w jego planach dotarcia do Azji drogą wiodącą z Europy na zachód. Bardzo prawdopodobne, że studiując ją (lub jej kopię), Kolumb doszedł do wniosku, że trzeba jak najszybciej wyruszyć na taką wyprawę. Być może właśnie dzięki tej mapie przekonał wreszcie po wielu latach starań do tego pomysłu hiszpańskich władców, Izabelę i Ferdynanda. Wszak każdy, kto widział obraz świata w wersji zaproponowanej przez niemieckiego kartografa, jedno zauważał natychmiast: zadziwiająco niewielki dystans dzielący Europę od Dalekiego Wschodu.

Problem polegał na tym, że Martellus zniekształcił świat. Na jego mapie Azja jest bardzo wydłużona w kierunku wschodnim. W rezultacie od zachodu zbliża się do Europy na odległość dwa razy mniejszą niż w rzeczywistości. Nic dziwnego, że gdy Kolumb w 1492 r. po pokonaniu Atlantyku dotarł do Bahamów, był pewien, że znajduje się o krok od Cipangu. Kiedy zobaczył wybrzeże Kuby, uznał, że to Japonia. Sądził też, że jeśli popłynie jeszcze trochę dalej na zachód, rychło dotrze do Chin. Włoski żeglarz natrafiał na nowe lądy niemal dokładnie w miejscach wskazanych przez mapę Martellusa. Tyle że to nie były te lądy...

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 10/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2019
11/2019
Kalendarium
Grudzień
8
W 1994 r. odkryto nowy pierwiastek z grupy metali przejściowych. Początkowo określany jako unununium (Uuu), nosi obecnie nazwę Roentgen.
Warto przeczytać
Michael Hebb to współtwórca popularnego na Zachodzie ruchu, w ramach którego ludzie, znajomi lub nieznajomi, spotykają się przy stole, by porozmawiać o śmierci. Tak jak o życiu, normalnie. Gdybyś mógł przedłużyć swoje życie, to o jak długo? Jak wygląda dobra śmierć? Jak chciałbyś być wspominany?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2019-09-26
Szaleństwo Ferdynanda Magellana

Fot. Stephane Bidouze/Shutterstock.com


Dokładnie 500 lat temu, pod koniec września 1519 r., rozpoczęła się wyprawa, która zrewolucjonizowała poglądy Europejczyków na temat wyglądu Ziemi. Dowiedzieliśmy się o istnieniu gigantycznego oceanu, który ostatecznie udało się pokonać. Potem Magellan pierwszy opłynął glob, zresztą wbrew rozkazom swojego króla.

Czapetka pachnąca, dawniej zwana goździkowcem korzennym, to niewielkie drzewo rosnące wyłącznie w klimacie równikowym wilgotnym. Ta wiecznie zielona roślina z dużymi ciemnozielonymi liśćmi i czerwonymi kwiatami, uprawiana niegdyś tylko w jednym miejscu na Ziemi, w dużym stopniu przyczyniła się do zainicjowania epoki wielkich odkryć geograficznych na przełomie XV i XVI w. Tysiące żeglarzy portugalskich i hiszpańskich z rozkazu swoich władców wyruszało wówczas w niebezpieczne rejsy morskie, aby odszukać drogę do legendarnych Wysp Korzennych, gdzie na drzewach rosły pieniądze. Nie dosłownie rzecz jasna. Kiedy pąki kwiatowe na czapetce osiągały długość 1,5–2 cm, zrywano je i suszono. W ten sposób stawały się goździkami – przyprawą tak cenną w Europie jak złoto. Za mały woreczek goździków można było sobie kupić dom i zapewnić utrzymanie rodzinie do końca życia.

Niestety Wyspy Korzenne znajdowały się daleko, gdzieś na Dalekim Wschodzie. Ich dokładną lokalizację znali tylko kupcy arabscy, którzy opanowali zyskowny handel na Oceanie Indyjskim. To za ich pośrednictwem – a także Turków osmańskich i kupców weneckich, jako że łańcuch pośredników był dość długi, co oczywiście przekładało się na ostateczną cenę towaru – do Europy docierały goździki i inne cenne przyprawy, takie jak gałka muszkatołowa i cynamon. Droga morska do miejsca ich pochodzenia była ściśle strzeżonym sekretem. Na mapach podsuwanych Europejczykom piętrzyły się same przeszkody. Wyglądało na to, że na trasie do Wysp Korzennych, zwanych też Molukami, trzeba będzie stawić czoła rozmaitym monstrom oraz nie dać się zjeść ludożercom. Jednak pod koniec XV w. w Portugalii i Hiszpanii uznano, że pora wyruszyć na poszukiwanie Moluków i zacząć czerpać zyski z handlu goździkami, a przy okazji też innymi towarami. Walnie przyczynił się do tego rozwój europejskiej kartografii.

Mapy mają olbrzymią moc. Nigdy nie były tylko zwykłymi kartkami papieru wskazującymi właściwy kierunek. Były i pozostały subiektywnym obrazem Ziemi, projekcją rzeczywistości, jej przybliżeniem – mniej lub bardziej wiernym, nigdy idealnym. W średniowieczu wiele map powstawało z pobudek religijnych. Rysowali je mnisi, dbający o ich poprawność polityczną. Orientowano je na wschód, ku Jerozolimie, a Ziemia na nich była oczywiście płaska. Trzy znane kontynenty – Europę, Azję i Afrykę – otaczał ocean, a odległe krainy, raczej baśniowe niż rzeczywiste, zamieszkiwały postacie biblijne, kanibale, barbarzyńcy oraz dziwne stwory. Był to obowiązujący obraz świata w średniowiecznej Europie.

Cipangu, Cattigara i Ogon Smoka

W odrodzeniu Europa była już inna. Pełnymi garściami czerpała za spuścizny starożytności. Przypomniano sobie o Ptolemeuszu, greckim astronomie i geografie, który żył w II w. naszej ery w Aleksandrii. To on opracował siatkę południków i równoleżników oraz pozostawił 26 map świata. Słusznie jest uznawany za pierwszego kartografa z prawdziwego zdarzenia. Na wschodnim krańcu jego mapy odnajdziemy daleko za Indiami miasto Cattigara, leżące na Złotym Półwyspie (Malajskim). Wyznaczało ono kres wiedzy geograficznej starożytnych Europejczyków.

Tę wiedzę należało odświeżyć. Uczynił to w latach 80. XV w. niemiecki kartograf Henricus Martellus, działający we Florencji, wówczas jednym z najważniejszych i najbogatszych miast Europy, rządzonym przez Wawrzyńca Wspaniałego, opiekuna artystów i uczonych, w tym kosmografów, jak nazywano tych, którzy w równym stopniu zajmowali się astronomią i geografią. Na mapie Martellusa znalazła się wyspa Cipangu (czyli Japonia), o której istnieniu Marco Polo dowiedział się w Chinach. Pojawił się tam również Ogon Smoka – olbrzymi półwysep ciągnący się na wschód od Cattigary. Z relacji zebranych od arabskich kupców wynikało, że to za nim znajdują się Wyspy Korzenne. W rzeczywistości Ogon Smoka nigdy nie istniał, albo inaczej – okazał się indonezyjskimi wyspami Sumatrą i Jawą.

Poszukiwanie Cipangu, Cattigary, Ogona Smoka, a także Wyspy Szafirów, jeszcze jednej półmitycznej krainy widniejącej na arabskich mapach, stało się obsesją Krzysztofa Kolumba. Mapa Martellusa mogła odegrać istotną rolę w jego planach dotarcia do Azji drogą wiodącą z Europy na zachód. Bardzo prawdopodobne, że studiując ją (lub jej kopię), Kolumb doszedł do wniosku, że trzeba jak najszybciej wyruszyć na taką wyprawę. Być może właśnie dzięki tej mapie przekonał wreszcie po wielu latach starań do tego pomysłu hiszpańskich władców, Izabelę i Ferdynanda. Wszak każdy, kto widział obraz świata w wersji zaproponowanej przez niemieckiego kartografa, jedno zauważał natychmiast: zadziwiająco niewielki dystans dzielący Europę od Dalekiego Wschodu.

Problem polegał na tym, że Martellus zniekształcił świat. Na jego mapie Azja jest bardzo wydłużona w kierunku wschodnim. W rezultacie od zachodu zbliża się do Europy na odległość dwa razy mniejszą niż w rzeczywistości. Nic dziwnego, że gdy Kolumb w 1492 r. po pokonaniu Atlantyku dotarł do Bahamów, był pewien, że znajduje się o krok od Cipangu. Kiedy zobaczył wybrzeże Kuby, uznał, że to Japonia. Sądził też, że jeśli popłynie jeszcze trochę dalej na zachód, rychło dotrze do Chin. Włoski żeglarz natrafiał na nowe lądy niemal dokładnie w miejscach wskazanych przez mapę Martellusa. Tyle że to nie były te lądy...