ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2019-10-23
Zamknąć Matterhorn

Fot. frozenblizzard/Shutterstock.com

Wspaniała piramida Matterhornu – najsłynniejszej, choć nie najwyższej góry Alp – przyciąga turystów z całego świata. Tymczasem naukowcy ostrzegają, że wyniosły szczyt kruszy się na potęgę, podobnie jak inne alpejskie czterotysięczniki.

Z zamiarem ujrzenia (i oczywiście sfotografowania) Matterhornu do leżącej pod nim miejscowości Zermatt przyjeżdżają co roku 2 mln ludzi. To najpopularniejsza miejscowość turystyczna w Szwajcarii. Na ulicy spotkać tu można przybyszów z całego świata. Wśród nich jest też kilka tysięcy takich, którzy zjawili się tu tylko w jednym celu: wdrapania się na tę wielką samotną górę z ostrymi jak topór graniami i szpiczastym wierzchołkiem, znajdującym się na wysokości 4478 m n.p.m. Matterhorn wznosi się na granicy szwajcarsko-włoskiej, a jego nazwa oznacza po prostu „szczyt ponad łąkami” (matte to po niemiecku „łąka”, a horn – „szczyt”). Włosi i Francuzi nazywają go po swojemu, czyli Górą Jeleni (Monte Cervino po włosku i Mont Cervin po francusku). Niezwykła piramida doczekała się też wielu epitetów, np. „królowa Alp”, „góra gór”, ale mieszkańcy Zermatt mówią na nią po prostu „Hore”, czyli „szczyt”. Choć w okolicy znajduje się ponad 30 czterotysięczników, w tym kilka wyższych od Matterhornu, wszyscy wiedzą, że Hore jest tylko jeden.

Matterhorn długo uchodził za górę nie do zdobycia. W końcu dokonano tego w 1865 r., czyli 80 lat po zdobyciu Mont Blanc, najwyższej góry całych Alp. To pierwsze wejście na Matterhorn okazało się jednak tragiczne. Z siedmiu osób powróciły tylko trzy – cztery spadły w przepaść. Każdy alpinista próbujący wspiąć się na Matterhorn wie, że sporo ryzykuje. Liczba tych, którzy zapłacili życiem za próbę jego zdobycia, zbliża się do 600. Co roku ginie na nim od kilku do kilkunastu osób. Mimo to chętnych nie brakuje – Matterhorn działa na wspinaczy jak potężny magnes. Nie wyobrażają sobie, że ktoś mógłby im zakazać wchodzenia na niego. Tymczasem pojawiają się takie pomysły.

Za duże ryzyko

Awantura wybuchła na początku sierpnia tego roku. W samym środku sezonu turystycznego na łamach szwajcarskiej prasy po raz pierwszy pojawiły się sugestie, że być może Matterhorn staje się zbyt niebezpieczny i należałoby go zamknąć dla alpinistów. Opinie takie pojawiły się w komentarzach do wypadku z końca lipca. Dwoje alpinistów spadło w przepaść w wyniku oderwania się od Matterhornu kawałka skały, która przecięła na pół przytrzymujące ich liny. Tragedia nastąpiła porankiem blisko wierzchołka. Co gorsza, krucha skała utrudniała akcję ratowniczą. W efekcie do ciał alpinistów, leżących ponad 500 m poniżej miejsca obrywu, udało się dotrzeć dopiero pod wieczór tego samego dnia. Wszyscy natychmiast przypomnieli sobie, że trzy tygodnie wcześniej na Matterhornie zginął w podobny sposób brytyjski alpinista, który został uderzony przez kamień podczas schodzenia ze szczytu. Głaz strącił go do trzystumetrowej przepaści.

Ponieważ spadające kamienie stają się coraz częstszym zagrożeniem dla śmiałków wspinających się na Matterhorn, a jest takich co roku ok. 3 tys., część badaczy uważa, że góra stała się zbyt niebezpieczna dla alpinistów. Kiedy taka sugestia pojawiła się w szwajcarskiej prasie, natychmiast wywołała narodową dyskusję. W końcu Matterhorn to dobro narodowe Szwajcarów. Cytowani przez gazety eksperci woleli nie wypowiadać się pod nazwiskiem, bo wiedzieli doskonale, jaka będzie reakcja władz gminy Zermatt oraz lokalnych organizacji przewodnickich i alpinistycznych. – To pomysł absurdalny. Alpiniści nie są dziećmi. Wiedzą, że ich aktywność wiąże się z wysokim ryzykiem. Nie możemy za nich decydować, czy mają wchodzić na Matterhorn, czy nie. To, co możemy, to redukować tłok. I to robimy. Zmniejszyliśmy liczbę miejsc noclegowych w schronisku pod szczytem i zakazaliśmy tam biwakowania – wylicza Benedikt Perren, szef jednego ze stowarzyszeń przewodnickich w Zermatt.

Jednak raz już Matterhorn został zamknięty. W 2003 r. podczas bardzo ciepłego lata wielki blok skalny oderwał się od grani Hörnligrat, którą na szczyt zmierza najwięcej wspinaczy. Jakieś 90 osób zostało uwięzionych powyżej miejsca obrywu i ostatecznie ewakuowano je helikopterami.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 11/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2019
11/2019
Kalendarium
Grudzień
16
W 1910 r. na lotnisku we francuskim Issy-les-Moulineaux swój pierwszy i jedyny lot odbył pierwszy na świecie samolot z silnikiem odrzutowym Coandă 1910.
Warto przeczytać
Czy matematyka w szkole wydawała Ci się trudna? Nudna? Przerażająca?
A może wręcz przeciwnie uwielbiasz matematykę? Niezależnie od odpowiedzi na te pytania, "Matematyka, jakiej nie znacie" jest książką dla Ciebie.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2019-10-23
Zamknąć Matterhorn

Fot. frozenblizzard/Shutterstock.com

Wspaniała piramida Matterhornu – najsłynniejszej, choć nie najwyższej góry Alp – przyciąga turystów z całego świata. Tymczasem naukowcy ostrzegają, że wyniosły szczyt kruszy się na potęgę, podobnie jak inne alpejskie czterotysięczniki.

Z zamiarem ujrzenia (i oczywiście sfotografowania) Matterhornu do leżącej pod nim miejscowości Zermatt przyjeżdżają co roku 2 mln ludzi. To najpopularniejsza miejscowość turystyczna w Szwajcarii. Na ulicy spotkać tu można przybyszów z całego świata. Wśród nich jest też kilka tysięcy takich, którzy zjawili się tu tylko w jednym celu: wdrapania się na tę wielką samotną górę z ostrymi jak topór graniami i szpiczastym wierzchołkiem, znajdującym się na wysokości 4478 m n.p.m. Matterhorn wznosi się na granicy szwajcarsko-włoskiej, a jego nazwa oznacza po prostu „szczyt ponad łąkami” (matte to po niemiecku „łąka”, a horn – „szczyt”). Włosi i Francuzi nazywają go po swojemu, czyli Górą Jeleni (Monte Cervino po włosku i Mont Cervin po francusku). Niezwykła piramida doczekała się też wielu epitetów, np. „królowa Alp”, „góra gór”, ale mieszkańcy Zermatt mówią na nią po prostu „Hore”, czyli „szczyt”. Choć w okolicy znajduje się ponad 30 czterotysięczników, w tym kilka wyższych od Matterhornu, wszyscy wiedzą, że Hore jest tylko jeden.

Matterhorn długo uchodził za górę nie do zdobycia. W końcu dokonano tego w 1865 r., czyli 80 lat po zdobyciu Mont Blanc, najwyższej góry całych Alp. To pierwsze wejście na Matterhorn okazało się jednak tragiczne. Z siedmiu osób powróciły tylko trzy – cztery spadły w przepaść. Każdy alpinista próbujący wspiąć się na Matterhorn wie, że sporo ryzykuje. Liczba tych, którzy zapłacili życiem za próbę jego zdobycia, zbliża się do 600. Co roku ginie na nim od kilku do kilkunastu osób. Mimo to chętnych nie brakuje – Matterhorn działa na wspinaczy jak potężny magnes. Nie wyobrażają sobie, że ktoś mógłby im zakazać wchodzenia na niego. Tymczasem pojawiają się takie pomysły.

Za duże ryzyko

Awantura wybuchła na początku sierpnia tego roku. W samym środku sezonu turystycznego na łamach szwajcarskiej prasy po raz pierwszy pojawiły się sugestie, że być może Matterhorn staje się zbyt niebezpieczny i należałoby go zamknąć dla alpinistów. Opinie takie pojawiły się w komentarzach do wypadku z końca lipca. Dwoje alpinistów spadło w przepaść w wyniku oderwania się od Matterhornu kawałka skały, która przecięła na pół przytrzymujące ich liny. Tragedia nastąpiła porankiem blisko wierzchołka. Co gorsza, krucha skała utrudniała akcję ratowniczą. W efekcie do ciał alpinistów, leżących ponad 500 m poniżej miejsca obrywu, udało się dotrzeć dopiero pod wieczór tego samego dnia. Wszyscy natychmiast przypomnieli sobie, że trzy tygodnie wcześniej na Matterhornie zginął w podobny sposób brytyjski alpinista, który został uderzony przez kamień podczas schodzenia ze szczytu. Głaz strącił go do trzystumetrowej przepaści.

Ponieważ spadające kamienie stają się coraz częstszym zagrożeniem dla śmiałków wspinających się na Matterhorn, a jest takich co roku ok. 3 tys., część badaczy uważa, że góra stała się zbyt niebezpieczna dla alpinistów. Kiedy taka sugestia pojawiła się w szwajcarskiej prasie, natychmiast wywołała narodową dyskusję. W końcu Matterhorn to dobro narodowe Szwajcarów. Cytowani przez gazety eksperci woleli nie wypowiadać się pod nazwiskiem, bo wiedzieli doskonale, jaka będzie reakcja władz gminy Zermatt oraz lokalnych organizacji przewodnickich i alpinistycznych. – To pomysł absurdalny. Alpiniści nie są dziećmi. Wiedzą, że ich aktywność wiąże się z wysokim ryzykiem. Nie możemy za nich decydować, czy mają wchodzić na Matterhorn, czy nie. To, co możemy, to redukować tłok. I to robimy. Zmniejszyliśmy liczbę miejsc noclegowych w schronisku pod szczytem i zakazaliśmy tam biwakowania – wylicza Benedikt Perren, szef jednego ze stowarzyszeń przewodnickich w Zermatt.

Jednak raz już Matterhorn został zamknięty. W 2003 r. podczas bardzo ciepłego lata wielki blok skalny oderwał się od grani Hörnligrat, którą na szczyt zmierza najwięcej wspinaczy. Jakieś 90 osób zostało uwięzionych powyżej miejsca obrywu i ostatecznie ewakuowano je helikopterami.