człowiek
Autor: Karen Bartlett | dodano: 2020-01-27
Architekci śmierci

Fot. Ihor Serdyukov/Shutterstock.com

Pod koniec lat 30. seria decyzji biznesowych, konfliktów rodzinnych i zaciętej rywalizacji osobistej pomiędzy pracownikami popchnęła firmę Topf i Synowie w kierunku realizacji najohydniejszego planu reżimu nazistowskiego – produkcji komór gazowych i pieców, które pochłonęły ciała milionów jego ofiar. Dyrektorzy i pracownicy firmy tworzyli projekty instalacji do masowych mordów i likwidacji zwłok z takim zaangażowaniem, że można ich nazwać inżynierami Holocaustu. Aż do końca II wojny światowej snuli tak fantastyczne plany zagłady, że nawet SS nie było w stanie ich zaakceptować.

Hitler ze swoim planem wymordowania europejskich Żydów nigdy się specjalnie nie krył. W 1945 r. były dziennikarz major Josef Hell twierdził, że w 1922 r. Hitler powiedział mu: „Kiedy będę już przy władzy, moim pierwszym i naczelnym zadaniem będzie likwidacja Żydów. Kiedy tylko będę mógł to zrobić, postawię rzędy szubienic – np. na Marienplatz w Monachium; tyle, ile się da, ze względu na ruch uliczny. Żydów będzie się wieszać, jak popadnie, i będą wisieć, aż zaczną cuchnąć – tak długo, jak się da, ze względów higienicznych. Jak się ich odetnie, powiesi się następną partię – i tak dalej, aż do chwili, gdy zlikwiduje się ostatniego monachijskiego Żyda”.

Od lata 1941 r. naziści przemyśliwali, jak zrealizować to „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” postulowane przez Hitlera. W sierpniu tego roku odkryli przerażająco skuteczny sposób. Testując pewien środek owadobójczy – cyklon B przeznaczony do likwidacji wszy – na radzieckich jeńcach wojennych w obozie Auschwitz na Górnym Śląsku, stwierdzili, że substancja ta może zabić także każdego człowieka, który wciągnął jej opary. Zimą 1941 r. szef niemieckiej policji i SS Heinrich Himmler wezwał do Berlina komendanta obozu Auschwitz Rudolfa Hössa, by przedyskutować z nim sprawę, którą naziści uważali za kluczową dla najsprawniejszego przeprowadzenia zagłady Żydów. 20 stycznia 1942 r., gdy w gazetach pisało się głównie o zbiórce wełnianych tkanin na potrzeby frontu oraz o sukcesach niemieckich inżynierów i autostradach, Himmler był gospodarzem niesławnej konferencji w Wannsee. „Wszyscy Żydzi w naszym zasięgu mają być zlikwidowani – powiedział Himmler Hössowi. – Bez wyjątku”.

Przekroczenie granicy moralnej

Rozwiązanie, którego naziści potrzebowali, wymagało zimnej mieszanki technologicznej pomysłowości i moralnego upadku, a narodziło się w komfortowych biurach jednego z najprzyjemniejszych niemieckich miast i w pracowniach kreślarskich z widokiem na Ettersberg, gdzie panowie w średnim wieku noszący białe sztywne kołnierzyki wymyślali przerażające koncepcje, jedną bardziej szaloną od drugiej.

Były to biura firmy Topf i Synowie, szacownej miejscowej firmy cenionej jako producent urządzeń browarniczych i słodowniczych. Firma współpracowała z nazistami od 17 maja 1939 r., gdy inżynier Kurt Prüfer przedstawił projekt mobilnego, opalanego olejowo pieca krematoryjnego, dzięki czemu Topf i Synowie otrzymali pierwsze zamówienia od SS. Takie mobilne piece miały służyć do spopielania rosnącej liczby zwłok w obozach koncentracyjnych, m.in. w pobliskim Buchenwaldzie. Chociaż to pierwsze zamówienie opiewało na jedynie trzy egzemplarze, firma przekroczyła wtedy po raz pierwszy i nieodwołalny pewną granicę moralną. Ponieważ piece oparte były na projekcie Prüfera przeznaczonym do spopielania zwłok zwierzęcych, nie spełniały wymagań technicznych określonych dla komór spopielania zwłok ludzkich. Zgodnie z niemieckimi przepisami spopielane ludzkie zwłoki nie mogły pozostawać ani chwili w bezpośrednim kontakcie z ogniem, lecz musiały być spopielane przez ogrzane do bardzo wysokiej temperatury powietrze.

Do końca 1941 r. firma Topf i Synowie wyprodukowała mobilne i stacjonarne, jedno- i dwumuflowe piece dla czterech nazistowskich obozów koncentracyjnych, a także opracowała plany pieców trzymuflowych, by sprostać oczekiwaniom SS z Auschwitz, które spodziewało się, że trzeba będzie tam spalać tysiąc radzieckich jeńców dziennie. (Mufla to zamknięta „komora robocza” pieca muflowego, piec dwumuflowy powinien więc mieć źródło ognia dla każdej komory, ale w projekcie Prüfera w trzymuflowym piecu były tylko dwa paleniska po zewnętrznych stronach komór, co sprawiało, że w komorze środkowej spopielanie odbywało się poprzez kontakt ciała z płomieniami przechodzącymi przez szczeliny w ścianach).

4 listopada 1941 r. dyrektor Ernst Wolfgang Topf napisał do SS w Auschwitz, przekonując, że ten nowy projekt „będzie wydajniejszy”, uwzględniając nawet zwiększone zużycie paliwa w przypadku „zamarzniętych zwłok”. „Zapewniamy – pisał Ernst Wolfgang – że dostarczymy odpowiedni i sprawny system. Polecamy się na przyszłość. Heil Hitler!” Byli tak dumni ze swojego dzieła, że miesiąc później, 6 grudnia, Kurt Prüfer napisał do dyrektorów Ernsta Wolfganga i Ludwiga Topfów z wnioskiem o wypłatę ekstrahonorarium za swój projekt: „To ja opracowałem rozwiązanie pozwalające na budowę 3- i 8-muflowych pieców krematoryjnych, a robiłem to na ogół w czasie wolnym – chełpił się. – Piece są naprawdę przełomowe, sądzę więc, że możecie mi dać jakąś premię za wykonaną przeze mnie pracę”.

Ta nieludzka korespondencja była bardzo odległa od początków firmy J. A. Topf i Synowie, założonej w Erfurcie 60 lat wcześniej przez mistrza piwowarskiego Johanna Andreasa Topfa.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 02/2020 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
10/2020
09/2020
Kalendarium
Październik
22
W 1964 r. kanadyjski komitet parlamentarny wybrał, spośród 2 600 zgłoszonych na konkurs propozycji, obecny wzór flagi Kanady.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Karen Bartlett | dodano: 2020-01-27
Architekci śmierci

Fot. Ihor Serdyukov/Shutterstock.com

Pod koniec lat 30. seria decyzji biznesowych, konfliktów rodzinnych i zaciętej rywalizacji osobistej pomiędzy pracownikami popchnęła firmę Topf i Synowie w kierunku realizacji najohydniejszego planu reżimu nazistowskiego – produkcji komór gazowych i pieców, które pochłonęły ciała milionów jego ofiar. Dyrektorzy i pracownicy firmy tworzyli projekty instalacji do masowych mordów i likwidacji zwłok z takim zaangażowaniem, że można ich nazwać inżynierami Holocaustu. Aż do końca II wojny światowej snuli tak fantastyczne plany zagłady, że nawet SS nie było w stanie ich zaakceptować.

Hitler ze swoim planem wymordowania europejskich Żydów nigdy się specjalnie nie krył. W 1945 r. były dziennikarz major Josef Hell twierdził, że w 1922 r. Hitler powiedział mu: „Kiedy będę już przy władzy, moim pierwszym i naczelnym zadaniem będzie likwidacja Żydów. Kiedy tylko będę mógł to zrobić, postawię rzędy szubienic – np. na Marienplatz w Monachium; tyle, ile się da, ze względu na ruch uliczny. Żydów będzie się wieszać, jak popadnie, i będą wisieć, aż zaczną cuchnąć – tak długo, jak się da, ze względów higienicznych. Jak się ich odetnie, powiesi się następną partię – i tak dalej, aż do chwili, gdy zlikwiduje się ostatniego monachijskiego Żyda”.

Od lata 1941 r. naziści przemyśliwali, jak zrealizować to „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” postulowane przez Hitlera. W sierpniu tego roku odkryli przerażająco skuteczny sposób. Testując pewien środek owadobójczy – cyklon B przeznaczony do likwidacji wszy – na radzieckich jeńcach wojennych w obozie Auschwitz na Górnym Śląsku, stwierdzili, że substancja ta może zabić także każdego człowieka, który wciągnął jej opary. Zimą 1941 r. szef niemieckiej policji i SS Heinrich Himmler wezwał do Berlina komendanta obozu Auschwitz Rudolfa Hössa, by przedyskutować z nim sprawę, którą naziści uważali za kluczową dla najsprawniejszego przeprowadzenia zagłady Żydów. 20 stycznia 1942 r., gdy w gazetach pisało się głównie o zbiórce wełnianych tkanin na potrzeby frontu oraz o sukcesach niemieckich inżynierów i autostradach, Himmler był gospodarzem niesławnej konferencji w Wannsee. „Wszyscy Żydzi w naszym zasięgu mają być zlikwidowani – powiedział Himmler Hössowi. – Bez wyjątku”.

Przekroczenie granicy moralnej

Rozwiązanie, którego naziści potrzebowali, wymagało zimnej mieszanki technologicznej pomysłowości i moralnego upadku, a narodziło się w komfortowych biurach jednego z najprzyjemniejszych niemieckich miast i w pracowniach kreślarskich z widokiem na Ettersberg, gdzie panowie w średnim wieku noszący białe sztywne kołnierzyki wymyślali przerażające koncepcje, jedną bardziej szaloną od drugiej.

Były to biura firmy Topf i Synowie, szacownej miejscowej firmy cenionej jako producent urządzeń browarniczych i słodowniczych. Firma współpracowała z nazistami od 17 maja 1939 r., gdy inżynier Kurt Prüfer przedstawił projekt mobilnego, opalanego olejowo pieca krematoryjnego, dzięki czemu Topf i Synowie otrzymali pierwsze zamówienia od SS. Takie mobilne piece miały służyć do spopielania rosnącej liczby zwłok w obozach koncentracyjnych, m.in. w pobliskim Buchenwaldzie. Chociaż to pierwsze zamówienie opiewało na jedynie trzy egzemplarze, firma przekroczyła wtedy po raz pierwszy i nieodwołalny pewną granicę moralną. Ponieważ piece oparte były na projekcie Prüfera przeznaczonym do spopielania zwłok zwierzęcych, nie spełniały wymagań technicznych określonych dla komór spopielania zwłok ludzkich. Zgodnie z niemieckimi przepisami spopielane ludzkie zwłoki nie mogły pozostawać ani chwili w bezpośrednim kontakcie z ogniem, lecz musiały być spopielane przez ogrzane do bardzo wysokiej temperatury powietrze.

Do końca 1941 r. firma Topf i Synowie wyprodukowała mobilne i stacjonarne, jedno- i dwumuflowe piece dla czterech nazistowskich obozów koncentracyjnych, a także opracowała plany pieców trzymuflowych, by sprostać oczekiwaniom SS z Auschwitz, które spodziewało się, że trzeba będzie tam spalać tysiąc radzieckich jeńców dziennie. (Mufla to zamknięta „komora robocza” pieca muflowego, piec dwumuflowy powinien więc mieć źródło ognia dla każdej komory, ale w projekcie Prüfera w trzymuflowym piecu były tylko dwa paleniska po zewnętrznych stronach komór, co sprawiało, że w komorze środkowej spopielanie odbywało się poprzez kontakt ciała z płomieniami przechodzącymi przez szczeliny w ścianach).

4 listopada 1941 r. dyrektor Ernst Wolfgang Topf napisał do SS w Auschwitz, przekonując, że ten nowy projekt „będzie wydajniejszy”, uwzględniając nawet zwiększone zużycie paliwa w przypadku „zamarzniętych zwłok”. „Zapewniamy – pisał Ernst Wolfgang – że dostarczymy odpowiedni i sprawny system. Polecamy się na przyszłość. Heil Hitler!” Byli tak dumni ze swojego dzieła, że miesiąc później, 6 grudnia, Kurt Prüfer napisał do dyrektorów Ernsta Wolfganga i Ludwiga Topfów z wnioskiem o wypłatę ekstrahonorarium za swój projekt: „To ja opracowałem rozwiązanie pozwalające na budowę 3- i 8-muflowych pieców krematoryjnych, a robiłem to na ogół w czasie wolnym – chełpił się. – Piece są naprawdę przełomowe, sądzę więc, że możecie mi dać jakąś premię za wykonaną przeze mnie pracę”.

Ta nieludzka korespondencja była bardzo odległa od początków firmy J. A. Topf i Synowie, założonej w Erfurcie 60 lat wcześniej przez mistrza piwowarskiego Johanna Andreasa Topfa.