człowiek
Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2020-06-09
Przygotowani na koniec świata

Fot. mammuth/iStockphoto.com


Kiedy na wieść o pandemii ludzie zaczęli ogałacać sklepowe półki, przeciętny prepers wzruszył tylko ramionami. Na taki scenariusz surwiwalowcy przygotowują się od lat.

Puste sklepowe półki, ludzie wykłócający się o papier toaletowy i olbrzymie kolejki, by kupić produkty pierwszej potrzeby. Tak wyglądała rzeczywistość, z jaką mieliśmy do czynienia podczas globalnej pandemii koronawirusa. Nim sytuacja zaczęła się stabilizować, zakupowa panika dotknęła niemal każdy kraj, w którym gruchnęła wieść o restrykcjach wprowadzonych przez rząd z powodu wirusa COVID-19. Opustoszałe ulice bardziej przypominały scenerię postapokaliptycznego filmu z Netflixa niż miejsca znane z kolorowych folderów. Szybko okazało się też, że mimo niesamowitego rozwoju technologicznego świat, który znamy, nie został nam dany raz na zawsze i w każdej chwili może się zawalić. Niepokój potęgował fakt, że w rzeczywistości domowej kwarantanny z wieloma przeciwnościami losu musieliśmy radzić sobie sami. Zabrakło fachowców do naprawy prostych rzeczy, a wizyta u lekarza stała się nie lada wyzwaniem.

Dla większości z nas to, co wydarzyło się w związku z tegoroczną pandemią, było ogromnym szokiem. Ale  nie dla prepersów. Oni brali pod uwagę taki scenariusz i przygotowywali się na niego od lat.

Domowy schron

– Nie naśmiewam się z ludzi, którzy wpadli w zakupową panikę i stali w kolejce po ryż czy makaron, choć przez lata to my byliśmy obiektem drwin. Szydzono, że chomikujemy jedzenie i nie wychodzimy z domu w obawie przed atakiem zombi czy uderzeniem komety. Kiedy jednak przyszedł kryzys, to my okazaliśmy się najspokojniejszą grupą społeczną ze wszystkich – mówi Jason Charles, lider New York City Preppers Network i jeden z ponad 3 mln prepersów żyjących w Stanach Zjednoczonych. Na całym świecie takich osób jest kilka razy więcej.

Prepersi to ludzie, którzy starannie przygotowują się na bliżej nieokreśloną katastrofę. Może to być konflikt zbrojny, atak terrorystyczny, przebiegunowanie Ziemi, rozbłyski na Słońcu, klęski żywiołowe, epidemie, upadek meteorytu – bez znaczenia. Zagrożenia mogą być różne i w dużym stopniu zależą od wierzeń, poglądów i sympatii politycznych prepersa. Chodzi o to, by zawczasu przygotować swój dom do sytuacji, w której nagle zostalibyśmy odcięci od świata zewnętrznego.

Samo pojęcie pochodzi od angielskiego słowa prepare, czyli „przygotowywać” się. Po raz pierwszy o prepersach media zaczęły donosić w latach 90. Za każdym razem, kiedy dochodziło do jakiejś spektakularnej katastrofy ekologicznej lub ataku terrorystycznego, w przestrzeni publicznej pojawiali się ludzie, którzy głośno mówili o tym, że trzeba być przygotowanym na wszystko. Tak samo było w roku 2000 z powodu mającego rzekomo nadejść końca świata, po atakach z 11 września na World Trade Center czy w efekcie rzekomego przebiegunowania Ziemi w 2012 r. Prepersi pochodzą z różnych warstw społecznych, są w różnym wieku, wykonują różne zawody. Są wśród nich zarówno rolnicy, nauczyciele, marketingowcy, jak i strażacy, prawnicy czy lekarze. Wszystkich łączy obsesyjna zapobiegliwość, która przeradza się w sposób na życie. Chodzi o to, by gromadzić takie zapasy i rozwijać takie umiejętności, które w czarnej godzinie pozwolą na jak najdłuższą samowystarczalność. Prepersi kupują więc żywność z długim okresem przydatności, opracowują drogi ucieczki, budują schrony, uczą się pierwszej pomocy, polowania i technik przetrwania w trudnych warunkach.

Do tej pory nie przeprowadzono na ich temat zbyt wielu badań, lecz wydaje się, że zyskują popularność we wszystkich środowiskach, bez względu na status społeczny i materialny. „Preperyzm jest przekonujący zarówno dla ludzi opętanych teorią spiskową, jak i dla lanserskich snobów; dla populistów, izolacjonistów i ekologów. Trafia też do tych, którzy chcieliby wiedzieć po prostu, co zrobić, gdy nagle zostanie odcięty prąd czy woda” – podsumował francuski dziennik „Le Monde”.

O swojej misji członkowie organizacji Polish Preppers Network, największej społeczności prepersów w Polsce, piszą: „Nie chcemy straszyć cię wszystkimi nieszczęściami, które mogą się wydarzyć. Po prostu realistycznie obserwujemy i oceniamy otaczającą nas rzeczywistość, dostrzegając w niej symptomy możliwych zagrożeń. Oczywiście nie każdemu uda się przygotować na każdą możliwą okoliczność. Jesteśmy jednak przekonani, że możemy zrobić w tym względzie naprawdę wiele. Każdy krok we właściwym kierunku zwiększa nasze szanse na przetrwanie w razie pojawienia się sytuacji groźnej dla nas, dla naszej rodziny, przyjaciół, sąsiadów”. Według różnych szacunków ta osobliwa społeczność liczy w naszym kraju od 30 do 40 tys. członków.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 06/2020 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2020
06/2020
Kalendarium
Lipiec
15
W 1864 r. Alfred Nobel otrzymał patent na nitroglicerynę.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2020-06-09
Przygotowani na koniec świata

Fot. mammuth/iStockphoto.com


Kiedy na wieść o pandemii ludzie zaczęli ogałacać sklepowe półki, przeciętny prepers wzruszył tylko ramionami. Na taki scenariusz surwiwalowcy przygotowują się od lat.

Puste sklepowe półki, ludzie wykłócający się o papier toaletowy i olbrzymie kolejki, by kupić produkty pierwszej potrzeby. Tak wyglądała rzeczywistość, z jaką mieliśmy do czynienia podczas globalnej pandemii koronawirusa. Nim sytuacja zaczęła się stabilizować, zakupowa panika dotknęła niemal każdy kraj, w którym gruchnęła wieść o restrykcjach wprowadzonych przez rząd z powodu wirusa COVID-19. Opustoszałe ulice bardziej przypominały scenerię postapokaliptycznego filmu z Netflixa niż miejsca znane z kolorowych folderów. Szybko okazało się też, że mimo niesamowitego rozwoju technologicznego świat, który znamy, nie został nam dany raz na zawsze i w każdej chwili może się zawalić. Niepokój potęgował fakt, że w rzeczywistości domowej kwarantanny z wieloma przeciwnościami losu musieliśmy radzić sobie sami. Zabrakło fachowców do naprawy prostych rzeczy, a wizyta u lekarza stała się nie lada wyzwaniem.

Dla większości z nas to, co wydarzyło się w związku z tegoroczną pandemią, było ogromnym szokiem. Ale  nie dla prepersów. Oni brali pod uwagę taki scenariusz i przygotowywali się na niego od lat.

Domowy schron

– Nie naśmiewam się z ludzi, którzy wpadli w zakupową panikę i stali w kolejce po ryż czy makaron, choć przez lata to my byliśmy obiektem drwin. Szydzono, że chomikujemy jedzenie i nie wychodzimy z domu w obawie przed atakiem zombi czy uderzeniem komety. Kiedy jednak przyszedł kryzys, to my okazaliśmy się najspokojniejszą grupą społeczną ze wszystkich – mówi Jason Charles, lider New York City Preppers Network i jeden z ponad 3 mln prepersów żyjących w Stanach Zjednoczonych. Na całym świecie takich osób jest kilka razy więcej.

Prepersi to ludzie, którzy starannie przygotowują się na bliżej nieokreśloną katastrofę. Może to być konflikt zbrojny, atak terrorystyczny, przebiegunowanie Ziemi, rozbłyski na Słońcu, klęski żywiołowe, epidemie, upadek meteorytu – bez znaczenia. Zagrożenia mogą być różne i w dużym stopniu zależą od wierzeń, poglądów i sympatii politycznych prepersa. Chodzi o to, by zawczasu przygotować swój dom do sytuacji, w której nagle zostalibyśmy odcięci od świata zewnętrznego.

Samo pojęcie pochodzi od angielskiego słowa prepare, czyli „przygotowywać” się. Po raz pierwszy o prepersach media zaczęły donosić w latach 90. Za każdym razem, kiedy dochodziło do jakiejś spektakularnej katastrofy ekologicznej lub ataku terrorystycznego, w przestrzeni publicznej pojawiali się ludzie, którzy głośno mówili o tym, że trzeba być przygotowanym na wszystko. Tak samo było w roku 2000 z powodu mającego rzekomo nadejść końca świata, po atakach z 11 września na World Trade Center czy w efekcie rzekomego przebiegunowania Ziemi w 2012 r. Prepersi pochodzą z różnych warstw społecznych, są w różnym wieku, wykonują różne zawody. Są wśród nich zarówno rolnicy, nauczyciele, marketingowcy, jak i strażacy, prawnicy czy lekarze. Wszystkich łączy obsesyjna zapobiegliwość, która przeradza się w sposób na życie. Chodzi o to, by gromadzić takie zapasy i rozwijać takie umiejętności, które w czarnej godzinie pozwolą na jak najdłuższą samowystarczalność. Prepersi kupują więc żywność z długim okresem przydatności, opracowują drogi ucieczki, budują schrony, uczą się pierwszej pomocy, polowania i technik przetrwania w trudnych warunkach.

Do tej pory nie przeprowadzono na ich temat zbyt wielu badań, lecz wydaje się, że zyskują popularność we wszystkich środowiskach, bez względu na status społeczny i materialny. „Preperyzm jest przekonujący zarówno dla ludzi opętanych teorią spiskową, jak i dla lanserskich snobów; dla populistów, izolacjonistów i ekologów. Trafia też do tych, którzy chcieliby wiedzieć po prostu, co zrobić, gdy nagle zostanie odcięty prąd czy woda” – podsumował francuski dziennik „Le Monde”.

O swojej misji członkowie organizacji Polish Preppers Network, największej społeczności prepersów w Polsce, piszą: „Nie chcemy straszyć cię wszystkimi nieszczęściami, które mogą się wydarzyć. Po prostu realistycznie obserwujemy i oceniamy otaczającą nas rzeczywistość, dostrzegając w niej symptomy możliwych zagrożeń. Oczywiście nie każdemu uda się przygotować na każdą możliwą okoliczność. Jesteśmy jednak przekonani, że możemy zrobić w tym względzie naprawdę wiele. Każdy krok we właściwym kierunku zwiększa nasze szanse na przetrwanie w razie pojawienia się sytuacji groźnej dla nas, dla naszej rodziny, przyjaciół, sąsiadów”. Według różnych szacunków ta osobliwa społeczność liczy w naszym kraju od 30 do 40 tys. członków.