technika
Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2020-07-15
Wahadełko wątpliwości

Fot. SvetaZi/Shutterstock.com

Stosowanie hipnozy w kryminalistyce od lat wzbudza kontrowersje. Podzieleni w osądach są zarówno prawnicy, jak i naukowcy.

 

Nie będzie wznowienia procesu! Taką decyzję podjął na początku maja Texas Court of Criminal Appeals, utrzymując w mocy orzeczenie sądu procesowego w Dallas. Dla oskarżonego Charlesa Floresa oznacza to nic innego jak wyrok śmierci. Proces pięćdziesięciolatka obserwuje z zaciekawieniem całe prawnicze i naukowe środowisko za oceanem. Sprawa budzi kontrowersje, bo mężczyznę skazano za morderstwo głównie na podstawie zeznania świadka poddanego hipnozie. Jest to legalne, bo Teksas pozostaje jednym z 17 stanów, które dopuszczają wykorzystanie hipnozy podczas przesłuchań. Czy słusznie? O tym znów dyskutują eksperci. Najwięcej emocji wzbudza pytanie, czy informacje uzyskane od osoby zahipnotyzowanej są wystarczająco wiarygodne, by uznać je za przekonujący dowód w sądzie. Większość naukowców twierdzi, że nie. Mimo to dzięki wykorzystaniu tej metody w śledztwie wykonano już niejeden wyrok śmierci.

Po nitce do kłębka…

Hipnoza jako narzędzie kryminalistyczne jest regularnie wykorzystywana przez amerykańskich stróżów prawa i agencje wywiadowcze od czasów II wojny światowej. Z czasem pojawiły się jednak wątpliwości co do tego typu działań. Akta sprawy Charlesa Floresa mówią o tym, że jest on winny zabójstwa mieszkanki Dallas Elizabeth „Betty” Black. Wczesnym rankiem 29 stycznia 1998 r. policja znalazła ciało kobiety w jej domu. Śledczy nie mieli wątpliwości, że doszło do morderstwa na tle rabunkowym. Sąsiadka zeznała, że widziała dwóch mężczyzn kręcących się koło domu ofiary, ale była tak roztrzęsiona, że poprosiła o hipnozę, by spokojnie przypomnieć sobie szczegóły. Na podstawie sesji przeprowadzonej z wyszkolonym na takie okazje funkcjonariuszem udało jej się stworzyć portret pamięciowy zabójców. W ten sposób natrafiono na Floresa. I choć były wątpliwości co do jego winy, to właśnie zeznania świadka, potwierdzone podczas rozprawy, przyczyniły się do skazania mężczyzny. Nie przedstawiono żadnych fizycznych dowodów łączących go z miejscem zbrodni, miał kiepskich obrońców, a jedyny naoczny świadek zdarzenia został zahipnotyzowany podczas przesłuchania.

Flores nie jest jedyny. W Teksasie od połowy lat 70. w ten sam sposób skazano 54 osoby. Czworo osądzonych do dziś znajduje się w celi śmierci, a 11 już stracono. Doszło do tego, gdyż przed laty uprawomocniono standardy dotyczące dopuszczania zeznań uzyskanych pod wpływem hipnozy. Ameryka jest w tym względzie podzielona. Najstarsze orzecznictwo w tej sprawie pochodzi z roku 1897. Sąd Najwyższy stanu Kalifornia, orzekając w sprawie niejakiego Josepha Ebanksa, oskarżonego o morderstwo pierwszego stopnia, stwierdził, iż prawo Stanów Zjednoczonych nie uznaje hipnotyzmu. Tyle teorii. W praktyce tylko do końca lat 80. hipnozą posłużono się w 441 sprawach apelacyjnych i 73 federalnych. Kategoryczny zakaz wykorzystywania jej obowiązuje dziś tylko w 27 stanach, w 17 jest dopuszczalna, a pozostałe nie mają prawnej wykładni dla tego typu działań.

Sytuacja prawna jest więc tak samo niejednoznaczna, jak niejednoznaczne pozostaje traktowanie hipnozy w obrębie samej kryminalistyki. Osoby poddawane sesji można podzielić na cztery grupy: ofiary przestępstw, świadków przestępstw, podejrzanych o dokonanie przestępstwa oraz sprawców przestępstw. Najwięcej zastrzeżeń budzi trzecia grupa. Uzyskane tą drogą zeznania podejrzanego nie mogą być dowodem w sądzie. Chodzi o to, że w takim przypadku hipnoza stanowiłaby zagrożenie dla prawnie zagwarantowanej swobody obrony, a także pozostawiałaby wiele wątpliwości natury etycznej – np. możliwość nakłonienia podejrzanego, aby przyznał się do niepopełnionego czynu. Aby informacje uzyskane dzięki transowi miały wartość dla sądu, muszą zostać spełnione określone warunki: hipnoza powinna być przeprowadzona przez niezależnego kompetentnego psychiatrę lub psychologa, którego zaznajamia się tylko z niezbędnymi faktami; przed badaniem należy przeprowadzić rozmowę wstępną o sprawie; nikt poza hipnotyzerem i badanym nie powinien być obecny podczas transu, a jego przebieg, łącznie z rozmową wstępną, musi być rejestrowany. Zasady te sformułował prof. Martin Orne, psychiatra z University of Pennsylvania. Zwolennicy hipnozy kryminalistycznej wierzą, że przestrzeganie tych reguł zapewni otrzymanie informacji wystarczająco wiarygodnych, by nadać im rangę dowodu.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 07/2020 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2020
10/2020
Kalendarium
Listopad
23
W 1980 r. w trzęsieniu ziemi z epicentrum pod Neapolem zginęło 2914 osób.
Warto przeczytać
Natura szaleje. Gdy dojdziemy do podstawowych praw fizyki, do samego fundamentu, znajdziemy się w domenie szaleństwa i chaosu, gdzie wiedza staje się wyobraźnią i odwrotnie. To miejsce, w którym na każdym kroku czają się wszechświaty równoległe i zadziwiające paradoksy, a przedmioty nie muszą zważać na przestrzeń ani czas.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2020-07-15
Wahadełko wątpliwości

Fot. SvetaZi/Shutterstock.com

Stosowanie hipnozy w kryminalistyce od lat wzbudza kontrowersje. Podzieleni w osądach są zarówno prawnicy, jak i naukowcy.

 

Nie będzie wznowienia procesu! Taką decyzję podjął na początku maja Texas Court of Criminal Appeals, utrzymując w mocy orzeczenie sądu procesowego w Dallas. Dla oskarżonego Charlesa Floresa oznacza to nic innego jak wyrok śmierci. Proces pięćdziesięciolatka obserwuje z zaciekawieniem całe prawnicze i naukowe środowisko za oceanem. Sprawa budzi kontrowersje, bo mężczyznę skazano za morderstwo głównie na podstawie zeznania świadka poddanego hipnozie. Jest to legalne, bo Teksas pozostaje jednym z 17 stanów, które dopuszczają wykorzystanie hipnozy podczas przesłuchań. Czy słusznie? O tym znów dyskutują eksperci. Najwięcej emocji wzbudza pytanie, czy informacje uzyskane od osoby zahipnotyzowanej są wystarczająco wiarygodne, by uznać je za przekonujący dowód w sądzie. Większość naukowców twierdzi, że nie. Mimo to dzięki wykorzystaniu tej metody w śledztwie wykonano już niejeden wyrok śmierci.

Po nitce do kłębka…

Hipnoza jako narzędzie kryminalistyczne jest regularnie wykorzystywana przez amerykańskich stróżów prawa i agencje wywiadowcze od czasów II wojny światowej. Z czasem pojawiły się jednak wątpliwości co do tego typu działań. Akta sprawy Charlesa Floresa mówią o tym, że jest on winny zabójstwa mieszkanki Dallas Elizabeth „Betty” Black. Wczesnym rankiem 29 stycznia 1998 r. policja znalazła ciało kobiety w jej domu. Śledczy nie mieli wątpliwości, że doszło do morderstwa na tle rabunkowym. Sąsiadka zeznała, że widziała dwóch mężczyzn kręcących się koło domu ofiary, ale była tak roztrzęsiona, że poprosiła o hipnozę, by spokojnie przypomnieć sobie szczegóły. Na podstawie sesji przeprowadzonej z wyszkolonym na takie okazje funkcjonariuszem udało jej się stworzyć portret pamięciowy zabójców. W ten sposób natrafiono na Floresa. I choć były wątpliwości co do jego winy, to właśnie zeznania świadka, potwierdzone podczas rozprawy, przyczyniły się do skazania mężczyzny. Nie przedstawiono żadnych fizycznych dowodów łączących go z miejscem zbrodni, miał kiepskich obrońców, a jedyny naoczny świadek zdarzenia został zahipnotyzowany podczas przesłuchania.

Flores nie jest jedyny. W Teksasie od połowy lat 70. w ten sam sposób skazano 54 osoby. Czworo osądzonych do dziś znajduje się w celi śmierci, a 11 już stracono. Doszło do tego, gdyż przed laty uprawomocniono standardy dotyczące dopuszczania zeznań uzyskanych pod wpływem hipnozy. Ameryka jest w tym względzie podzielona. Najstarsze orzecznictwo w tej sprawie pochodzi z roku 1897. Sąd Najwyższy stanu Kalifornia, orzekając w sprawie niejakiego Josepha Ebanksa, oskarżonego o morderstwo pierwszego stopnia, stwierdził, iż prawo Stanów Zjednoczonych nie uznaje hipnotyzmu. Tyle teorii. W praktyce tylko do końca lat 80. hipnozą posłużono się w 441 sprawach apelacyjnych i 73 federalnych. Kategoryczny zakaz wykorzystywania jej obowiązuje dziś tylko w 27 stanach, w 17 jest dopuszczalna, a pozostałe nie mają prawnej wykładni dla tego typu działań.

Sytuacja prawna jest więc tak samo niejednoznaczna, jak niejednoznaczne pozostaje traktowanie hipnozy w obrębie samej kryminalistyki. Osoby poddawane sesji można podzielić na cztery grupy: ofiary przestępstw, świadków przestępstw, podejrzanych o dokonanie przestępstwa oraz sprawców przestępstw. Najwięcej zastrzeżeń budzi trzecia grupa. Uzyskane tą drogą zeznania podejrzanego nie mogą być dowodem w sądzie. Chodzi o to, że w takim przypadku hipnoza stanowiłaby zagrożenie dla prawnie zagwarantowanej swobody obrony, a także pozostawiałaby wiele wątpliwości natury etycznej – np. możliwość nakłonienia podejrzanego, aby przyznał się do niepopełnionego czynu. Aby informacje uzyskane dzięki transowi miały wartość dla sądu, muszą zostać spełnione określone warunki: hipnoza powinna być przeprowadzona przez niezależnego kompetentnego psychiatrę lub psychologa, którego zaznajamia się tylko z niezbędnymi faktami; przed badaniem należy przeprowadzić rozmowę wstępną o sprawie; nikt poza hipnotyzerem i badanym nie powinien być obecny podczas transu, a jego przebieg, łącznie z rozmową wstępną, musi być rejestrowany. Zasady te sformułował prof. Martin Orne, psychiatra z University of Pennsylvania. Zwolennicy hipnozy kryminalistycznej wierzą, że przestrzeganie tych reguł zapewni otrzymanie informacji wystarczająco wiarygodnych, by nadać im rangę dowodu.