człowiek
Autor: Paweł Walewski | dodano: 2020-10-27
Z czym na raka?

Fot. Shutterstock

Jak długo nowotwory pozostaną najsurowszym wyrokiem losu? Być może sekret ich pokonania tkwi w połączeniu różnych metod leczenia, ale czy również tych najstarszych z najnowszymi?

Choć każda choroba nowotworowa utożsamiana jest z rakiem, a więc wciąż jeszcze kojarzy się z wyrokiem śmierci, nie jest to pogląd prawdziwy. I to z dwóch powodów! Po pierwsze, nowotwór nie zawsze bywa złośliwy. Wiele z nich rozwija się miejscowo, nie dając przerzutów, a zatem – jeśli wykryte zostaną szybko – mogą być w pełni wyleczalne. Po drugie, choć pojęcia rak i nowotwór są używane zamiennie, rak jest tylko jednym z wielu rozmaitych typów nowotworów, wywodzącym się wyłącznie z rozrostu komórek tkanki nabłonkowej. Czym innym są więc białaczki (błędnie nazywane zwyczajowo rakiem krwi), czym innym glejaki (choć przylgnęło do nich określenie „rak mózgu”), a jeszcze czym innym mięsaki.

Już w czasach starożytnych intuicyjnie wiedziano, jak rozprawić się z wyrastającymi z ciała guzami, choć nie potrafiono rzecz jasna ich odróżniać. Można było takie zgrubienie tkanki po prostu wyciąć albo wypalić. Problem polegał na tym, że zanim nowotwór wypełzał z ukrytej pod skórą tkanki na światło dzienne (zupełnie jak rak spod powierzchni wody), upływało sporo lat, więc medycy posługujący się jedynie własnym wzrokiem i dotykiem niewiele mogli chorym pomóc. Widzieli tylko to, co zobaczyć mogli: rozdęte promieniście żyły rozchodzące się z guzów piersi, raki odbytu i dróg rodnych, które musiały nabrać olbrzymich rozmiarów, by wydostać się z naturalnych otworów ciała. Rosły powoli we wszystkich kierunkach niczym odnóża kraba rozchodzące się z jego twardego korpusu – to skojarzenie Hipokratesa sprzed ok. 2400 lat zapoczątkowało utożsamianie tajemniczej choroby z każdym nowotworem, co odbiega mocno od współczesnej terminologii.

Ona zresztą wciąż ewoluuje. I podąża za ostatnim przewrotem w onkologii, który polega na odejściu od jeszcze niedawnych dość prymitywnych podziałów guzów nowotworowych opartych na kryteriach lokalizacji i stopnia zaawansowania. Kiedyś one najbardziej liczyły się przy planowaniu leczenia tzw. guzów litych, zajmujących piersi, jelita lub płuca (w odróżnieniu od białaczek, w których komórki nowotworowe krążą w całym krwiobiegu). Traktowano każdy z tych organów zaatakowanych przez raka jak zamkniętą całość, z której co prawda drogą naczyń krwionośnych lub limfatycznych mogą wydostać się przerzuty, ale lokalizacja źródła choroby determinowała rodzaj kuracji.

Dzięki opracowaniu metod identyfikacji na komórkach nowotworowych określonych receptorów białkowych (tzw. profilowania genomowego) to te właśnie białka decydują coraz częściej o wyborze konkretnego leku onkologicznego lub nawet metody terapii. Ale  receptorowe białko umiejscowione na nowotworze, np. w jelicie grubym, może być tym samym, które inny chory ma w płucu lub nerce. Chociaż choroba zaatakowała tak różne narządy, korzyść przyniesie ten sam preparat, gdyż zadziała on na identyczną mutację w genomie.

Skalpelem, chemią, promieniami

Zanim w onkologii doszła do głosu genetyka, która wymusiła indywidualizację leczenia, z niekontrolowanym rozrostem komórek trzeba było sobie dawać radę innymi sposobami. Bo na tym polega każdy proces nowotworowy: powstają aspołeczne komórki, które nie współpracują z resztą, ignorują wszystkie systemy kontrolne i dzielą się na potęgę. Prof. Andrzej Jerzmanowski z Uniwersytetu Warszawskiego w książce „Geny i ludzie” bardzo trafnie porównał ich zachowanie do rozpędzonego pojazdu, w którym zablokowała się kierownica, przestał działać układ hamulcowy, a pedał gazu został dociśnięty do deski.

Pionierzy onkologii mogli początkowo w dość ­prymitywny sposób leczyć ten nadmiar nieposłusznych komórek. Brali do ręki skalpel i odważnie wycinali guz, choćby mieli okaleczyć pacjenta, odejmując mu cały narząd. Najdłuższą historię takich operacji można prześledzić na przykładzie guzów piersi, bo już w II w. naszej ery Leonides z Aleksandrii amputował za pomocą noża kobiece biusty dotknięte nowotworami. Do dzisiaj chirurgia onkologiczna pozostaje jedną z najskuteczniejszych metod leczenia, choć trzeba ją często uzupełniać dwoma innymi filarami: chemioterapią i radioterapią.

Efekty chirurgii są tylko wtedy dobre, kiedy operacja – już nie tak wcale rozległa jak kiedyś – przeprowadzana jest na jak najmniejszych guzach i nie doszło jeszcze do ich przerzutu do innych tkanek.

Dalej w artykule piszemy: Kiedy warto zdecydować się na radioterapię, kiedy na chemioterapię, a kiedy na terapię kombinowaną? Jakie mają one plusy, a jakie minusy? Co to jest terapia celowana? Jakie korzyści przynoszą wysoka i niska temperatura? Dlaczego rak potrafi bronić się przed aktywnością immunologiczną swojego gospodarza? Jak zmobilizować limfocyty do walki z rakiem? Jakie wskazówki w onkologii dają badania genetyczne?


Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 11/2020 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2020
11/2020
Kalendarium
Listopad
29
W 1951 r. na Poligonie Nevada przeprowadzono pierwszą amerykańską podziemną próbę jądrową.
Warto przeczytać
Co wspólnego mają suknia ślubna i kombinezon sapera?    
Dlaczego dla marynarzy bardziej niebezpieczne od rekinów są krewetki?
Kiedy kurczak najlepiej sprawdza się jako broń artyleryjska?

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Paweł Walewski | dodano: 2020-10-27
Z czym na raka?

Fot. Shutterstock

Jak długo nowotwory pozostaną najsurowszym wyrokiem losu? Być może sekret ich pokonania tkwi w połączeniu różnych metod leczenia, ale czy również tych najstarszych z najnowszymi?

Choć każda choroba nowotworowa utożsamiana jest z rakiem, a więc wciąż jeszcze kojarzy się z wyrokiem śmierci, nie jest to pogląd prawdziwy. I to z dwóch powodów! Po pierwsze, nowotwór nie zawsze bywa złośliwy. Wiele z nich rozwija się miejscowo, nie dając przerzutów, a zatem – jeśli wykryte zostaną szybko – mogą być w pełni wyleczalne. Po drugie, choć pojęcia rak i nowotwór są używane zamiennie, rak jest tylko jednym z wielu rozmaitych typów nowotworów, wywodzącym się wyłącznie z rozrostu komórek tkanki nabłonkowej. Czym innym są więc białaczki (błędnie nazywane zwyczajowo rakiem krwi), czym innym glejaki (choć przylgnęło do nich określenie „rak mózgu”), a jeszcze czym innym mięsaki.

Już w czasach starożytnych intuicyjnie wiedziano, jak rozprawić się z wyrastającymi z ciała guzami, choć nie potrafiono rzecz jasna ich odróżniać. Można było takie zgrubienie tkanki po prostu wyciąć albo wypalić. Problem polegał na tym, że zanim nowotwór wypełzał z ukrytej pod skórą tkanki na światło dzienne (zupełnie jak rak spod powierzchni wody), upływało sporo lat, więc medycy posługujący się jedynie własnym wzrokiem i dotykiem niewiele mogli chorym pomóc. Widzieli tylko to, co zobaczyć mogli: rozdęte promieniście żyły rozchodzące się z guzów piersi, raki odbytu i dróg rodnych, które musiały nabrać olbrzymich rozmiarów, by wydostać się z naturalnych otworów ciała. Rosły powoli we wszystkich kierunkach niczym odnóża kraba rozchodzące się z jego twardego korpusu – to skojarzenie Hipokratesa sprzed ok. 2400 lat zapoczątkowało utożsamianie tajemniczej choroby z każdym nowotworem, co odbiega mocno od współczesnej terminologii.

Ona zresztą wciąż ewoluuje. I podąża za ostatnim przewrotem w onkologii, który polega na odejściu od jeszcze niedawnych dość prymitywnych podziałów guzów nowotworowych opartych na kryteriach lokalizacji i stopnia zaawansowania. Kiedyś one najbardziej liczyły się przy planowaniu leczenia tzw. guzów litych, zajmujących piersi, jelita lub płuca (w odróżnieniu od białaczek, w których komórki nowotworowe krążą w całym krwiobiegu). Traktowano każdy z tych organów zaatakowanych przez raka jak zamkniętą całość, z której co prawda drogą naczyń krwionośnych lub limfatycznych mogą wydostać się przerzuty, ale lokalizacja źródła choroby determinowała rodzaj kuracji.

Dzięki opracowaniu metod identyfikacji na komórkach nowotworowych określonych receptorów białkowych (tzw. profilowania genomowego) to te właśnie białka decydują coraz częściej o wyborze konkretnego leku onkologicznego lub nawet metody terapii. Ale  receptorowe białko umiejscowione na nowotworze, np. w jelicie grubym, może być tym samym, które inny chory ma w płucu lub nerce. Chociaż choroba zaatakowała tak różne narządy, korzyść przyniesie ten sam preparat, gdyż zadziała on na identyczną mutację w genomie.

Skalpelem, chemią, promieniami

Zanim w onkologii doszła do głosu genetyka, która wymusiła indywidualizację leczenia, z niekontrolowanym rozrostem komórek trzeba było sobie dawać radę innymi sposobami. Bo na tym polega każdy proces nowotworowy: powstają aspołeczne komórki, które nie współpracują z resztą, ignorują wszystkie systemy kontrolne i dzielą się na potęgę. Prof. Andrzej Jerzmanowski z Uniwersytetu Warszawskiego w książce „Geny i ludzie” bardzo trafnie porównał ich zachowanie do rozpędzonego pojazdu, w którym zablokowała się kierownica, przestał działać układ hamulcowy, a pedał gazu został dociśnięty do deski.

Pionierzy onkologii mogli początkowo w dość ­prymitywny sposób leczyć ten nadmiar nieposłusznych komórek. Brali do ręki skalpel i odważnie wycinali guz, choćby mieli okaleczyć pacjenta, odejmując mu cały narząd. Najdłuższą historię takich operacji można prześledzić na przykładzie guzów piersi, bo już w II w. naszej ery Leonides z Aleksandrii amputował za pomocą noża kobiece biusty dotknięte nowotworami. Do dzisiaj chirurgia onkologiczna pozostaje jedną z najskuteczniejszych metod leczenia, choć trzeba ją często uzupełniać dwoma innymi filarami: chemioterapią i radioterapią.

Efekty chirurgii są tylko wtedy dobre, kiedy operacja – już nie tak wcale rozległa jak kiedyś – przeprowadzana jest na jak najmniejszych guzach i nie doszło jeszcze do ich przerzutu do innych tkanek.

Dalej w artykule piszemy: Kiedy warto zdecydować się na radioterapię, kiedy na chemioterapię, a kiedy na terapię kombinowaną? Jakie mają one plusy, a jakie minusy? Co to jest terapia celowana? Jakie korzyści przynoszą wysoka i niska temperatura? Dlaczego rak potrafi bronić się przed aktywnością immunologiczną swojego gospodarza? Jak zmobilizować limfocyty do walki z rakiem? Jakie wskazówki w onkologii dają badania genetyczne?