człowiek
Autor: Zbigniew Mucha | dodano: 2012-07-04
Eksperymentalny mundial

(Fot. Wikipedia)

Duże różnice temperatur, różne strefy klimatyczne, koszulki z plastikowych butelek, vuvuzele powodujące głuchotę i szalejące piłki. Takie m.in. atrakcje czekają na uczestników World Cup 2010 w Republice Południowej Afryki.

Mistrzostwa po raz pierwszy w 80-letniej historii odbędą się na Czarnym Lądzie. RPA wydała na przygotowania 2,5 mld dolarów, mimo to wybór zarówno kontynentu, jak i kraju, w którym ma odbyć się impreza, od początku wzbudza kontrowersje. Nie brak głosów, że w ten sposób 74-letni Joseph Blatter, szef światowej federacji piłkarskiej FIFA, spłacił dług wdzięczności wobec afrykańskich elektorów, których głosy wyniosły go na fotel sternika światowego futbolu. Bo mundial w Afryce to największy eksperyment w karierze prezydenta FIFA. Dlaczego?

Pięć procent szybciej
W czerwcu ubiegłego roku, niemal dokładnie w porze rozgrywania mundialu, na zgrupowanie do RPA udała się reprezentacja Polski pod wodzą Leo Beenhakkera. Bartosz Bosacki, obecnie kapitan Lecha Poznań, wziął udział w tamtej eskapadzie. „Zaskakujące było przenikliwe zimno" - mówi. „W dodatku trawa wydała mi się zdecydowanie inna od europejskiej, jakby grubsza. No i piłka - to już był prawdziwy szok. Podczas meczu w Johannesburgu poruszała się szybciej niż zwykle. W telewizji tego nie widać, ale na boisku było odczuwalne".

Wytłumaczenie jest proste. Johannesburg leży na wysokości około 1700 m n.p.m., powietrze jest bardzo rozrzedzone, stąd futbolówka rzeczywiście może poruszać się szybciej niż w Europie, co koniecznie powinni uwzględnić zwłaszcza bramkarze.

Piłkę na mistrzostwa świata tradycyjnie dostarcza Adidas. Model Jabulani (w języku Zulu oznacza - świętowanie) jest reklamowany jako piłka najdoskonalsza z dotychczas wyprodukowanych. Julian Wade, główny jej projektant, nie ma wątpliwości, że tak zaawansowanego technologicznie wyrobu jeszcze nie było, i przyrównuje go do bolidu Formuły 1, co jest oczywiście przesadą, ale tylko w niewielkim stopniu. Piłka składa się nie z 32, jak dawniej, ale zaledwie ośmiu sferycznie uformowanych paneli, co ma zapewniać jej idealną kulistość. Jakakolwiek by jednak była, to wysokość nad poziomem morza będzie miała wpływ na szybkość jej lotu!

I tak rzut wolny z odległości 20 m na stadionie Soccer City w Johannesburgu niesie o wiele większe zagrożenie niż w Durbanie leżącym zaledwie 8 m n.p.m. Mówiąc inaczej - piłka kopnięta z szybkością 120 km/h na dużej wysokości osiągnie prędkość 126 km/h, a zamiast 60 m przeleci 63!

Fakt, że turniej będzie się odbywać na przełomie afrykańskiej jesieni i zimy, de facto w trakcie pory deszczowej, wiąże się z kolejnymi zagrożeniami. Nie wiadomo bowiem, na ile wydolne okażą się systemy odprowadzające nadmiar wody z murawy. Na stadionie Mbombela w Nelspruit już wymieniono, kosztem blisko 700 tys. dolarów, całą murawę, ponieważ zawiódł właśnie system odwadniający.

Jak na Babiej Górze
RPA to ogromny kraj z przecinającymi się kilkoma strefami klimatycznymi. Od suchego, pustynnego na zachodzie, gdzie roczna suma opadów nie osiąga 100 mm, do podzwrotnikowego w południowo-wschodniej części kraju, gdzie opady są nawet dziesięciokrotnie intensywniejsze. Na zróżnicowany klimat wpływają szerokość geograficzna, prądy morskie i wysokość nad poziomem morza. Najcieplejszym miesiącem jest styczeń, najchłodniejszym lipiec, więc niech nikogo nie zdziwi widok kibiców w czapkach. Średnie roczne temperatury wahają się od 12 do 23 °C. Tyle powtórki z geografii. Co to ma wspólnego z mistrzostwami?

Ponieważ turniej będzie się odbywać na progu afrykańskiej zimy (11 czerwca - 11 lipca), organizmy zawodników z Europy, gdzie w tym czasie panują upały, będą musiały się dostosować do odmiennych warunków. To jednak pół biedy. Prawdziwym wyróżnikiem tegorocznych MŚ będą ogromne zmiany wysokości. Przykładowo: Johannesburg jest położony na około 1700 m n.p.m., Pretoria - 1300, Rustenburg - 1150, a nad morzem leżą Durban, Port Elizabeth i Kapsztad. I zdarzać się będzie, że w rozgrywkach grupowych ta sama drużyna rozegra trzy mecze w różnych miastach.

Oczywiście finaliści, przygotowując się do mundialu, spędzą czas na zgrupowaniach w miejscowościach położonych stosunkowo wysoko, bo łatwiej jest się przystosować do zmiany wysokości na niższą niż na odwrót. Ale i tu jest pewna pułapka. „Stara zasada: trenuj w górach, graj na nizinach, wciąż funkcjonuje, ale sprawdza się przede wszystkim w lekkiej atletyce. Bo co innego praca z jednostką, a co innego z grupą 20 zawodników, z których każdy jest inny" - mówi profesor Jan Chmura, dziekan Wydziału Wychowania Fizycznego wrocławskiej AWF, kierownik katedry motoryczności, wybitny fizjolog sportowy. „Mogą więc być niespodzianki. Piłkarze zaczną zjeżdżać z gór i... będzie wielka niewiadoma. Może zdarzyć się tak, że gracz z drugiego szeregu, ale świetnie znoszący podobne wahania, nagle eksploduje formą, a gwiazdor zwyczajnie zgaśnie".


Różnice wysokości mogą okazać się naprawdę zabójcze. To tak jakby w Polsce grać w Gdańsku, na Szrenicy w Karkonoszach i Babiej Górze w Beskidach! O ile w Johannesburgu temperatura może wynosić kilkanaście stopni, to w Durbanie nawet 23 przy wilgotności dochodzącej do 80%. Przykładowo, w grupie B Korea Południowa gra z Grecją w Port Elizabeth 12 czerwca, pięć dni później w Johannesburgu z Argentyną, a potem znów wyjeżdża nad morze, by spotkać się z Nigerią w Durbanie, gdzie stężenie tlenu w powietrzu jest standardowe. Nagły wyjazd w góry musi generować ogromne zmęczenie.

Jak w ciągu pięciu dni przestawić organizm na zmiany temperatury, ciśnienia, wilgotności, wysokości, stężenia tlenu w powietrzu oddechowym - to będzie prawdziwe wyzwanie dla sztabów medycznych. Bo nie ma wątpliwości, że właśnie fizjolodzy będą w RPA równie ważni jak trenerzy. „Sądzę, że spotkamy się z wieloma nowymi metodami wspomagania farmakologicznego, oczywiście na dozwolonym poziomie" - uważa Chmura. „Fundamentalne będzie odpowiednie nawadnianie organizmów, bo przy dużej wilgotności w Kapsztadzie, Durbanie czy Port Elizabeth organizm będzie się dynamicznie odwadniał".

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 06/2010 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
06/2020
05/2020
Kalendarium
Czerwiec
5
W 1866 r. według obliczeń Pluton osiągnął aphelium swojej orbity. Następne takie zdarzenie będzie miało miejsce w sierpniu 2113 roku.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Zbigniew Mucha | dodano: 2012-07-04
Eksperymentalny mundial

(Fot. Wikipedia)

Duże różnice temperatur, różne strefy klimatyczne, koszulki z plastikowych butelek, vuvuzele powodujące głuchotę i szalejące piłki. Takie m.in. atrakcje czekają na uczestników World Cup 2010 w Republice Południowej Afryki.

Mistrzostwa po raz pierwszy w 80-letniej historii odbędą się na Czarnym Lądzie. RPA wydała na przygotowania 2,5 mld dolarów, mimo to wybór zarówno kontynentu, jak i kraju, w którym ma odbyć się impreza, od początku wzbudza kontrowersje. Nie brak głosów, że w ten sposób 74-letni Joseph Blatter, szef światowej federacji piłkarskiej FIFA, spłacił dług wdzięczności wobec afrykańskich elektorów, których głosy wyniosły go na fotel sternika światowego futbolu. Bo mundial w Afryce to największy eksperyment w karierze prezydenta FIFA. Dlaczego?

Pięć procent szybciej
W czerwcu ubiegłego roku, niemal dokładnie w porze rozgrywania mundialu, na zgrupowanie do RPA udała się reprezentacja Polski pod wodzą Leo Beenhakkera. Bartosz Bosacki, obecnie kapitan Lecha Poznań, wziął udział w tamtej eskapadzie. „Zaskakujące było przenikliwe zimno" - mówi. „W dodatku trawa wydała mi się zdecydowanie inna od europejskiej, jakby grubsza. No i piłka - to już był prawdziwy szok. Podczas meczu w Johannesburgu poruszała się szybciej niż zwykle. W telewizji tego nie widać, ale na boisku było odczuwalne".

Wytłumaczenie jest proste. Johannesburg leży na wysokości około 1700 m n.p.m., powietrze jest bardzo rozrzedzone, stąd futbolówka rzeczywiście może poruszać się szybciej niż w Europie, co koniecznie powinni uwzględnić zwłaszcza bramkarze.

Piłkę na mistrzostwa świata tradycyjnie dostarcza Adidas. Model Jabulani (w języku Zulu oznacza - świętowanie) jest reklamowany jako piłka najdoskonalsza z dotychczas wyprodukowanych. Julian Wade, główny jej projektant, nie ma wątpliwości, że tak zaawansowanego technologicznie wyrobu jeszcze nie było, i przyrównuje go do bolidu Formuły 1, co jest oczywiście przesadą, ale tylko w niewielkim stopniu. Piłka składa się nie z 32, jak dawniej, ale zaledwie ośmiu sferycznie uformowanych paneli, co ma zapewniać jej idealną kulistość. Jakakolwiek by jednak była, to wysokość nad poziomem morza będzie miała wpływ na szybkość jej lotu!

I tak rzut wolny z odległości 20 m na stadionie Soccer City w Johannesburgu niesie o wiele większe zagrożenie niż w Durbanie leżącym zaledwie 8 m n.p.m. Mówiąc inaczej - piłka kopnięta z szybkością 120 km/h na dużej wysokości osiągnie prędkość 126 km/h, a zamiast 60 m przeleci 63!

Fakt, że turniej będzie się odbywać na przełomie afrykańskiej jesieni i zimy, de facto w trakcie pory deszczowej, wiąże się z kolejnymi zagrożeniami. Nie wiadomo bowiem, na ile wydolne okażą się systemy odprowadzające nadmiar wody z murawy. Na stadionie Mbombela w Nelspruit już wymieniono, kosztem blisko 700 tys. dolarów, całą murawę, ponieważ zawiódł właśnie system odwadniający.

Jak na Babiej Górze
RPA to ogromny kraj z przecinającymi się kilkoma strefami klimatycznymi. Od suchego, pustynnego na zachodzie, gdzie roczna suma opadów nie osiąga 100 mm, do podzwrotnikowego w południowo-wschodniej części kraju, gdzie opady są nawet dziesięciokrotnie intensywniejsze. Na zróżnicowany klimat wpływają szerokość geograficzna, prądy morskie i wysokość nad poziomem morza. Najcieplejszym miesiącem jest styczeń, najchłodniejszym lipiec, więc niech nikogo nie zdziwi widok kibiców w czapkach. Średnie roczne temperatury wahają się od 12 do 23 °C. Tyle powtórki z geografii. Co to ma wspólnego z mistrzostwami?

Ponieważ turniej będzie się odbywać na progu afrykańskiej zimy (11 czerwca - 11 lipca), organizmy zawodników z Europy, gdzie w tym czasie panują upały, będą musiały się dostosować do odmiennych warunków. To jednak pół biedy. Prawdziwym wyróżnikiem tegorocznych MŚ będą ogromne zmiany wysokości. Przykładowo: Johannesburg jest położony na około 1700 m n.p.m., Pretoria - 1300, Rustenburg - 1150, a nad morzem leżą Durban, Port Elizabeth i Kapsztad. I zdarzać się będzie, że w rozgrywkach grupowych ta sama drużyna rozegra trzy mecze w różnych miastach.

Oczywiście finaliści, przygotowując się do mundialu, spędzą czas na zgrupowaniach w miejscowościach położonych stosunkowo wysoko, bo łatwiej jest się przystosować do zmiany wysokości na niższą niż na odwrót. Ale i tu jest pewna pułapka. „Stara zasada: trenuj w górach, graj na nizinach, wciąż funkcjonuje, ale sprawdza się przede wszystkim w lekkiej atletyce. Bo co innego praca z jednostką, a co innego z grupą 20 zawodników, z których każdy jest inny" - mówi profesor Jan Chmura, dziekan Wydziału Wychowania Fizycznego wrocławskiej AWF, kierownik katedry motoryczności, wybitny fizjolog sportowy. „Mogą więc być niespodzianki. Piłkarze zaczną zjeżdżać z gór i... będzie wielka niewiadoma. Może zdarzyć się tak, że gracz z drugiego szeregu, ale świetnie znoszący podobne wahania, nagle eksploduje formą, a gwiazdor zwyczajnie zgaśnie".


Różnice wysokości mogą okazać się naprawdę zabójcze. To tak jakby w Polsce grać w Gdańsku, na Szrenicy w Karkonoszach i Babiej Górze w Beskidach! O ile w Johannesburgu temperatura może wynosić kilkanaście stopni, to w Durbanie nawet 23 przy wilgotności dochodzącej do 80%. Przykładowo, w grupie B Korea Południowa gra z Grecją w Port Elizabeth 12 czerwca, pięć dni później w Johannesburgu z Argentyną, a potem znów wyjeżdża nad morze, by spotkać się z Nigerią w Durbanie, gdzie stężenie tlenu w powietrzu jest standardowe. Nagły wyjazd w góry musi generować ogromne zmęczenie.

Jak w ciągu pięciu dni przestawić organizm na zmiany temperatury, ciśnienia, wilgotności, wysokości, stężenia tlenu w powietrzu oddechowym - to będzie prawdziwe wyzwanie dla sztabów medycznych. Bo nie ma wątpliwości, że właśnie fizjolodzy będą w RPA równie ważni jak trenerzy. „Sądzę, że spotkamy się z wieloma nowymi metodami wspomagania farmakologicznego, oczywiście na dozwolonym poziomie" - uważa Chmura. „Fundamentalne będzie odpowiednie nawadnianie organizmów, bo przy dużej wilgotności w Kapsztadzie, Durbanie czy Port Elizabeth organizm będzie się dynamicznie odwadniał".