ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2012-07-05
Lodowy labirynt

Morze Beauforta na początku sierpnia.


Szukali go Brytyjczycy, ale poszczęściło się dopiero Norwegowi. Dziś jednak za jego jedynych właścicieli uważają się Kanadyjczycy. Przejście Północno-Zachodnie, teraz stopniowo odblokowywane przez lód, od wieków fascynowało ludzi.

W maju tego roku świat obiegła sensacyjna wieść. Na Morzu Śródziemnym w pobliżu Izraela pojawił się wal szary. Biolodzy z Marine Mammal Research and Assistance Center przez kilka godzin podążali w ślad za trzynastometrowym kolosem, aby go obfotografować ze wszystkich stron. Myśleli, że to kaszalot, dopiero gdy dokładnie obejrzeli zdjęcia, zdali sobie sprawę, jak niecodzienna trafiła im się okazja. Wali szarych nie ma bowiem od dawna w północnym Atlantyku (tylko stamtąd mógł przypłynąć osobnik dostrzeżony na Morzu Śródziemnym). Wytępili je wielorybnicy. Gatunek przetrwał za to w północnej części Oceanu Spokojnego.

Eksperci natychmiast zaczęli się zastanawiać, jaką drogą poruszało się zwierzę. Doszli do wniosku, że trasa jego wędrówki wiodła przez kanadyjską Arktykę. Oznaczałoby to, że wieloryb pokonał Przejście Północno-Zachodnie - legendarną drogę morską wiodącą między arktycznymi archipelagami Ameryki Północnej. Ludzie odkryli je nieco wcześniej - ok. 100 lat temu, a poszukiwania obrosły wielowiekową legendą. I kosztowały setki ludzkich istnień.

Hudson w opałach
Europejczycy zaczęli poszukiwać północnej drogi morskiej do Chin zaraz po odkryciach Kolumba. Pod koniec XV wieku za zgodą króla angielskiego Henryka VII na zachód popłynął włoski żeglarz Giovanni Caboto, znany lepiej jako John Cabot. W 1497 roku wylądował na Nowej Fundlandii, odkrywając Amerykę Północną dla nowożytnej Europy. Nie miał oczywiście pojęcia, że pół tysiąca lat wcześniej byli tu wikingowie. W roku 1499 angielski kupiec William Weston popłynął jeszcze bardziej na północ i prawdopodobnie dotarł do wejścia do Cieśniny Hudsona, nazwanej tak na cześć innego żeglarza, który oficjalnie odkrył ją w 1610 roku.

Henry Hudson był pierwszym poszukiwaczem Przejścia Północno-Zachodniego, który zapłacił za to życiem. Po przezimowaniu w lodach Zatoki Hudsona zamierzał w 1611 roku popłynąć dalej na zachód, sądząc, że w ten sposób dotrze do Oceanu Spokojnego. Zbuntowana załoga wsadziła go jednak do łódki, a sama zawróciła do Anglii. O Hudsonie słuch zaginął. Dziś wiemy, że droga, którą zamierzał płynąć, prowadziła donikąd. Ślepym zaułkiem okazała się też Rzeka św. Wawrzyńca, którą pół wieku wcześniej odnalazł Francuz Jacques Cartier. W drugiej połowie XVII wieku jego rodak Robert de La Salle pierwszy przemierzył Wielkie Jeziora, wierząc, że doprowadzą go do Pacyfiku.

Inni szukali bardziej na północy. W roku 1616, a więc kilka lat po tym, jak Hudson został porzucony na pastwę losu w swojej zatoce, William Baffin dotarł do 77° szerokości północnej. Płynął po morzu nazwanym później jego imieniem, wzdłuż brzegów wielkiej wyspy także noszącej teraz jego imię. Wędrując na północ, po kolei nadawał nazwy wszystkim zatokom, kanałom i przesmykom prowadzącym na zachód. Miał nadzieję, że któraś z tych dróg wiedzie do Azji. Miał rację. Wśród odkrytych znajdowała się bowiem szeroka na ponad 100 km Cieśnina Lancastera. Ten, kto w nią wpłynął, wybierał właściwą trasę. Ale okazało się to dopiero w XIX wieku. Wszystkie wcześniejsze wyprawy wracały z niczym. W końcu zwątpiono zarówno w wiarygodność odkryć Baffina, jak i w istnienie samego Przejścia Północno-Zachodniego.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 09/2010 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
10/2020
09/2020
Kalendarium
Wrzesień
27
W 1905 r. Albert Einstein opublikował pracę o równoważności masy i energii.
Warto przeczytać
Co wspólnego mają suknia ślubna i kombinezon sapera?    
Dlaczego dla marynarzy bardziej niebezpieczne od rekinów są krewetki?
Kiedy kurczak najlepiej sprawdza się jako broń artyleryjska?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2012-07-05
Lodowy labirynt

Morze Beauforta na początku sierpnia.


Szukali go Brytyjczycy, ale poszczęściło się dopiero Norwegowi. Dziś jednak za jego jedynych właścicieli uważają się Kanadyjczycy. Przejście Północno-Zachodnie, teraz stopniowo odblokowywane przez lód, od wieków fascynowało ludzi.

W maju tego roku świat obiegła sensacyjna wieść. Na Morzu Śródziemnym w pobliżu Izraela pojawił się wal szary. Biolodzy z Marine Mammal Research and Assistance Center przez kilka godzin podążali w ślad za trzynastometrowym kolosem, aby go obfotografować ze wszystkich stron. Myśleli, że to kaszalot, dopiero gdy dokładnie obejrzeli zdjęcia, zdali sobie sprawę, jak niecodzienna trafiła im się okazja. Wali szarych nie ma bowiem od dawna w północnym Atlantyku (tylko stamtąd mógł przypłynąć osobnik dostrzeżony na Morzu Śródziemnym). Wytępili je wielorybnicy. Gatunek przetrwał za to w północnej części Oceanu Spokojnego.

Eksperci natychmiast zaczęli się zastanawiać, jaką drogą poruszało się zwierzę. Doszli do wniosku, że trasa jego wędrówki wiodła przez kanadyjską Arktykę. Oznaczałoby to, że wieloryb pokonał Przejście Północno-Zachodnie - legendarną drogę morską wiodącą między arktycznymi archipelagami Ameryki Północnej. Ludzie odkryli je nieco wcześniej - ok. 100 lat temu, a poszukiwania obrosły wielowiekową legendą. I kosztowały setki ludzkich istnień.

Hudson w opałach
Europejczycy zaczęli poszukiwać północnej drogi morskiej do Chin zaraz po odkryciach Kolumba. Pod koniec XV wieku za zgodą króla angielskiego Henryka VII na zachód popłynął włoski żeglarz Giovanni Caboto, znany lepiej jako John Cabot. W 1497 roku wylądował na Nowej Fundlandii, odkrywając Amerykę Północną dla nowożytnej Europy. Nie miał oczywiście pojęcia, że pół tysiąca lat wcześniej byli tu wikingowie. W roku 1499 angielski kupiec William Weston popłynął jeszcze bardziej na północ i prawdopodobnie dotarł do wejścia do Cieśniny Hudsona, nazwanej tak na cześć innego żeglarza, który oficjalnie odkrył ją w 1610 roku.

Henry Hudson był pierwszym poszukiwaczem Przejścia Północno-Zachodniego, który zapłacił za to życiem. Po przezimowaniu w lodach Zatoki Hudsona zamierzał w 1611 roku popłynąć dalej na zachód, sądząc, że w ten sposób dotrze do Oceanu Spokojnego. Zbuntowana załoga wsadziła go jednak do łódki, a sama zawróciła do Anglii. O Hudsonie słuch zaginął. Dziś wiemy, że droga, którą zamierzał płynąć, prowadziła donikąd. Ślepym zaułkiem okazała się też Rzeka św. Wawrzyńca, którą pół wieku wcześniej odnalazł Francuz Jacques Cartier. W drugiej połowie XVII wieku jego rodak Robert de La Salle pierwszy przemierzył Wielkie Jeziora, wierząc, że doprowadzą go do Pacyfiku.

Inni szukali bardziej na północy. W roku 1616, a więc kilka lat po tym, jak Hudson został porzucony na pastwę losu w swojej zatoce, William Baffin dotarł do 77° szerokości północnej. Płynął po morzu nazwanym później jego imieniem, wzdłuż brzegów wielkiej wyspy także noszącej teraz jego imię. Wędrując na północ, po kolei nadawał nazwy wszystkim zatokom, kanałom i przesmykom prowadzącym na zachód. Miał nadzieję, że któraś z tych dróg wiedzie do Azji. Miał rację. Wśród odkrytych znajdowała się bowiem szeroka na ponad 100 km Cieśnina Lancastera. Ten, kto w nią wpłynął, wybierał właściwą trasę. Ale okazało się to dopiero w XIX wieku. Wszystkie wcześniejsze wyprawy wracały z niczym. W końcu zwątpiono zarówno w wiarygodność odkryć Baffina, jak i w istnienie samego Przejścia Północno-Zachodniego.