wszechświat
Autor: Marek Oramus | dodano: 2012-07-05
Mali świadkowie wielkich procesów

Meteoryt żelazny, oktaedryt Sichote-Aliń (Rosja), z prywatnej kolekcji p. Kazimierza Mazurka. Reprezentuje generację młodszą niż chondryty. Przyjmuje się, że meteoryty żelazne pochodzą z jądra rozbitej planetoidy, która uległa dyferencjacji. Meteoryt Sichote-Aliń spadł w ussuryjskiej tajdze, w pobliżu gór Sichote-Aliń, 12 lutego 1947 roku w postaci bolidu - wielkiej, ognistej kuli. Rozerwany przez eksplozję, rozsiał się na powierzchni 12×4 km, wybijając wgłębienia, z których największe miało 26 m średnicy i 6 m głębokości. Oszacowano, że całkowita masa wynosiła 100 t, a największy znaleziony fragment ważył ponad 1800 kg. Okaz na fotografii ma wymiary 108×65×30,5 mm i waży 329 g. Powierzchnię żłobią charakterystyczne zagłębienia, powstające w czasie hamowania w atmosferze ziemskiej. Zbieraczom ułatwiają one odróżnienie meteorytu od kawałka rudy żelaza. (fot. Janina Wrzak)


Prof. dr hab. inż. Andrzej Manecki: absolwent i profesor zwyczajny Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, mineralog, petrograf, polarnik. Autor licznych podręczników akademickich i publikacji, w tym pierwszej polskiej encyklopedii „Minerały Ziemi i materii kosmicznej" oraz monografii o polskim meteorycie Pułtusk. W kraju jest pionierem badań meteorytów i pyłów kosmicznych, m.in. współautorem publikacji o strukturze grafitu meteorytowego. Promotor 14 prac doktorskich z zakresu mineralogii i kosmomineralogii. Przedstawiciel Polski z głosem stanowiącym w International Mineralogical Association (IMA), przez wiele lat pracował w Komisji Kosmomineralogii, aktualnie w Komisji Nowych Minerałów IMA. Przewodniczył Komitetowi Nauk Mineralogicznych przy Wydziale VII PAN, był kierownikiem Katedry Mineralogii, Petrografii i Geochemii w AGH oraz Zakładu Sozologii w PAN. Laureat Nagrody Państwowej I stopnia (zespołowej) za osiągnięcia naukowe. Członek honorowy Polskiego Towarzystwa Mineralogicznego i Polskiego Towarzystwa Meteorytowego. Kierownik ekspedycji polarnych, współautor mapy geologicznej Ziemi Wedel-Jarlsberga na Spitsbergenie.

Meteoryty to jedyne obiekty materialne, które otrzymujemy bezpośrednio z kosmosu. Co wynika z dotychczasowych badań nad nimi?
Jeszcze nieco ponad dwieście lat temu wśród naukowców panowało przekonanie, że - jeśli pominąć komety - przestrzeń międzyplanetarna jest pusta, a meteoryty są ziemskiego pochodzenia. Wiązano je z wybuchami wulkanów, z huraganami zdolnymi rozrzucać skały na dużej przestrzeni; przez długi czas panował nawet pogląd - za Arystotelesem - że powstają z rozrzedzonego powietrza. Gdy nauka definitywnie uznała pozaziemskie pochodzenie meteorytów, udało się ustanowić związek między charakterystyką materiału meteorytowego a budową naszej Ziemi. Porównując skład mineralny materii kosmicznej z głównymi sferami w obrębie kuli ziemskiej (metaliczne jądro, strefa przejściowa i skalista skorupa), stwierdzono wyraźną analogię, bowiem meteoryty także mogą być trzech typów: żelazne, żelazno-kamienne (przejściowe) i kamienne. Postawiono hipotezę, że te zróżnicowane meteoryty pochodzą z destrukcji większych planetoid, kiedy to nastąpiło stopienie materii pierwotnej i rozwarstwienie stopu (proces ten nazywamy w petrologii dyferencjacją) na podobne strefy, jak w obrębie Ziemi. Równocześnie potwierdzono, że dyferencjacja ziemska nie jest czymś wyjątkowym.

Meteoryty, w których skład wchodzą wszystkie elementy „wyjściowe" i struktury niespotykane na Ziemi, można by uznać za bardziej pierwotne, pokazujące, z jakiej materii składała się pra-Ziemia, zanim uległa przekształceniom. Te meteoryty kamienne, nazwane chondrytami, zawierają zapisaną w minerałach informację o najwcześniejszych etapach formowania się Układu Słonecznego. Badania materii pochodzenia pozaziemskiego prowadzą do rozpoznania nowych faz krystalicznych (minerałów, nanominerałów i ich kumulatów - skał), szczególnie tych nieznanych na Ziemi, oraz do poszerzenia wiedzy o procesach minerało- i skałotwórczych zachodzących w kosmosie. Stwarza to dla planetologii, kosmomineralogii i kosmochemii szansę śledzenia wczesnej historii i etapów tworzenia się Układu Słonecznego, a także, pośrednio, budowy wnętrza naszej planety. Uzyskiwane wyniki ujawniają własności i strukturę materii nieorganicznej budującej planety skaliste, planetoidy, komety, meteoryty, pyły kosmiczne, a także przybliżają warunki, w jakich owe twory powstały. Pojawiają się więc przed nauką perspektywy związane z syntezą faz krystalicznych, przy zastosowaniu „kosmicznych" technologii, czego przykładem jest masowa produkcja diamentów do celów technicznych.

Według zasady kopernikańskiej położenie Ziemi we Wszechświecie nie jest w żaden sposób wyróżnione. Czy rozciąga się to również na jej geologię? Innymi słowy, czy struktura i skład mineralny meteorytów odbiegają od tego, co znamy z badań skał na Ziemi, czy są do tego podobne.
I tak, i nie. Materia pozaziemska meteorytów, która uległa przemianom i zróżnicowaniu, znajduje analogie wśród naszych skał ziemskich. Są to nieliczne meteoryty zwane achondrytami, pochodzące z Księżyca, Marsa i dużych planetoid. Natomiast meteoryty kamienne, chondryty, odbiegają budową, składem mineralnym i wiekiem od znanych nam skał Ziemi. Są starsze od najstarszych skał naszej planety. Chondryty są najpowszechniejsze wśród meteorytów (85% zaobserwowanych spadków) i najbardziej zagadkowe. Zawierają małe formy kuliste o średnicy kilku milimetrów, częściej jednak poniżej 1 mm, nazywane chondrami.

Chondry - małe krzemianowe, krystaliczne kulki lub tylko ich fragmenty, niekiedy zdeformowane, spękane - to najbardziej tajemnicze obiekty kosmiczne, fascynujące uczonych od dziesiątków lat. Te małe kuliste „kapsułki" zawierają zapis najwcześniejszych etapów formowania się naszego Układu Słonecznego; uważa się je za pramaterię słoneczną. Jak już wspomniałem, chondryty i chondry nie mają odpowiedników wśród skał Ziemi, Księżyca i Marsa. Badania chondr dają mineralogom i planetologom szansę poznania warunków fizycznych i chemicznych, panujących w mgławicy, z której powstały planetozymale, a potem planetoidy i planety, będące w początkowej fazie kumulatami luźnych, swobodnie zawieszonych w przestrzeni kosmicznej chondr. Chondry oglądane nieuzbrojonym okiem to małe, niepozorne, brązowo-szare kulki o chropowatej powierzchni. W większości współczesnych modeli tworzenia się chondr zakłada się, że proces ten odbywał się w mgławicy słonecznej, która miała kształt dysku, składającego się z gazu i pyłu, otaczającego protosłońce. Badania mineralogiczne i kosmochemiczne chondr pomagają zrozumieć charakter procesów zachodzących w mgławicy.

Jeden z meteorytów z Marsa był podejrzewany o ślady bakterii w jego wnętrzu. Czy jest to realna możliwość? Czy meteoryty mogą przenieść materię organiczną wywołującą życie?
Wśród nielicznych meteorytów z Marsa szczególną uwagę zwrócił fragment skały marsjańskiej odnaleziony na Antarktydzie (oznaczony symbolem ALH84001). Zawiera on minerały węglanowe, „ślady życia" o formach skupień, mogących wskazywać na ich organiczne (bakteryjne) pochodzenie. Pogląd ten ma tyleż samo zwolenników, co przeciwników. Mars zaliczył dwa epizody obecności wody, są tam typowe skały osadowe. Dla rozwoju prymitywnych bakterii istniały wówczas warunki, choć i tak bakterie miałyby tam niełatwo. Natomiast wiele meteorytów kamiennych, chondrytów, zawiera rozproszoną substancję organiczną, która jest dostarczana na Ziemię od zarania jej dziejów.

Bombardowanie meteorytami świadczy o ożywionej wymianie materii w kosmosie. Jeśli tak - może należy przeprosić się z hipotezą panspermii?
To pytanie spoza mojego obszaru badań, w który wchodzi nieorganiczna materia pozaziemska, a w szczególności meteoryty i ich mineralne składniki. Mogę jedynie wyrazić własną opinię, opierającą się na logicznej analizie potencjalnego zjawiska i na ocenie meteorytowego „transportu", nie wnikając w możliwość przetrwania czy egzystowania w kosmosie przetrwalników prymitywnych form życia. Gdyby meteoryty dostarczały na Ziemię te zarodki, czymkolwiek by one były, to powinniśmy nadal odkrywać to nowe życie, które gdzieś powinno się ujawnić. Ziemia, a także jej czas nie są szczególnie wyróżnione, trudno więc sądzić, że w zaraniu ziemskiej ewolucji coś do nas docierało, a teraz przestało docierać. Meteoryty przecież nadal trafiają na Ziemię - czyżby więc źródło potencjalnych zarodków „wyschło"?

Jeśli natomiast meteoryty „zgarniają" na swoją powierzchnię te zarodki z kosmosu, to giną one w atmosferze Ziemi, bo ta powierzchnia nie dość że się topi, to jeszcze paruje. Jeśli zarodki miałyby przetrwać lot w atmosferze, to tylko we wnętrzu meteorytu, a wówczas byłyby z nim związane. Niczego takiego nie obserwujemy. W pramaterii znajdującej się w bliskim meteorytom stanie (chondryty węgliste) trudno oczekiwać życia biologicznego, bo działo się to w zaraniu dziejów tych meteorytów i całego Układu Słonecznego.

Według jednej z hipotez komety lodowe przyniosły wodę na Ziemię. Dlaczego tu - a gdzie indziej nie? Przecież inne planety były tak samo intensywnie bombardowane.
Nasza Ziemia straciła monopol na wodę. Jak wynika z ostatnich badań, woda wypełniała również zbiorniki i tworzyła rwące rzeki na Marsie, a i obecnie zaznacza się tam drobnymi wyciekami. O śladach obecności wody na pozostałych planetach skalistych jeszcze za mało wiemy. Tam, gdzie jest woda, powstają nowe minerały i skały niewymagające do swego utworzenia wysokich temperatur i ciśnień. Takie minerały i skały stwierdzono na Marsie. Oprócz hipotezy, że wodę na Ziemię przyniosły komety, rozważa się obecnie i drugą: że źródłem wody mogły być planetoidy lodowe. Ostatnio trzy takie obiekty zidentyfikowano w Pasie Głównym Planetoid między Marsem a Jowiszem. Tego typu lodowe planetoidy mogły dostarczyć wodę na schłodzoną powierzchnię naszej Ziemi. Może jedna z nich usiłowała nawet wylądować w syberyjskiej tajdze? Skłania to do rozważenia kolejnej hipotezy o przyczynie wielkiego wybuchu tunguskiego z 30 czerwca 1908 roku. Fala uderzeniowa spaliła wówczas i powaliła drzewa w promieniu 100 km. Na miejscu zdarzenia nie stwierdzono krateru uderzeniowego, a poszukiwania meteorytu, mimo licznych prac ziemnych i wierceń, nie dały rezultatu. Moim zdaniem to nie wielki meteoryt ani też kometa o luźnej porowatej strukturze, lecz mała planetoida zbudowana ze zwartego lodu, która mogła wtargnąć w atmosferę Ziemi i eksplodować nad jej powierzchnią, siejąc spustoszenie falą uderzeniową.

Jak wygląda „widmo geologiczne" meteorytów, którymi dysponujemy? Czy można by złożyć z nich obraz hipotetycznej planety, która nie powstała między Marsem a Jowiszem?
Kiedyś rozważano obraz takiej hipotetycznej planety w pasie między Marsem a Jowiszem. Dziś wiemy, że...

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 12/2010 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2019
06/2019
Kalendarium
Lipiec
17
W 1975 r. na orbicie okołoziemskiej doszło do połączenia amerykańskiego statku kosmicznego Apollo z radzieckim Sojuzem.
Warto przeczytać
Zmysł dotyku, tak często przez nas niedoceniany, to prawdziwy majstersztyk natury. Jego receptory znajdują się niemal wszędzie: nie tylko w skórze, lecz także w tkance łącznej, śluzówce, mięśniach, ścięgnach czy stawach.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Marek Oramus | dodano: 2012-07-05
Mali świadkowie wielkich procesów

Meteoryt żelazny, oktaedryt Sichote-Aliń (Rosja), z prywatnej kolekcji p. Kazimierza Mazurka. Reprezentuje generację młodszą niż chondryty. Przyjmuje się, że meteoryty żelazne pochodzą z jądra rozbitej planetoidy, która uległa dyferencjacji. Meteoryt Sichote-Aliń spadł w ussuryjskiej tajdze, w pobliżu gór Sichote-Aliń, 12 lutego 1947 roku w postaci bolidu - wielkiej, ognistej kuli. Rozerwany przez eksplozję, rozsiał się na powierzchni 12×4 km, wybijając wgłębienia, z których największe miało 26 m średnicy i 6 m głębokości. Oszacowano, że całkowita masa wynosiła 100 t, a największy znaleziony fragment ważył ponad 1800 kg. Okaz na fotografii ma wymiary 108×65×30,5 mm i waży 329 g. Powierzchnię żłobią charakterystyczne zagłębienia, powstające w czasie hamowania w atmosferze ziemskiej. Zbieraczom ułatwiają one odróżnienie meteorytu od kawałka rudy żelaza. (fot. Janina Wrzak)


Prof. dr hab. inż. Andrzej Manecki: absolwent i profesor zwyczajny Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, mineralog, petrograf, polarnik. Autor licznych podręczników akademickich i publikacji, w tym pierwszej polskiej encyklopedii „Minerały Ziemi i materii kosmicznej" oraz monografii o polskim meteorycie Pułtusk. W kraju jest pionierem badań meteorytów i pyłów kosmicznych, m.in. współautorem publikacji o strukturze grafitu meteorytowego. Promotor 14 prac doktorskich z zakresu mineralogii i kosmomineralogii. Przedstawiciel Polski z głosem stanowiącym w International Mineralogical Association (IMA), przez wiele lat pracował w Komisji Kosmomineralogii, aktualnie w Komisji Nowych Minerałów IMA. Przewodniczył Komitetowi Nauk Mineralogicznych przy Wydziale VII PAN, był kierownikiem Katedry Mineralogii, Petrografii i Geochemii w AGH oraz Zakładu Sozologii w PAN. Laureat Nagrody Państwowej I stopnia (zespołowej) za osiągnięcia naukowe. Członek honorowy Polskiego Towarzystwa Mineralogicznego i Polskiego Towarzystwa Meteorytowego. Kierownik ekspedycji polarnych, współautor mapy geologicznej Ziemi Wedel-Jarlsberga na Spitsbergenie.

Meteoryty to jedyne obiekty materialne, które otrzymujemy bezpośrednio z kosmosu. Co wynika z dotychczasowych badań nad nimi?
Jeszcze nieco ponad dwieście lat temu wśród naukowców panowało przekonanie, że - jeśli pominąć komety - przestrzeń międzyplanetarna jest pusta, a meteoryty są ziemskiego pochodzenia. Wiązano je z wybuchami wulkanów, z huraganami zdolnymi rozrzucać skały na dużej przestrzeni; przez długi czas panował nawet pogląd - za Arystotelesem - że powstają z rozrzedzonego powietrza. Gdy nauka definitywnie uznała pozaziemskie pochodzenie meteorytów, udało się ustanowić związek między charakterystyką materiału meteorytowego a budową naszej Ziemi. Porównując skład mineralny materii kosmicznej z głównymi sferami w obrębie kuli ziemskiej (metaliczne jądro, strefa przejściowa i skalista skorupa), stwierdzono wyraźną analogię, bowiem meteoryty także mogą być trzech typów: żelazne, żelazno-kamienne (przejściowe) i kamienne. Postawiono hipotezę, że te zróżnicowane meteoryty pochodzą z destrukcji większych planetoid, kiedy to nastąpiło stopienie materii pierwotnej i rozwarstwienie stopu (proces ten nazywamy w petrologii dyferencjacją) na podobne strefy, jak w obrębie Ziemi. Równocześnie potwierdzono, że dyferencjacja ziemska nie jest czymś wyjątkowym.

Meteoryty, w których skład wchodzą wszystkie elementy „wyjściowe" i struktury niespotykane na Ziemi, można by uznać za bardziej pierwotne, pokazujące, z jakiej materii składała się pra-Ziemia, zanim uległa przekształceniom. Te meteoryty kamienne, nazwane chondrytami, zawierają zapisaną w minerałach informację o najwcześniejszych etapach formowania się Układu Słonecznego. Badania materii pochodzenia pozaziemskiego prowadzą do rozpoznania nowych faz krystalicznych (minerałów, nanominerałów i ich kumulatów - skał), szczególnie tych nieznanych na Ziemi, oraz do poszerzenia wiedzy o procesach minerało- i skałotwórczych zachodzących w kosmosie. Stwarza to dla planetologii, kosmomineralogii i kosmochemii szansę śledzenia wczesnej historii i etapów tworzenia się Układu Słonecznego, a także, pośrednio, budowy wnętrza naszej planety. Uzyskiwane wyniki ujawniają własności i strukturę materii nieorganicznej budującej planety skaliste, planetoidy, komety, meteoryty, pyły kosmiczne, a także przybliżają warunki, w jakich owe twory powstały. Pojawiają się więc przed nauką perspektywy związane z syntezą faz krystalicznych, przy zastosowaniu „kosmicznych" technologii, czego przykładem jest masowa produkcja diamentów do celów technicznych.

Według zasady kopernikańskiej położenie Ziemi we Wszechświecie nie jest w żaden sposób wyróżnione. Czy rozciąga się to również na jej geologię? Innymi słowy, czy struktura i skład mineralny meteorytów odbiegają od tego, co znamy z badań skał na Ziemi, czy są do tego podobne.
I tak, i nie. Materia pozaziemska meteorytów, która uległa przemianom i zróżnicowaniu, znajduje analogie wśród naszych skał ziemskich. Są to nieliczne meteoryty zwane achondrytami, pochodzące z Księżyca, Marsa i dużych planetoid. Natomiast meteoryty kamienne, chondryty, odbiegają budową, składem mineralnym i wiekiem od znanych nam skał Ziemi. Są starsze od najstarszych skał naszej planety. Chondryty są najpowszechniejsze wśród meteorytów (85% zaobserwowanych spadków) i najbardziej zagadkowe. Zawierają małe formy kuliste o średnicy kilku milimetrów, częściej jednak poniżej 1 mm, nazywane chondrami.

Chondry - małe krzemianowe, krystaliczne kulki lub tylko ich fragmenty, niekiedy zdeformowane, spękane - to najbardziej tajemnicze obiekty kosmiczne, fascynujące uczonych od dziesiątków lat. Te małe kuliste „kapsułki" zawierają zapis najwcześniejszych etapów formowania się naszego Układu Słonecznego; uważa się je za pramaterię słoneczną. Jak już wspomniałem, chondryty i chondry nie mają odpowiedników wśród skał Ziemi, Księżyca i Marsa. Badania chondr dają mineralogom i planetologom szansę poznania warunków fizycznych i chemicznych, panujących w mgławicy, z której powstały planetozymale, a potem planetoidy i planety, będące w początkowej fazie kumulatami luźnych, swobodnie zawieszonych w przestrzeni kosmicznej chondr. Chondry oglądane nieuzbrojonym okiem to małe, niepozorne, brązowo-szare kulki o chropowatej powierzchni. W większości współczesnych modeli tworzenia się chondr zakłada się, że proces ten odbywał się w mgławicy słonecznej, która miała kształt dysku, składającego się z gazu i pyłu, otaczającego protosłońce. Badania mineralogiczne i kosmochemiczne chondr pomagają zrozumieć charakter procesów zachodzących w mgławicy.

Jeden z meteorytów z Marsa był podejrzewany o ślady bakterii w jego wnętrzu. Czy jest to realna możliwość? Czy meteoryty mogą przenieść materię organiczną wywołującą życie?
Wśród nielicznych meteorytów z Marsa szczególną uwagę zwrócił fragment skały marsjańskiej odnaleziony na Antarktydzie (oznaczony symbolem ALH84001). Zawiera on minerały węglanowe, „ślady życia" o formach skupień, mogących wskazywać na ich organiczne (bakteryjne) pochodzenie. Pogląd ten ma tyleż samo zwolenników, co przeciwników. Mars zaliczył dwa epizody obecności wody, są tam typowe skały osadowe. Dla rozwoju prymitywnych bakterii istniały wówczas warunki, choć i tak bakterie miałyby tam niełatwo. Natomiast wiele meteorytów kamiennych, chondrytów, zawiera rozproszoną substancję organiczną, która jest dostarczana na Ziemię od zarania jej dziejów.

Bombardowanie meteorytami świadczy o ożywionej wymianie materii w kosmosie. Jeśli tak - może należy przeprosić się z hipotezą panspermii?
To pytanie spoza mojego obszaru badań, w który wchodzi nieorganiczna materia pozaziemska, a w szczególności meteoryty i ich mineralne składniki. Mogę jedynie wyrazić własną opinię, opierającą się na logicznej analizie potencjalnego zjawiska i na ocenie meteorytowego „transportu", nie wnikając w możliwość przetrwania czy egzystowania w kosmosie przetrwalników prymitywnych form życia. Gdyby meteoryty dostarczały na Ziemię te zarodki, czymkolwiek by one były, to powinniśmy nadal odkrywać to nowe życie, które gdzieś powinno się ujawnić. Ziemia, a także jej czas nie są szczególnie wyróżnione, trudno więc sądzić, że w zaraniu ziemskiej ewolucji coś do nas docierało, a teraz przestało docierać. Meteoryty przecież nadal trafiają na Ziemię - czyżby więc źródło potencjalnych zarodków „wyschło"?

Jeśli natomiast meteoryty „zgarniają" na swoją powierzchnię te zarodki z kosmosu, to giną one w atmosferze Ziemi, bo ta powierzchnia nie dość że się topi, to jeszcze paruje. Jeśli zarodki miałyby przetrwać lot w atmosferze, to tylko we wnętrzu meteorytu, a wówczas byłyby z nim związane. Niczego takiego nie obserwujemy. W pramaterii znajdującej się w bliskim meteorytom stanie (chondryty węgliste) trudno oczekiwać życia biologicznego, bo działo się to w zaraniu dziejów tych meteorytów i całego Układu Słonecznego.

Według jednej z hipotez komety lodowe przyniosły wodę na Ziemię. Dlaczego tu - a gdzie indziej nie? Przecież inne planety były tak samo intensywnie bombardowane.
Nasza Ziemia straciła monopol na wodę. Jak wynika z ostatnich badań, woda wypełniała również zbiorniki i tworzyła rwące rzeki na Marsie, a i obecnie zaznacza się tam drobnymi wyciekami. O śladach obecności wody na pozostałych planetach skalistych jeszcze za mało wiemy. Tam, gdzie jest woda, powstają nowe minerały i skały niewymagające do swego utworzenia wysokich temperatur i ciśnień. Takie minerały i skały stwierdzono na Marsie. Oprócz hipotezy, że wodę na Ziemię przyniosły komety, rozważa się obecnie i drugą: że źródłem wody mogły być planetoidy lodowe. Ostatnio trzy takie obiekty zidentyfikowano w Pasie Głównym Planetoid między Marsem a Jowiszem. Tego typu lodowe planetoidy mogły dostarczyć wodę na schłodzoną powierzchnię naszej Ziemi. Może jedna z nich usiłowała nawet wylądować w syberyjskiej tajdze? Skłania to do rozważenia kolejnej hipotezy o przyczynie wielkiego wybuchu tunguskiego z 30 czerwca 1908 roku. Fala uderzeniowa spaliła wówczas i powaliła drzewa w promieniu 100 km. Na miejscu zdarzenia nie stwierdzono krateru uderzeniowego, a poszukiwania meteorytu, mimo licznych prac ziemnych i wierceń, nie dały rezultatu. Moim zdaniem to nie wielki meteoryt ani też kometa o luźnej porowatej strukturze, lecz mała planetoida zbudowana ze zwartego lodu, która mogła wtargnąć w atmosferę Ziemi i eksplodować nad jej powierzchnią, siejąc spustoszenie falą uderzeniową.

Jak wygląda „widmo geologiczne" meteorytów, którymi dysponujemy? Czy można by złożyć z nich obraz hipotetycznej planety, która nie powstała między Marsem a Jowiszem?
Kiedyś rozważano obraz takiej hipotetycznej planety w pasie między Marsem a Jowiszem. Dziś wiemy, że...