człowiek
Autor: Magdalena Gawin | dodano: 2012-07-05
Anatomia polskiego zacofania

Archipelagi nędzy w latach 30. nie były terytorialnie ograniczone do Polski. Ostry kryzys gospodarczy wytworzył lub co najmniej utrwalił zjawisko biedy w całej Europie.


Polska elita uświadomiła sobie jego istnienie w czasach stanisławowskich. Zanim jednak pytania o źródła cywilizacyjnych zapóźnień Polski w stosunku do Zachodu weszły do żelaznego repertuaru dyskusji akademików, w kulturze musiał utrwalić się obraz tego zacofania - strasznego i zawstydzającego.

Historia cywilizacji nowożytnej czerpała z wielu źródeł, a jednym z głównych, najsilniej bijących w XVIII wieku, była kultura Francji. Wszystko, co francuskie, przyjmowało się w Europie natychmiast, począwszy od pedantycznie przystrzyżonych francuskich ogrodów, a skończywszy na trójpodziale władz. Jednym z francuskich wynalazków, który na kontynencie europejskim upowszechnił się równie szybko jak pudrowane peruki, była „summa wiedzy", czyli encyklopedia. Zamysł twórców dzieła, do których należeli d'Alambert, Wolter, Diderot i Rousseau, był genialnie prosty: stworzyć słownik, który w porządku alfabetycznym zaznajomi czytelnika z najróżniejszymi dziedzinami wiedzy i doświadczenia ludzkiego oraz pokaże ich wewnętrzny związek. Pierwszy tom „Encyklopedii albo słownika rozumowanego nauk, sztuk i rzemiosł" ukazał się w 1751 roku, a za nim kolejne.

Egzemplarze Encyklopedii przybyły do Polski przed 1773 rokiem, przywiózł je sam brat królewski Michał Poniatowski, biskup, członek, a potem przewodniczący Komisji Edukacji Narodowej. Jeden z grubych tomów zawierał frapujące hasło: PLICA POLONICA. KOŁTUN POLSKI. Objaśnienie brzmiało następująco:

Choroba, której głównym objawem (skąd pochodzi jej nazwa) jest skłębienie włosów niemożliwe do rozczesania; (...) jest bardzo rozpowszechniona wśród Polaków i prawie nagminna w ich kraju; nazywają ją goździec, gwoździec albo kolium; (...) objawia się zwykle u ludzi nadzwyczajnym przygnębieniem, ostrymi bólami całego ciała, wszystkich członków, stawów i głowy; kości łamią, twarz staje się blada, wynędzniała, przykry szum męczy bezustannie uszy; czasem dołączają się jeszcze konwulsje, wykrzywienie członków, pochylenie pleców; chory staje się garbaty.

Walka z kołtunem była ciężka. Jakkolwiek wieści, że splątane włosy wypełniają się krwią, zostały uznane za przesąd, to jego całkowite ujarzmienie kończyło się nierzadko uszczerbkiem albo i utratą zdrowia. Na temat geograficznego występowania kołtuna można było się dowiedzieć, że choroba ta zaczęła gnębić państwo w części, która styka się z Rosją, a następnie stamtąd przedostała się na teren Prus, Węgier, Alzacji, Szwajcarii i Flandrii. Jeden okaz kołtuna był widziany nawet w Padwie. W okrojonej wersji Encyklopedii na temat kołtuna jest ponad osiem stronic druku drobną czcionką, w oryginale było zapewne jeszcze więcej.

Do dzisiejszego dnia kołtun symbolizuje czarne stosunki społeczne z końca XVIII wieku, przede wszystkim ubóstwo chłopów. Jest też znakiem rozpoznawczym polskiego zacofania.

Nie tylko kołtun
Zacofanie Polski w stosunku do Zachodu zostało opisane za sprawą cudzoziemskich podróżników z XVIII wieku. Przyjrzyjmy się z bliska wybranym relacjom: urodzonego w 1742 roku w Lotaryngii jezuity ks. Huberta Vautrina oraz historyka Williama Coxe'a (1747-1828), sprawującego pieczę nad młodym lordem Pembroke. Obaj przyjechali do Polski w nieodległym od siebie czasie, tj. w 1777 roku (Vautrin) i 1778 roku (Coxe). Pierwszy z podróżnych przekroczył granice Rzeczpospolitej zwabiony obietnicą intratnej posady nauczyciela w magnackim domu Sapiehów. Drugi pokazywał swemu podopiecznemu, jej lordowskiej mości, kraje Północy: Polskę, Rosję, Danię oraz Szwecję. Pomimo że Lotaryńczyk nadał swym obserwacjom rys psychologiczny, podczas gdy Anglik utrzymał swoją charakterystykę w polityczno-historycznej stylistyce, to ocena Polski przez obu podróżników jest w wielu miejscach bardzo podobna. Anarchiczna szlachta, opływająca w luksus i zbytek wszelki magnateria, nędzni, wiodący życie na podobieństwo zwierząt, chłopi. Poza tym brak miast i mieszczaństwa, dobrych dróg, handlu, przemysłu, infrastruktury.

Kraj nie ma żadnych fabryk i prawie żadnego handlu; król wcale już nie cieszy się autorytetem; szlachta jest w stanie nieopanowanej anarchii; chłopstwo jęczy pod jarzmem feudalnego ucisku, znacznie gorszego od tyranii absolutnego władcy. Nigdy poprzednio nie widziałem takich różnic majątkowych, tak wielkich kontrastów największego bogactwa z najskrajniejszą nędzą; gdziekolwiek obróciłem oczy, wszędzie i stale najbardziej wyszukany przepych sąsiadował z najokrutniejszą nędzą. Jednym słowem, swobody, którymi się Polacy tak szczycą, w najmniejszym nawet stopniu nie są udziałem ogółu społeczeństwa, lecz jedynie magnaterii i szlachty. (...)

Portret psychologiczny Polaków, skreślony przez uczonego Lotaryńczyka, służy do odtworzenia wszelkich możliwych przywar rodzimej elity: pychy, próżności, ciasnoty horyzontów, rozrzutności, zamiłowania do zbytku, pozoranctwa. Zauważa on, że Polaków cechuje wyniosłość wobec podwładnych, płaszczenie się przed wyżej stojącymi i skłonność do przymilania się cudzoziemcom. W opinii Vautrina Polacy w przesadny sposób uznają zasługi cudzoziemców, a gardzą nimi u współobywateli. Polak choćby stworzył arcydzieło, powiada Vautrin, zostanie zignorowany, a jego rodacy przedkładać będą nad jego dzieło najsłabszy utwór zagranicznej proweniencji. O ile w obcym kraju Niemiec pozostaje zawsze Niemcem, Anglik jest nawet bardziej angielski niż w Londynie, o tyle polski szlachcic przejmuje całkowicie cudze maniery, gusty, poglądy, obyczaje, które wydają mu się lepsze od własnych. Za granicą nie podpatruje ustawodawstwa, rządu ani niczego, co przynieść może praktyczne korzyści jego własnej ojczyźnie, koncentruje się na tym, co zaspakaja pragnienie uciechy. Do kraju wraca, gdy do szczętu przepuści całą gotówkę i zasady moralne, ciągnąc ze sobą „zepsucie libertyna, pewność siebie pyszałka i śmiesznostki fircyka", czyli zewnętrzny pokost francuszczyzny. (...)


W polskiej perspektywie
Czy spory wokół zacofania/nowoczesności zmieniają polską perspektywę, z jakiej jest postrzegany ten problem? Wydaje się, że tak.

Do niedawna zacofanie Polski w socjologii, historii, ekonomii było mierzone głównie dystansem do Zachodu, pod którego nazwą kryły się zwykle dwa-trzy kraje: Anglia, Francja i Niemcy. Pojęcie jednolitego Zachodu zostało poddane krytyce m.in. przez wymienianego już Roberta Brennera, który wykazywał, że po pierwsze, taking off w kierunku kapitalizmu i nowoczesności nastąpił spontanicznie tylko w Anglii. Po wtóre, zacofanie Polski nie było zjawiskiem odosobnionym w Europie, ale występującym powszechnie. Borykali się z nim Hiszpanie, Portugalczycy, Włosi, Grecy, Czesi, Słowacy, Bułgarzy, Serbowie, Rumuni, Węgrzy i inne europejskie narody.

W 1911 roku na Sycylii i Sardynii poziom analfabetów wynosił 58%, w Hiszpanii 60%, Portugalii 70%, w Bułgarii 72%, w Serbii i Rumunii (bez Siedmiogrodu) 79%. Państwa bałkańskie stanowiły największy biegun zacofania na niemal każdym poziomie: oświatowym, gospodarczym i cywilizacyjnym. Dziewiętnastowieczne Królestwo Kongresowe z pewnością nie było nowoczesne w porównaniu z Francją, ale było najlepiej zurbanizowanym i uprzemysłowionym obszarem całego Imperium Rosyjskiego. Problem nowoczesności/zacofania Polski powinno się zatem widzieć we właściwych proporcjach i na szerszym tle.

onadto, jak zauważył socjolog Zdzisław Krasnodębski, kraje uważane za nowoczesne miały (i mają) swoje własne peryferie i zacofane sektory. Henryk Sienkiewicz, przemierzający głównie koleją Stany Zjednoczone, notował, że niektóre rejony Ameryki wyglądają jak zapadłe strony Podlasia lub Pińszczyzna. O jednym mieście pisał:

Na chodnikach przed lustrzanymi szybami sklepów leżą kupy śmieci. Miasto zabłocone, brudne, źle wybrukowane; miejscami stoją małe kałuże brudnego błota, które nie może spłynąć przez zatkane ścieki ku morzu. Mnóstwo papierków, szczątków z gazet, podeptanych skórek z jabłek i pomarańczy leży wszędzie, tak na chodnikach, jak i na środku ulicy. Między pysznymi powozami, omnibusami - jeżdżą wozy ładowne ogromnymi pakami towarów lub przechadzają się świnie, nie wiadomo do kogo należące, z powystrzępianymi przez psy uszami. Świń tu mnóstwo.

To jest opis nie prowincji amerykańskiej, ale Nowego Jorku.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 02/2011 »
Drukuj »
Komentarze
Dodany przez: orso | 2013-07-18
Nadzwyczaj ciekawy artykuł, warty lektury i przemyślenia. Gratulacje! Może tylko Autorce zabrakło odwagi doprowadzania analizy do czasów obecnych. Mario O.
Aktualne numery
10/2020
09/2020
Kalendarium
Wrzesień
27
W 2008 r. Zhai Zhigang jako pierwszy Chińczyk odbył spacer kosmiczny.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Magdalena Gawin | dodano: 2012-07-05
Anatomia polskiego zacofania

Archipelagi nędzy w latach 30. nie były terytorialnie ograniczone do Polski. Ostry kryzys gospodarczy wytworzył lub co najmniej utrwalił zjawisko biedy w całej Europie.


Polska elita uświadomiła sobie jego istnienie w czasach stanisławowskich. Zanim jednak pytania o źródła cywilizacyjnych zapóźnień Polski w stosunku do Zachodu weszły do żelaznego repertuaru dyskusji akademików, w kulturze musiał utrwalić się obraz tego zacofania - strasznego i zawstydzającego.

Historia cywilizacji nowożytnej czerpała z wielu źródeł, a jednym z głównych, najsilniej bijących w XVIII wieku, była kultura Francji. Wszystko, co francuskie, przyjmowało się w Europie natychmiast, począwszy od pedantycznie przystrzyżonych francuskich ogrodów, a skończywszy na trójpodziale władz. Jednym z francuskich wynalazków, który na kontynencie europejskim upowszechnił się równie szybko jak pudrowane peruki, była „summa wiedzy", czyli encyklopedia. Zamysł twórców dzieła, do których należeli d'Alambert, Wolter, Diderot i Rousseau, był genialnie prosty: stworzyć słownik, który w porządku alfabetycznym zaznajomi czytelnika z najróżniejszymi dziedzinami wiedzy i doświadczenia ludzkiego oraz pokaże ich wewnętrzny związek. Pierwszy tom „Encyklopedii albo słownika rozumowanego nauk, sztuk i rzemiosł" ukazał się w 1751 roku, a za nim kolejne.

Egzemplarze Encyklopedii przybyły do Polski przed 1773 rokiem, przywiózł je sam brat królewski Michał Poniatowski, biskup, członek, a potem przewodniczący Komisji Edukacji Narodowej. Jeden z grubych tomów zawierał frapujące hasło: PLICA POLONICA. KOŁTUN POLSKI. Objaśnienie brzmiało następująco:

Choroba, której głównym objawem (skąd pochodzi jej nazwa) jest skłębienie włosów niemożliwe do rozczesania; (...) jest bardzo rozpowszechniona wśród Polaków i prawie nagminna w ich kraju; nazywają ją goździec, gwoździec albo kolium; (...) objawia się zwykle u ludzi nadzwyczajnym przygnębieniem, ostrymi bólami całego ciała, wszystkich członków, stawów i głowy; kości łamią, twarz staje się blada, wynędzniała, przykry szum męczy bezustannie uszy; czasem dołączają się jeszcze konwulsje, wykrzywienie członków, pochylenie pleców; chory staje się garbaty.

Walka z kołtunem była ciężka. Jakkolwiek wieści, że splątane włosy wypełniają się krwią, zostały uznane za przesąd, to jego całkowite ujarzmienie kończyło się nierzadko uszczerbkiem albo i utratą zdrowia. Na temat geograficznego występowania kołtuna można było się dowiedzieć, że choroba ta zaczęła gnębić państwo w części, która styka się z Rosją, a następnie stamtąd przedostała się na teren Prus, Węgier, Alzacji, Szwajcarii i Flandrii. Jeden okaz kołtuna był widziany nawet w Padwie. W okrojonej wersji Encyklopedii na temat kołtuna jest ponad osiem stronic druku drobną czcionką, w oryginale było zapewne jeszcze więcej.

Do dzisiejszego dnia kołtun symbolizuje czarne stosunki społeczne z końca XVIII wieku, przede wszystkim ubóstwo chłopów. Jest też znakiem rozpoznawczym polskiego zacofania.

Nie tylko kołtun
Zacofanie Polski w stosunku do Zachodu zostało opisane za sprawą cudzoziemskich podróżników z XVIII wieku. Przyjrzyjmy się z bliska wybranym relacjom: urodzonego w 1742 roku w Lotaryngii jezuity ks. Huberta Vautrina oraz historyka Williama Coxe'a (1747-1828), sprawującego pieczę nad młodym lordem Pembroke. Obaj przyjechali do Polski w nieodległym od siebie czasie, tj. w 1777 roku (Vautrin) i 1778 roku (Coxe). Pierwszy z podróżnych przekroczył granice Rzeczpospolitej zwabiony obietnicą intratnej posady nauczyciela w magnackim domu Sapiehów. Drugi pokazywał swemu podopiecznemu, jej lordowskiej mości, kraje Północy: Polskę, Rosję, Danię oraz Szwecję. Pomimo że Lotaryńczyk nadał swym obserwacjom rys psychologiczny, podczas gdy Anglik utrzymał swoją charakterystykę w polityczno-historycznej stylistyce, to ocena Polski przez obu podróżników jest w wielu miejscach bardzo podobna. Anarchiczna szlachta, opływająca w luksus i zbytek wszelki magnateria, nędzni, wiodący życie na podobieństwo zwierząt, chłopi. Poza tym brak miast i mieszczaństwa, dobrych dróg, handlu, przemysłu, infrastruktury.

Kraj nie ma żadnych fabryk i prawie żadnego handlu; król wcale już nie cieszy się autorytetem; szlachta jest w stanie nieopanowanej anarchii; chłopstwo jęczy pod jarzmem feudalnego ucisku, znacznie gorszego od tyranii absolutnego władcy. Nigdy poprzednio nie widziałem takich różnic majątkowych, tak wielkich kontrastów największego bogactwa z najskrajniejszą nędzą; gdziekolwiek obróciłem oczy, wszędzie i stale najbardziej wyszukany przepych sąsiadował z najokrutniejszą nędzą. Jednym słowem, swobody, którymi się Polacy tak szczycą, w najmniejszym nawet stopniu nie są udziałem ogółu społeczeństwa, lecz jedynie magnaterii i szlachty. (...)

Portret psychologiczny Polaków, skreślony przez uczonego Lotaryńczyka, służy do odtworzenia wszelkich możliwych przywar rodzimej elity: pychy, próżności, ciasnoty horyzontów, rozrzutności, zamiłowania do zbytku, pozoranctwa. Zauważa on, że Polaków cechuje wyniosłość wobec podwładnych, płaszczenie się przed wyżej stojącymi i skłonność do przymilania się cudzoziemcom. W opinii Vautrina Polacy w przesadny sposób uznają zasługi cudzoziemców, a gardzą nimi u współobywateli. Polak choćby stworzył arcydzieło, powiada Vautrin, zostanie zignorowany, a jego rodacy przedkładać będą nad jego dzieło najsłabszy utwór zagranicznej proweniencji. O ile w obcym kraju Niemiec pozostaje zawsze Niemcem, Anglik jest nawet bardziej angielski niż w Londynie, o tyle polski szlachcic przejmuje całkowicie cudze maniery, gusty, poglądy, obyczaje, które wydają mu się lepsze od własnych. Za granicą nie podpatruje ustawodawstwa, rządu ani niczego, co przynieść może praktyczne korzyści jego własnej ojczyźnie, koncentruje się na tym, co zaspakaja pragnienie uciechy. Do kraju wraca, gdy do szczętu przepuści całą gotówkę i zasady moralne, ciągnąc ze sobą „zepsucie libertyna, pewność siebie pyszałka i śmiesznostki fircyka", czyli zewnętrzny pokost francuszczyzny. (...)


W polskiej perspektywie
Czy spory wokół zacofania/nowoczesności zmieniają polską perspektywę, z jakiej jest postrzegany ten problem? Wydaje się, że tak.

Do niedawna zacofanie Polski w socjologii, historii, ekonomii było mierzone głównie dystansem do Zachodu, pod którego nazwą kryły się zwykle dwa-trzy kraje: Anglia, Francja i Niemcy. Pojęcie jednolitego Zachodu zostało poddane krytyce m.in. przez wymienianego już Roberta Brennera, który wykazywał, że po pierwsze, taking off w kierunku kapitalizmu i nowoczesności nastąpił spontanicznie tylko w Anglii. Po wtóre, zacofanie Polski nie było zjawiskiem odosobnionym w Europie, ale występującym powszechnie. Borykali się z nim Hiszpanie, Portugalczycy, Włosi, Grecy, Czesi, Słowacy, Bułgarzy, Serbowie, Rumuni, Węgrzy i inne europejskie narody.

W 1911 roku na Sycylii i Sardynii poziom analfabetów wynosił 58%, w Hiszpanii 60%, Portugalii 70%, w Bułgarii 72%, w Serbii i Rumunii (bez Siedmiogrodu) 79%. Państwa bałkańskie stanowiły największy biegun zacofania na niemal każdym poziomie: oświatowym, gospodarczym i cywilizacyjnym. Dziewiętnastowieczne Królestwo Kongresowe z pewnością nie było nowoczesne w porównaniu z Francją, ale było najlepiej zurbanizowanym i uprzemysłowionym obszarem całego Imperium Rosyjskiego. Problem nowoczesności/zacofania Polski powinno się zatem widzieć we właściwych proporcjach i na szerszym tle.

onadto, jak zauważył socjolog Zdzisław Krasnodębski, kraje uważane za nowoczesne miały (i mają) swoje własne peryferie i zacofane sektory. Henryk Sienkiewicz, przemierzający głównie koleją Stany Zjednoczone, notował, że niektóre rejony Ameryki wyglądają jak zapadłe strony Podlasia lub Pińszczyzna. O jednym mieście pisał:

Na chodnikach przed lustrzanymi szybami sklepów leżą kupy śmieci. Miasto zabłocone, brudne, źle wybrukowane; miejscami stoją małe kałuże brudnego błota, które nie może spłynąć przez zatkane ścieki ku morzu. Mnóstwo papierków, szczątków z gazet, podeptanych skórek z jabłek i pomarańczy leży wszędzie, tak na chodnikach, jak i na środku ulicy. Między pysznymi powozami, omnibusami - jeżdżą wozy ładowne ogromnymi pakami towarów lub przechadzają się świnie, nie wiadomo do kogo należące, z powystrzępianymi przez psy uszami. Świń tu mnóstwo.

To jest opis nie prowincji amerykańskiej, ale Nowego Jorku.