człowiek
Autor: Magdalena Gawin | dodano: 2012-07-06
Życie jako pasja

Mroźny dzień, w którym ujrzał na progu domu pewną siedemnastolatkę, administrator Żórawski zapamiętał do końca swojego pracowitego życia. Zarządzanie dużym majątkiem zabierało mu dużo czasu. Musiał mieć na oku czterdzieści koni, sześćdziesiąt krów, setki chłopów i pracowników najętych do dwustu hektarów uprawy buraka cukrowego i do pracy w miejscowej cukrowni. Trzech studiujących synów nie zaprzątało już jego uwagi, ale młodsze dzieci, dziesięcioletnia Andzia, trzyletni Staś i Marychna, wymagały opieki. Chciał zapewnić dzieciom przyzwoitą guwernantkę, nie wiedział, że los zesłał mu geniusza. W 1886 roku na tę posadę zgłosiła się młodziutka Maria Skłodowska, przyszła uczona wszech czasów, jedyna w historii podwójna laureatka Nagrody Nobla, której polskie, dziwnie brzmiące nazwisko otwierało drzwi najbardziej prestiżowych uczelni i najelegantszych salonów świata.

Maria Salomea Skłodowska pochodziła z licznej, kochającej się rodziny. Urodziła się w 1867 roku i była najmłodszym dzieckiem z pięciorga rodzeństwa. Rodzina Skłodowskich wywodziła się z drobnej szlachty mazowieckiej. Dziadek Marii opuścił rodzinne strony i wybrał zawód nauczyciela. Uczył głównie na prowincji, a w późniejszym okresie życia został dyrektorem gimnazjum w Lublinie. Podobny zawód obrał jego syn Władysław, przyszły ojciec Marii, który ukończył petersburski uniwersytet i rozpoczął pracę jako nauczyciel fizyki i matematyki w rządowych szkołach średnich w Warszawie. Tam poznał Bronisławę Boguską, osobę samodzielną i gruntownie, jak na owe czasy, wykształconą, przełożoną w jednej z najlepszych warszawskich szkół prywatnych. Ich znajomość zakończyła się małżeństwem, które układało się harmonijnie.

Skłodowscy od najmłodszych lat wpajali dzieciom zamiłowanie do słowa pisanego i nauki. Dość szybko zdali sobie sprawę z uzdolnień najmłodszego dziecka. Marysia nauczyła się czytać w wieku 4 lat, jako uczennica była permanentną prymuską we wszystkim, od historii, literatury, przez języki obce, do rachunków. Nauka przychodziła jej szalenie łatwo, ale publiczne odpowiadanie na pytania nauczyciela było udręką. „Pragnęłam zawsze uciec i schować się" - pisała w swojej autobiografii Skłodowska.

Kiedy Maria miała siedem lat, na rodzinę Skłodowskich spadły nagle nieszczęścia. Najpierw na tyfus zmarła najstarsza siostra, piętnastoletnia Zosia, dwa lata później przybita śmiercią ukochanego dziecka, chorująca od dawna na gruźlicę - matka. „Cios ten był pierwszym w moim życiu zmartwieniem - pisała Maria - i pogrążył mnie w głębokiej rozpaczy. Matka była osobą niezwykłą".

Do rodzinnej tragedii, która całkowicie przygniotła ojca Marii, doszły inne kłopoty. Dzieci dorastały i coraz bardziej były narażone na dyskryminację narodowościową. Represje po klęsce powstania styczniowego z 1863 roku nie ustawały, przerodziły się w długofalową politykę Imperium Rosyjskiego wobec Polaków. Powszechne szpiegostwo, kary za używanie języka polskiego, zsyłki na Sybir, rewizje, wyrzucanie z urzędowych posad, łamanie karier i charakterów. Nawet walczący z rosyjskim samodzierżawiem rosyjscy intelektualiści po powstaniu styczniowym odsunęli się od Polaków, a rosyjscy politycy obrali nową drogę postępowania ze zbuntowaną prowincją - chcieli ją gruntownie zrusyfikować. Kongresówka przemianowana na Przywiślański Kraj straciła ostatnie autonomiczne przywileje, urzędy zostały przemianowane i podporządkowane instytucjom petersburskim, narzędziem rusyfikacji - językowej i kulturalnej - stała się szkoła.

Pomysł rusyfikacji Polaków, narodu historycznego, który do XVIII wieku miał swoje własne państwo, tradycje parlamentarne i prawa obywatelskie, który mimo rozbiorów zachował język kultury wysokiej i wydał arcydzieła literatury romantycznej, od początku skazany był na klęskę. Ale doświadczenie rusyfikacji odcisnęło się piętnem na całym pokoleniu Skłodowskiej. Koszmar rosyjskiej szkoły wspominali najwybitniejsi przedstawiciele pokolenia niepokornych: Józef Piłsudski, Stanisław Grabski, Kazimierz Kelles-Krauz, Stefan Żeromski. Nie chodziło jedynie o kwestię języka, ale o z premedytacją zadawane uczniom upokorzenia; wszystko, co wiązało się z polską kulturą w rządowych szkołach było przedstawiane jako śmiesznie słabe, nieistotne, godne pogardy. Skłodowska pisała, że atmosfera w szkołach była: „wprost nie do wytrzymania", a „wartość nauki wątpliwa": „Dzieci, wiecznie podejrzewane i szpiegowane - wspominała - wiedziały o tym, że jedna rozmowa polska albo nieostrożne słowo mogły poważnie zaszkodzić nie tylko im samym, lecz także i rodzicom. We wrogim otoczeniu traciły całą radość życia, a przedwczesne uczucie nieufności i oburzenia przytłaczało jak zmora ich dzieciństwo. Z drugiej zaś strony tak nienormalne warunki rozwoju w stopniu najwyższym podniecały uczucia patriotyczne młodzieży polskiej".

Czas nie sprzyjał kontestacji Rosji, która w ostatniej ćwierci XIX wieku dała Europie intelektualistów i pisarzy tej miary, co Fiodor Dostojewski, Lew Tołstoj, Antoni Czechow. Tak jak Francuzi od Wielkiej Rewolucji Francuskiej mówili o sobie w imieniu ludzkości, tak Rosjanie czynili podobnie. U schyłku XIX wieku elita rosyjska nadała Rosji polor najkulturalniejszego narodu Europy. W tej perspektywie sprawa polska - poza samymi Polakami - obchodziła w Europie mało kogo.

Pierwsza praca, pierwsza miłość...
Jedną z ofiar narodowościowych represji był ojciec Marii. Po powrocie z wakacji w 1873 roku został nagle zwolniony z funkcji podinspektora gimnazjum. W opinii rosyjskiego dyrektora nie wykazywał gorliwości w śledzeniu uczniów. Utrzymał posadę nauczyciela fizyki i matematyki, ale stracił połowę uposażenia i służbowe mieszkanie.

Brak pieniędzy, a co za tym idzie nowych ubrań, sprzętów, coraz większe zaniedbanie domu Władysław Skłodowski kompensował dzieciom czułością i długimi rozmowami o literaturze. Desperacko poszukując szybkiego zarobku, powierzył ostatnie oszczędności kuzynowi, licząc na ich cudowne pomnożenie. Kuzyn stracił pieniądze, a rodzina Skłodowskich została bez grosza. Ich dom zaludnił się obcymi ludźmi, którzy odnajmowali pokoje, tymczasem rodzeństwo Skłodowskich solidarnie ruszyło w świat zarabiać na własne utrzymanie.

Pierwszą pracą Marii, prymuski i absolwentki prywatnego gimnazjum, były korepetycje w domu adwokata warszawskiego. Nie lubiła atmosfery tego domu. W liście do siostry rozdrażniona pisała, że: „Jest to jeden z tych domów pańskich, gdzie w towarzystwie mówi się po francusku (nota bene jakąś kominiarską francuszczyzną), rachunków nie płaci się po pół roku, ale wyrzuca pieniądze za okno, skąpi się na naftę do lamp, a służby pięcioro, pozuje się na liberalizm, a w gruncie najbrudniejsze zacofanie, wreszcie obmawia się (naturalnie jak najsłodziej) tak, że suchej nitki na nikim nie zostawia".

W 1886 roku znalazła lepiej płatną posadę u rodziny Żórawskich, w oddalonym o sto kilkadziesiąt kilometrów majątku ziemskim w Szczukach. Tam poczuła się lepiej, wrosła nieco w otoczenie, zaprzyjaźniła się z domownikami, zwłaszcza z dziećmi, tam również przeżyła swoją pierwszą gwałtowną miłość do najstarszego syna Żórawskich - Kazimierza, studenta rolnictwa. Wiadomo, że plany dwojga młodych ludzi zostały pokrzyżowane przez rodziców Kazimierza, którzy nie chcieli, aby ich syn wiązał się z ubogą guwernantką. Kobieta, o której poparcie będą zabiegali prezydenci, premierzy i koronowane głowy państw, z którą zaprzyjaźnił się Albert Einstein i Iwan Mendelejew, została upokorzona przez zarządcę majątku w Szczukach. Zawsze skryta Maria nie pozostawiła świadectw swojej porażki. Jedno jest pewne, od tej pory podjęła solenne postanowienie zostać kimś, wybić się ponad przeciętność, zajść tak wysoko, aby jej skromne pochodzenie nie miało żadnego znaczenia. Doświadczenie to nauczyło ją twardości charakteru. Później, w dojrzałym życiu, potrafiła nieustępliwie walczyć i narzucać swoją wolę w środowisku zdominowanym przez mężczyzn.

Zajść wysoko bez wykształcenia jednak nie było można. Maria, absolwentka prywatnej pensji, była słuchaczką warszawskiego Uniwersytetu Latającego, nielegalnej uczelni utworzonej w latach 80. XIX wieku przez Wandę Szczawińską-Dawidową z myślą o kobietach, które nie mogły wstępować na Cesarski Uniwersytet Warszawski. Wykłady odbywały się w mieszkaniach prywatnych, codziennie w innym, tak aby nie wzbudzić podejrzeń carskiej policji. Jakkolwiek były na dobrym poziomie, nie mogły zastąpić regularnych studiów. Po kilku latach męczącego nauczania dzieci, z przerwą na rok spędzony w Warszawie u boku ojca, w końcu nadarzyła się upragniona okazja wyjazdu do Paryża. Starsza siostra Bronia wyszła za mąż za lekarza Kazimierza Dłuskiego, który otworzył praktykę lekarską w Paryżu, i zaprosiła Marię do siebie.

Szóste piętro w Paryżu
Na jesieni 1891 roku do nieogrzewanego przedziału najtańszej czwartej klasy z własnym drewnianym stołeczkiem i kocami wsiadła Maria Skłodowska. Po trzech dniach podróży stanęła przed gmachem Sorbony. Szybko zdała sobie sprawę, że aby nadrobić wszystkie zaległości, musi mieszkać samodzielnie. Wynajęła taniutki pokoik na szóstym piętrze kamienicy w Dzielnicy Łacińskiej niedaleko uniwersytetu. Mieścił się w nim piecyk węglowy, maszynka spirytusowa, szafa i stół z krzesłami służące raczej do nauki niż spożywania posiłków. Skłodowska musiała oszczędzać, bo niemal wszystkie skromne środki szły na pokrycie czynszu, dlatego odżywiała się owocami i jajami, na obiad wypijała filiżankę kalorycznej gorącej czekolady z chlebem. Nie było jej stać na opał, zimą przykrywała się więc kocami i stertą ubrań, podczas gdy na stole zamarzała pozostawiona w kubku herbata. Mieszkania zmieniała jeszcze kilkakrotnie, wybierała zawsze podobne, na szóstym piętrze kamienicy, przeznaczone dla służących.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 05/2011 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2019
10/2019
Kalendarium
Listopad
12

W 1901 r. włoski astronom Luigi Carnera odkrył planetoidę Caprera.
Warto przeczytać
Lubimy myśleć o sobie jako o istotach wyjątkowych - ale czy naprawdę coś różni nas od zwierząt? Przecież nasza biologia jest taka sama. W oryginalnej i intrygującej podróży po świecie ziemskiego życia Adam Rutherford bada rozmaite cechy, które uznawano niegdyś za wyłącznie ludzkie, wykazując, że wcale takimi nie są.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Magdalena Gawin | dodano: 2012-07-06
Życie jako pasja

Mroźny dzień, w którym ujrzał na progu domu pewną siedemnastolatkę, administrator Żórawski zapamiętał do końca swojego pracowitego życia. Zarządzanie dużym majątkiem zabierało mu dużo czasu. Musiał mieć na oku czterdzieści koni, sześćdziesiąt krów, setki chłopów i pracowników najętych do dwustu hektarów uprawy buraka cukrowego i do pracy w miejscowej cukrowni. Trzech studiujących synów nie zaprzątało już jego uwagi, ale młodsze dzieci, dziesięcioletnia Andzia, trzyletni Staś i Marychna, wymagały opieki. Chciał zapewnić dzieciom przyzwoitą guwernantkę, nie wiedział, że los zesłał mu geniusza. W 1886 roku na tę posadę zgłosiła się młodziutka Maria Skłodowska, przyszła uczona wszech czasów, jedyna w historii podwójna laureatka Nagrody Nobla, której polskie, dziwnie brzmiące nazwisko otwierało drzwi najbardziej prestiżowych uczelni i najelegantszych salonów świata.

Maria Salomea Skłodowska pochodziła z licznej, kochającej się rodziny. Urodziła się w 1867 roku i była najmłodszym dzieckiem z pięciorga rodzeństwa. Rodzina Skłodowskich wywodziła się z drobnej szlachty mazowieckiej. Dziadek Marii opuścił rodzinne strony i wybrał zawód nauczyciela. Uczył głównie na prowincji, a w późniejszym okresie życia został dyrektorem gimnazjum w Lublinie. Podobny zawód obrał jego syn Władysław, przyszły ojciec Marii, który ukończył petersburski uniwersytet i rozpoczął pracę jako nauczyciel fizyki i matematyki w rządowych szkołach średnich w Warszawie. Tam poznał Bronisławę Boguską, osobę samodzielną i gruntownie, jak na owe czasy, wykształconą, przełożoną w jednej z najlepszych warszawskich szkół prywatnych. Ich znajomość zakończyła się małżeństwem, które układało się harmonijnie.

Skłodowscy od najmłodszych lat wpajali dzieciom zamiłowanie do słowa pisanego i nauki. Dość szybko zdali sobie sprawę z uzdolnień najmłodszego dziecka. Marysia nauczyła się czytać w wieku 4 lat, jako uczennica była permanentną prymuską we wszystkim, od historii, literatury, przez języki obce, do rachunków. Nauka przychodziła jej szalenie łatwo, ale publiczne odpowiadanie na pytania nauczyciela było udręką. „Pragnęłam zawsze uciec i schować się" - pisała w swojej autobiografii Skłodowska.

Kiedy Maria miała siedem lat, na rodzinę Skłodowskich spadły nagle nieszczęścia. Najpierw na tyfus zmarła najstarsza siostra, piętnastoletnia Zosia, dwa lata później przybita śmiercią ukochanego dziecka, chorująca od dawna na gruźlicę - matka. „Cios ten był pierwszym w moim życiu zmartwieniem - pisała Maria - i pogrążył mnie w głębokiej rozpaczy. Matka była osobą niezwykłą".

Do rodzinnej tragedii, która całkowicie przygniotła ojca Marii, doszły inne kłopoty. Dzieci dorastały i coraz bardziej były narażone na dyskryminację narodowościową. Represje po klęsce powstania styczniowego z 1863 roku nie ustawały, przerodziły się w długofalową politykę Imperium Rosyjskiego wobec Polaków. Powszechne szpiegostwo, kary za używanie języka polskiego, zsyłki na Sybir, rewizje, wyrzucanie z urzędowych posad, łamanie karier i charakterów. Nawet walczący z rosyjskim samodzierżawiem rosyjscy intelektualiści po powstaniu styczniowym odsunęli się od Polaków, a rosyjscy politycy obrali nową drogę postępowania ze zbuntowaną prowincją - chcieli ją gruntownie zrusyfikować. Kongresówka przemianowana na Przywiślański Kraj straciła ostatnie autonomiczne przywileje, urzędy zostały przemianowane i podporządkowane instytucjom petersburskim, narzędziem rusyfikacji - językowej i kulturalnej - stała się szkoła.

Pomysł rusyfikacji Polaków, narodu historycznego, który do XVIII wieku miał swoje własne państwo, tradycje parlamentarne i prawa obywatelskie, który mimo rozbiorów zachował język kultury wysokiej i wydał arcydzieła literatury romantycznej, od początku skazany był na klęskę. Ale doświadczenie rusyfikacji odcisnęło się piętnem na całym pokoleniu Skłodowskiej. Koszmar rosyjskiej szkoły wspominali najwybitniejsi przedstawiciele pokolenia niepokornych: Józef Piłsudski, Stanisław Grabski, Kazimierz Kelles-Krauz, Stefan Żeromski. Nie chodziło jedynie o kwestię języka, ale o z premedytacją zadawane uczniom upokorzenia; wszystko, co wiązało się z polską kulturą w rządowych szkołach było przedstawiane jako śmiesznie słabe, nieistotne, godne pogardy. Skłodowska pisała, że atmosfera w szkołach była: „wprost nie do wytrzymania", a „wartość nauki wątpliwa": „Dzieci, wiecznie podejrzewane i szpiegowane - wspominała - wiedziały o tym, że jedna rozmowa polska albo nieostrożne słowo mogły poważnie zaszkodzić nie tylko im samym, lecz także i rodzicom. We wrogim otoczeniu traciły całą radość życia, a przedwczesne uczucie nieufności i oburzenia przytłaczało jak zmora ich dzieciństwo. Z drugiej zaś strony tak nienormalne warunki rozwoju w stopniu najwyższym podniecały uczucia patriotyczne młodzieży polskiej".

Czas nie sprzyjał kontestacji Rosji, która w ostatniej ćwierci XIX wieku dała Europie intelektualistów i pisarzy tej miary, co Fiodor Dostojewski, Lew Tołstoj, Antoni Czechow. Tak jak Francuzi od Wielkiej Rewolucji Francuskiej mówili o sobie w imieniu ludzkości, tak Rosjanie czynili podobnie. U schyłku XIX wieku elita rosyjska nadała Rosji polor najkulturalniejszego narodu Europy. W tej perspektywie sprawa polska - poza samymi Polakami - obchodziła w Europie mało kogo.

Pierwsza praca, pierwsza miłość...
Jedną z ofiar narodowościowych represji był ojciec Marii. Po powrocie z wakacji w 1873 roku został nagle zwolniony z funkcji podinspektora gimnazjum. W opinii rosyjskiego dyrektora nie wykazywał gorliwości w śledzeniu uczniów. Utrzymał posadę nauczyciela fizyki i matematyki, ale stracił połowę uposażenia i służbowe mieszkanie.

Brak pieniędzy, a co za tym idzie nowych ubrań, sprzętów, coraz większe zaniedbanie domu Władysław Skłodowski kompensował dzieciom czułością i długimi rozmowami o literaturze. Desperacko poszukując szybkiego zarobku, powierzył ostatnie oszczędności kuzynowi, licząc na ich cudowne pomnożenie. Kuzyn stracił pieniądze, a rodzina Skłodowskich została bez grosza. Ich dom zaludnił się obcymi ludźmi, którzy odnajmowali pokoje, tymczasem rodzeństwo Skłodowskich solidarnie ruszyło w świat zarabiać na własne utrzymanie.

Pierwszą pracą Marii, prymuski i absolwentki prywatnego gimnazjum, były korepetycje w domu adwokata warszawskiego. Nie lubiła atmosfery tego domu. W liście do siostry rozdrażniona pisała, że: „Jest to jeden z tych domów pańskich, gdzie w towarzystwie mówi się po francusku (nota bene jakąś kominiarską francuszczyzną), rachunków nie płaci się po pół roku, ale wyrzuca pieniądze za okno, skąpi się na naftę do lamp, a służby pięcioro, pozuje się na liberalizm, a w gruncie najbrudniejsze zacofanie, wreszcie obmawia się (naturalnie jak najsłodziej) tak, że suchej nitki na nikim nie zostawia".

W 1886 roku znalazła lepiej płatną posadę u rodziny Żórawskich, w oddalonym o sto kilkadziesiąt kilometrów majątku ziemskim w Szczukach. Tam poczuła się lepiej, wrosła nieco w otoczenie, zaprzyjaźniła się z domownikami, zwłaszcza z dziećmi, tam również przeżyła swoją pierwszą gwałtowną miłość do najstarszego syna Żórawskich - Kazimierza, studenta rolnictwa. Wiadomo, że plany dwojga młodych ludzi zostały pokrzyżowane przez rodziców Kazimierza, którzy nie chcieli, aby ich syn wiązał się z ubogą guwernantką. Kobieta, o której poparcie będą zabiegali prezydenci, premierzy i koronowane głowy państw, z którą zaprzyjaźnił się Albert Einstein i Iwan Mendelejew, została upokorzona przez zarządcę majątku w Szczukach. Zawsze skryta Maria nie pozostawiła świadectw swojej porażki. Jedno jest pewne, od tej pory podjęła solenne postanowienie zostać kimś, wybić się ponad przeciętność, zajść tak wysoko, aby jej skromne pochodzenie nie miało żadnego znaczenia. Doświadczenie to nauczyło ją twardości charakteru. Później, w dojrzałym życiu, potrafiła nieustępliwie walczyć i narzucać swoją wolę w środowisku zdominowanym przez mężczyzn.

Zajść wysoko bez wykształcenia jednak nie było można. Maria, absolwentka prywatnej pensji, była słuchaczką warszawskiego Uniwersytetu Latającego, nielegalnej uczelni utworzonej w latach 80. XIX wieku przez Wandę Szczawińską-Dawidową z myślą o kobietach, które nie mogły wstępować na Cesarski Uniwersytet Warszawski. Wykłady odbywały się w mieszkaniach prywatnych, codziennie w innym, tak aby nie wzbudzić podejrzeń carskiej policji. Jakkolwiek były na dobrym poziomie, nie mogły zastąpić regularnych studiów. Po kilku latach męczącego nauczania dzieci, z przerwą na rok spędzony w Warszawie u boku ojca, w końcu nadarzyła się upragniona okazja wyjazdu do Paryża. Starsza siostra Bronia wyszła za mąż za lekarza Kazimierza Dłuskiego, który otworzył praktykę lekarską w Paryżu, i zaprosiła Marię do siebie.

Szóste piętro w Paryżu
Na jesieni 1891 roku do nieogrzewanego przedziału najtańszej czwartej klasy z własnym drewnianym stołeczkiem i kocami wsiadła Maria Skłodowska. Po trzech dniach podróży stanęła przed gmachem Sorbony. Szybko zdała sobie sprawę, że aby nadrobić wszystkie zaległości, musi mieszkać samodzielnie. Wynajęła taniutki pokoik na szóstym piętrze kamienicy w Dzielnicy Łacińskiej niedaleko uniwersytetu. Mieścił się w nim piecyk węglowy, maszynka spirytusowa, szafa i stół z krzesłami służące raczej do nauki niż spożywania posiłków. Skłodowska musiała oszczędzać, bo niemal wszystkie skromne środki szły na pokrycie czynszu, dlatego odżywiała się owocami i jajami, na obiad wypijała filiżankę kalorycznej gorącej czekolady z chlebem. Nie było jej stać na opał, zimą przykrywała się więc kocami i stertą ubrań, podczas gdy na stole zamarzała pozostawiona w kubku herbata. Mieszkania zmieniała jeszcze kilkakrotnie, wybierała zawsze podobne, na szóstym piętrze kamienicy, przeznaczone dla służących.