człowiek
Autor: Bartosz Nowacki | dodano: 2012-07-09
Rekonstrukcja z głową

Rekonstrukcja bramy, fragmentów wałów obronnych i pomostu bramnego słowiańskiego grodu w Trzcinicy. (fot. © Bartosz Nowacki)


Kilka lat temu Polskę ogarnęła moda na odbudowywanie zamków. Teraz pojawił się kolejny, podobny trend. Tym razem, dotyczący rekonstrukcji grodów. Niektóre z tych przedsięwzięć budzą poważne kontrowersje.

Mamy w Polsce tak wiele zabytków popadających w ruinę, że plany odbudowy zniszczonych wieki temu zamków, o których nie wiadomo nawet, jak wyglądały, irytują specjalistów i pasjonatów historii. W ich mniemaniu więcej sensu ma ratowanie reliktów, które wciąż stoją, niż wydawanie pieniędzy na coś, co będzie tylko udawać zabytek. Trudno się z takim rozumowaniem nie zgodzić. Jednak w przypadku rekonstrukcji zabytków archeologicznych sprawa wygląda inaczej. Rekonstrukcje można bowiem oceniać zarówno pozytywnie, jak i negatywnie, zależnie od miejsca i sposobu wykonania.

„Rekonstrukcje w archeologii nie są niczym złym, a nawet są pożądane" - mówi prof. Zbigniew Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, archeolog i ekspert w dziedzinie ochrony dziedzictwa kulturowego. „Znaczenie obiektów i przedmiotów odkrywanych przez archeologów często jest niezrozumiałe dla laików i wymaga wyjaśnienia. Najlepszym są właśnie rekonstrukcje".

Międzynarodowe dokumenty dotyczące ochrony i zarządzania dziedzictwem archeologicznym, np. Karta Lozańska, mówią, że rekonstrukcje odgrywają istotną rolę objaśnienia i eksperymentu. Podczas wznoszenia rekonstrukcji można sprawdzić, jak budowano w przeszłości, ile czasu zajmowało, np. wzniesienie grodu, jak wielu ludzi musiało go budować, itd. Problem w tym, że aby rekonstrukcje spełniały swoje zadanie, muszą być wznoszone w specyficzny sposób, z uwzględnieniem aktualnego stanu wiedzy i wymagań konserwatorskich.

Po pierwsze, nie niszczyć!
„Przede wszystkim rekonstrukcja nie powinna niszczyć substancji zabytkowej" - mówi prof. Kobyliński. Nie można akceptować niszczenia wiekowych reliktów, by wznosić na ich miejsce sztuczne konstrukcje, które będą tylko udawać zabytek. Dlatego najlepiej, gdy rekonstrukcje powstają poza stanowiskami archeologicznymi, a dokładnie - obok nich, tak by można było porównać relikty prawdziwych obiektów z ich rekonstrukcją. Gdy z różnych powodów rekonstrukcja ma być postawiona na stanowisku, nie powinna niszczyć ani naruszać jego nieprzebadanych fragmentów. A zatem zgodnie z wymogami konserwatorskimi, np. na terenie średniowiecznego grodziska, powierzchnia, na jakiej można postawić rekonstrukcje, jest ograniczona. Archeolodzy wyznają bowiem zasadę, że nie należy przekopywać stanowiska w całości (chyba że chodzi o archeologię ratowniczą, kiedy stanowisko ma zostać zniszczone), ponieważ badanie metodami archeologicznymi również prowadzi do - co prawda kontrolowanego - zniszczenia. Zwykle, by rozpoznać charakter i formę stanowiska, przekopuje się tylko kilka, kilkanaście procent jego powierzchni.

Wiedza i umiejętności archeologów stale się rozwijają, pojawiają się nowe, nieinwazyjne metody badawcze, pozwalające wydobyć ze stanowisk informacje bez przekopywania. Nietknięte fragmenty stanowiska pozwolą zatem przyszłym pokoleniom badaczy zweryfikować nasze ustalenia i pozyskać z nich więcej cennych informacji, niż potrafimy to zrobić dziś. W tym kontekście przekopanie stanowiska niemal w stu procentach, gdy nie jest ono zagrożone zniszczeniem, należy uznać za poważny błąd. Słusznie krytykuje się więc prof. Ryszarda Grygla, dyrektora łódzkiego Muzeum Archeologii i Etnografii, który przekopał niemal całe grodzisko w Tumie pod Łęczycą po to, by móc wznieść na jego miejscu jak największą rekonstrukcję.

Pradziejowe techniki i materiały
W przypadku rekonstrukcji obiektów archeologicznych poza ochroną zabytków i właściwą lokalizacją ważne jest także, z czego je wznosimy. „Rekonstrukcje, by dobrze pełniły funkcje edukacyjne i miały wartość naukowego eksperymentu, muszą być budowane przy użyciu materiałów i technik stosowanych w przeszłości" - tłumaczy prof. Kobyliński. Budowanie grodu spychaczami i koparkami, z materiałów współczesnych, takich jak stal, beton czy żywice epoksydowe, nie ma charakteru eksperymentu naukowego. W takiej sytuacji niszczymy prawdziwe relikty i wchodzimy w konflikt z zachowanym krajobrazem historycznym. Nie dowiadujemy się, jak niegdyś wznoszono grody, nie zdobywamy doświadczeń, które mogą wzbogacić naszą wiedzę o przeszłości. Efekt to tylko marna atrapa. Dlatego podjęto decyzję o rozebraniu rekonstrukcji w Biskupinie, która nie była wzniesiona według dzisiejszych standardów. Osada z epoki brązu nie może przecież powstawać przy użyciu gwoździ i elementów stalowych. Następnie wzniesiono nową rekonstrukcję, już wyłącznie z materiałów i technikami znanymi w epoce brązu. Co więcej, rekonstruowanie osady odbywało się na oczach publiczności, czasami nawet przy jej udziale, co ma dodatkowy walor edukacyjny.

Taki sposób wznoszenia rekonstrukcji ma jeszcze jedną zaletę - gdy po pewnym czasie podupadną i co równie ważne, przestaną być zgodne z najnowszą wiedzą, można je łatwo wymienić. Osoby bez wykształcenia archeologicznego mogą sobie nie zdawać sprawy z tego, że każda rekonstrukcja jest tylko współczesną wizją dawnej rzeczywistości, a nie jej wierną kopią. W skansenach archeologicznych można oglądać chaty ze strzechami i wały zwieńczone palisadami. Ale tak naprawdę nie wiemy, jak to było w rzeczywistości. Umocnienia grodu mogły wyglądać tak, jak to pokazano, czasami są nawet jakieś przesłanki, pozwalające na taką czy inną rekonstrukcję, ale równie dobrze mogły wyglądać zupełnie inaczej. „Wiemy, jak wyglądał plan jakiegoś założenia i np. jakich materiałów użyto do budowy, ale czy wał był zwieńczony blankami jak w średniowiecznym zamku albo czy nad bramą znajdowała się wieża, naprawdę nie wiadomo. I trzeba mieć odwagę, by się do tego przyznać" - podkreśla Kobyliński. „Dlatego moim zdaniem do rekonstrukcji trzeba podchodzić ostrożnie i nie jestem pewny, czy powinniśmy prezentować społeczeństwu tylko jedną, subiektywną wizję. Lepiej byłoby pokazać kilka wizji alternatywnych, a to łatwiej zrobić w postaci wirtualnej niż materialnej". (...)

Najnowszy archeologiczny ośrodek muzealny, „Karpacka Troja" w Trzcinicy koło Jasła, przede wszystkim pokazuje zabytki i rekonstrukcje materialne. Atuty to zrekonstruowane we fragmentach, dobrze zachowane grodzisko oraz usytuowane poza stanowiskiem, u podnóża grodu, nowoczesne muzeum i skansen. „Karpacka Troja jest zbudowana na podstawie wyników badań naukowych i - na tyle, na ile tylko to możliwe - wiernie odtwarza rzeczywistość pradziejową" - zachwala Jan Gancarski, dyrektor Muzeum Podkarpackiego w Krośnie, pomysłodawca i główny twórca skansenu archeologicznego w Trzcinicy, a zarazem archeolog, który przez kilkanaście lat badał to stanowisko. „W muzeum ukazujemy życie mieszkańców okolic i grodu w kolejnych epokach, a w gablotach prezentujemy odkryte tu zabytki, które były wzorcem dla wykonywanych rekonstrukcji". Kolejne fazy rozbudowy grodziska są przedstawione za pomocą makiet. Jak wszystko wyglądało w naturalnej skali, możemy zobaczyć, udając się do przylegającego do muzeum skansenu i odwiedzając położone na malowniczym wzniesieniu grodzisko.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 08/2011 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2019
08/2019
Kalendarium
Wrzesień
15
W 1682 r. pojawiła się Kometa Halleya. Edmund Halley odkrył jej periodyczność i przewidział powrót w 1758 roku.
Warto przeczytać
Podobnie jak setki tysięcy turystów przyjeżdżasz w 1938 roku do Niemiec. Na parkingu we Frankfurcie podchodzi do ciebie Żydówka i prosi, byś zabrał stąd jej nastoletnią córkę, bo tu nie przeżyje. Co robisz?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Bartosz Nowacki | dodano: 2012-07-09
Rekonstrukcja z głową

Rekonstrukcja bramy, fragmentów wałów obronnych i pomostu bramnego słowiańskiego grodu w Trzcinicy. (fot. © Bartosz Nowacki)


Kilka lat temu Polskę ogarnęła moda na odbudowywanie zamków. Teraz pojawił się kolejny, podobny trend. Tym razem, dotyczący rekonstrukcji grodów. Niektóre z tych przedsięwzięć budzą poważne kontrowersje.

Mamy w Polsce tak wiele zabytków popadających w ruinę, że plany odbudowy zniszczonych wieki temu zamków, o których nie wiadomo nawet, jak wyglądały, irytują specjalistów i pasjonatów historii. W ich mniemaniu więcej sensu ma ratowanie reliktów, które wciąż stoją, niż wydawanie pieniędzy na coś, co będzie tylko udawać zabytek. Trudno się z takim rozumowaniem nie zgodzić. Jednak w przypadku rekonstrukcji zabytków archeologicznych sprawa wygląda inaczej. Rekonstrukcje można bowiem oceniać zarówno pozytywnie, jak i negatywnie, zależnie od miejsca i sposobu wykonania.

„Rekonstrukcje w archeologii nie są niczym złym, a nawet są pożądane" - mówi prof. Zbigniew Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, archeolog i ekspert w dziedzinie ochrony dziedzictwa kulturowego. „Znaczenie obiektów i przedmiotów odkrywanych przez archeologów często jest niezrozumiałe dla laików i wymaga wyjaśnienia. Najlepszym są właśnie rekonstrukcje".

Międzynarodowe dokumenty dotyczące ochrony i zarządzania dziedzictwem archeologicznym, np. Karta Lozańska, mówią, że rekonstrukcje odgrywają istotną rolę objaśnienia i eksperymentu. Podczas wznoszenia rekonstrukcji można sprawdzić, jak budowano w przeszłości, ile czasu zajmowało, np. wzniesienie grodu, jak wielu ludzi musiało go budować, itd. Problem w tym, że aby rekonstrukcje spełniały swoje zadanie, muszą być wznoszone w specyficzny sposób, z uwzględnieniem aktualnego stanu wiedzy i wymagań konserwatorskich.

Po pierwsze, nie niszczyć!
„Przede wszystkim rekonstrukcja nie powinna niszczyć substancji zabytkowej" - mówi prof. Kobyliński. Nie można akceptować niszczenia wiekowych reliktów, by wznosić na ich miejsce sztuczne konstrukcje, które będą tylko udawać zabytek. Dlatego najlepiej, gdy rekonstrukcje powstają poza stanowiskami archeologicznymi, a dokładnie - obok nich, tak by można było porównać relikty prawdziwych obiektów z ich rekonstrukcją. Gdy z różnych powodów rekonstrukcja ma być postawiona na stanowisku, nie powinna niszczyć ani naruszać jego nieprzebadanych fragmentów. A zatem zgodnie z wymogami konserwatorskimi, np. na terenie średniowiecznego grodziska, powierzchnia, na jakiej można postawić rekonstrukcje, jest ograniczona. Archeolodzy wyznają bowiem zasadę, że nie należy przekopywać stanowiska w całości (chyba że chodzi o archeologię ratowniczą, kiedy stanowisko ma zostać zniszczone), ponieważ badanie metodami archeologicznymi również prowadzi do - co prawda kontrolowanego - zniszczenia. Zwykle, by rozpoznać charakter i formę stanowiska, przekopuje się tylko kilka, kilkanaście procent jego powierzchni.

Wiedza i umiejętności archeologów stale się rozwijają, pojawiają się nowe, nieinwazyjne metody badawcze, pozwalające wydobyć ze stanowisk informacje bez przekopywania. Nietknięte fragmenty stanowiska pozwolą zatem przyszłym pokoleniom badaczy zweryfikować nasze ustalenia i pozyskać z nich więcej cennych informacji, niż potrafimy to zrobić dziś. W tym kontekście przekopanie stanowiska niemal w stu procentach, gdy nie jest ono zagrożone zniszczeniem, należy uznać za poważny błąd. Słusznie krytykuje się więc prof. Ryszarda Grygla, dyrektora łódzkiego Muzeum Archeologii i Etnografii, który przekopał niemal całe grodzisko w Tumie pod Łęczycą po to, by móc wznieść na jego miejscu jak największą rekonstrukcję.

Pradziejowe techniki i materiały
W przypadku rekonstrukcji obiektów archeologicznych poza ochroną zabytków i właściwą lokalizacją ważne jest także, z czego je wznosimy. „Rekonstrukcje, by dobrze pełniły funkcje edukacyjne i miały wartość naukowego eksperymentu, muszą być budowane przy użyciu materiałów i technik stosowanych w przeszłości" - tłumaczy prof. Kobyliński. Budowanie grodu spychaczami i koparkami, z materiałów współczesnych, takich jak stal, beton czy żywice epoksydowe, nie ma charakteru eksperymentu naukowego. W takiej sytuacji niszczymy prawdziwe relikty i wchodzimy w konflikt z zachowanym krajobrazem historycznym. Nie dowiadujemy się, jak niegdyś wznoszono grody, nie zdobywamy doświadczeń, które mogą wzbogacić naszą wiedzę o przeszłości. Efekt to tylko marna atrapa. Dlatego podjęto decyzję o rozebraniu rekonstrukcji w Biskupinie, która nie była wzniesiona według dzisiejszych standardów. Osada z epoki brązu nie może przecież powstawać przy użyciu gwoździ i elementów stalowych. Następnie wzniesiono nową rekonstrukcję, już wyłącznie z materiałów i technikami znanymi w epoce brązu. Co więcej, rekonstruowanie osady odbywało się na oczach publiczności, czasami nawet przy jej udziale, co ma dodatkowy walor edukacyjny.

Taki sposób wznoszenia rekonstrukcji ma jeszcze jedną zaletę - gdy po pewnym czasie podupadną i co równie ważne, przestaną być zgodne z najnowszą wiedzą, można je łatwo wymienić. Osoby bez wykształcenia archeologicznego mogą sobie nie zdawać sprawy z tego, że każda rekonstrukcja jest tylko współczesną wizją dawnej rzeczywistości, a nie jej wierną kopią. W skansenach archeologicznych można oglądać chaty ze strzechami i wały zwieńczone palisadami. Ale tak naprawdę nie wiemy, jak to było w rzeczywistości. Umocnienia grodu mogły wyglądać tak, jak to pokazano, czasami są nawet jakieś przesłanki, pozwalające na taką czy inną rekonstrukcję, ale równie dobrze mogły wyglądać zupełnie inaczej. „Wiemy, jak wyglądał plan jakiegoś założenia i np. jakich materiałów użyto do budowy, ale czy wał był zwieńczony blankami jak w średniowiecznym zamku albo czy nad bramą znajdowała się wieża, naprawdę nie wiadomo. I trzeba mieć odwagę, by się do tego przyznać" - podkreśla Kobyliński. „Dlatego moim zdaniem do rekonstrukcji trzeba podchodzić ostrożnie i nie jestem pewny, czy powinniśmy prezentować społeczeństwu tylko jedną, subiektywną wizję. Lepiej byłoby pokazać kilka wizji alternatywnych, a to łatwiej zrobić w postaci wirtualnej niż materialnej". (...)

Najnowszy archeologiczny ośrodek muzealny, „Karpacka Troja" w Trzcinicy koło Jasła, przede wszystkim pokazuje zabytki i rekonstrukcje materialne. Atuty to zrekonstruowane we fragmentach, dobrze zachowane grodzisko oraz usytuowane poza stanowiskiem, u podnóża grodu, nowoczesne muzeum i skansen. „Karpacka Troja jest zbudowana na podstawie wyników badań naukowych i - na tyle, na ile tylko to możliwe - wiernie odtwarza rzeczywistość pradziejową" - zachwala Jan Gancarski, dyrektor Muzeum Podkarpackiego w Krośnie, pomysłodawca i główny twórca skansenu archeologicznego w Trzcinicy, a zarazem archeolog, który przez kilkanaście lat badał to stanowisko. „W muzeum ukazujemy życie mieszkańców okolic i grodu w kolejnych epokach, a w gablotach prezentujemy odkryte tu zabytki, które były wzorcem dla wykonywanych rekonstrukcji". Kolejne fazy rozbudowy grodziska są przedstawione za pomocą makiet. Jak wszystko wyglądało w naturalnej skali, możemy zobaczyć, udając się do przylegającego do muzeum skansenu i odwiedzając położone na malowniczym wzniesieniu grodzisko.