człowiek
Autor: Marcin Ryszkiewicz | dodano: 2012-07-16
Człowiek zmieszany i trochę wstrząśnięty

Rzadko się zdarza, by prestiżowe czasopismo naukowe „Nature" musiało kogoś przepraszać, a jeszcze rzadziej - by przepraszało cały naród, w dodatku od dawna wymarły. Jednak tak właśnie było po artykule, w którym opisano próby odczytania genów Tajnów - pierwszych ludzi napotkanych przez Kolumba na kontynencie amerykańskim. Implikacje tej niezwykłej historii sięgają znacznie dalej - pierwsi ludzie, którzy opuścili Afrykę ponad 50 tys. lat temu, nie tylko spotykali przedstawicieli innych gatunków hominidów, ale też się z nimi dość intensywnie krzyżowali, a my jesteśmy owocem tych mezaliansów.

Gdy Kolumb ze swą załogą zacumował u wybrzeży niewielkiej wysepki w archipelagu Bahamów. Tubylców, którzy go przywitali, nazwał - jak wiadomo, przez pomyłkę - Indianami. Nazwa, choć absurdalna, bo odwołująca się do Indii, przyjęła się tak dobrze, że dziś obejmuje wszystkich rdzennych mieszkańców obu Ameryk, z wyjątkiem Eskimosów (Inuitów). Owi Indianie z Bahamów należeli - wraz z mieszkańcami wszystkich wysp Wielkich Antyli (Portoryko, Jamajka, Kuba, Hispaniola) i północnych Małych Antyli (Wyspy Dziewicze i Montserrat) - do grupy etnicznej zwanej Tajnami. (Południowe Małe Antyle zamieszkiwał spokrewniony lud - Arawakowie, który przetrwał do dziś, choć tylko na kontynencie). Tajnowie mówili różnymi odmianami majpurskiego i choć to język dawno wymarły, sporo wyrażeń trafiło do Hiszpanii, a stamtąd do całej Europy. Dziś jeszcze, nawet w polszczyźnie, można je usłyszeć. Takie słowa, jak „hamaca", „kanoa", „tabaco", „savanna" czy „juracan" (czyt. hurakan) są zrozumiałe bez tłumaczenia.

Początkowo kontakty z Tajnami przebiegały poprawnie, a Kolumb entuzjastycznie ich oceniał w liście do króla Hiszpanii: „Wymienialiśmy się z nimi dobrami, a oni dawali nam wspaniałomyślnie wszystko, co mieli, i okazywali radość, gdy widzieli, że jesteśmy zadowoleni. Są dobrzy i szlachetni i nie wiedzą, co to występek. Mogę zapewnić Waszą Wysokość, że na całym świecie nie znajdziesz lepszych ludzi. Kochają swoich bliźnich jak samych siebie, a ich język brzmi jak najsłodsza melodia".

Niestety, potem było już tylko gorzej. Miejscowi, zmuszani przez hiszpańskich kolonizatorów do płacenia wysokich danin w złocie, okrutnie karani, gdy nie potrafili się z tego wywiązać (dłużnikom obcinano ręce i pozostawiano, by się wykrwawili), dziesiątkowani przez zarazki, na które nie byli odporni, masakrowani podczas kolejnych powstań, w szybkim tempie wymierali. Nie wiadomo, jak liczna była ich pierwotna populacja - szacuje się, że samą Hispaniolę (Haiti i Dominikanę) zamieszkiwało od 100 tys. do miliona osób, a na Jamajce i Portoryko być może nawet po pół miliona. Ale już po 30 latach od pierwszych kontaktów populacja Tajnów skurczyła się o 80-90%, w 1507 r. oceniano ich łączną liczbę na 60 tys., a pod koniec XVI w. figurują w dokumentach hiszpańskich jako lud wymarły, choć wzmianki o nich pojawiają się w różnych zapiskach jeszcze do XIX w.

W początkowym okresie kolonizacji Hiszpanie przyjeżdżali na Karaiby bez kobiet. Natura nie znosi jednak próżni i w 1514 r. - co wynika ze spisu - aż 40% hiszpańskich mężczyzn na obszarze Dominikany miało już tubylcze żony. Z tych związków rodzili się mestizo (nie uważano ich już ani za białych, ani za Tajnów), którzy wiązali się ze sobą i ze sprowadzanymi masowo z Afryki czarnymi niewolnikami. Tak z czasem ukształtował się swoisty, trójrasowy, kreolski typ mieszkańców tej i innych wysp Karaibów. Dziś cała populacja archipelagu jest silnie wymieszana genetycznie, kulturowo i językowo, a powstała na tym potrójnym podglebiu tożsamość zachowała ślady wszystkich trzech pierwiastków, choć ten miejscowy, indiański, wydawał się do niedawna jedynie wspomnieniem z dawnych wieków.

Zagadkowe geny

Bomba wybuchła przed 10 laty, kiedy to prof. Juan Carlos Martínez z Universidad de Puerto Rico przeprowadził analizę genów mitochondrialnych (mtDNA) 800 typowych „rasowo" Portorykańczyków, która dała zupełnie nieoczekiwany wynik: 489 z nich (61,1%) miało czysto indiańskie mtDNA, 211 (26,4%) - afrykańskie (subsaharyjskie) i tylko 100 (12,5%) europejskie. 61% indiańskich genów po prawie 500 latach od formalnego wymarcia całego ludu! Na fali budzących się lokalnych nacjonalizmów i w obliczu ogólnoświatowej tendencji wracania do korzeni był to potężny argument dla rodzącego się ruchu „odrodzenia Tajnów". Ale czy współcześni neo-Tajnowie są rzeczywiście w 61% indiańskiego pochodzenia?

Genom mitochondrialny to zaledwie drobny ułamek procenta wszystkich genów (ludzki mtDNA liczy nieco ponad 16 tys. par zasad - A, C, T i G, a genom jądrowy - około 3 mld od każdego z rodziców), w dodatku żaden z genów mitochondrialnych nie koduje cech fenotypowych (anatomicznych, behawioralnych czy wręcz psychicznych), a więc takich, które mogą być wiązane z jakkolwiek rozumianym pojęciem „rasy" (czy etnosu). Ponadto mitochondria (i ich geny) pochodzą wyłącznie od matki, bo te ojcowskie, zawarte w plemnikach, są odrzucane w momencie zapłodnienia - możliwe więc, że historia malowana przez matczyne geny nie pokrywa się z odczytywaną z tych dziedziczonych po obojgu rodzicach. Z początku nie wydawało się, by mogły to być dwie zupełnie różne historie. Żeby to sprawdzić i porównać geny odpowiedzialne za prawdziwe cechy „rasowe", należało się przyjrzeć całemu genomowi, a nie tylko mitochondriom.

Taki właśnie był cel badań przeprowadzonych przez zespół Carlosa Bustamantego, wybitnego genetyka ze Stanford University i jednego z czołowych przedstawicieli „paleoantropologii genowej" odczytującej pokrewieństwa między ludami a historią rodową człowieka na podstawie współczesnych i kopalnych genów, a nie kości czy artefaktów. Praca powstała w ramach międzynarodowego projektu „1000 Genomes", którego zadaniem jest dokumentacja różnorodności genetycznej wszystkich populacji ludzkich, w szczególności reliktowych lub wymierających. Wstępne wyniki Bustamante ogłosił na Międzynarodowym Kongresie Genetyki Człowieka w Montrealu latem 2011 r. Wspominany artykuł w „Nature", autorstwa Susan Young, jest streszczeniem głównych tez jego wystąpienia.

Próbki pobrano od 70 dzisiejszych Portorykańczyków o mieszanych europejsko-afrykańsko-indiańskich cechach „rasowych", a celem było odszukanie w całym genomie takich specyficznych regionów, które można było przypisać do każdej z trzech założycielskich grup etnicznych, w szczególności Tajnów i subsaharyjskich Afrykanów. W tym celu posłużono się tzw. SNP - punktowymi mutacjami nukleotydów („liter" DNA), których częstość występowania można powiązać, na podstawie dostępnych baz danych, z mieszkańcami określonych obszarów geograficznych.

Następnie zawężono poszukiwania do konkretnych sekwencji przypisanych wprost do genetycznego dziedzictwa Tajnów lub dawnych niewolników. Szczególne znaczenie miała długość tak wydzielanych sekwencji genowych - im były krótsze, tym dłuższy okres musiał upłynąć od czasu pierwszej hybrydyzacji. Wynika to z faktu, że o ile w pierwszym pokoleniu „mieszańcy" otrzymują od obojga rodziców po jednym całym chromosomie w każdej z 22 par chromosomów autosomalnych (ostatnia, 23 para to tzw. chromosomy płciowe - X i Y), o tyle z każdym następnym pokoleniem, w wyniku rekombinacji, czyli wymieniania się odpowiadających sobie odcinków między chromosomami homologicznymi, długość oryginalnych (indiańskich, afrykańskich lub europejskich) sekwencji coraz bardziej się skraca i to w stałym, znanym tempie. Badając udział takich indiańskich markerów w całym genomie i stopień ich fragmentacji, można było ustalić nie tylko, jak wielki był ich wkład w dzisiejsze genetyczne dziedzictwo Portorykańczyków, ale także, ile czasu upłynęło od pierwszej hybrydyzacji i czy owo mieszanie było aktem jednorazowym (a w każdym razie krótkotrwałym), czy rozciągniętym na pokolenia.

Wyniki okazały się zdumiewające. Podczas gdy ponad 60% mieszkańców wyspy nosi do dziś w swoich komórkach indiańskie mtDNA, to w genach jądrowych ten udział drastycznie spada (do 10-15%) - są oni więc „mitochondrialnie" wciąż Tajnami, ale „jądrowo" - Afro-Europejczykami! Jak te wyniki zinterpretować? Otóż mtDNA dziedziczy się wyłącznie po kądzieli, a geny jądrowe po obojgu rodzicach, więc najwyraźniej opisywały one dwie zupełnie różne historie - żeńską i męską, które nie miały ze sobą wiele wspólnego. Geny potwierdzają taką dwutorową wizję historii i to nie tylko u Tajnów. Podobnie było w praktycznie każdym przypadku, gdy spotykały się bardzo różniące się grupy etniczne - mieszane potomstwo pochodziło zwykle od ojców z grupy, którą obie strony uważały za wyższą (uprzywilejowaną lub po prostu zwycięską), i matek z grupy „niższej", bardziej upośledzonej lub podbitej.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 02/2012 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2020
08/2020
Kalendarium
Wrzesień
20
W 1966 r. wystrzelono amerykańską sondę księżycową Surveyor 2.
Warto przeczytać
Co wspólnego mają suknia ślubna i kombinezon sapera?    
Dlaczego dla marynarzy bardziej niebezpieczne od rekinów są krewetki?
Kiedy kurczak najlepiej sprawdza się jako broń artyleryjska?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Marcin Ryszkiewicz | dodano: 2012-07-16
Człowiek zmieszany i trochę wstrząśnięty

Rzadko się zdarza, by prestiżowe czasopismo naukowe „Nature" musiało kogoś przepraszać, a jeszcze rzadziej - by przepraszało cały naród, w dodatku od dawna wymarły. Jednak tak właśnie było po artykule, w którym opisano próby odczytania genów Tajnów - pierwszych ludzi napotkanych przez Kolumba na kontynencie amerykańskim. Implikacje tej niezwykłej historii sięgają znacznie dalej - pierwsi ludzie, którzy opuścili Afrykę ponad 50 tys. lat temu, nie tylko spotykali przedstawicieli innych gatunków hominidów, ale też się z nimi dość intensywnie krzyżowali, a my jesteśmy owocem tych mezaliansów.

Gdy Kolumb ze swą załogą zacumował u wybrzeży niewielkiej wysepki w archipelagu Bahamów. Tubylców, którzy go przywitali, nazwał - jak wiadomo, przez pomyłkę - Indianami. Nazwa, choć absurdalna, bo odwołująca się do Indii, przyjęła się tak dobrze, że dziś obejmuje wszystkich rdzennych mieszkańców obu Ameryk, z wyjątkiem Eskimosów (Inuitów). Owi Indianie z Bahamów należeli - wraz z mieszkańcami wszystkich wysp Wielkich Antyli (Portoryko, Jamajka, Kuba, Hispaniola) i północnych Małych Antyli (Wyspy Dziewicze i Montserrat) - do grupy etnicznej zwanej Tajnami. (Południowe Małe Antyle zamieszkiwał spokrewniony lud - Arawakowie, który przetrwał do dziś, choć tylko na kontynencie). Tajnowie mówili różnymi odmianami majpurskiego i choć to język dawno wymarły, sporo wyrażeń trafiło do Hiszpanii, a stamtąd do całej Europy. Dziś jeszcze, nawet w polszczyźnie, można je usłyszeć. Takie słowa, jak „hamaca", „kanoa", „tabaco", „savanna" czy „juracan" (czyt. hurakan) są zrozumiałe bez tłumaczenia.

Początkowo kontakty z Tajnami przebiegały poprawnie, a Kolumb entuzjastycznie ich oceniał w liście do króla Hiszpanii: „Wymienialiśmy się z nimi dobrami, a oni dawali nam wspaniałomyślnie wszystko, co mieli, i okazywali radość, gdy widzieli, że jesteśmy zadowoleni. Są dobrzy i szlachetni i nie wiedzą, co to występek. Mogę zapewnić Waszą Wysokość, że na całym świecie nie znajdziesz lepszych ludzi. Kochają swoich bliźnich jak samych siebie, a ich język brzmi jak najsłodsza melodia".

Niestety, potem było już tylko gorzej. Miejscowi, zmuszani przez hiszpańskich kolonizatorów do płacenia wysokich danin w złocie, okrutnie karani, gdy nie potrafili się z tego wywiązać (dłużnikom obcinano ręce i pozostawiano, by się wykrwawili), dziesiątkowani przez zarazki, na które nie byli odporni, masakrowani podczas kolejnych powstań, w szybkim tempie wymierali. Nie wiadomo, jak liczna była ich pierwotna populacja - szacuje się, że samą Hispaniolę (Haiti i Dominikanę) zamieszkiwało od 100 tys. do miliona osób, a na Jamajce i Portoryko być może nawet po pół miliona. Ale już po 30 latach od pierwszych kontaktów populacja Tajnów skurczyła się o 80-90%, w 1507 r. oceniano ich łączną liczbę na 60 tys., a pod koniec XVI w. figurują w dokumentach hiszpańskich jako lud wymarły, choć wzmianki o nich pojawiają się w różnych zapiskach jeszcze do XIX w.

W początkowym okresie kolonizacji Hiszpanie przyjeżdżali na Karaiby bez kobiet. Natura nie znosi jednak próżni i w 1514 r. - co wynika ze spisu - aż 40% hiszpańskich mężczyzn na obszarze Dominikany miało już tubylcze żony. Z tych związków rodzili się mestizo (nie uważano ich już ani za białych, ani za Tajnów), którzy wiązali się ze sobą i ze sprowadzanymi masowo z Afryki czarnymi niewolnikami. Tak z czasem ukształtował się swoisty, trójrasowy, kreolski typ mieszkańców tej i innych wysp Karaibów. Dziś cała populacja archipelagu jest silnie wymieszana genetycznie, kulturowo i językowo, a powstała na tym potrójnym podglebiu tożsamość zachowała ślady wszystkich trzech pierwiastków, choć ten miejscowy, indiański, wydawał się do niedawna jedynie wspomnieniem z dawnych wieków.

Zagadkowe geny

Bomba wybuchła przed 10 laty, kiedy to prof. Juan Carlos Martínez z Universidad de Puerto Rico przeprowadził analizę genów mitochondrialnych (mtDNA) 800 typowych „rasowo" Portorykańczyków, która dała zupełnie nieoczekiwany wynik: 489 z nich (61,1%) miało czysto indiańskie mtDNA, 211 (26,4%) - afrykańskie (subsaharyjskie) i tylko 100 (12,5%) europejskie. 61% indiańskich genów po prawie 500 latach od formalnego wymarcia całego ludu! Na fali budzących się lokalnych nacjonalizmów i w obliczu ogólnoświatowej tendencji wracania do korzeni był to potężny argument dla rodzącego się ruchu „odrodzenia Tajnów". Ale czy współcześni neo-Tajnowie są rzeczywiście w 61% indiańskiego pochodzenia?

Genom mitochondrialny to zaledwie drobny ułamek procenta wszystkich genów (ludzki mtDNA liczy nieco ponad 16 tys. par zasad - A, C, T i G, a genom jądrowy - około 3 mld od każdego z rodziców), w dodatku żaden z genów mitochondrialnych nie koduje cech fenotypowych (anatomicznych, behawioralnych czy wręcz psychicznych), a więc takich, które mogą być wiązane z jakkolwiek rozumianym pojęciem „rasy" (czy etnosu). Ponadto mitochondria (i ich geny) pochodzą wyłącznie od matki, bo te ojcowskie, zawarte w plemnikach, są odrzucane w momencie zapłodnienia - możliwe więc, że historia malowana przez matczyne geny nie pokrywa się z odczytywaną z tych dziedziczonych po obojgu rodzicach. Z początku nie wydawało się, by mogły to być dwie zupełnie różne historie. Żeby to sprawdzić i porównać geny odpowiedzialne za prawdziwe cechy „rasowe", należało się przyjrzeć całemu genomowi, a nie tylko mitochondriom.

Taki właśnie był cel badań przeprowadzonych przez zespół Carlosa Bustamantego, wybitnego genetyka ze Stanford University i jednego z czołowych przedstawicieli „paleoantropologii genowej" odczytującej pokrewieństwa między ludami a historią rodową człowieka na podstawie współczesnych i kopalnych genów, a nie kości czy artefaktów. Praca powstała w ramach międzynarodowego projektu „1000 Genomes", którego zadaniem jest dokumentacja różnorodności genetycznej wszystkich populacji ludzkich, w szczególności reliktowych lub wymierających. Wstępne wyniki Bustamante ogłosił na Międzynarodowym Kongresie Genetyki Człowieka w Montrealu latem 2011 r. Wspominany artykuł w „Nature", autorstwa Susan Young, jest streszczeniem głównych tez jego wystąpienia.

Próbki pobrano od 70 dzisiejszych Portorykańczyków o mieszanych europejsko-afrykańsko-indiańskich cechach „rasowych", a celem było odszukanie w całym genomie takich specyficznych regionów, które można było przypisać do każdej z trzech założycielskich grup etnicznych, w szczególności Tajnów i subsaharyjskich Afrykanów. W tym celu posłużono się tzw. SNP - punktowymi mutacjami nukleotydów („liter" DNA), których częstość występowania można powiązać, na podstawie dostępnych baz danych, z mieszkańcami określonych obszarów geograficznych.

Następnie zawężono poszukiwania do konkretnych sekwencji przypisanych wprost do genetycznego dziedzictwa Tajnów lub dawnych niewolników. Szczególne znaczenie miała długość tak wydzielanych sekwencji genowych - im były krótsze, tym dłuższy okres musiał upłynąć od czasu pierwszej hybrydyzacji. Wynika to z faktu, że o ile w pierwszym pokoleniu „mieszańcy" otrzymują od obojga rodziców po jednym całym chromosomie w każdej z 22 par chromosomów autosomalnych (ostatnia, 23 para to tzw. chromosomy płciowe - X i Y), o tyle z każdym następnym pokoleniem, w wyniku rekombinacji, czyli wymieniania się odpowiadających sobie odcinków między chromosomami homologicznymi, długość oryginalnych (indiańskich, afrykańskich lub europejskich) sekwencji coraz bardziej się skraca i to w stałym, znanym tempie. Badając udział takich indiańskich markerów w całym genomie i stopień ich fragmentacji, można było ustalić nie tylko, jak wielki był ich wkład w dzisiejsze genetyczne dziedzictwo Portorykańczyków, ale także, ile czasu upłynęło od pierwszej hybrydyzacji i czy owo mieszanie było aktem jednorazowym (a w każdym razie krótkotrwałym), czy rozciągniętym na pokolenia.

Wyniki okazały się zdumiewające. Podczas gdy ponad 60% mieszkańców wyspy nosi do dziś w swoich komórkach indiańskie mtDNA, to w genach jądrowych ten udział drastycznie spada (do 10-15%) - są oni więc „mitochondrialnie" wciąż Tajnami, ale „jądrowo" - Afro-Europejczykami! Jak te wyniki zinterpretować? Otóż mtDNA dziedziczy się wyłącznie po kądzieli, a geny jądrowe po obojgu rodzicach, więc najwyraźniej opisywały one dwie zupełnie różne historie - żeńską i męską, które nie miały ze sobą wiele wspólnego. Geny potwierdzają taką dwutorową wizję historii i to nie tylko u Tajnów. Podobnie było w praktycznie każdym przypadku, gdy spotykały się bardzo różniące się grupy etniczne - mieszane potomstwo pochodziło zwykle od ojców z grupy, którą obie strony uważały za wyższą (uprzywilejowaną lub po prostu zwycięską), i matek z grupy „niższej", bardziej upośledzonej lub podbitej.