człowiek
Autor: Wojciech Pastuszka | dodano: 2012-07-16
Najbardziej ludzki australopitek

Dobrze zachowana czaszka Australopithecus sediba znaleziona w jaskini Malapa w Afryce Południowej.


Odkrycie niedawno w Afryce Południowej Australopithecus sediba znacząco przybliża nas do poznania początków człowieka.

W wydanym w 1871 r. dziele „O pochodzeniu człowieka" Karol Darwin stwierdził, że skamieniałości przodków H. sapiens należy szukać w Afryce, gdyż to tam żyją nasi najbliżsi krewni - szympansy i goryle. Jednak przed długi czas kolebki ludzkości dopatrywano się w Azji. Nie dość, że można tam spotkać orangutany, potrafiące zachowywać się w sposób czasem bardzo przypominający ludzki, to jeszcze w końcu XIX i na początku XX w. w Indonezji i Chinach znaleziono skamieniałe szczątki prymitywnych ludzi nazwanych człowiekiem jawajskim i człowiekiem pekińskim (obecnie uważa się, że kości te należą do przedstawicieli Homo erectus).

Dowody na to, że brytyjski uczony miał rację, pojawiły się dopiero ponad 40 lat po jego śmierci. W 1924 r. w kamieniołomie w Taung w Afryce Południowej robotnicy natknęli się na malutką, przypominającą ludzką, czaszkę. Kości trafiły do Raymonda Darta, młodego australijskiego anatoma, pracującego na właśnie niedawno utworzonym University of the Witwatersrand w Johannesburgu. W następnym roku Dart opisał czaszkę na łamach „Nature" jako szczątki nieznanego dotąd gatunku przodków człowieka, nadając mu nazwę Australopithecus africanus.

Europejscy naukowcy podeszli bardzo chłodno do ustaleń młodego kolegi z dalekiej Afryki. Dominował wówczas pogląd, że przodkowie ludzi powinni mieć duże mózgi i małpie żuchwy, gdyż, jak sądzono, to ewolucyjne zmiany w mózgu stworzyły człowieka. Tymczasem mózgoczaszka kilkuletniego chłopca z Taung była stosunkowo mała, a żuchwa wykazywała ludzkie cechy. Wśród sceptyków prym wiódł brytyjski antropolog Arthur Keith, który uznał, że Dart się myli i kości należą najpewniej do młodego szympansa albo goryla.

Kolebki ludzkości dalej więc doszukiwano się w Azji bądź Europie, gdzie co prawda nie odnajdowano szczątków jakichkolwiek praludzi, ale naukowcy mieli nadzieję, że to w końcu się zmieni. Tymczasem kolejnych odkryć dokonano w Afryce Południowej. Do najważniejszych z nich należała znaleziona w 1947 r. w kompleksie jaskiń Sterkfontein czaszka praczłowieka, którego odkrywcy nazwali zdrobniale panią Ples. To był przełom. „Dart miał rację, a ja się myliłem" - przyznał wówczas Keith.

Królowa Lucy

Kolejne dekady przyniosły dalsze wspaniałe odkrycia w Afryce, i to już nie tylko w jej południowej części, ale też we wschodniej. W latach 60. Mary i Louis Leakeyowie znaleźli w Olduvai w Tanzanii skamieniałe kości, które uznali za szczątki pierwszych ludzi - Homo habilis. Do prawdziwej sensacji doszło jednak w 1974 r. W Hadarze w Etiopii grupa paleoantropologów natrafiła na szkielet australopiteka. Co prawda z jego 207 kości zachowało się tylko 47, ale w porównaniu z wcześniejszymi znaleziskami było to ogromne bogactwo.

Odkrywcy, którzy podczas prowadzenia badań terenowych na okrągło słuchali puszczanej z magnetofonu piosenki Beatlesów „Lucy in the Sky with Diamonds", nazwali szkielet Lucy i przydzielili go do gatunku Australopithecus afarensis. Lucy stała się niekwestionowaną pierwszą damą paleoantropologii, co zawdzięczała nie tylko kompletności szczątków, lecz przede wszystkim swojemu wiekowi. Miała bowiem 3,2 mln lat - więcej niż jakiekolwiek inne odnalezione wcześniej australopiteki.

Lucy dostarczyła badaczom wielu informacji. Jej szkielet łączył w sobie cechy małpie i ludzkie - np. mały, prawie szympansi mózg z przystosowaniami umożliwiającymi poruszanie się na dwóch nogach. Coraz bardziej stawało się oczywiste, że wiele cech ludzkich wyewoluowało na długo przed tym, zanim mózg zwiększył swoje rozmiary. Mimo to badania szkieletu Lucy wciąż nie rozstrzygnęły kilku ważnych kwestii. Nie znano budowy szkieletu dłoni i stóp (tych brakowało), a także pasa barkowego. Pojedyncze kości innych Australopithecus afarensis w znikomym stopniu zapełniły te luki. Paleoantropolodzy kontynuowali więc poszukiwania, jednak przez długi czas nie udawało im się trafić na kości, które uzupełniłyby braki w szkielecie Lucy.

Kostka wielkiej wagi

Pierwsza pojawiła się Selam - trzyletnia dziewczynka, która 3,3 mln lat temu najprawdopodobniej utonęła, a jej ciało szybko przykrył muł. Uwięzione w skale szczątki dziecka znaleźli w 2000 r. etiopscy badacze. Przez pięć lat dentystycznymi wiertłami oddzielali skamieniały muł od kości, ale było warto. Szkielet Selam okazał się dużo bardziej kompletny niż szczątki Lucy. Paleoantropolodzy otrzymali niezwykle rzadką okazję zbadania kości tak młodego dziecka i uzyskania bezcennych informacji o rozwoju młodych australopiteków. Kości małej Selam - najstarszego dziecka świata - potwierdziły, że A. afarensis miały zarówno silne ramiona, na których mogły poruszać się po drzewach (w czym przypominały małpy), jak i nogi dostosowane do chodzenia w pozycji wyprostowanej.

Kolejnym cennym uzupełnieniem okazały się odnalezione również w Etiopii w 2005 r. szczątki Kadanuumuu - mężczyzny z gatunku A. afarensis, żyjącego 3,6 mln lat temu. Kadanuumuu w języku Afarów oznacza „wielki człowiek". Był bowiem wysoki na jakieś 150-165 cm, co było bardzo słusznym wzrostem wśród australopiteków (Lucy miała zaledwie 107 cm). Pomimo że jego szkielet również okazał się mocno niekompletny, dostarczył badaczom nowych informacji. Szczególnie wymowne były jego długie nogi. To kolejny dowód na to, że Lucy i jej pobratymcy byli prawie tak dobrymi piechurami jak człowiek. Kości te zdradziły również, że klatka piersiowa A. afarensis bardziej przypominała ludzką, niż wskazywały na to wcześniejsze znaleziska.

Czasami przełomem może być odnalezienie nawet jednej małej kostki. Niedawno wśród skromnych szczątków kilkudziesięciu A. afarensis, odkrytych w okolicach Hadaru w Etiopii, znalazł się prawdziwy, wyczekiwany od dziesięcioleci paleoantropologiczny skarb. Była to czwarta kość śródstopia, łącząca palce z resztą szkieletu. Dzięki niej badacze wreszcie mogli poznać kluczowe miejsce stopy. W ubiegłym roku poinformowali na łamach „Science", że budowa tej kości jasno pokazuje, że stopy A. afarensis były wysklepione tak jak u ludzi, a nie płaskie, jak u małp.

Wszystkie znaleziska ostatnich lat dowodzą, że A. afarensis, o wciąż jeszcze małym mózgu, miał już prawie ludzkie nogi - w znacznie większym stopniu, niż podejrzewali to odkrywcy Lucy. Jednocześnie australopiteki nadal cechowały bardzo silne barki i ramiona, pozwalające im z wielką sprawnością poruszać się po drzewach.

Nowy kandydat na przodka

Szczątki najmłodszych przedstawicieli A. afarensis dzieli od pojawienia się pierwszych Homo kilkaset tysięcy lat. Dlatego Lucy, Selam i Kadanuumuu są kiepskimi kandydatami na bezpośrednich przodków ludzi. Między nimi a człowiekiem chronologicznie plasuje się A. africanus, który żył jeszcze, gdy pojawili się pierwsi ludzie, ale nie ma dowodów pozwalających orzec, że to właśnie ten gatunek był bezpośrednim przodkiem naszego rodzaju.

Na początku 2008 r. prof. Lee Berger z University of the Witwatersrand przyglądał się w Google Earth rejonowi tzw. kolebki ludzkości. Jest to wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO obszar Afryki Południowej o powierzchni 470 km2, obejmujący wiele stanowisk, na których znaleziono skamieniałości dawnych ludzi. Najsłynniejszym z nich jest wspomniane już Sterkfontein, gdzie znaleziono m.in. czaszkę pani Ples.

W ciągu kilku miesięcy Berger zidentyfikował na tym terenie ponad 600 jaskiń, w większości dotąd nieznanych. Najciekawsze stanowiska sprawdzał osobiście. 1 sierpnia 2008 r. odwiedził jaskinię Malapa. Miejsce uznał za obiecujące i dwa tygodnie później wrócił tam z kolegą i z synem. W kilka minut po przybyciu dziewięcioletni Matthew Berger zauważył wystające ze skały kości, jak się później okazało, nastoletniego chłopca.

Szybko rozpoczęte profesjonalne wykopaliska ujawniły, że Berger natrafił na jedno z najbogatszych stanowisk w historii paleoantropologii. Naukowcy znaleźli na nim ponad 200 kości należących do co najmniej pięciu osobników. Najważniejsze jest jednak to, że byli to przedstawiciele nieznanego dotąd gatunku. Niezwykle dokładne datowania wykazały, że skamieniałości pochodzą sprzed około 1,98 mln lat. Na świecie żyli już wtedy pierwsi prymitywni Homo.

Badaniami szczątków z Malapy zajął się międzynarodowy zespół ponad 80 naukowców i techników. Kilka miesięcy temu pojawiła się w „Science" seria artykułów prezentujących wyniki dotychczasowych badań szkieletu chłopca, znalezionego przez młodego Bergera, oraz kobiety, której kości odnaleziono tuż obok. Badacze podejrzewają, że szczątki mogły należeć do matki i syna. Prawdopodobnie wpadli razem do zdradzieckiej czeluści, którą jaskinia była 2 mln lat temu. Wkrótce potem ich ciała przykryły warstwy błota.

Jak na tak stare szkielety, szczątki są dość kompletne. Naukowcy przekonują, że przedstawiciele nowo zidentyfikowanego gatunku mieli zarówno prymitywne cechy charakterystyczne dla australopiteków, jak i takie, jakie znajdujemy dopiero u ludzi. Właśnie ze względu na tę mozaikę badacze uważają, że to świetny kandydat na bezpośredniego przodka człowieka. I dlatego nazwali go Australopithecus sediba. Sediba w języku sotho znaczy „źródło".

Mózg podąża za ciałem

Wnioski płynące z badań nad A. sediba podważają niektóre z dotychczasowych założeń paleoantropologów, m.in. pogląd, że miednice wczesnych ludzi ewoluowały w odpowiedzi na zwiększanie się objętości mózgu. Znalezione w jaskini Malapa australopiteki mają bowiem miednice przypominające ludzkie, choć wielkość ich mózgoczaszki jest porównywalna z charakterystyczną dla szympansów. Głównym czynnikiem wpływającym na ewolucję miednicy był więc najprawdopodobniej chód w pozycji wyprostowanej, który jak już wiadomo, pojawił się dużo wcześniej.

Szczególnie cenne są znalezione w Malapie dobrze zachowane skamieniałości dłoni i stopy. Drobne kości tych części ciała bardzo rzadko udaje się odnaleźć - nie tylko w szczątkach szkieletów sprzed milionów lat, lecz także w tych pochodzących np. ze średniowiecza. Tymczasem w Malapie badacze znaleźli prawie kompletną dłoń. Z jej analiz wynika, że A. sediba zachował jeszcze niektóre cechy przydatne do poruszania się po drzewach (bardzo silny aparat zginający), ale jednocześnie miał stosunkowo długi kciuk i krótkie palce, co wskazuje na umiejętność precyzyjnego chwytania i manipulowania.

- Dłoń ludzka jest wyjątkowa i bardzo różni się od małpiej. Małpy mają długie palce, by np. chwytać gałęzie, i w związku z tym relatywnie krótkie kciuki - tłumaczyła parę miesięcy temu Tracy Kivell z Max-Planck-Institut für Evolutionäre Anthropologie w Lipsku. Dłoń znaleziona w jaskini Malapa jest więc bardziej ludzka niż małpia. A. sediba zapewne umiał się nią posługiwać równie dobrze jak ludzie, choć wciąż zachowała ona pewne cechy przydatne do wspinaczki. Zdaniem badaczy taka dłoń doskonale nadawała się do wytwarzania narzędzi; być może nawet bardziej niż dłoń Homo habilis, czyli „człowieka zręcznego", któremu wiele dekad temu przypisano zapoczątkowanie ich produkcji. Na razie jednak nie ma żadnych dowodów, że osobnicy znalezieni w jaskini Malapa wykonywali narzędzia.

Na to, że A. sediba mógł czasem wspinać się na drzewa, wskazuje również budowa kości stóp i kostek. Badaczy szczególnie mocno zaskoczyła kostka wykazująca niezwykłe wręcz pomieszanie cech prymitywnych i nowoczesnych, pozwalających zarówno sprawnie chodzić na dwóch nogach, jak i się wspinać. Jeden z południowoafrykańskich naukowców stwierdził nawet, że gdyby kości stępu jednej z nóg nie tkwiły w skale razem w anatomicznym porządku, to można by je spokojnie przydzielić do dwóch różnych gatunków.

Naukowcy mieli też okazję zbadać mózg chłopca. Może nie dosłownie - sam mózg się nie zachował (były początkowo takie nadzieje), ale wypełnione skałą wnętrze czaszki, które prześwietlono za pomocą nowoczesnego synchrotronu w Grenoble we Francji. Uzyskano rewelacyjne trójwymiarowe obrazy czaszki, umożliwiające przestudiowanie jej wnętrza.

Mózg chłopaka miał 420 cm3 objętości (zdaniem badaczy u dorosłych osobników był on o około 5% większy), przypominał więc wielkością mózgi szympansów. Naukowcy znaleźli też ślady zmian jego struktury. W ich ocenie był to prymitywny mózg, wyglądający z grubsza jak mózgi innych australopiteków, ale można już w nim było dostrzec pierwsze oznaki reorganizacji na wzór bardziej ludzki.

Wyniki badań dwóch pierwszych szkieletów z jaskini Malapa wskazują, że to raczej mózg podążał w ewolucyjnym rozwoju za innymi zmianami (np. bardziej sprawnymi dłońmi), a nie odwrotnie. Tak więc Arthur Keith i inni krytycy Darta mylili się bardziej, niż przypuszczali.

Najprawdopodobniej rozmiary mózgu w toku ewolucji zwiększyły się później, niż dotąd zakładano, a proces ten przebiegał gwałtownie. Czaszki Homo habilis sprzed 1,9 i 1,8 mln lat miały już mózgi objętości 510 i 600 cm3.

A może to już człowiek?

Jak zapewniają członkowie zespołu Bergera, A. sediba ma więcej cech wspólnych z ludźmi niż Homo habilis i Homo rudolfensis. Badacze uznali jednak, że kości z Malapy mają też na tyle dużo cech prymitywnych, że powinny być klasyfikowane jako australopiteki. Nie brak jednak w światowej nauce głosów, że może słuszniej byłoby uznać znalezione przez Bergera szczątki za ludzkie. Co ciekawe, jeszcze przed odkryciem w Malapie niektórzy naukowcy proponowali, by zdegradować H. habilis do australopiteka.

Jedno jest pewne i przyznaje to sam Lee Berger - w klasyfikacji skamieniałości wczesnych ludzi i późnych australopiteków panuje chaos. Odkrywane szczątki złośliwie nie chcą się ułożyć w niebudzący wątpliwości ciąg. Dodatkowe zamieszanie może też powodować zmienność wewnątrzgatunkowa. Dziś wydaje się, że najprawdopodobniej w przeszłości współistniało jednocześnie kilka gatunków dwunożnych hominidów o różnym stopniu rozwoju.

Jaśniejszy obraz uzyskujemy dopiero, gdy na okres narodzin H. sapiens spojrzymy z dystansu. Dostrzeżemy wtedy wyraźny schemat ustępowania cech, które możemy niezbyt fachowo nazwać małpimi, na rzecz ludzkich. I tak A. afarensis i A. africanus są mniej „ludzkie" niż A. sediba, ale ten ustępuje pod tym względem Homo erectus. Lee Berger uważa, że wiele zaawansowanych cech A. sediba czyni go obecnie najlepszym kandydatem na przodka rodzaju Homo.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 02/2012 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
03/2020
02/2020
Kalendarium
Luty
22
W 1997 r. naukowcy z Instytutu Roślin pod Edynburgiem w Szkocji poinformowali o sklonowaniu pierwszego ssaka, owcy Dolly (urodziła się 5 lipca 1996)
Warto przeczytać
Jak można zmieścić całą wiedzę ludzkości w jednej książce? Z pozoru wydaje się to niemożliwe, jednak wszystko stanie się jasne, jeśli dodamy, że tą książką jest poradnik dla podróżujących w czasie, którzy bezpowrotnie utknęli w odległej przeszłości.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Wojciech Pastuszka | dodano: 2012-07-16
Najbardziej ludzki australopitek

Dobrze zachowana czaszka Australopithecus sediba znaleziona w jaskini Malapa w Afryce Południowej.


Odkrycie niedawno w Afryce Południowej Australopithecus sediba znacząco przybliża nas do poznania początków człowieka.

W wydanym w 1871 r. dziele „O pochodzeniu człowieka" Karol Darwin stwierdził, że skamieniałości przodków H. sapiens należy szukać w Afryce, gdyż to tam żyją nasi najbliżsi krewni - szympansy i goryle. Jednak przed długi czas kolebki ludzkości dopatrywano się w Azji. Nie dość, że można tam spotkać orangutany, potrafiące zachowywać się w sposób czasem bardzo przypominający ludzki, to jeszcze w końcu XIX i na początku XX w. w Indonezji i Chinach znaleziono skamieniałe szczątki prymitywnych ludzi nazwanych człowiekiem jawajskim i człowiekiem pekińskim (obecnie uważa się, że kości te należą do przedstawicieli Homo erectus).

Dowody na to, że brytyjski uczony miał rację, pojawiły się dopiero ponad 40 lat po jego śmierci. W 1924 r. w kamieniołomie w Taung w Afryce Południowej robotnicy natknęli się na malutką, przypominającą ludzką, czaszkę. Kości trafiły do Raymonda Darta, młodego australijskiego anatoma, pracującego na właśnie niedawno utworzonym University of the Witwatersrand w Johannesburgu. W następnym roku Dart opisał czaszkę na łamach „Nature" jako szczątki nieznanego dotąd gatunku przodków człowieka, nadając mu nazwę Australopithecus africanus.

Europejscy naukowcy podeszli bardzo chłodno do ustaleń młodego kolegi z dalekiej Afryki. Dominował wówczas pogląd, że przodkowie ludzi powinni mieć duże mózgi i małpie żuchwy, gdyż, jak sądzono, to ewolucyjne zmiany w mózgu stworzyły człowieka. Tymczasem mózgoczaszka kilkuletniego chłopca z Taung była stosunkowo mała, a żuchwa wykazywała ludzkie cechy. Wśród sceptyków prym wiódł brytyjski antropolog Arthur Keith, który uznał, że Dart się myli i kości należą najpewniej do młodego szympansa albo goryla.

Kolebki ludzkości dalej więc doszukiwano się w Azji bądź Europie, gdzie co prawda nie odnajdowano szczątków jakichkolwiek praludzi, ale naukowcy mieli nadzieję, że to w końcu się zmieni. Tymczasem kolejnych odkryć dokonano w Afryce Południowej. Do najważniejszych z nich należała znaleziona w 1947 r. w kompleksie jaskiń Sterkfontein czaszka praczłowieka, którego odkrywcy nazwali zdrobniale panią Ples. To był przełom. „Dart miał rację, a ja się myliłem" - przyznał wówczas Keith.

Królowa Lucy

Kolejne dekady przyniosły dalsze wspaniałe odkrycia w Afryce, i to już nie tylko w jej południowej części, ale też we wschodniej. W latach 60. Mary i Louis Leakeyowie znaleźli w Olduvai w Tanzanii skamieniałe kości, które uznali za szczątki pierwszych ludzi - Homo habilis. Do prawdziwej sensacji doszło jednak w 1974 r. W Hadarze w Etiopii grupa paleoantropologów natrafiła na szkielet australopiteka. Co prawda z jego 207 kości zachowało się tylko 47, ale w porównaniu z wcześniejszymi znaleziskami było to ogromne bogactwo.

Odkrywcy, którzy podczas prowadzenia badań terenowych na okrągło słuchali puszczanej z magnetofonu piosenki Beatlesów „Lucy in the Sky with Diamonds", nazwali szkielet Lucy i przydzielili go do gatunku Australopithecus afarensis. Lucy stała się niekwestionowaną pierwszą damą paleoantropologii, co zawdzięczała nie tylko kompletności szczątków, lecz przede wszystkim swojemu wiekowi. Miała bowiem 3,2 mln lat - więcej niż jakiekolwiek inne odnalezione wcześniej australopiteki.

Lucy dostarczyła badaczom wielu informacji. Jej szkielet łączył w sobie cechy małpie i ludzkie - np. mały, prawie szympansi mózg z przystosowaniami umożliwiającymi poruszanie się na dwóch nogach. Coraz bardziej stawało się oczywiste, że wiele cech ludzkich wyewoluowało na długo przed tym, zanim mózg zwiększył swoje rozmiary. Mimo to badania szkieletu Lucy wciąż nie rozstrzygnęły kilku ważnych kwestii. Nie znano budowy szkieletu dłoni i stóp (tych brakowało), a także pasa barkowego. Pojedyncze kości innych Australopithecus afarensis w znikomym stopniu zapełniły te luki. Paleoantropolodzy kontynuowali więc poszukiwania, jednak przez długi czas nie udawało im się trafić na kości, które uzupełniłyby braki w szkielecie Lucy.

Kostka wielkiej wagi

Pierwsza pojawiła się Selam - trzyletnia dziewczynka, która 3,3 mln lat temu najprawdopodobniej utonęła, a jej ciało szybko przykrył muł. Uwięzione w skale szczątki dziecka znaleźli w 2000 r. etiopscy badacze. Przez pięć lat dentystycznymi wiertłami oddzielali skamieniały muł od kości, ale było warto. Szkielet Selam okazał się dużo bardziej kompletny niż szczątki Lucy. Paleoantropolodzy otrzymali niezwykle rzadką okazję zbadania kości tak młodego dziecka i uzyskania bezcennych informacji o rozwoju młodych australopiteków. Kości małej Selam - najstarszego dziecka świata - potwierdziły, że A. afarensis miały zarówno silne ramiona, na których mogły poruszać się po drzewach (w czym przypominały małpy), jak i nogi dostosowane do chodzenia w pozycji wyprostowanej.

Kolejnym cennym uzupełnieniem okazały się odnalezione również w Etiopii w 2005 r. szczątki Kadanuumuu - mężczyzny z gatunku A. afarensis, żyjącego 3,6 mln lat temu. Kadanuumuu w języku Afarów oznacza „wielki człowiek". Był bowiem wysoki na jakieś 150-165 cm, co było bardzo słusznym wzrostem wśród australopiteków (Lucy miała zaledwie 107 cm). Pomimo że jego szkielet również okazał się mocno niekompletny, dostarczył badaczom nowych informacji. Szczególnie wymowne były jego długie nogi. To kolejny dowód na to, że Lucy i jej pobratymcy byli prawie tak dobrymi piechurami jak człowiek. Kości te zdradziły również, że klatka piersiowa A. afarensis bardziej przypominała ludzką, niż wskazywały na to wcześniejsze znaleziska.

Czasami przełomem może być odnalezienie nawet jednej małej kostki. Niedawno wśród skromnych szczątków kilkudziesięciu A. afarensis, odkrytych w okolicach Hadaru w Etiopii, znalazł się prawdziwy, wyczekiwany od dziesięcioleci paleoantropologiczny skarb. Była to czwarta kość śródstopia, łącząca palce z resztą szkieletu. Dzięki niej badacze wreszcie mogli poznać kluczowe miejsce stopy. W ubiegłym roku poinformowali na łamach „Science", że budowa tej kości jasno pokazuje, że stopy A. afarensis były wysklepione tak jak u ludzi, a nie płaskie, jak u małp.

Wszystkie znaleziska ostatnich lat dowodzą, że A. afarensis, o wciąż jeszcze małym mózgu, miał już prawie ludzkie nogi - w znacznie większym stopniu, niż podejrzewali to odkrywcy Lucy. Jednocześnie australopiteki nadal cechowały bardzo silne barki i ramiona, pozwalające im z wielką sprawnością poruszać się po drzewach.

Nowy kandydat na przodka

Szczątki najmłodszych przedstawicieli A. afarensis dzieli od pojawienia się pierwszych Homo kilkaset tysięcy lat. Dlatego Lucy, Selam i Kadanuumuu są kiepskimi kandydatami na bezpośrednich przodków ludzi. Między nimi a człowiekiem chronologicznie plasuje się A. africanus, który żył jeszcze, gdy pojawili się pierwsi ludzie, ale nie ma dowodów pozwalających orzec, że to właśnie ten gatunek był bezpośrednim przodkiem naszego rodzaju.

Na początku 2008 r. prof. Lee Berger z University of the Witwatersrand przyglądał się w Google Earth rejonowi tzw. kolebki ludzkości. Jest to wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO obszar Afryki Południowej o powierzchni 470 km2, obejmujący wiele stanowisk, na których znaleziono skamieniałości dawnych ludzi. Najsłynniejszym z nich jest wspomniane już Sterkfontein, gdzie znaleziono m.in. czaszkę pani Ples.

W ciągu kilku miesięcy Berger zidentyfikował na tym terenie ponad 600 jaskiń, w większości dotąd nieznanych. Najciekawsze stanowiska sprawdzał osobiście. 1 sierpnia 2008 r. odwiedził jaskinię Malapa. Miejsce uznał za obiecujące i dwa tygodnie później wrócił tam z kolegą i z synem. W kilka minut po przybyciu dziewięcioletni Matthew Berger zauważył wystające ze skały kości, jak się później okazało, nastoletniego chłopca.

Szybko rozpoczęte profesjonalne wykopaliska ujawniły, że Berger natrafił na jedno z najbogatszych stanowisk w historii paleoantropologii. Naukowcy znaleźli na nim ponad 200 kości należących do co najmniej pięciu osobników. Najważniejsze jest jednak to, że byli to przedstawiciele nieznanego dotąd gatunku. Niezwykle dokładne datowania wykazały, że skamieniałości pochodzą sprzed około 1,98 mln lat. Na świecie żyli już wtedy pierwsi prymitywni Homo.

Badaniami szczątków z Malapy zajął się międzynarodowy zespół ponad 80 naukowców i techników. Kilka miesięcy temu pojawiła się w „Science" seria artykułów prezentujących wyniki dotychczasowych badań szkieletu chłopca, znalezionego przez młodego Bergera, oraz kobiety, której kości odnaleziono tuż obok. Badacze podejrzewają, że szczątki mogły należeć do matki i syna. Prawdopodobnie wpadli razem do zdradzieckiej czeluści, którą jaskinia była 2 mln lat temu. Wkrótce potem ich ciała przykryły warstwy błota.

Jak na tak stare szkielety, szczątki są dość kompletne. Naukowcy przekonują, że przedstawiciele nowo zidentyfikowanego gatunku mieli zarówno prymitywne cechy charakterystyczne dla australopiteków, jak i takie, jakie znajdujemy dopiero u ludzi. Właśnie ze względu na tę mozaikę badacze uważają, że to świetny kandydat na bezpośredniego przodka człowieka. I dlatego nazwali go Australopithecus sediba. Sediba w języku sotho znaczy „źródło".

Mózg podąża za ciałem

Wnioski płynące z badań nad A. sediba podważają niektóre z dotychczasowych założeń paleoantropologów, m.in. pogląd, że miednice wczesnych ludzi ewoluowały w odpowiedzi na zwiększanie się objętości mózgu. Znalezione w jaskini Malapa australopiteki mają bowiem miednice przypominające ludzkie, choć wielkość ich mózgoczaszki jest porównywalna z charakterystyczną dla szympansów. Głównym czynnikiem wpływającym na ewolucję miednicy był więc najprawdopodobniej chód w pozycji wyprostowanej, który jak już wiadomo, pojawił się dużo wcześniej.

Szczególnie cenne są znalezione w Malapie dobrze zachowane skamieniałości dłoni i stopy. Drobne kości tych części ciała bardzo rzadko udaje się odnaleźć - nie tylko w szczątkach szkieletów sprzed milionów lat, lecz także w tych pochodzących np. ze średniowiecza. Tymczasem w Malapie badacze znaleźli prawie kompletną dłoń. Z jej analiz wynika, że A. sediba zachował jeszcze niektóre cechy przydatne do poruszania się po drzewach (bardzo silny aparat zginający), ale jednocześnie miał stosunkowo długi kciuk i krótkie palce, co wskazuje na umiejętność precyzyjnego chwytania i manipulowania.

- Dłoń ludzka jest wyjątkowa i bardzo różni się od małpiej. Małpy mają długie palce, by np. chwytać gałęzie, i w związku z tym relatywnie krótkie kciuki - tłumaczyła parę miesięcy temu Tracy Kivell z Max-Planck-Institut für Evolutionäre Anthropologie w Lipsku. Dłoń znaleziona w jaskini Malapa jest więc bardziej ludzka niż małpia. A. sediba zapewne umiał się nią posługiwać równie dobrze jak ludzie, choć wciąż zachowała ona pewne cechy przydatne do wspinaczki. Zdaniem badaczy taka dłoń doskonale nadawała się do wytwarzania narzędzi; być może nawet bardziej niż dłoń Homo habilis, czyli „człowieka zręcznego", któremu wiele dekad temu przypisano zapoczątkowanie ich produkcji. Na razie jednak nie ma żadnych dowodów, że osobnicy znalezieni w jaskini Malapa wykonywali narzędzia.

Na to, że A. sediba mógł czasem wspinać się na drzewa, wskazuje również budowa kości stóp i kostek. Badaczy szczególnie mocno zaskoczyła kostka wykazująca niezwykłe wręcz pomieszanie cech prymitywnych i nowoczesnych, pozwalających zarówno sprawnie chodzić na dwóch nogach, jak i się wspinać. Jeden z południowoafrykańskich naukowców stwierdził nawet, że gdyby kości stępu jednej z nóg nie tkwiły w skale razem w anatomicznym porządku, to można by je spokojnie przydzielić do dwóch różnych gatunków.

Naukowcy mieli też okazję zbadać mózg chłopca. Może nie dosłownie - sam mózg się nie zachował (były początkowo takie nadzieje), ale wypełnione skałą wnętrze czaszki, które prześwietlono za pomocą nowoczesnego synchrotronu w Grenoble we Francji. Uzyskano rewelacyjne trójwymiarowe obrazy czaszki, umożliwiające przestudiowanie jej wnętrza.

Mózg chłopaka miał 420 cm3 objętości (zdaniem badaczy u dorosłych osobników był on o około 5% większy), przypominał więc wielkością mózgi szympansów. Naukowcy znaleźli też ślady zmian jego struktury. W ich ocenie był to prymitywny mózg, wyglądający z grubsza jak mózgi innych australopiteków, ale można już w nim było dostrzec pierwsze oznaki reorganizacji na wzór bardziej ludzki.

Wyniki badań dwóch pierwszych szkieletów z jaskini Malapa wskazują, że to raczej mózg podążał w ewolucyjnym rozwoju za innymi zmianami (np. bardziej sprawnymi dłońmi), a nie odwrotnie. Tak więc Arthur Keith i inni krytycy Darta mylili się bardziej, niż przypuszczali.

Najprawdopodobniej rozmiary mózgu w toku ewolucji zwiększyły się później, niż dotąd zakładano, a proces ten przebiegał gwałtownie. Czaszki Homo habilis sprzed 1,9 i 1,8 mln lat miały już mózgi objętości 510 i 600 cm3.

A może to już człowiek?

Jak zapewniają członkowie zespołu Bergera, A. sediba ma więcej cech wspólnych z ludźmi niż Homo habilis i Homo rudolfensis. Badacze uznali jednak, że kości z Malapy mają też na tyle dużo cech prymitywnych, że powinny być klasyfikowane jako australopiteki. Nie brak jednak w światowej nauce głosów, że może słuszniej byłoby uznać znalezione przez Bergera szczątki za ludzkie. Co ciekawe, jeszcze przed odkryciem w Malapie niektórzy naukowcy proponowali, by zdegradować H. habilis do australopiteka.

Jedno jest pewne i przyznaje to sam Lee Berger - w klasyfikacji skamieniałości wczesnych ludzi i późnych australopiteków panuje chaos. Odkrywane szczątki złośliwie nie chcą się ułożyć w niebudzący wątpliwości ciąg. Dodatkowe zamieszanie może też powodować zmienność wewnątrzgatunkowa. Dziś wydaje się, że najprawdopodobniej w przeszłości współistniało jednocześnie kilka gatunków dwunożnych hominidów o różnym stopniu rozwoju.

Jaśniejszy obraz uzyskujemy dopiero, gdy na okres narodzin H. sapiens spojrzymy z dystansu. Dostrzeżemy wtedy wyraźny schemat ustępowania cech, które możemy niezbyt fachowo nazwać małpimi, na rzecz ludzkich. I tak A. afarensis i A. africanus są mniej „ludzkie" niż A. sediba, ale ten ustępuje pod tym względem Homo erectus. Lee Berger uważa, że wiele zaawansowanych cech A. sediba czyni go obecnie najlepszym kandydatem na przodka rodzaju Homo.