ziemia
Autor: Sławomir Swerpel | dodano: 2012-08-23
Zabójcze dziecko chmury

Czy w Polsce występuje coraz więcej trąb powietrznych?

14 lipca 2012, sobota, zaczyna się letni weekend. Poranna prognoza IMiGW dla rejonu Pomorza mówi o przelotnych opadach deszczu i ostrzega przed burzami. Te, zwłaszcza po południu, mogą być intensywne. Przed południem na stronie internetowej Polskich Łowców Burz pojawia się ostrzeżenie o możliwości wystąpienia trąby powietrznej. Prawdopodobieństwo jej pojawienia się zostaje sklasyfikowane jako niewielkie. Ale czy pojawienie się trąby można skutecznie przewidzieć?

Kiedy kilka lat temu prof. Halina Lorenc z IMiGW analizowała częstość występowania trąb powietrznych w Polsce, posługiwała się głównie analizą informacji prasowych. Porównała wówczas dwa okresy: lata 1979–1988 oraz 1998–2002. Wysnuła kilka prostych, lecz ważnych wniosków:

– Trąby pojawiają się u nas kilka razy w roku (od 1 do 4 rocznie). W porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi (kilkaset rocznie) to liczba znikoma.

– Nie zaczęły pojawiać się ostatnio częściej, ale wzrosła ich niszczycielska siła.

– Trąby powietrzne mogą wystąpić w każdej prawie części Polski, prócz samego wybrzeża.

Czas szybko zweryfikował te założenia. Nawet Bałtyk uznawany za krainę od trąb wolną, otworzył przed nimi swoje wrota. W 2003 r. zaobserwowano trąbę w pobliżu Mierzei Helskiej (Kuźnica), dwa lata później zaś pojawiła się na morzu w okolicy Jastrzębiej Góry. W lipcu br. można było to zjawisko obserwować nad Zatoką Ryską.

Rok 2005 wręcz obrócił wniwecz dotychczasowe wnioski z „trąbowej” statystyki. Od maja do września trąby pojawiały się co chwilę. Co było niezwykłe – głównie w obszarze, który ciągnął się od Jeleniej Góry (trąba 16 czerwca), przez Wrocław (31 maja), Łódź, Warszawę aż pod Białystok (Wysokie Mazowieckie, 28 lipca).

Zaczęto się nawet zastanawiać, czy nie jest to coś na kształt słynnej alei tornad w Stanach Zjednoczonych, wzdłuż której przemieszczają się one niemalże jedno za drugim.

W roku 2007, po spustoszeniu, jakiego lipcowa trąba dokonała w okolicy Częstochowy, prof. Rajmund Przybylak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zaktualizował dane o ich występowaniu. Ale on także stwierdził, że w ciągu ostatnich 30 lat nie zanotowano w Polsce wyraźnego wzrostu ich częstości.

Kolejne lata pokazały, że trąby powietrzne nie chcą się poddawać normalnej statystyce, a ich pojawienie się bardzo trudno jest przewidzieć. W roku 2008 nastąpił kolejny wysyp i jedna z najbardziej niszczycielskich – w okolicach Częstochowy. A w 2010 padł kolejny rekord kraju. Doliczono się aż 20 trąb.

Pojawiają się najczęściej w sierpniu (prawdopodobieństwo wystąpienia 7%) i lipcu. Naniesione na mapę dzielą Polskę na dwa obszary. Na północ od linii łączącej południowo-zachodni kraniec Polski z Mazurami ich częstość wyraźnie spada. (Pomorze i Bory Tucholskie znajdują się na północ od obszaru najczęstszego występowania trąb w Polsce).

14 lipca 2012, dochodzi południe. Napływające masy chłodnego powietrza powoli przesuwają się z zachodu na wschód. Są cięższe, więc wpychają się pod zalegające na obszarze Polski masy ciepłego i wilgotnego powietrza. Ono zaś dźwiga się do góry, przekracza granicę punktu rosy, powyżej której skrapla się para wodna zawarta w powietrzu. Utworzone chmury burzowe (cumulonimbusy) wędrują wraz z rozgraniczającym obie masy frontem na północny wschód, z prędkością 30–40 km/godz.

Zwrotniki zmierzają na północ
Trąby powietrzne są najczęściej związane z chmurą cumulonimbus. Można by rzec, że jest ona ich matką. Według prof. Przybylaka warunkiem niezbędnym do pojawienia się trąb jest duża chwiejność stratyfikacji atmosferycznej. – Może się ona wytworzyć w ramach jednej masy powietrza przez silne nagrzanie podłoża promieniami słonecznymi lub na granicy dwóch różnych mas powietrza – wyjaśnia Przybylak. – W Polsce najczęściej gorących mas zwrotnikowych oraz chłodnych mas polarno-morskich. Ta druga sytuacja może zajść jedynie w ramach układu niskiego ciśnienia, kiedy na linii rozgraniczającej powyższe gorące i chłodne masy przebiega front atmosferyczny.

Przyjęto, że w Europie do zetknięcia się powietrza zwrotnikowego z polarnym dochodzi niezbyt często. Kiedy spoglądamy bowiem na mapę kontynentu, zauważamy na nim naturalną równoleżnikową barierę. To pasma górskie Pirenejów, Alp i Karpat. Utrudniają one dosyć skutecznie przepływ gorącego powietrza na północ. Tyle że w ostatnich latach zaczęło ono u nas gościć coraz częściej. To kolejny dowód na to, że błędem jest doszukiwanie się stabilności w klimacie.

Na początku XXI w. zauważono, że strefa zwrotnikowa poszerzyła swoje zasięgi w kierunku biegunów – o niecałe 100 km. Ostatnio naukowcy z australijskiego James Cook University zweryfikowali ten pogląd. Przeanalizowali dane satelitarne i sondaże balonów meteorologicznych z ostatnich dziesięcioleci.

– Z naszych analiz wynika, że w ciągu 25 lat strefa gorąca na Ziemi rozszerzyła swój zasięg średnio o około 310 mil (około 500 km) – twierdzi profesor Steve Turton. Tropiki zagarnęły więc sobie kilka dalszych stopni geograficznych.

Co to ma wspólnego z naszymi trąbami?

Ciepłe powietrze zwrotnikowe będzie coraz częściej przemieszczać się poza mur europejskich gór i wkraczać do Europy Środkowej. Tam zetknie się z chłodnym powietrzem polarnym. Ta granica tworzy obszar szczególny, daleki od stabilności – występują w nim liczne zjawiska pogodowe, które nie za bardzo lubimy. To na przykład powodzie czy potężne burze i związane z nimi uderzenia gradu oraz trąby powietrzne.

Tak jak ta z 14 lipca 2012.

Mija południe. Burza przechodzi przez lubuskie, wkracza do Wielkopolski. Siła wiatru wzrasta. Około czternastej na stacji synoptycznej w Poznaniu obserwator notuje poryw 16 m/s. W chwilę później w Kórniku zanotowano 21 m/s. W warszawskim biurze prognoz IMiGW w czasie analizy zdjęć radarowych dyżurny synoptyk zauważa na południe od Poznania tzw. bow echo. Ma ono kształt podkowy i występuje przy silnym prądzie zstępującym zwanym często „macroburst”. Prędkość prądu osiąga w nim ponad 200 km/godz. Kiedy uderza w ziemię, robi spustoszenie.

Po chwili echo zanika. Ale to sygnał, że utworzyła się superchmura (superkomórka) burzowa. Prawdopodobieństwo pojawienia się trąby wzrasta.

Są też wyniki kolejnego sondażu z balonu meteorologicznego z Łeby. Po 12 godzinach od ostatniego pomiaru prędkość wiatrów górnych na wysokości około 10 km wzrosła dwukrotnie – do 35–40 m/s. Lecz stacje synoptyczne notują tylko „uspokajająco” małe różnice w temperaturach przed i za frontem – około 4°. W prognozach pojawia się ostrzeżenie o dalszym wzroście aktywności burzowej, z lokalnymi silnymi porywami i gradem.

Czy się narodzi?
Dr Michał Ziemiański z IMiGW przez wiele lat zajmował się modelowaniem cyklogenezy. To proces, w czasie którego powstaje układ cyklonalny, na przykład niż. A w powstawaniu niżu pędzące na wysokości 10 km prądy strumieniowe grają często decydującą rolę.

– Czy prądy strumieniowe mogą mieć wpływ na powstanie trąby powietrznej w Polsce? – pytam.

– Do pewnego stopnia. Na tej wysokości może być obecny jakiś silniejszy przepływ. I jeżeli wiatry przy ziemi są słabsze, a ten górny silniejszy, to tam mamy warunki wymagane dla wirowości – przestrzenny gradient prędkości wiatru – i powstają tak zwane rurki wirowe. Taka rurka jest pozioma, lecz w chmurze burzowej prąd pionowy zaczyna ją ustawiać do pionu. A potem gwałtownie rozciąga. I mamy wtedy tornado.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 09/2012 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2020
08/2020
Kalendarium
Wrzesień
20
W 1970 r. radziecka sonda Łuna 16 wylądowała na Księżycu.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Sławomir Swerpel | dodano: 2012-08-23
Zabójcze dziecko chmury

Czy w Polsce występuje coraz więcej trąb powietrznych?

14 lipca 2012, sobota, zaczyna się letni weekend. Poranna prognoza IMiGW dla rejonu Pomorza mówi o przelotnych opadach deszczu i ostrzega przed burzami. Te, zwłaszcza po południu, mogą być intensywne. Przed południem na stronie internetowej Polskich Łowców Burz pojawia się ostrzeżenie o możliwości wystąpienia trąby powietrznej. Prawdopodobieństwo jej pojawienia się zostaje sklasyfikowane jako niewielkie. Ale czy pojawienie się trąby można skutecznie przewidzieć?

Kiedy kilka lat temu prof. Halina Lorenc z IMiGW analizowała częstość występowania trąb powietrznych w Polsce, posługiwała się głównie analizą informacji prasowych. Porównała wówczas dwa okresy: lata 1979–1988 oraz 1998–2002. Wysnuła kilka prostych, lecz ważnych wniosków:

– Trąby pojawiają się u nas kilka razy w roku (od 1 do 4 rocznie). W porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi (kilkaset rocznie) to liczba znikoma.

– Nie zaczęły pojawiać się ostatnio częściej, ale wzrosła ich niszczycielska siła.

– Trąby powietrzne mogą wystąpić w każdej prawie części Polski, prócz samego wybrzeża.

Czas szybko zweryfikował te założenia. Nawet Bałtyk uznawany za krainę od trąb wolną, otworzył przed nimi swoje wrota. W 2003 r. zaobserwowano trąbę w pobliżu Mierzei Helskiej (Kuźnica), dwa lata później zaś pojawiła się na morzu w okolicy Jastrzębiej Góry. W lipcu br. można było to zjawisko obserwować nad Zatoką Ryską.

Rok 2005 wręcz obrócił wniwecz dotychczasowe wnioski z „trąbowej” statystyki. Od maja do września trąby pojawiały się co chwilę. Co było niezwykłe – głównie w obszarze, który ciągnął się od Jeleniej Góry (trąba 16 czerwca), przez Wrocław (31 maja), Łódź, Warszawę aż pod Białystok (Wysokie Mazowieckie, 28 lipca).

Zaczęto się nawet zastanawiać, czy nie jest to coś na kształt słynnej alei tornad w Stanach Zjednoczonych, wzdłuż której przemieszczają się one niemalże jedno za drugim.

W roku 2007, po spustoszeniu, jakiego lipcowa trąba dokonała w okolicy Częstochowy, prof. Rajmund Przybylak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zaktualizował dane o ich występowaniu. Ale on także stwierdził, że w ciągu ostatnich 30 lat nie zanotowano w Polsce wyraźnego wzrostu ich częstości.

Kolejne lata pokazały, że trąby powietrzne nie chcą się poddawać normalnej statystyce, a ich pojawienie się bardzo trudno jest przewidzieć. W roku 2008 nastąpił kolejny wysyp i jedna z najbardziej niszczycielskich – w okolicach Częstochowy. A w 2010 padł kolejny rekord kraju. Doliczono się aż 20 trąb.

Pojawiają się najczęściej w sierpniu (prawdopodobieństwo wystąpienia 7%) i lipcu. Naniesione na mapę dzielą Polskę na dwa obszary. Na północ od linii łączącej południowo-zachodni kraniec Polski z Mazurami ich częstość wyraźnie spada. (Pomorze i Bory Tucholskie znajdują się na północ od obszaru najczęstszego występowania trąb w Polsce).

14 lipca 2012, dochodzi południe. Napływające masy chłodnego powietrza powoli przesuwają się z zachodu na wschód. Są cięższe, więc wpychają się pod zalegające na obszarze Polski masy ciepłego i wilgotnego powietrza. Ono zaś dźwiga się do góry, przekracza granicę punktu rosy, powyżej której skrapla się para wodna zawarta w powietrzu. Utworzone chmury burzowe (cumulonimbusy) wędrują wraz z rozgraniczającym obie masy frontem na północny wschód, z prędkością 30–40 km/godz.

Zwrotniki zmierzają na północ
Trąby powietrzne są najczęściej związane z chmurą cumulonimbus. Można by rzec, że jest ona ich matką. Według prof. Przybylaka warunkiem niezbędnym do pojawienia się trąb jest duża chwiejność stratyfikacji atmosferycznej. – Może się ona wytworzyć w ramach jednej masy powietrza przez silne nagrzanie podłoża promieniami słonecznymi lub na granicy dwóch różnych mas powietrza – wyjaśnia Przybylak. – W Polsce najczęściej gorących mas zwrotnikowych oraz chłodnych mas polarno-morskich. Ta druga sytuacja może zajść jedynie w ramach układu niskiego ciśnienia, kiedy na linii rozgraniczającej powyższe gorące i chłodne masy przebiega front atmosferyczny.

Przyjęto, że w Europie do zetknięcia się powietrza zwrotnikowego z polarnym dochodzi niezbyt często. Kiedy spoglądamy bowiem na mapę kontynentu, zauważamy na nim naturalną równoleżnikową barierę. To pasma górskie Pirenejów, Alp i Karpat. Utrudniają one dosyć skutecznie przepływ gorącego powietrza na północ. Tyle że w ostatnich latach zaczęło ono u nas gościć coraz częściej. To kolejny dowód na to, że błędem jest doszukiwanie się stabilności w klimacie.

Na początku XXI w. zauważono, że strefa zwrotnikowa poszerzyła swoje zasięgi w kierunku biegunów – o niecałe 100 km. Ostatnio naukowcy z australijskiego James Cook University zweryfikowali ten pogląd. Przeanalizowali dane satelitarne i sondaże balonów meteorologicznych z ostatnich dziesięcioleci.

– Z naszych analiz wynika, że w ciągu 25 lat strefa gorąca na Ziemi rozszerzyła swój zasięg średnio o około 310 mil (około 500 km) – twierdzi profesor Steve Turton. Tropiki zagarnęły więc sobie kilka dalszych stopni geograficznych.

Co to ma wspólnego z naszymi trąbami?

Ciepłe powietrze zwrotnikowe będzie coraz częściej przemieszczać się poza mur europejskich gór i wkraczać do Europy Środkowej. Tam zetknie się z chłodnym powietrzem polarnym. Ta granica tworzy obszar szczególny, daleki od stabilności – występują w nim liczne zjawiska pogodowe, które nie za bardzo lubimy. To na przykład powodzie czy potężne burze i związane z nimi uderzenia gradu oraz trąby powietrzne.

Tak jak ta z 14 lipca 2012.

Mija południe. Burza przechodzi przez lubuskie, wkracza do Wielkopolski. Siła wiatru wzrasta. Około czternastej na stacji synoptycznej w Poznaniu obserwator notuje poryw 16 m/s. W chwilę później w Kórniku zanotowano 21 m/s. W warszawskim biurze prognoz IMiGW w czasie analizy zdjęć radarowych dyżurny synoptyk zauważa na południe od Poznania tzw. bow echo. Ma ono kształt podkowy i występuje przy silnym prądzie zstępującym zwanym często „macroburst”. Prędkość prądu osiąga w nim ponad 200 km/godz. Kiedy uderza w ziemię, robi spustoszenie.

Po chwili echo zanika. Ale to sygnał, że utworzyła się superchmura (superkomórka) burzowa. Prawdopodobieństwo pojawienia się trąby wzrasta.

Są też wyniki kolejnego sondażu z balonu meteorologicznego z Łeby. Po 12 godzinach od ostatniego pomiaru prędkość wiatrów górnych na wysokości około 10 km wzrosła dwukrotnie – do 35–40 m/s. Lecz stacje synoptyczne notują tylko „uspokajająco” małe różnice w temperaturach przed i za frontem – około 4°. W prognozach pojawia się ostrzeżenie o dalszym wzroście aktywności burzowej, z lokalnymi silnymi porywami i gradem.

Czy się narodzi?
Dr Michał Ziemiański z IMiGW przez wiele lat zajmował się modelowaniem cyklogenezy. To proces, w czasie którego powstaje układ cyklonalny, na przykład niż. A w powstawaniu niżu pędzące na wysokości 10 km prądy strumieniowe grają często decydującą rolę.

– Czy prądy strumieniowe mogą mieć wpływ na powstanie trąby powietrznej w Polsce? – pytam.

– Do pewnego stopnia. Na tej wysokości może być obecny jakiś silniejszy przepływ. I jeżeli wiatry przy ziemi są słabsze, a ten górny silniejszy, to tam mamy warunki wymagane dla wirowości – przestrzenny gradient prędkości wiatru – i powstają tak zwane rurki wirowe. Taka rurka jest pozioma, lecz w chmurze burzowej prąd pionowy zaczyna ją ustawiać do pionu. A potem gwałtownie rozciąga. I mamy wtedy tornado.