ziemia
Autor: Adam Gwiazda | dodano: 2012-09-26
Paliwo dla świata

Nieprzewidywalne ceny ropy naftowej budzą coraz większy niepokój. Od stycznia 2007 roku do lipca 2008 roku cena baryłki wzrosła z 50 dolarów do 147, aby przy końcu 2008 roku spaść do poziomu nieco ponad 30. Zaledwie w rok później znów wzrosła do 80, a w okresie „arabskiej wiosny ludów ” przekroczyła 120 dolarów.

Czym będziemy napędzać światową gospodarkę?

Zwolennicy teorii „szczytowego wydobycia” (peak oil) – osiągniętego ponoć w połowie 2006 roku – twierdzą, że niezależnie od podwyżek cen nie będzie można znacząco zwiększyć produkcji ropy. Jednak szacunki i wyliczenia leżące u podstaw tej koncepcji nie są zbyt przekonujące. Problemem jest nie produkcja, lecz dostępność ropy naftowej na rynku światowym. Występuje tu następująca prawidłowość: gdy kraje eksportujące ropę naftową uzyskują wysokie dochody, przeznaczają je na rozwój przemysłu, rozbudowę infrastruktury itp. Powoduje to wzrost krajowego zużycia i tym samym ograniczenie eksportu. Ponadto do szybszego wzrostu zużycia produktów naftowych przyczynia się subsydiowanie jej cen w niektórych krajach naftowych.

Przykładowo – w wyniku subsydiowania litr benzyny w Wenezueli kosztował w połowie 2011 roku tylko 7 gr, w Kuwejcie 64 gr, a w Arabii Saudyjskiej 65 gr. Dla porównania, w tym czasie cena litra benzyny w Polsce wynosiła 5,26 zł, w Chinach 2,82 zł, w USA 2,85 zł, w Japonii 4,05 zł w Norwegii 6,75 zł, Grecji 7,20 zł, a w Turcji aż 7,64 zł. Ponadto niektóre kraje eksportujące ropę naftową ograniczają produkcję i eksport, aby w ten sposób oszczędzić jej zasoby. Tylko niewielka część (około 10%) rocznego, światowego wzrostu produkcji ropy naftowej jest eksportowana. Arabia Saudyjska może w przyszłości znacznie ograniczyć eksport ropy naftowej lub nawet go zaprzestać. Podobnie mogą postąpić inne kraje OPEC . Trudno odpowiedzialnie prognozować, jak będzie się kształtował poziom cen ropy naftowej. Zdania ekspertów są podzielone. Niektórzy przewidują maksymalną cenę na poziomie 200 dolarów za baryłkę, inni mówią raczej o 80. Wydaje się za to pewne, że wzrost powyżej 100–120 dol. przyczyni się do spadku popytu na to paliwo i przyspieszenia prac nad wprowadzeniem alternatywnych nośników energii. Można więc oczekiwać, że dalszy wzrost cen ropy naftowej nie tylko wymusi racjonalną gospodarkę tym paliwem, lecz umożliwi także w najbliższych latach podjęcie eksploatacji trudno dostępnych zasobów ropy naftowej. Jednak eksploatacja nowych złóż ropy naftowej nie przyczyni się do zahamowania wzrostu jej cen. Istnieje raczej prawidłowość odwrotna: dalszy wzrost cen determinować będzie eksploatację nowych zasobów ropy naftowej. Im wyższa będzie w przyszłości cena ropy naftowej, tym bardziej opłacalne stanie się jej wydobywanie na Alasce, w puszczy Amazońskiej czy z dna mórz i oceanów.

Dotychczasowa polityka energetyczna większości państw świata była i jest nadal silnie zdeterminowana czynnikami zewnętrznymi, w tym szczególnie wydarzeniami zachodzącymi na światowym rynku ropy naftowej. Coraz droższa ropa naftowa zmusza do obniżania energochłonności gospodarek wielu krajów i stopniowego przestawiania się na inne nośniki energii. Liczba ludności świata wciąż jednak rośnie i nic nie wskazuje, abyśmy nagle zmienili styl życia. Mało prawdopodobne jest także, że bogacący się obywatele Chin, Indii i innych krajów rozwijających się zaprzestaną kupowania samochodów czy naśladowania wzorców konsumpcji zachodniej klasy średniej. Oczywiście, wysokie ceny nośników energii skłoniły część ludzi do zamiany dużych samochodów na małolitrażowe lub wyposażone w instalację gazową albo silnik elektryczny, do zastąpienia tradycyjnych żarówek energooszczędnymi, do zwracania uwagi przy zakupie sprzętu AGD na jego energochłonność czy ograniczenia dalekich podróży samochodem. Jednak nie zrezygnujemy z ciepłej wody w kranach, elektryczności, telewizorów czy samochodów. Nie można więc w polityce energetycznej nie uwzględniać utrwalonych nawyków i stylów życia, zwłaszcza tych, których w społeczeństwie demokratycznym nie uda się zmienić odgórnymi rozporządzeniami. Można najwyżej starać się zyskać poparcie jak największej liczby obywateli dla takiej czy innej polityki energetycznej.

Problematyczny atom
Na 192 państwa członkowskie ON Z tylko 31 krajów posiadało w 2010 roku elektrownie jądrowe. W 2007 roku energię nuklearną wytwarzano w 15 krajach UE, w 146 reaktorach, a jej udział w całkowitej podaży energii w Unii wynosił 15%. Polityka wspierania rozwoju energetyki nuklearnej budzi ogromne kontrowersje. Nadal trwają spory, czy jest to rozwiązanie mogące poprawić perspektywy ludzkości w erze postnaftowej. Wydaje się, że nie. Nie można bowiem wierzyć sondażom opinii publicznej, według których mieszkańcy np. Stanów Zjednoczonych popierają w 60% program rozwoju energetyki jądrowej, bo gdy przychodzi do konkretów, zdecydowanie protestują przeciwko lokalizacji elektrowni w sąsiedztwie. Ponadto nawet jeśli uda się przekonać władze samorządowe i mieszkańców, to realizacja takiego projektu trwa średnio od 10 do 20 lat.

Władze niektórych państw, np. Francji, zapewniły już dawno uprzywilejowane warunki dla działalności elektrowni jądrowych. Stąd też we Francji elektrownie te generują ponad 82% całkowitej energii elektrycznej, ale w Finlandii już tylko około 22%, podobnie w Niemczech, natomiast w Holandii zaledwie 1,2%. Trudno oczekiwać, że w najbliższych latach zarówno Stany Zjednoczone, jak i inne kraje zaczną powielać francuski model. Zwolennicy rozwoju energii jądrowej wskazują zwykle tylko pozytywne strony. Podkreślają m.in., że koszt uranu pochodzącego głównie ze stabilnych regionów świata (Australii i Kanady) to tylko 5% finalnych kosztów produkcji energii jądrowej. Spalanie tego paliwa w siłowniach jądrowych nie powoduje też, jak w przypadku spalania w tradycyjnych elektrowniach węgla czy mazutu, zanieczyszczenia atmosfery dwutlenkiem węgla. Nie oznacza to jednak, że „jądrowe” kilowaty są konkurencyjne do kilowatów pozyskiwanych z innych paliw. Obecnie koszt uzyskania jednego kilowata energii jądrowej jest wyższy dwa – cztery razy niż w latach 90., kiedy oddawano do użytku elektrownie jądrowe starszej generacji.

Ponadto zwolennicy rozwoju energetyki jądrowej bagatelizują kwestię składowania odpadów radioaktywnych oraz powszechne w wielu krajach obawy o skutki uboczne rozwoju energetyki nuklearnej. We wszystkich krajach w rozwoju energetyki jądrowej musi aktywnie uczestniczyć państwo. To po stronie rządu leżą obowiązki wynikające z podpisanych umów, konwencji i protokołów międzynarodowych oraz konieczność organizacji instytucji dozoru technicznego. Ponadto umowy międzynarodowe regulują także kwestię składowania odpadów radioaktywnych na terytorium innego państwa. Państwo jest też odpowiedzialne za utworzenie całej infrastruktury potrzebnej do bezpiecznego funkcjonowania elektrowni atomowej.

Katastrofa w Fukushimie w marcu 2011 roku potwierdziła jednak, że nawet technologiczna perfekcja Japończyków nie zapewniła pełnego bezpieczeństwa. Paradoksalne, katastrofa wydarzyła się w chwili, gdy energetyka jądrowa przeżywała renesans. W latach 2009–2011 rozpoczęto w 14 krajach budowę 62 nowych reaktorów, a w planach jest ponad 480. W Finlandii i Francji od kilku lat budowane są dwie elektrownie atomowe nowej generacji – pierwsze w Europie od czasu katastrofy w Czarnobylu. Łączna wartość tych inwestycji może przekroczyć astronomiczną kwotę 2,6 bln (miliardów?) dolarów. Nie wiadomo jednak, ile z tych projektów zostanie zrealizowanych. Po awarii w Fukushimie decydenci niemieccy zapowiedzieli, że zamkną siedem ze swoich elektrowni atomowych oraz zaapelowali do Polski, żeby zrezygnowała z budowy własnej siłowni jądrowej, a cała Europa podzieliła się na dwa obozy. W jednym znajdują się takie kraje, jak Francja, Czechy, Słowacja, Rumunia i Finlandia, które mają i chcą rozwijać energetykę jądrową, w drugim – Niemcy i Austria (które zresztą od dawna sprzeciwiały się rozwojowi energetyki jądrowej) oraz Szwecja, Wielka Brytania i Włochy. Dwie poprzednie, równie poważne jak w Fukushimie, awarie – w amerykańskiej elektrowni w Three Mile Island w 1979 roku oraz w radzieckiej w Czarnobylu w 1986 roku – przyczyniły się do zahamowania budowy nowych elektrowni jądrowych na blisko 20 lat.

Jednak większy wpływ na decyzję o zamrożeniu programu energetyki jądrowej miał spadek ceny ropy naftowej i gazu na początku lat 80. Obecny, umiarkowany ich wzrost nie skłoni rządów państw do przyśpieszenia budowy nowych elektrowni jądrowych. Bardziej prawdopodobna wydaje się powtórka scenariusza drugiej połowy lat 80., kiedy po katastrofie elektrowni jądrowej w Czarnobylu wstrzymano realizację programów rozwoju energetyki nuklearnej. Skutek katastrofy w Fukushimie będzie więc podobny. Argumentem, przywoływanym zarówno na poparcie konieczności rozwoju energetyki jądrowej, jak i przemawiającym przeciwko rozwojowi tej energetyki, jest kwestia kosztów wytwarzania energii elektrycznej.

Niektórzy eksperci, jak np. prof. Andrzej Strupczewski z Instytutu Energii Atomowej Polatom, a więc instytucji żywotnie zainteresowanej rozwojem energetyki jądrowej w Polsce, twierdzi, że budowa siłowni atomowej jest średnio dwukrotnie droższa niż budowa węglowej, ale w ciągu najbliższych kilku lat po wprowadzeniu pełnych opłat za emisję dwutlenku węgla ceny prądu z elektrowni węglowych będą horrendalne. Jego zdaniem, paliwo do elektrowni jądrowej o mocy tysiąca megawatów kosztuje rocznie 56 mln euro. W przypadku bloku węglowego – po uwzględnieniu ceny surowca i limitów emisji dwutlenku węgla – będzie to około 400 mln euro. Różnicę zapłacą odbiorcy energii w rachunkach za prąd.

Kosztowne, nowe źródła
Zamiennikiem energetyki jądrowej czy też zanieczyszczającej środowisko naturalne energetyki konwencjonalnej mogłoby być pozyskiwanie energii z równie drogich, ale za to bezpiecznych i „czystych” źródeł odnawialnych. Za szerszym niż dotychczas ich wykorzystywaniem przemawia też argument demograficzny – pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych, wprawdzie droższe niż tej ze źródeł konwencjonalnych, tworzy najwięcej miejsc pracy. W sytuacji dużego bezrobocia w większości krajów OEC D i wchodzenia na rynek pracy coraz liczniejszych roczników absolwentów szkół wyższych, rozwój tzw. energetyki ekologicznej mógłby być w dłuższej perspektywie dobrą inwestycją. Inne sposoby produkcji energii też nie są ekonomicznie zbyt opłacalne.

W wielu krajach podejmowane są próby wytwarzania energii z wodoru, etanolu i oleju palmowego. W przypadku wodoru mniej więcej tyle samo pobiera się energii, ile wytwarza. Podobnie jest z produkcją etanolu wytwarzanego z kukurydzy. Natomiast w produkcji etanolu z trzciny cukrowej uzyskanie dziewięciu jednostek energii wymaga zainwestowania tylko jednej. Jednak jego produkcja napotyka szereg innych problemów. Jego największym producentem jest Brazylia, zużywająca cały etanol, który zdoła wyprodukować. Pozostali producenci wytwarzają go również wyłącznie na własne potrzeby, nie stanie się on więc raczej przedmiotem obrotu międzynarodowego. Ponadto rozwój plantacji trzciny cukrowej przyczynił się np. w Brazylii do zakłócenia równowagi ekosystemu. Podobnie zresztą ekologiczną katastrofą okazało się uzyskiwanie na skalę przemysłową oleju napędowego z oleju palmowego. Stąd też ani w produkcji oleju napędowego z oleju palmowego, ani etanolu nie można na razie upatrywać nawet częściowego rozwiązania problemu energetycznego ludzkości. Można i nawet trzeba wprowadzać w życie energooszczędne technologie, a także dążyć do stałego obniżania emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Ten ostatni cel można zrealizować nie tylko przez odchodzenie od węgla, ale także przez wykorzystywanie technologii syntezy paliw płynnych z węgla oraz jego gazyfikację, zwłaszcza brunatnego.

Technologie umożliwiające przeróbkę węgla na ropę znane są już z lat 30, a baryłkę ropy naftowej z węgla można uzyskać za około 30 dolarów. Przeciwnicy tej technologii wskazują jednak, że w procesie wytwarzania ropy z węgla byłoby wyemitowane do atmosfery więcej dwutlenku węgla niż w całym procesie zarówno wydobycia, jak i przerobienia (rafinacji) tej samej ilości ropy na benzynę i inne produkty ropopochodne. Gdyby nie te „koszty ekologiczne”, to pewnie Stany Zjednoczone, posiadające największe na świecie zasoby węgla kamiennego – równe całym światowym zasobom ropy naftowej – już z pewnością dawno rozpoczęłyby taką produkcję.

Być może kolejny „szok naftowy”, tj. znacząca podwyżka cen ropy naftowej i ograniczenie podaży tego surowca na rynku światowym, skłoni do zainwestowania w technologie czystego węgla i dalszego jego wykorzystywania do produkcji energii elektrycznej bez nadmiernych szkód dla środowiska naturalnego. Wprowadzenie w życie tego typu technologii, redukujących znacznie emisję zanieczyszczeń, zwłaszcza dwutlenkiem węgla, do atmosfery, miałoby szczególne znaczenie dla takich krajów jak Polska, która ma wyjątkową strukturę produkcji energii i gdzie blisko 95% energii elektrycznej powstaje w elektrowniach opalanych węglem.

To ważne z uwagi na konieczność stosowania coraz droższych metod redukcji zanieczyszczeń jako następstwo systematycznego obniżania limitów emisji. Zdaniem niektórych ekspertów technologie czystego węgla powinny być naturalnym etapem rozwoju naszego systemu paliwowo- energetycznego, ponieważ inne sposoby uzyskiwania energii (gaz, energetyka odnawialna) mogą okazać się i droższe, i trudniejsze we wprowadzaniu. Podstawowym czynnikiem determinującym politykę energetyczną jest i zawsze będzie rachunek ekonomiczny produkcji energii elektrycznej oraz ciepła. Rzecz jasna, nie może to być jedyny czynnik, który należy brać pod uwagę przy wyborze technologii produkcji energii czy też przy podejmowaniu decyzji o zwiększeniu krajowej produkcji surowców energetycznych.

Istnieją bowiem różne rozwiązania problemu energetycznego dostosowane do lokalnych sytuacji poszczególnych krajów i ugrupowań regionalnych. Ich wybór powinien być oparty na badaniach zarówno światowego rynku nośników energii, jak i zmian zachodzących w ich użytkowaniu w miarę zwiększającego się popytu na energię i przyjęcie takich rozwiązań, które zapobiegłyby kolejnemu kryzysowi energetycznemu. Głównym problemem jest nie brak umiejętności przewidywania przyszłych trendów w sferze produkcji i zużycia energii, ale myślenie w kategoriach „wishful thinking” i próby kreowania wizji „doskonałego świata”.

Ogromna większość państw nie ma planów na wypadek gwałtownego spadku dostaw ropy naftowej. Nie ma też planów wprowadzania w życie realistycznych i ekonomicznie uzasadnionych programów rozwoju energetyki z wykorzystaniem rodzimych zasobów lub bezpiecznych dostaw surowców energetycznych oraz, przede wszystkim, odnawialnych źródeł energii. Jeśli więc ludzkość nie zdąży uporać się w możliwie szybkim czasie z problemem energetycznym, to dojdzie w mniej lub bardziej odległej perspektywie do załamania się funkcjonujących systemów ekonomicznych.

Więcej w specjalnym wydaniu miesięcznika „Wiedza i Życie" nr 05/2011 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
05/2020
04/2020
Kalendarium
Czerwiec
2
W 1966 r. amerykańska sonda Surveyor 1 wylądowała na Księżycu, stając się pierwszym amerykańskim statkiem kosmicznym, który wylądował na innym ciele niebieskim.
Warto przeczytać
Ta książka to praktyczny poradnik jak mniej marnować. Możesz wyrzucać aż o 80 procent mniej rzeczy, wydawać mniej pieniędzy - i pełniej żyć! To także refleksja nad tym, w jaki sposób można zacząć działać na rzecz środowiska

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Adam Gwiazda | dodano: 2012-09-26
Paliwo dla świata

Nieprzewidywalne ceny ropy naftowej budzą coraz większy niepokój. Od stycznia 2007 roku do lipca 2008 roku cena baryłki wzrosła z 50 dolarów do 147, aby przy końcu 2008 roku spaść do poziomu nieco ponad 30. Zaledwie w rok później znów wzrosła do 80, a w okresie „arabskiej wiosny ludów ” przekroczyła 120 dolarów.

Czym będziemy napędzać światową gospodarkę?

Zwolennicy teorii „szczytowego wydobycia” (peak oil) – osiągniętego ponoć w połowie 2006 roku – twierdzą, że niezależnie od podwyżek cen nie będzie można znacząco zwiększyć produkcji ropy. Jednak szacunki i wyliczenia leżące u podstaw tej koncepcji nie są zbyt przekonujące. Problemem jest nie produkcja, lecz dostępność ropy naftowej na rynku światowym. Występuje tu następująca prawidłowość: gdy kraje eksportujące ropę naftową uzyskują wysokie dochody, przeznaczają je na rozwój przemysłu, rozbudowę infrastruktury itp. Powoduje to wzrost krajowego zużycia i tym samym ograniczenie eksportu. Ponadto do szybszego wzrostu zużycia produktów naftowych przyczynia się subsydiowanie jej cen w niektórych krajach naftowych.

Przykładowo – w wyniku subsydiowania litr benzyny w Wenezueli kosztował w połowie 2011 roku tylko 7 gr, w Kuwejcie 64 gr, a w Arabii Saudyjskiej 65 gr. Dla porównania, w tym czasie cena litra benzyny w Polsce wynosiła 5,26 zł, w Chinach 2,82 zł, w USA 2,85 zł, w Japonii 4,05 zł w Norwegii 6,75 zł, Grecji 7,20 zł, a w Turcji aż 7,64 zł. Ponadto niektóre kraje eksportujące ropę naftową ograniczają produkcję i eksport, aby w ten sposób oszczędzić jej zasoby. Tylko niewielka część (około 10%) rocznego, światowego wzrostu produkcji ropy naftowej jest eksportowana. Arabia Saudyjska może w przyszłości znacznie ograniczyć eksport ropy naftowej lub nawet go zaprzestać. Podobnie mogą postąpić inne kraje OPEC . Trudno odpowiedzialnie prognozować, jak będzie się kształtował poziom cen ropy naftowej. Zdania ekspertów są podzielone. Niektórzy przewidują maksymalną cenę na poziomie 200 dolarów za baryłkę, inni mówią raczej o 80. Wydaje się za to pewne, że wzrost powyżej 100–120 dol. przyczyni się do spadku popytu na to paliwo i przyspieszenia prac nad wprowadzeniem alternatywnych nośników energii. Można więc oczekiwać, że dalszy wzrost cen ropy naftowej nie tylko wymusi racjonalną gospodarkę tym paliwem, lecz umożliwi także w najbliższych latach podjęcie eksploatacji trudno dostępnych zasobów ropy naftowej. Jednak eksploatacja nowych złóż ropy naftowej nie przyczyni się do zahamowania wzrostu jej cen. Istnieje raczej prawidłowość odwrotna: dalszy wzrost cen determinować będzie eksploatację nowych zasobów ropy naftowej. Im wyższa będzie w przyszłości cena ropy naftowej, tym bardziej opłacalne stanie się jej wydobywanie na Alasce, w puszczy Amazońskiej czy z dna mórz i oceanów.

Dotychczasowa polityka energetyczna większości państw świata była i jest nadal silnie zdeterminowana czynnikami zewnętrznymi, w tym szczególnie wydarzeniami zachodzącymi na światowym rynku ropy naftowej. Coraz droższa ropa naftowa zmusza do obniżania energochłonności gospodarek wielu krajów i stopniowego przestawiania się na inne nośniki energii. Liczba ludności świata wciąż jednak rośnie i nic nie wskazuje, abyśmy nagle zmienili styl życia. Mało prawdopodobne jest także, że bogacący się obywatele Chin, Indii i innych krajów rozwijających się zaprzestaną kupowania samochodów czy naśladowania wzorców konsumpcji zachodniej klasy średniej. Oczywiście, wysokie ceny nośników energii skłoniły część ludzi do zamiany dużych samochodów na małolitrażowe lub wyposażone w instalację gazową albo silnik elektryczny, do zastąpienia tradycyjnych żarówek energooszczędnymi, do zwracania uwagi przy zakupie sprzętu AGD na jego energochłonność czy ograniczenia dalekich podróży samochodem. Jednak nie zrezygnujemy z ciepłej wody w kranach, elektryczności, telewizorów czy samochodów. Nie można więc w polityce energetycznej nie uwzględniać utrwalonych nawyków i stylów życia, zwłaszcza tych, których w społeczeństwie demokratycznym nie uda się zmienić odgórnymi rozporządzeniami. Można najwyżej starać się zyskać poparcie jak największej liczby obywateli dla takiej czy innej polityki energetycznej.

Problematyczny atom
Na 192 państwa członkowskie ON Z tylko 31 krajów posiadało w 2010 roku elektrownie jądrowe. W 2007 roku energię nuklearną wytwarzano w 15 krajach UE, w 146 reaktorach, a jej udział w całkowitej podaży energii w Unii wynosił 15%. Polityka wspierania rozwoju energetyki nuklearnej budzi ogromne kontrowersje. Nadal trwają spory, czy jest to rozwiązanie mogące poprawić perspektywy ludzkości w erze postnaftowej. Wydaje się, że nie. Nie można bowiem wierzyć sondażom opinii publicznej, według których mieszkańcy np. Stanów Zjednoczonych popierają w 60% program rozwoju energetyki jądrowej, bo gdy przychodzi do konkretów, zdecydowanie protestują przeciwko lokalizacji elektrowni w sąsiedztwie. Ponadto nawet jeśli uda się przekonać władze samorządowe i mieszkańców, to realizacja takiego projektu trwa średnio od 10 do 20 lat.

Władze niektórych państw, np. Francji, zapewniły już dawno uprzywilejowane warunki dla działalności elektrowni jądrowych. Stąd też we Francji elektrownie te generują ponad 82% całkowitej energii elektrycznej, ale w Finlandii już tylko około 22%, podobnie w Niemczech, natomiast w Holandii zaledwie 1,2%. Trudno oczekiwać, że w najbliższych latach zarówno Stany Zjednoczone, jak i inne kraje zaczną powielać francuski model. Zwolennicy rozwoju energii jądrowej wskazują zwykle tylko pozytywne strony. Podkreślają m.in., że koszt uranu pochodzącego głównie ze stabilnych regionów świata (Australii i Kanady) to tylko 5% finalnych kosztów produkcji energii jądrowej. Spalanie tego paliwa w siłowniach jądrowych nie powoduje też, jak w przypadku spalania w tradycyjnych elektrowniach węgla czy mazutu, zanieczyszczenia atmosfery dwutlenkiem węgla. Nie oznacza to jednak, że „jądrowe” kilowaty są konkurencyjne do kilowatów pozyskiwanych z innych paliw. Obecnie koszt uzyskania jednego kilowata energii jądrowej jest wyższy dwa – cztery razy niż w latach 90., kiedy oddawano do użytku elektrownie jądrowe starszej generacji.

Ponadto zwolennicy rozwoju energetyki jądrowej bagatelizują kwestię składowania odpadów radioaktywnych oraz powszechne w wielu krajach obawy o skutki uboczne rozwoju energetyki nuklearnej. We wszystkich krajach w rozwoju energetyki jądrowej musi aktywnie uczestniczyć państwo. To po stronie rządu leżą obowiązki wynikające z podpisanych umów, konwencji i protokołów międzynarodowych oraz konieczność organizacji instytucji dozoru technicznego. Ponadto umowy międzynarodowe regulują także kwestię składowania odpadów radioaktywnych na terytorium innego państwa. Państwo jest też odpowiedzialne za utworzenie całej infrastruktury potrzebnej do bezpiecznego funkcjonowania elektrowni atomowej.

Katastrofa w Fukushimie w marcu 2011 roku potwierdziła jednak, że nawet technologiczna perfekcja Japończyków nie zapewniła pełnego bezpieczeństwa. Paradoksalne, katastrofa wydarzyła się w chwili, gdy energetyka jądrowa przeżywała renesans. W latach 2009–2011 rozpoczęto w 14 krajach budowę 62 nowych reaktorów, a w planach jest ponad 480. W Finlandii i Francji od kilku lat budowane są dwie elektrownie atomowe nowej generacji – pierwsze w Europie od czasu katastrofy w Czarnobylu. Łączna wartość tych inwestycji może przekroczyć astronomiczną kwotę 2,6 bln (miliardów?) dolarów. Nie wiadomo jednak, ile z tych projektów zostanie zrealizowanych. Po awarii w Fukushimie decydenci niemieccy zapowiedzieli, że zamkną siedem ze swoich elektrowni atomowych oraz zaapelowali do Polski, żeby zrezygnowała z budowy własnej siłowni jądrowej, a cała Europa podzieliła się na dwa obozy. W jednym znajdują się takie kraje, jak Francja, Czechy, Słowacja, Rumunia i Finlandia, które mają i chcą rozwijać energetykę jądrową, w drugim – Niemcy i Austria (które zresztą od dawna sprzeciwiały się rozwojowi energetyki jądrowej) oraz Szwecja, Wielka Brytania i Włochy. Dwie poprzednie, równie poważne jak w Fukushimie, awarie – w amerykańskiej elektrowni w Three Mile Island w 1979 roku oraz w radzieckiej w Czarnobylu w 1986 roku – przyczyniły się do zahamowania budowy nowych elektrowni jądrowych na blisko 20 lat.

Jednak większy wpływ na decyzję o zamrożeniu programu energetyki jądrowej miał spadek ceny ropy naftowej i gazu na początku lat 80. Obecny, umiarkowany ich wzrost nie skłoni rządów państw do przyśpieszenia budowy nowych elektrowni jądrowych. Bardziej prawdopodobna wydaje się powtórka scenariusza drugiej połowy lat 80., kiedy po katastrofie elektrowni jądrowej w Czarnobylu wstrzymano realizację programów rozwoju energetyki nuklearnej. Skutek katastrofy w Fukushimie będzie więc podobny. Argumentem, przywoływanym zarówno na poparcie konieczności rozwoju energetyki jądrowej, jak i przemawiającym przeciwko rozwojowi tej energetyki, jest kwestia kosztów wytwarzania energii elektrycznej.

Niektórzy eksperci, jak np. prof. Andrzej Strupczewski z Instytutu Energii Atomowej Polatom, a więc instytucji żywotnie zainteresowanej rozwojem energetyki jądrowej w Polsce, twierdzi, że budowa siłowni atomowej jest średnio dwukrotnie droższa niż budowa węglowej, ale w ciągu najbliższych kilku lat po wprowadzeniu pełnych opłat za emisję dwutlenku węgla ceny prądu z elektrowni węglowych będą horrendalne. Jego zdaniem, paliwo do elektrowni jądrowej o mocy tysiąca megawatów kosztuje rocznie 56 mln euro. W przypadku bloku węglowego – po uwzględnieniu ceny surowca i limitów emisji dwutlenku węgla – będzie to około 400 mln euro. Różnicę zapłacą odbiorcy energii w rachunkach za prąd.

Kosztowne, nowe źródła
Zamiennikiem energetyki jądrowej czy też zanieczyszczającej środowisko naturalne energetyki konwencjonalnej mogłoby być pozyskiwanie energii z równie drogich, ale za to bezpiecznych i „czystych” źródeł odnawialnych. Za szerszym niż dotychczas ich wykorzystywaniem przemawia też argument demograficzny – pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych, wprawdzie droższe niż tej ze źródeł konwencjonalnych, tworzy najwięcej miejsc pracy. W sytuacji dużego bezrobocia w większości krajów OEC D i wchodzenia na rynek pracy coraz liczniejszych roczników absolwentów szkół wyższych, rozwój tzw. energetyki ekologicznej mógłby być w dłuższej perspektywie dobrą inwestycją. Inne sposoby produkcji energii też nie są ekonomicznie zbyt opłacalne.

W wielu krajach podejmowane są próby wytwarzania energii z wodoru, etanolu i oleju palmowego. W przypadku wodoru mniej więcej tyle samo pobiera się energii, ile wytwarza. Podobnie jest z produkcją etanolu wytwarzanego z kukurydzy. Natomiast w produkcji etanolu z trzciny cukrowej uzyskanie dziewięciu jednostek energii wymaga zainwestowania tylko jednej. Jednak jego produkcja napotyka szereg innych problemów. Jego największym producentem jest Brazylia, zużywająca cały etanol, który zdoła wyprodukować. Pozostali producenci wytwarzają go również wyłącznie na własne potrzeby, nie stanie się on więc raczej przedmiotem obrotu międzynarodowego. Ponadto rozwój plantacji trzciny cukrowej przyczynił się np. w Brazylii do zakłócenia równowagi ekosystemu. Podobnie zresztą ekologiczną katastrofą okazało się uzyskiwanie na skalę przemysłową oleju napędowego z oleju palmowego. Stąd też ani w produkcji oleju napędowego z oleju palmowego, ani etanolu nie można na razie upatrywać nawet częściowego rozwiązania problemu energetycznego ludzkości. Można i nawet trzeba wprowadzać w życie energooszczędne technologie, a także dążyć do stałego obniżania emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Ten ostatni cel można zrealizować nie tylko przez odchodzenie od węgla, ale także przez wykorzystywanie technologii syntezy paliw płynnych z węgla oraz jego gazyfikację, zwłaszcza brunatnego.

Technologie umożliwiające przeróbkę węgla na ropę znane są już z lat 30, a baryłkę ropy naftowej z węgla można uzyskać za około 30 dolarów. Przeciwnicy tej technologii wskazują jednak, że w procesie wytwarzania ropy z węgla byłoby wyemitowane do atmosfery więcej dwutlenku węgla niż w całym procesie zarówno wydobycia, jak i przerobienia (rafinacji) tej samej ilości ropy na benzynę i inne produkty ropopochodne. Gdyby nie te „koszty ekologiczne”, to pewnie Stany Zjednoczone, posiadające największe na świecie zasoby węgla kamiennego – równe całym światowym zasobom ropy naftowej – już z pewnością dawno rozpoczęłyby taką produkcję.

Być może kolejny „szok naftowy”, tj. znacząca podwyżka cen ropy naftowej i ograniczenie podaży tego surowca na rynku światowym, skłoni do zainwestowania w technologie czystego węgla i dalszego jego wykorzystywania do produkcji energii elektrycznej bez nadmiernych szkód dla środowiska naturalnego. Wprowadzenie w życie tego typu technologii, redukujących znacznie emisję zanieczyszczeń, zwłaszcza dwutlenkiem węgla, do atmosfery, miałoby szczególne znaczenie dla takich krajów jak Polska, która ma wyjątkową strukturę produkcji energii i gdzie blisko 95% energii elektrycznej powstaje w elektrowniach opalanych węglem.

To ważne z uwagi na konieczność stosowania coraz droższych metod redukcji zanieczyszczeń jako następstwo systematycznego obniżania limitów emisji. Zdaniem niektórych ekspertów technologie czystego węgla powinny być naturalnym etapem rozwoju naszego systemu paliwowo- energetycznego, ponieważ inne sposoby uzyskiwania energii (gaz, energetyka odnawialna) mogą okazać się i droższe, i trudniejsze we wprowadzaniu. Podstawowym czynnikiem determinującym politykę energetyczną jest i zawsze będzie rachunek ekonomiczny produkcji energii elektrycznej oraz ciepła. Rzecz jasna, nie może to być jedyny czynnik, który należy brać pod uwagę przy wyborze technologii produkcji energii czy też przy podejmowaniu decyzji o zwiększeniu krajowej produkcji surowców energetycznych.

Istnieją bowiem różne rozwiązania problemu energetycznego dostosowane do lokalnych sytuacji poszczególnych krajów i ugrupowań regionalnych. Ich wybór powinien być oparty na badaniach zarówno światowego rynku nośników energii, jak i zmian zachodzących w ich użytkowaniu w miarę zwiększającego się popytu na energię i przyjęcie takich rozwiązań, które zapobiegłyby kolejnemu kryzysowi energetycznemu. Głównym problemem jest nie brak umiejętności przewidywania przyszłych trendów w sferze produkcji i zużycia energii, ale myślenie w kategoriach „wishful thinking” i próby kreowania wizji „doskonałego świata”.

Ogromna większość państw nie ma planów na wypadek gwałtownego spadku dostaw ropy naftowej. Nie ma też planów wprowadzania w życie realistycznych i ekonomicznie uzasadnionych programów rozwoju energetyki z wykorzystaniem rodzimych zasobów lub bezpiecznych dostaw surowców energetycznych oraz, przede wszystkim, odnawialnych źródeł energii. Jeśli więc ludzkość nie zdąży uporać się w możliwie szybkim czasie z problemem energetycznym, to dojdzie w mniej lub bardziej odległej perspektywie do załamania się funkcjonujących systemów ekonomicznych.