ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2013-01-27
Bezcenne e-rupiecie

Jak szybko pozbyć się dziesiątek milionów ton elektronicznych śmieci? To proste – posłużyć się elektroniką. Wkrótce powstaną pierwsze zautomatyzowane i obsługiwane przez roboty zakłady przetwarzające rocznie setki tysięcy ton „technicznego” szmelcu.

Jeżeli należysz do przeciętnych nabywców lub użytkowników sprzętu elektronicznego, to jest niemal pewne, że gdzieś w mieszkaniu, piwnicy albo garażu przetrzymujesz zakurzonego, dawno nieużywanego peceta, co najmniej jeden monitor oraz kilka mniej lub bardziej zdezelowanych klawiatur. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że jesteś posiadaczem kilku telefonów komórkowych, archaicznego laptopa sprzed dekady i jeszcze starszego telewizora. Po dłuższych poszukiwaniach możesz też odkryć zbędnego walkmana, konsolę do gier oraz całą kolekcję swoich pierwszych odtwarzaczy: wideo, DVD i CD.

Statystyki mówią, że nasze domy pełne są zbędnych elektronicznych i elektrycznych gadżetów, których nie chcemy wyrzucać na śmietnik (bo już wiemy, że są szkodliwe), lecz równocześnie nie mamy czasu, siły lub ochoty, aby zawieźć je do punktu odbioru e-odpadów. Tymczasem ponad 90% całej tej elektronicznej starzyzny można by ponownie wykorzystać lub przetworzyć na nowe towary. Tak twierdzą naukowcy. Tylko mniej niż 10% masy zużytego sprzętu nie nadaje się do recyklingu. To głównie nafaszerowane toksynami tworzywa sztuczne – jedyne, co można z nimi zrobić, to bezpiecznie spalić.

Czemu zatem sprzęt elektroniczny i elektryczny wciąż wędruje głównie na wysypiska – legalne i dzikie, albo odbywa podróż do jednego z krajów Afryki lub Azji? Odpowiedź jest banalna: bo łatwiej go wyprodukować, niż w nowoczesny sposób przetworzyć. Cóż, jesteśmy raczej konsumentami, a nie reducentami. Mamy doskonałe technologie taniego wytwarzania dóbr – gorzej z masową utylizacją tego, co naprodukowaliśmy. Ale nadchodzi rewolucja – wymuszą ją nowe restrykcyjne przepisy prawne, które w najbliższym dziesięcioleciu wejdą w życie w wielu krajach. Najwyższa pora, by tak się stało. Góry e-złomu rosną bowiem na świecie w zastraszającym tempie.

Elektroniczne brudy

Wyścig technologiczny w przemyśle elektronicznym i AGD sprawił, że średnio co kilka lat wymieniamy stare urządzenia na nowe, zaczynające się starzeć natychmiast po ich przywiezieniu do domu. Pojawienie się nowej generacji sprzętu elektronicznego oznacza wyrok śmierci, czy może raczej wygnania, dla poprzedniej. Właśnie dobiega końca wielka światowa wymiana tradycyjnych telewizorów na płaskoekranowe.

Jeszcze szybciej starzeją się komputery i telefony komórkowe. Pecety zastąpiliśmy laptopami, te z kolei rywalizują z netbookami, tabletami i iPadami. Telefony komórkowe wymieniamy średnio co półtora roku (wielkość sprzedaży tych ostatnich liczy się w miliardach sztuk rocznie). Produkcja e-szmelcu nabiera tempa. Pięć lat temu szacowano, że w skali globu masa takich odpadów powiększa się co roku o 40 mln ton. Jednak w niedawnym raporcie niezależnej organizacji konsumenckiej TCO Certified opublikowanym w połowie 2012 r. czytamy, że w 2015 r. ludzkość pozbędzie się już ponad 70 mln ton takich przedmiotów. Część z nich pozostanie w domu, reszta jednak trafi na wysypisko lub – o zgrozo! – do przydrożnego rowu, zatruwając środowisko naturalne.

Do gleby i wód gruntowych, a następnie znanym już szlakiem – czyli do rzek, jezior, mórz, organizmów zwierząt i ludzi – zaczną dostawać się metale ciężkie: rtęć, kadm, ołów i wiele innych. Wraz z nimi podąży kilkadziesiąt szkodliwych związków chemicznych, m.in. polichlorowane bifenyle (PCB), dioksyny, furany i bromowane środki przeciwpalne (BFR). Fala paskudztwa uwolni się zarówno z plastikowych elementów (stanowią około 30% masy sprzętu), jak i z podzespołów elektronicznych.

Ponieważ mieszkańcy krajów rozwiniętych coraz bardziej doceniają walory czystego środowiska w okolicy, większość zużytego sprzętu wędruje „gdzieś” w świat, aby tam „coś” z nim zrobiono. Gdzie jest to „gdzieś”? W Chinach, Indiach, Pakistanie, Wietnamie, Ghanie… – do tych krajów płyną przede wszystkim strumienie elektronicznych rupieci. Największy w Afryce targ komputerowego złomu nazywa się Agbogbloshie i znajduje się w czteromilionowej Akrze, stolicy Ghany. Tysiące ludzi, przeważnie młodych i bezdomnych, kupują i rozbierają na części gadżety ery informatycznej, które trafiły tu głównie z Europy i Ameryki Północnej.

Z komputerów, laptopów, telefonów komórkowych, czytników, monitorów i innego sprzętu wydłubywane jest wszystko, co ma jeszcze jakąś wartość: układy scalone, kondensatory, tranzystory, półprzewodniki. Elektroniczne elementy spala się w ogniskach lub urządza im kąpiel w kwasie. W ten sposób pozyskuje się cenne metale, skupowane przez firmy obracające złomem.

Ludzie trudniący się tym procederem wdychają toksyczne opary. Szkodliwe związki kumulują się w ich organizmach, niszczą narządy wewnętrzne i wywołują choroby. Silnie skażona jest woda i gleba. Znajdująca się obok targowiska laguna Korle, niegdyś piękna i dziewicza, to dziś jedno z najbardziej zanieczyszczonych miejsc w Afryce, a być może i na świecie. Z pewnością nie jest to miejsce odpowiednie na romantyczny spacer.

Na świecie są dziesiątki takich miejsc jak Agbogbloshie. Pracują w nich łącznie setki tysięcy biedaków. Utrzymują się oni z prymitywnego, groźnego dla zdrowia „recyklingu”. W Chinach zaczęło się to już dwie dekady temu, potem dołączyły do nich Indie, Indochiny i Pakistan, a w ostatnim dziesięcioleciu – Afryka. Ta ostatnia stopniowo zastępuje Chiny, które coraz skrupulatniej pilnują, aby nie stać się elektronicznym złomowiskiem dla świata. Jednak zarówno w Państwie Środka, jak i w Indiach przybiera rzeka odpadów elektronicznych z rynku wewnętrznego. Prognozy mówią, że w obu krajach masa zużytego sprzętu komputerowego powiększy się do 2020 r. około sześciu razy. Liczba samych tylko niepotrzebnych telefonów komórkowych wzrośnie w Chinach siedem, a w Indiach czternaście razy.

Komórka na wagę złota

Na dłuższą metę tak się jednak nie da. Śmieci nas zasypią. Nie można ich wszystkich po prostu upchnąć na wysypiskach i w biednych krajach. To nie tylko nieetyczne i nielegalne, lecz także niegospodarne. Nowoczesny przerób i recykling zużytej elektroniki pozwala zaoszczędzić gigantyczne ilości surowców i energii potrzebnej do ich wydobycia.

Z zeszłorocznego raportu Programu NZ ds. Środowiska (UNEP) dowiadujemy się, że w jednej tonie e-śmieci znajduje się tyle złota, ile w 17 tonach średnio bogatej rudy. Współczesny sprzęt IT zawiera też platynę, srebro, nikiel, miedź, kobalt i kilkadziesiąt innych pierwiastków. W jednej tonie telefonów komórkowych jest 3,5 kg srebra, 340 g złota, 140 g palladu i około 130 g miedzi. Odzyskane metale są warte około 15–20 tys. dolarów – wynika z wyliczeń ekspertów z międzynarodowego projektu StEP (ang. Solving the E-Waste Problem), koordynowanego przez United Nation University.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 02/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
03/2020
02/2020
Kalendarium
Luty
27
W 1932 r. James Chadwick ogłosił na łamach tygodnika Nature odkrycie neutronu.
Warto przeczytać
Ta książka to praktyczny poradnik jak mniej marnować. Możesz wyrzucać aż o 80 procent mniej rzeczy, wydawać mniej pieniędzy - i pełniej żyć! To także refleksja nad tym, w jaki sposób można zacząć działać na rzecz środowiska

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2013-01-27
Bezcenne e-rupiecie

Jak szybko pozbyć się dziesiątek milionów ton elektronicznych śmieci? To proste – posłużyć się elektroniką. Wkrótce powstaną pierwsze zautomatyzowane i obsługiwane przez roboty zakłady przetwarzające rocznie setki tysięcy ton „technicznego” szmelcu.

Jeżeli należysz do przeciętnych nabywców lub użytkowników sprzętu elektronicznego, to jest niemal pewne, że gdzieś w mieszkaniu, piwnicy albo garażu przetrzymujesz zakurzonego, dawno nieużywanego peceta, co najmniej jeden monitor oraz kilka mniej lub bardziej zdezelowanych klawiatur. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że jesteś posiadaczem kilku telefonów komórkowych, archaicznego laptopa sprzed dekady i jeszcze starszego telewizora. Po dłuższych poszukiwaniach możesz też odkryć zbędnego walkmana, konsolę do gier oraz całą kolekcję swoich pierwszych odtwarzaczy: wideo, DVD i CD.

Statystyki mówią, że nasze domy pełne są zbędnych elektronicznych i elektrycznych gadżetów, których nie chcemy wyrzucać na śmietnik (bo już wiemy, że są szkodliwe), lecz równocześnie nie mamy czasu, siły lub ochoty, aby zawieźć je do punktu odbioru e-odpadów. Tymczasem ponad 90% całej tej elektronicznej starzyzny można by ponownie wykorzystać lub przetworzyć na nowe towary. Tak twierdzą naukowcy. Tylko mniej niż 10% masy zużytego sprzętu nie nadaje się do recyklingu. To głównie nafaszerowane toksynami tworzywa sztuczne – jedyne, co można z nimi zrobić, to bezpiecznie spalić.

Czemu zatem sprzęt elektroniczny i elektryczny wciąż wędruje głównie na wysypiska – legalne i dzikie, albo odbywa podróż do jednego z krajów Afryki lub Azji? Odpowiedź jest banalna: bo łatwiej go wyprodukować, niż w nowoczesny sposób przetworzyć. Cóż, jesteśmy raczej konsumentami, a nie reducentami. Mamy doskonałe technologie taniego wytwarzania dóbr – gorzej z masową utylizacją tego, co naprodukowaliśmy. Ale nadchodzi rewolucja – wymuszą ją nowe restrykcyjne przepisy prawne, które w najbliższym dziesięcioleciu wejdą w życie w wielu krajach. Najwyższa pora, by tak się stało. Góry e-złomu rosną bowiem na świecie w zastraszającym tempie.

Elektroniczne brudy

Wyścig technologiczny w przemyśle elektronicznym i AGD sprawił, że średnio co kilka lat wymieniamy stare urządzenia na nowe, zaczynające się starzeć natychmiast po ich przywiezieniu do domu. Pojawienie się nowej generacji sprzętu elektronicznego oznacza wyrok śmierci, czy może raczej wygnania, dla poprzedniej. Właśnie dobiega końca wielka światowa wymiana tradycyjnych telewizorów na płaskoekranowe.

Jeszcze szybciej starzeją się komputery i telefony komórkowe. Pecety zastąpiliśmy laptopami, te z kolei rywalizują z netbookami, tabletami i iPadami. Telefony komórkowe wymieniamy średnio co półtora roku (wielkość sprzedaży tych ostatnich liczy się w miliardach sztuk rocznie). Produkcja e-szmelcu nabiera tempa. Pięć lat temu szacowano, że w skali globu masa takich odpadów powiększa się co roku o 40 mln ton. Jednak w niedawnym raporcie niezależnej organizacji konsumenckiej TCO Certified opublikowanym w połowie 2012 r. czytamy, że w 2015 r. ludzkość pozbędzie się już ponad 70 mln ton takich przedmiotów. Część z nich pozostanie w domu, reszta jednak trafi na wysypisko lub – o zgrozo! – do przydrożnego rowu, zatruwając środowisko naturalne.

Do gleby i wód gruntowych, a następnie znanym już szlakiem – czyli do rzek, jezior, mórz, organizmów zwierząt i ludzi – zaczną dostawać się metale ciężkie: rtęć, kadm, ołów i wiele innych. Wraz z nimi podąży kilkadziesiąt szkodliwych związków chemicznych, m.in. polichlorowane bifenyle (PCB), dioksyny, furany i bromowane środki przeciwpalne (BFR). Fala paskudztwa uwolni się zarówno z plastikowych elementów (stanowią około 30% masy sprzętu), jak i z podzespołów elektronicznych.

Ponieważ mieszkańcy krajów rozwiniętych coraz bardziej doceniają walory czystego środowiska w okolicy, większość zużytego sprzętu wędruje „gdzieś” w świat, aby tam „coś” z nim zrobiono. Gdzie jest to „gdzieś”? W Chinach, Indiach, Pakistanie, Wietnamie, Ghanie… – do tych krajów płyną przede wszystkim strumienie elektronicznych rupieci. Największy w Afryce targ komputerowego złomu nazywa się Agbogbloshie i znajduje się w czteromilionowej Akrze, stolicy Ghany. Tysiące ludzi, przeważnie młodych i bezdomnych, kupują i rozbierają na części gadżety ery informatycznej, które trafiły tu głównie z Europy i Ameryki Północnej.

Z komputerów, laptopów, telefonów komórkowych, czytników, monitorów i innego sprzętu wydłubywane jest wszystko, co ma jeszcze jakąś wartość: układy scalone, kondensatory, tranzystory, półprzewodniki. Elektroniczne elementy spala się w ogniskach lub urządza im kąpiel w kwasie. W ten sposób pozyskuje się cenne metale, skupowane przez firmy obracające złomem.

Ludzie trudniący się tym procederem wdychają toksyczne opary. Szkodliwe związki kumulują się w ich organizmach, niszczą narządy wewnętrzne i wywołują choroby. Silnie skażona jest woda i gleba. Znajdująca się obok targowiska laguna Korle, niegdyś piękna i dziewicza, to dziś jedno z najbardziej zanieczyszczonych miejsc w Afryce, a być może i na świecie. Z pewnością nie jest to miejsce odpowiednie na romantyczny spacer.

Na świecie są dziesiątki takich miejsc jak Agbogbloshie. Pracują w nich łącznie setki tysięcy biedaków. Utrzymują się oni z prymitywnego, groźnego dla zdrowia „recyklingu”. W Chinach zaczęło się to już dwie dekady temu, potem dołączyły do nich Indie, Indochiny i Pakistan, a w ostatnim dziesięcioleciu – Afryka. Ta ostatnia stopniowo zastępuje Chiny, które coraz skrupulatniej pilnują, aby nie stać się elektronicznym złomowiskiem dla świata. Jednak zarówno w Państwie Środka, jak i w Indiach przybiera rzeka odpadów elektronicznych z rynku wewnętrznego. Prognozy mówią, że w obu krajach masa zużytego sprzętu komputerowego powiększy się do 2020 r. około sześciu razy. Liczba samych tylko niepotrzebnych telefonów komórkowych wzrośnie w Chinach siedem, a w Indiach czternaście razy.

Komórka na wagę złota

Na dłuższą metę tak się jednak nie da. Śmieci nas zasypią. Nie można ich wszystkich po prostu upchnąć na wysypiskach i w biednych krajach. To nie tylko nieetyczne i nielegalne, lecz także niegospodarne. Nowoczesny przerób i recykling zużytej elektroniki pozwala zaoszczędzić gigantyczne ilości surowców i energii potrzebnej do ich wydobycia.

Z zeszłorocznego raportu Programu NZ ds. Środowiska (UNEP) dowiadujemy się, że w jednej tonie e-śmieci znajduje się tyle złota, ile w 17 tonach średnio bogatej rudy. Współczesny sprzęt IT zawiera też platynę, srebro, nikiel, miedź, kobalt i kilkadziesiąt innych pierwiastków. W jednej tonie telefonów komórkowych jest 3,5 kg srebra, 340 g złota, 140 g palladu i około 130 g miedzi. Odzyskane metale są warte około 15–20 tys. dolarów – wynika z wyliczeń ekspertów z międzynarodowego projektu StEP (ang. Solving the E-Waste Problem), koordynowanego przez United Nation University.