człowiek
Autor: Anna Piotrowska | dodano: 2012-05-28
Artysta traci twarz

Choć wydawać by się mogło, że o jego życiu i dziełach wiemy już wszystko, Leonardo da Vinci pozostaje tajemniczy jak uśmiech Mony Lizy.

Krzaczaste brwi, spływająca falą obfita broda, pomarszczone czoło i przeszywające spojrzenie. Ten wizerunek znają nie tylko miłośnicy sztuki. Naszkicowana czerwoną kredką postać od wieków uchodzi za autoportret Leonarda da Vinci. Nic dziwnego, że została umieszczona praktycznie we wszystkich podręcznikach malarstwa, na kartach biografii mistrza, zdobi nawet znaczki pocztowe.

Tymczasem według jednego z najznamienitszych włoskich znawców sztuki renesansowej prof. Pietra Maraniego z mediolańskiej politechniki ów słynny szkic wcale nie przedstawia Leonarda. Uważa on, że to wprawka do rysunku postaci Szymona Apostoła z fresku "Ostatnia Wieczerza" znajdującego się w refektarzu klasztoru przy mediolańskim kościele Santa Maria delle Grazie. Prof. Marani wie, co mówi, przez 15 lat nadzorował konserwację słynnego fresku i miał wiele okazji, by dokładnie mu się przyjrzeć.


Według profesora całe zamieszanie wzięło się stąd, że rzekomy autoportret Leonarda został błędnie opisany. Wszelkie informacje o rysunku pochodzą z krótkiej XVI-wiecznej niewyraźnie napisanej notki, z której wynika, że przedstawia on da Vinciego. Nie wiadomo jednak, kto napisał te słowa ani też, czy mają one związek z rzeczywistością.

Podejrzany starzec

Kolejnym problemem, który zaciekawił Maraniego, był wiek modela, którego twarz posłużyła do stworzenia rzekomego autoportretu. Starzec z rysunku ma co najmniej 80 lat. Tymczasem, rysując go, Leonardo mógł mieć zaledwie 60-64 lata (rysunek miał bowiem powstać w 1512 lub 1516 roku). Paradoks ten już wcześniej budził wątpliwości badaczy. Ernst Gombrich w latach 50. XX wieku zwrócił uwagę, że takie cechy jak szerokie, pożłobione zmarszczkami czoło, orli nos oraz wydatna dolna warga powtarzają się w wielu malowidłach mistrza. - Turyńska głowa (rzekomy autoportret jest przechowywany w Bibliotece Królewskiej w Turynie) może być przedstawieniem jednego z ulubionych typów ludzkich Leonarda - twierdził Gombrich.

Do niedawna większość historyków sztuki bagatelizowała niezgodność wieku między sportretowanym mężczyzną a twórcą dzieła. Maria Luisa Rizzatti, autorka książki "Geniusze sztuki. Leonardo da Vinci" (KAW 1989), stwierdziła lakonicznie: - Żył w epoce, kiedy ludzie starzeli się wcześnie.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 04/2006 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2020
06/2020
Kalendarium
Lipiec
4
W 1934 r. węgierski fizyk Leó Szilárd opatentował technologię wykorzystania neutronów, włączając w to reakcję łańcuchową i koncepcję masy krytycznej.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Anna Piotrowska | dodano: 2012-05-28
Artysta traci twarz

Choć wydawać by się mogło, że o jego życiu i dziełach wiemy już wszystko, Leonardo da Vinci pozostaje tajemniczy jak uśmiech Mony Lizy.

Krzaczaste brwi, spływająca falą obfita broda, pomarszczone czoło i przeszywające spojrzenie. Ten wizerunek znają nie tylko miłośnicy sztuki. Naszkicowana czerwoną kredką postać od wieków uchodzi za autoportret Leonarda da Vinci. Nic dziwnego, że została umieszczona praktycznie we wszystkich podręcznikach malarstwa, na kartach biografii mistrza, zdobi nawet znaczki pocztowe.

Tymczasem według jednego z najznamienitszych włoskich znawców sztuki renesansowej prof. Pietra Maraniego z mediolańskiej politechniki ów słynny szkic wcale nie przedstawia Leonarda. Uważa on, że to wprawka do rysunku postaci Szymona Apostoła z fresku "Ostatnia Wieczerza" znajdującego się w refektarzu klasztoru przy mediolańskim kościele Santa Maria delle Grazie. Prof. Marani wie, co mówi, przez 15 lat nadzorował konserwację słynnego fresku i miał wiele okazji, by dokładnie mu się przyjrzeć.


Według profesora całe zamieszanie wzięło się stąd, że rzekomy autoportret Leonarda został błędnie opisany. Wszelkie informacje o rysunku pochodzą z krótkiej XVI-wiecznej niewyraźnie napisanej notki, z której wynika, że przedstawia on da Vinciego. Nie wiadomo jednak, kto napisał te słowa ani też, czy mają one związek z rzeczywistością.

Podejrzany starzec

Kolejnym problemem, który zaciekawił Maraniego, był wiek modela, którego twarz posłużyła do stworzenia rzekomego autoportretu. Starzec z rysunku ma co najmniej 80 lat. Tymczasem, rysując go, Leonardo mógł mieć zaledwie 60-64 lata (rysunek miał bowiem powstać w 1512 lub 1516 roku). Paradoks ten już wcześniej budził wątpliwości badaczy. Ernst Gombrich w latach 50. XX wieku zwrócił uwagę, że takie cechy jak szerokie, pożłobione zmarszczkami czoło, orli nos oraz wydatna dolna warga powtarzają się w wielu malowidłach mistrza. - Turyńska głowa (rzekomy autoportret jest przechowywany w Bibliotece Królewskiej w Turynie) może być przedstawieniem jednego z ulubionych typów ludzkich Leonarda - twierdził Gombrich.

Do niedawna większość historyków sztuki bagatelizowała niezgodność wieku między sportretowanym mężczyzną a twórcą dzieła. Maria Luisa Rizzatti, autorka książki "Geniusze sztuki. Leonardo da Vinci" (KAW 1989), stwierdziła lakonicznie: - Żył w epoce, kiedy ludzie starzeli się wcześnie.