ziemia
Autor: Mirosław Rutkowski | dodano: 2012-05-29
Szybki lód

Antarktyda topnieje! Kurczy się pokrywa lodowa Grenlandii!
Takie sensacyjne doniesienia pojawiają się co chwila w mediach. Czy to pogoń za sensacją, czy przerażająca prawda?


Zaniepokojeni medialnym hałasem, zaglądamy do najnowszych atlasów - wielka biała czapa wciąż pokrywa Antark- tydę, nieco mniejsza Grenlandię. Wszystko jest na swoim miejscu - oddychamy z ulgą - media jak zwykle przesadzają. Czy mamy rację?

I tak, i nie. Rzeczywiście, powierzchnia lodowców kontynentalnych w zasadzie się nie zmienia, ale w kilku punktach trwa przemeblowanie - wielkie lodowe rzeki wyprowadzają z głębi lądolodów miliony ton lodu. Naukowcy są zanie- pokojeni, gdyż może to doprowadzić do katastrofalnych zmian przyrodniczych.

Dwa ostatnie lądolody na Ziemi - grenlandzki i antarktyczny - resztki pokrywy lodowej, jaka 12 tys. lat temu skuwała większość kontynentów, podlegają powolnym przemianom, podobnym do tych, które zachodzą w każdym lodowcu. Śnieg padający w obszarach zasilania zamienia się na drodze rekrystalizacji, pod naciskiem warstw nadległych, w coraz bardziej zwięzłą masę - firn, lód firnowy i wreszcie w lód lodowcowy. Jednocześnie całość pełznie wolno ku wybrzeżom. Tam z cielska lądolodu odłamują się góry lodowe, które są wynoszone przez prądy na otwarte morze, gdzie topnieją. Morze paruje, powstają chmury, z których pada śnieg i cykl się zamyka. Pętla jest długa: śnieg z wnętrza Antarktydy, już w postaci lodu, dociera do wybrzeży w ciągu kilku tysięcy lat. To obrazuje niesłychanie małą szybkość rozpełzania lądolodu.

Jednak nie całe cielsko porusza się w żółwim tempie. W latach 70. dzięki badaniom teledetekcyjnym - najpierw lotniczym, później satelitarnym -zlokalizowano tzw. strumienie lodowe. To swego rodzaju rzeki, w obrębie których lód płynie szybciej niż w otaczającym lodowcu. Długie na kilkaset i szerokie na kilkadziesiąt kilometrów, są dobrze widoczne na zdjęciach lotniczych, dzięki szczelinom, które tworzą się w lodzie poddawanym intensywnemu rozciąganiu.

Najlepiej poznano strumienie lodowe Antarktydy Zachodniej. Ich prędkość zaskoczyła specjalistów - w 1987 roku lód w strumieniu B na Lodowcu Rossa płynął ze średnią szybkością 2,3 m na dobę. To zawrotne tempo w świecie glacjologii! Podobne doniesienia napływały z Alaski. W 1980 roku lodowiec Columbia obudził się z kilkusetletniej drzemki i zaczął spływać wąskim strumieniem do Cieśniny Księcia Williama, poruszając się w tempie ponad 20 m na dobę. Czoło lodowca cofnęło się już o 14 km w wąskim fiordzie i nadal nie jest stabilne.

Jednak najszybsze strumienie lodowe odkryto na Grenlandii. Lodowiec Jakobshavn na zachodnim wybrzeżu wyspy drenuje strumień Jakobshavn Isbrae, znany od lat jako największy producent gór lodowych na północnym Atlantyku. Jest wielce prawdopodobne, że góra, z którą zderzył się Titanic, pochodziła właśnie z tych okolic. Od 2000 roku lód zaczął spływać do fiordu jeszcze szybciej. Obserwacje -dziś dokładniejsze, dzięki satelitom wykonującym zdjęcia optyczne i radarowe -wykazały, że jego średnia prędkość wynosiła 26 m na dobę. Od tego czasu wciąż przyspiesza. Wiosną 2003 roku osiągnął 34,5 m na dobę.

Jeszcze szybszy strumień znalazła ekspedycja glacjologiczna z Climate Change Institute w University of Maine (USA). W zeszłym roku naukowcy stwierdzili, że strumień lodowy Kangerdlugssuaq na wschodnim wybrzeżu Grenlandii porusza się ze średnią prędkością prawie 40 m na dobę. Zdumieni badacze obserwowali gigantyczną rzekę lodu, której ruch można było dostrzec gołym okiem! Tutaj, podobnie jak w przypadku alaskiego lodowca Columbia, czoło lodowca szybko cofa się w głąb fiordu; w ciągu ostatnich czterech lat przesunęło się o 5 km.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 07/2006 »
Drukuj »
Aktualne numery
08/2020
07/2020
Kalendarium
Sierpień
4
W 1818 r. poeta Antoni Malczewski jako pierwszy Polak zdobył Mont Blanc w Alpach.
Warto przeczytać
Nie tylko tabliczka mnożenia, ale i dzielenia może sama wchodzić do głowy! Pomogą w tym zabawne, wpadające w ucho wierszyki, które pozostają w głowach uczniów. Dzięki błyskotliwym skojarzeniom pozwalają łatwo i bez wysiłku nie tylko nauczyć się tabliczki dzielenia w zakresie do 100, ale także zrozumieć, czym jest dzielenie i dlaczego nie musi sprawiać najmniejszych kłopotów.

WSPÓŁPRACUJEMY
Autor: Mirosław Rutkowski | dodano: 2012-05-29
Szybki lód

Antarktyda topnieje! Kurczy się pokrywa lodowa Grenlandii!
Takie sensacyjne doniesienia pojawiają się co chwila w mediach. Czy to pogoń za sensacją, czy przerażająca prawda?


Zaniepokojeni medialnym hałasem, zaglądamy do najnowszych atlasów - wielka biała czapa wciąż pokrywa Antark- tydę, nieco mniejsza Grenlandię. Wszystko jest na swoim miejscu - oddychamy z ulgą - media jak zwykle przesadzają. Czy mamy rację?

I tak, i nie. Rzeczywiście, powierzchnia lodowców kontynentalnych w zasadzie się nie zmienia, ale w kilku punktach trwa przemeblowanie - wielkie lodowe rzeki wyprowadzają z głębi lądolodów miliony ton lodu. Naukowcy są zanie- pokojeni, gdyż może to doprowadzić do katastrofalnych zmian przyrodniczych.

Dwa ostatnie lądolody na Ziemi - grenlandzki i antarktyczny - resztki pokrywy lodowej, jaka 12 tys. lat temu skuwała większość kontynentów, podlegają powolnym przemianom, podobnym do tych, które zachodzą w każdym lodowcu. Śnieg padający w obszarach zasilania zamienia się na drodze rekrystalizacji, pod naciskiem warstw nadległych, w coraz bardziej zwięzłą masę - firn, lód firnowy i wreszcie w lód lodowcowy. Jednocześnie całość pełznie wolno ku wybrzeżom. Tam z cielska lądolodu odłamują się góry lodowe, które są wynoszone przez prądy na otwarte morze, gdzie topnieją. Morze paruje, powstają chmury, z których pada śnieg i cykl się zamyka. Pętla jest długa: śnieg z wnętrza Antarktydy, już w postaci lodu, dociera do wybrzeży w ciągu kilku tysięcy lat. To obrazuje niesłychanie małą szybkość rozpełzania lądolodu.

Jednak nie całe cielsko porusza się w żółwim tempie. W latach 70. dzięki badaniom teledetekcyjnym - najpierw lotniczym, później satelitarnym -zlokalizowano tzw. strumienie lodowe. To swego rodzaju rzeki, w obrębie których lód płynie szybciej niż w otaczającym lodowcu. Długie na kilkaset i szerokie na kilkadziesiąt kilometrów, są dobrze widoczne na zdjęciach lotniczych, dzięki szczelinom, które tworzą się w lodzie poddawanym intensywnemu rozciąganiu.

Najlepiej poznano strumienie lodowe Antarktydy Zachodniej. Ich prędkość zaskoczyła specjalistów - w 1987 roku lód w strumieniu B na Lodowcu Rossa płynął ze średnią szybkością 2,3 m na dobę. To zawrotne tempo w świecie glacjologii! Podobne doniesienia napływały z Alaski. W 1980 roku lodowiec Columbia obudził się z kilkusetletniej drzemki i zaczął spływać wąskim strumieniem do Cieśniny Księcia Williama, poruszając się w tempie ponad 20 m na dobę. Czoło lodowca cofnęło się już o 14 km w wąskim fiordzie i nadal nie jest stabilne.

Jednak najszybsze strumienie lodowe odkryto na Grenlandii. Lodowiec Jakobshavn na zachodnim wybrzeżu wyspy drenuje strumień Jakobshavn Isbrae, znany od lat jako największy producent gór lodowych na północnym Atlantyku. Jest wielce prawdopodobne, że góra, z którą zderzył się Titanic, pochodziła właśnie z tych okolic. Od 2000 roku lód zaczął spływać do fiordu jeszcze szybciej. Obserwacje -dziś dokładniejsze, dzięki satelitom wykonującym zdjęcia optyczne i radarowe -wykazały, że jego średnia prędkość wynosiła 26 m na dobę. Od tego czasu wciąż przyspiesza. Wiosną 2003 roku osiągnął 34,5 m na dobę.

Jeszcze szybszy strumień znalazła ekspedycja glacjologiczna z Climate Change Institute w University of Maine (USA). W zeszłym roku naukowcy stwierdzili, że strumień lodowy Kangerdlugssuaq na wschodnim wybrzeżu Grenlandii porusza się ze średnią prędkością prawie 40 m na dobę. Zdumieni badacze obserwowali gigantyczną rzekę lodu, której ruch można było dostrzec gołym okiem! Tutaj, podobnie jak w przypadku alaskiego lodowca Columbia, czoło lodowca szybko cofa się w głąb fiordu; w ciągu ostatnich czterech lat przesunęło się o 5 km.