Człowiek

Jasny szlag! Czyli dlaczego przeklinamy

Numer 9/2020
Fabian Junge / Shoot Shoot
Jak świat długi i szeroki ludzie przeklinali i będą przeklinać. Mówienie brzydkich słów jest sposobem na wyładowanie agresji czy frustracji. Ale też bywa uzupełnieniem codziennego słownictwa. Klniemy coraz więcej i nic w tym dziwnego, bo wiele rzeczy nas na co dzień irytuje – korki, kolejka przy kasie sklepowej czy problemy z organizacją czasu.
Antoni Słonimski podobno potrafił 3 min bez przerwy przeklinać, ani razu nie powtarzając przy tym żadnego wulgaryzmu.Narodowe Archiwum Cyfrowe Antoni Słonimski podobno potrafił 3 min bez przerwy przeklinać, ani razu nie powtarzając przy tym żadnego wulgaryzmu.
Melchior Wańkowicz w jednym ze swoich utworów opisał czynności związane z obsługą broni palnej, używając głównie jednego wulgaryzmu.Narodowe Archiwum Cyfrowe Melchior Wańkowicz w jednym ze swoich utworów opisał czynności związane z obsługą broni palnej, używając głównie jednego wulgaryzmu.
Józef Piłsudski był znany z ciętego języka. Nie omieszkał wyrazić dosadnie opinii o naszym kraju i jego mieszkańcach.Wikimedia Commons Józef Piłsudski był znany z ciętego języka. Nie omieszkał wyrazić dosadnie opinii o naszym kraju i jego mieszkańcach.
Przeklinanie często wiąże się z ekspresją, wyrzuceniem z siebie negatywnych emocji.pathdoc/Shutterstock Przeklinanie często wiąże się z ekspresją, wyrzuceniem z siebie negatywnych emocji.
Jakub de Molay, wielki mistrz zakonu templariuszy, płonąc na stosie, rzucił klątwę na papieża Klemensa i króla Francji.Wikimedia Commons Jakub de Molay, wielki mistrz zakonu templariuszy, płonąc na stosie, rzucił klątwę na papieża Klemensa i króla Francji.

Słów wulgarnych używa nie tylko Jan Kowalski. Historia pełna jest znanych osób, które folgowały sobie w ten sposób. Francuski generał Pierre Cambronne, który dowodził w bitwie pod Waterloo dywizją gwardii, na propozycję Brytyjczyków, by się poddał, odpowiedział słynne: „Gwardia umiera, ale nie poddaje się. Merde!” (dosł. „gówno!”). Pisarz Antoni Słonimski potrafił przeklinać przez 3 min bez powtórzenia dwa razy tego samego wyrazu, a Melchior Wańkowicz opisał proces rozkładania i składania broni jedynie za pomocą słowa „pierdolić”. Józef Piłsudski z kolei zdefiniował Polaków: „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”. Epizod z tym popularnym słowem miała też brytyjska premier Margaret Thatcher. „Ty kurwo” – usłyszała kiedyś w brytyjskiej Izbie Gmin od jednego z posłów opozycji. Jak na damę przystało, odpowiedziała elokwentnie: „Pan się myli. Nigdy tego zawodu nie uprawiałam”. W kanonie przekleństw właśnie to słowo jest chyba najbardziej popularne. Ale często wypowiadamy też inne.

Najpopularniejsze przekleństwa

Jeśli sięgniemy do słownika, pod hasłem „przekleństwo” znajdziemy opis, że to „wulgarne słowo używane w celu wyrażenia swego złego stosunku do kogoś lub czegoś”. Prof. Jerzy Bralczyk wyliczył kiedyś, że w polskim języku mamy tak naprawdę pięć podstawowych wulgaryzmów: „kurwa”, „pierdolić”, „chuj”, „pizda” i „jebać”. Wszystkie inne to różne ich kombinacje wymyślane na poczekaniu.

Czy wiemy, jakie były pierwotne znaczenia słów, którymi przeklinamy? Tu wielu czekałaby niespodzianka, bo np. słowo „kutas” oznaczało kawałek wełny w kształcie frędzla. Kutas był ozdobą stroju każdego szlachcica i zwrot ten można spotkać m.in. w „Panu Tadeuszu”: „I dotąd nosił wielki pęk kluczów za pasem, Uwiązany na taśmie ze srebrnym kutasem”.

Słowo „kurwa” ma kilka możliwych źródeł: w języku łacińskim curvus to „zgięty”, „zakrzywiony”, ale pochodzenie słowiańskie bliższe jest słowu „kura”. Czemu? Bo kurą dawniej nazywano kobietę trudniącą się nierządem właśnie. A stąd już krok do „kurwy”. Pierwszym zanotowanym użyciem tego chyba najstarszego polskiego wulgaryzmu był zapis sądowy z 1415 r.: „Gdyby mać jego kurwą mianował, w takąż winę skazujemy ji być upadłym”. Ale słowo to znajdziemy też we fraszce Jana Kochanowskiego „Na matematyka” („Wiatrom rozumie, praktykuje komu, A sam nie widzi, że ma kurwę w domu”).

„Chuj”, oznaczający męskie przyrodzenie, pochodzi od indoeuropejskiego słowa hoi („prężny”, „sterczący”) albo staropolskiego słowa „chujec”, którego desygnatem był wieprz, samiec rozpłodowy. Być może stąd wzięło się też powiedzenie „nie ma chuja we wsi” (co znaczyło dawniej, że nie ma już żadnego płodnego samca świni).

Mocnym przekleństwem jest nazwanie kogoś skurwysynem, ale dawniej oznaczało to traktowanie kogoś na równi z chamem (czyli chłopem, parobkiem). Także słowo „pierdolić” ma dość bogate znaczenie. W XIX w. posługiwano się nim w eleganckim towarzystwie na określenie gadania bez sensu, od rzeczy. W jednym z listów generał Józef Wybicki zapytał ponoć: „Co ona pierdoli?”. Dzisiaj można też kogoś pierdolić, czyli lekceważyć, lub opierdolić, a więc zrobić komuś awanturę. Słowo to ma też swój odpowiednik w angielskim fuck you. Gdy dodamy do tego wysunięty środkowy palec, mamy już dosadny i kompletny przekaz. Co ciekawe, angielskie słowo jest prawdopodobnie anagramem wyrażenia fornicate under command of the king, czyli „cudzołożyć na rozkaz króla”. Edykt zawieszał kary za cudzołóstwo, kiedy to wyniszczona wojnami i zarazami Anglia była dotknięta niżem demograficznym. Inne teorie mówią m.in. o tym, że skrót ten oznaczał żołnierza brytyjskiej armii imperialnej, który dostał choroby wenerycznej, lub odnosi się do czasów, gdy zakuwano w dyby za niewierność. Fuck jest słowem wulgarnym, które nie pojawiało się w druku aż do lat 60. ub.w. Z tym określeniem związany jest też skrót FAFU, używany przez szeregowych żołnierzy alianckich w Normandii w 1944 r., gdy coś szło nie tak (Fucking all, fucked up – „wszystko, kurwa, spieprzone”).

Spośród najczęstszych przekleństw, wymienionych przez prof. Bralczyka, pozostało nam jeszcze do omówienia słowo „jebać”. Otóż „jebać” znaczy dziś tyle co „kraść” czy „bić”. Słowo to pochodzi prawdopodobnie od prasłowiańskiego jebti, co znaczyło „spółkować”. I o ile każdy się zgodzi, że należy ono do kategorii silnie nacechowanych wulgaryzmów, o tyle w odniesieniu do pochodzącego od niego przysłówka „zajebiście” panuje lekkie zmieszanie obyczajów. Czy jest to przekleństwo? Oczywiście. O czym pisze m.in. Maciej Grochowski, autor „Słownika polskich przekleństw i wulgaryzmów”. W jednym z wywiadów prof. Jan Miodek wspomniał, że nienawidzi tego słowa i gdy je słyszy, dostaje furii. Tymczasem „zajebiście” trafiło do gwary młodzieżowej i jest używane na co dzień jako określenie czegoś, co się bardzo podoba, jest wspaniałe.

Na koniec do zasobu obraźliwych epitetów i przekleństw można dodać jeszcze słowo „dupa” (kiedyś oznaczające każdy otwór, np. dziuplę w drzewie, zagłębienie w przedmiocie). Dziś użyte w odniesieniu do kobiety staje się zdecydowanie wulgarne, negatywne. Z kolei określenie kogoś mianem dupy wołowej sugerowało, że mamy do czynienia z ofermą, kimś niezaradnym. A zarzucenie komuś, że wygląda jak pół dupy zza krzaka, jest silnym przekazem, że ktoś wygląda bardzo źle. Od tylnej części ciała do pewnych czynności fizjologicznych już tylko krok, stąd powiedzenie „skończyło się babci sranie” oznaczające koniec czegoś przyjemnego.

Trochę historii

Narzekamy na nasz język. Tymczasem już starożytni klęli. I to jak! Grecy i Rzymianie pozwalali sobie na umieszczanie przekleństw na murach miast oraz w wystawianych komediach czy prywatnych listach. Na przykład dwaj żołnierze grożą pewnemu mężczyźnie o imieniu Epafrodyt, że jeśli im „nie da dupy”, to go zbiją. Pojawia się też niewybredny żart: „tego, kto przeczyta ten tekst, zbiję kutasem”. Przeklinanie zawsze odnosiło się do rzeczy ważnych dla danej społeczności. W wypadku Rzymian wulgarne określenia dotyczyły współżycia płciowego oraz genitaliów i kobiecych narządów rozrodczych.

Od przeklinania do rzucenia na kogoś przekleństwa jest mały krok. Złorzeczenia pojawiają się np. w papirusach magicznych, gdzie rzucający na kobietę urok mężczyzna wymienia te czynności erotyczne, których kobieta nie może robić z innymi mężczyznami. Przeklinano też całe miasta. W dawnym Egipcie sporządzano napisy na tabliczkach i figurkach, które zawierały listę przekleństw rzucanych na wrogów tego kraju. Przekleństwo miało się urzeczywistnić po zniszczeniu tych przedmiotów. Jedna z najstarszych znanych klątw powstała na greckiej wyspie Teos. Tam w V w. p.n.e. na glinianej tabliczce zapisano zaklęcie, które miało sprawić, że ktokolwiek będzie złorzeczył wyspie, umrze razem z całą rodziną.

Przeklinanie to nie tylko rzucanie wulgaryzmów. Wypowiedziane z nienawiścią zwykłe słowo również staje się przekleństwem. Czy skutecznym? Przykład spalonego na stosie wielkiego mistrza zakonu templariuszy Jakuba de Molaya pokazuje, że tak. Aresztowany na rozkaz króla Francji Filipa IV Pięknego mistrz, płonąc już na stosie na jednej z wysp Sekwany, zawołał ponoć: „Papieżu Klemensie! Rycerzu Wilhelmie! Królu Filipie! Zanim rok minie, powołuję was przed sąd boży po sprawiedliwą karę. Przeklęci! Wszyscy przeklęci po trzynaste pokolenie waszego rodu!”. Niebawem wszyscy, których przeklął de Molay, a którzy przyczynili się do kasaty zakonu, umierali w nagły sposób. Miesiąc po egzekucji zamknął oczy papież Klemens, wkrótce po nim umarli Wilhelm de Nogaret oraz król Francji, który doznał paraliżu po wypadku na polowaniu.

Klnę, więc jestem?

Dlaczego klniemy? Po pierwsze z powodu emocji. Inwektywy stanowią ekspresję. Przeklinanie powstaje pod wpływem silnych doznań, frustracji, złości. Natomiast wielogodzinne przebywanie z osobą, która notorycznie przeklina („klnie jak szewc”), spowoduje, że po pewnym czasie sami zaczniemy bluzgać, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Neurobiologia oraz badania nad półkulami mózgu udowadniają, że przeklinanie jest nierozerwalnie związane z emocjami. Zarówno naszymi, jak i osoby, z którą rozmawiamy. Przekleństwa są zakorzenione w obu półkulach, a także w ciele migdałowatym odpowiadającym za negatywne emocje, takie jak złość czy agresja.

Wulgaryzmy, obraźliwe gesty nie są tylko domeną ludzi. Małżeństwo naukowców z University of Nevada zaadoptowało w latach 70. ub.w. kilka małych szympansów. Nauczyli je jeść, pić z kubka, korzystać z toalety i posługiwać się językiem migowym. Jak się okazało, w chwilach wzburzenia oraz złości zwierzęta zaczęły używać znaków związanych z fizjologią, wydalaniem i brudem, obraźliwych w stosunku do siebie lub naukowców.

Przekleństwa mogą też przynosić ulgę w bólu fizycznym. Próbował to sprawdzić dr Richard Stephens, autor książki „Czarna owca. Ukryte zalety okropnego zachowania”. Skłonił on 67 studentów, by zanurzyli rękę w lodowatej wodzie i wytrzymali tyle, ile mogą. Okazało się, że ci, którzy przeklinali, wytrzymywali o połowę dłużej niż studenci, którzy tego nie robili. Przekleństwa podnosiły ich tętno i obniżały poziom odczuwanego bólu. Ponadto osoby szczere i otwarte, żeby wyrazić to, co czują, często uciekają się do przekleństw, tak twierdzą naukowcy na łamach „Social Psychological and Personality Science”. Język jest wtedy bardziej autentyczny, dzięki czemu osoby te mogą wydawać się bardziej szczere. Przeklinanie bywa często wykorzystywane jako sposób wyrażania intensywnych, ale prawdziwych emocji.

Badania pokazują, że przeklinający ludzie są postrzegani jako bardziej wiarygodni. Analizy przeprowadzone przez Gilada Feldmana z Maastricht University na 276 osobach wykazały, że im częściej uczestnicy eksperymentu przeklinali, a także im więcej przekleństw wypisali na kartce jako te, które stosują w życiu codziennym, tym rzadziej kłamali. Wszyscy oni w ramach testu mieli odpowiadać na pytania skonstruowane tak, by wykazać skłonność do kłamstwa czy konfabulacji. Naukowcy wzięli też na cel korzystających z Facebooka. Przeanalizowali oni zmiany statusów ponad 73 tys. użytkowników aplikacji. Efekt? Okazało się, że osoby bardziej szczere częściej publikowały posty z przekleństwami.

Moda na przeklinanie

Nasz język staje się coraz bardziej potoczny, a używanie słów wulgarnych bulwersuje coraz mniej. W latach 1980–1981 mocne słowa stawały się jednym z przejawów buntu wobec władzy i języka mediów publicznych. Językoznawcy ukuli nawet termin kakofemizmów – słów krzykliwych.

I tolerancja na wulgaryzmy w naszym kraju rośnie. Potwierdzają to realizowane co kilka lat badania CBOS. Wzrosło warunkowe przyzwolenie na obraźliwe wypowiedzi, ubyło zaś osób, które nie akceptują ich w żadnych okolicznościach, tak wynika z analizy „Wulgaryzmy w życiu codziennym”, przeprowadzonej w 2013 r. Zwłaszcza dla młodych ludzi, a nawet dzieci, które stykają się w swoim środowisku z przekleństwami, wulgaryzmy stanowią uzupełnienie codziennego języka. Bluzgać znaczy być trendy, kimś fajnym, uchodzić za dorosłego – bo w domu rodzice też tak mówią. Zwykła ulica jest wciąż kluczowym, ale już nieco mniej ważnym miejscem stykania się z mocnym językiem. Spadła też liczba audycji telewizyjnych i radiowych jako źródeł wulgarnych treści. Prym za to wiedzie internet, dający wiele narzędzi do hejtu i niewybrednej, nierzadko wulgarnej krytyki. Klną też rodzimi politycy, co wykazała afera podsłuchowa, która spopularyzowała powiedzenie „chuj, dupa i kamieni kupa”.

Niestety bycie osobą o wysokiej kulturze osobistej, a więc stroniącą od przekleństw, będzie niedługo zupełnie de mode. A szkoda.

01.09.2020 Numer 9/2020

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną