Człowiek

Podręcznik wakacyjny: Wahadełko wątpliwości

Wahadełko wątpliwości

Numer 7/2020
SvetaZi / Shutterstock
Stosowanie hipnozy w kryminalistyce od lat wzbudza kontrowersje. Podzieleni w osądach są zarówno prawnicy, jak i naukowcy.

Nie będzie wznowienia procesu! Taką decyzję podjął na początku maja 2020 r. Texas Court of Criminal Appeals, utrzymując w mocy orzeczenie sądu procesowego w Dallas. Dla oskarżonego Charlesa Floresa oznacza to nic innego jak wyrok śmierci. Proces pięćdziesięciolatka obserwuje z zaciekawieniem całe prawnicze i naukowe środowisko za oceanem. Sprawa budzi kontrowersje, bo mężczyznę skazano za morderstwo głównie na podstawie zeznania świadka poddanego hipnozie. Jest to legalne, bo Teksas pozostaje jednym z 17 stanów, które dopuszczają wykorzystanie hipnozy podczas przesłuchań. Czy słusznie? O tym znów dyskutują eksperci. Najwięcej emocji wzbudza pytanie, czy informacje uzyskane od osoby zahipnotyzowanej są wystarczająco wiarygodne, by uznać je za przekonujący dowód w sądzie. Większość naukowców twierdzi, że nie. Mimo to dzięki wykorzystaniu tej metody w śledztwie wykonano już niejeden wyrok śmierci.

Po nitce do kłębka…

Hipnoza jako narzędzie kryminalistyczne jest regularnie wykorzystywana przez amerykańskich stróżów prawa i agencje wywiadowcze od czasów II wojny światowej. Z czasem pojawiły się jednak wątpliwości co do tego typu działań. Akta sprawy Charlesa Floresa mówią o tym, że jest on winny zabójstwa mieszkanki Dallas Elizabeth „Betty” Black. Wczesnym rankiem 29 stycznia 1998 r. policja znalazła ciało kobiety w jej domu. Śledczy nie mieli wątpliwości, że doszło do morderstwa na tle rabunkowym. Sąsiadka zeznała, że widziała dwóch mężczyzn kręcących się koło domu ofiary, ale była tak roztrzęsiona, że poprosiła o hipnozę, by spokojnie przypomnieć sobie szczegóły. Na podstawie sesji przeprowadzonej z wyszkolonym na takie okazje funkcjonariuszem udało jej się stworzyć portret pamięciowy zabójców. W ten sposób natrafiono na Floresa. I choć były wątpliwości co do jego winy, to właśnie zeznania świadka, potwierdzone podczas rozprawy, przyczyniły się do skazania mężczyzny. Nie przedstawiono żadnych fizycznych dowodów łączących go z miejscem zbrodni, miał kiepskich obrońców, a jedyny naoczny świadek zdarzenia został zahipnotyzowany podczas przesłuchania.

Flores nie jest jedyny. W Teksasie od połowy lat 70. w ten sam sposób skazano 54 osoby. Czworo osądzonych do dziś znajduje się w celi śmierci, a 11 już stracono. Doszło do tego, gdyż przed laty uprawomocniono standardy dotyczące dopuszczania zeznań uzyskanych pod wpływem hipnozy. Ameryka jest w tym względzie podzielona. Najstarsze orzecznictwo w tej sprawie pochodzi z roku 1897. Sąd Najwyższy stanu Kalifornia, orzekając w sprawie niejakiego Josepha Ebanksa, oskarżonego o morderstwo pierwszego stopnia, stwierdził, iż prawo Stanów Zjednoczonych nie uznaje hipnotyzmu. Tyle teorii. W praktyce tylko do końca lat 80. hipnozą posłużono się w 441 sprawach apelacyjnych i 73 federalnych. Kategoryczny zakaz wykorzystywania jej obowiązuje dziś tylko w 27 stanach, w 17 jest dopuszczalna, a pozostałe nie mają prawnej wykładni dla tego typu działań.

Sytuacja prawna jest więc tak samo niejednoznaczna, jak niejednoznaczne pozostaje traktowanie hipnozy w obrębie samej kryminalistyki. Osoby poddawane sesji można podzielić na cztery grupy: ofiary przestępstw, świadków przestępstw, podejrzanych o dokonanie przestępstwa oraz sprawców przestępstw. Najwięcej zastrzeżeń budzi trzecia grupa. Uzyskane tą drogą zeznania podejrzanego nie mogą być dowodem w sądzie. Chodzi o to, że w takim przypadku hipnoza stanowiłaby zagrożenie dla prawnie zagwarantowanej swobody obrony, a także pozostawiałaby wiele wątpliwości natury etycznej – np. możliwość nakłonienia podejrzanego, aby przyznał się do niepopełnionego czynu. Aby informacje uzyskane dzięki transowi miały wartość dla sądu, muszą zostać spełnione określone warunki: hipnoza powinna być przeprowadzona przez niezależnego kompetentnego psychiatrę lub psychologa, którego zaznajamia się tylko z niezbędnymi faktami; przed badaniem należy przeprowadzić rozmowę wstępną o sprawie; nikt poza hipnotyzerem i badanym nie powinien być obecny podczas transu, a jego przebieg, łącznie z rozmową wstępną, musi być rejestrowany. Zasady te sformułował prof. Martin Orne, psychiatra z University of Pennsylvania. Zwolennicy hipnozy kryminalistycznej wierzą, że przestrzeganie tych reguł zapewni otrzymanie informacji wystarczająco wiarygodnych, by nadać im rangę dowodu.

Stany Zjednoczone nie są tutaj wyjątkiem. Od ponad 40 lat trans w kryminalistyce stosują także Wielka Brytania, Izrael i Australia. Na antypodach policja dosyć często korzysta z usług hipnotyzerów. W samym tylko stanie Wiktoria w latach 1981–1988 do ich umiejętności odwołano się 115 razy. Sądy australijskie uznają z kolei zeznania uzyskane w ten sposób za dopuszczalny dowód w procesach. W Szwecji skorzystano z tej możliwości zaledwie trzykrotnie, za to jedna ze spraw dotyczyła głośnego zabójstwa premiera Olofa Palmego (1986). W Polsce stosowanie hipnozy określa art. 171 „Kodeksu postępowania karnego”, który jej zwyczajnie zakazuje w trakcie przesłuchania do celów procesowych. Co nie oznacza, że nasi policjanci nigdy z niej nie korzystali, np. w trakcie rekonstrukcji zdarzeń czy w trakcie zbierania dowodów.

Pamięć (nie)absolutna

Popularność hipnozy wśród amerykańskich stróżów prawa zaczęła lawinowo wzrastać w latach 70. minionego stulecia. Wiązało się to z kilkoma głośnymi eksperymentami. W 1975 r. z zakresu przeprowadzania hipnozy przeszkolono kilkunastu policjantów, których pracę monitorowano przez kolejne cztery lata. Okazało się, że na 378 zarejestrowanych sesji w ponad 80% uzyskano dodatkowe informacje, nieosiągalne normalną drogą, a mniej więcej 16% spraw rozwiązano w ten sposób. W 1977 r. Biuro Szeryfa Okręgu Los Angeles przy współpracy z American Society of Clinical Hypnosis wykonało kolejne badania, polegające na przeprowadzeniu ponad 50 sesji z ofiarami i innymi świadkami takich przestępstw jak zabójstwo, zgwałcenie, uprowadzenie i rozbój. Efekt? W 90% przypadków śledczy stwierdzili, że sesje okazały się dla nich pomocne. Naturalnym sprzymierzeńcem hipnozy była prasa. Im głośniejsza sprawa, którą udało się rozwikłać dzięki transowi, tym większy rozgłos samej metodologii pracy śledczych. Na przełomie lat 70. i 80. policja z Los Angeles przesłuchiwała ponad 100 osób rocznie wprowadzanych w stan hipnozy, stwierdzając, że trzy czwarte uzyskanych tą drogą informacji okazywało się pomocne przy rozwiązywaniu spraw.

Ale sukces miał też swoją cenę. Od początku lat 80. coraz głośniej mówiło się o słabościach metody i wprowadzeniu policjantów w błąd. Śledczy z Nowego Jorku niesłusznie oskarżyli o napaść seksualną mężczyznę, którego wskazała kobieta pod wpływem transu. Inny świadek przekonywał, że jadł pizzę w restauracji, która w rzeczywistości nie serwuje tego dania, oraz że widział tatuaże u osoby, która tak naprawdę ich nie miała. Jeszcze inny, że został zraniony nożyczkami lub nożem, choć nie było śladów użycia broni. Zaczęły pojawiać się wątpliwości.

Wyniki badań w kolejnych latach skłoniły psychologów do odejścia od teorii, że pamięć jest wielkim stałym magazynem wspomnień, do których można dotrzeć. Odkrycia naukowe dowiodły, że działa raczej na zasadzie rekonstrukcji niż nagrywania. A jeśli tak jest, to „pamięć łatwo można zanieczyścić, tak samo jak miejsce zbrodni” – przekonują prawnicy z Innocence Project, którzy prowadzą w USA sprawy niewinnie skazanych („WiŻ”, 4/2020). Okazuje się, że osoba zahipnotyzowana – w tym przypadku przesłuchiwana – „przypomina sobie” tyle samo prawdziwych wydarzeń, ile nieprawdziwych, ale mocno wierzy w autentyczność wszystkich. – Być może poddany transowi człowiek ma silne doznania, ale to jeszcze nie znaczy, że są prawdziwe – uważa dr Steven J. Lynn z Binghamton University.

Jak przyznaje Lynn, jako młody psycholog w latach 70. sam był zwolennikiem tej metody w kryminalistyce. Na podstawie późniejszych badań zmienił jednak zdanie i dziś jest jednym z biegłych sądowych w sprawie Charlesa Floresa. – Proszę pomyśleć o hipnozie jak o tabletce przywracającej pamięć. Jeśli wierzysz w to, że po jej zażyciu poprawi ci się pamięć, to zapytany o konkretne wspomnienie, z większym prawdopodobieństwem powiesz, że jesteś go stuprocentowo pewien. To działa niemal jak placebo – tłumaczył podczas rozprawy i przestrzegał: – To, że zahipnotyzowany pacjent otwiera się na sugestie terapeuty, jest mocno przydatne w leczeniu, ale staje się niebezpieczne na sali sądowej.

Wiele analiz dowodzi problematyczności związku między hipnozą a pamięcią. W 2006 r. Lynn badał wspomnienia różnych osób po śmierci księżnej Diany. Wykorzystując rozmaite techniki pobudzania pamięci, pytał je, co robiły tego dnia, a następnie sprawdzał, jak było faktycznie. Okazało się, że osoby w transie pamiętały mniej niż niezahipnotyzowane i pomijały więcej szczegółów.

To nie wszystko. Jak przekonuje prof. Martin Orne, osoba przeprowadzająca sesję może wywrzeć wpływ na obrazy pamięciowe zahipnotyzowanego. – Jeżeli hipnotyzer ma w danej sprawie wyrobione zdanie, to narzuci pamięci tej osoby odpowiednie skojarzenia. W efekcie, gdyby w śledztwie wzięto pod uwagę zeznania uzyskane w transie, w sądzie należałoby udowodnić, że nie zmieniono obrazów zanotowanych w pamięci świadka – tłumaczy psychiatra. Jednym słowem hipnoza zwiększa przekonanie o prawdziwości wspomnień. Nawet jeśli są one fałszywe!

Udowodnił to prof. Joseph Green z Ohio State University w Limie. Pod koniec lat 90. naukowiec przepytał 96 studentów college’u o daty ogólnie znanych wydarzeń, nagłaśnianych przez media: dzień, miesiąc i rok rozpoczęcia wojny w Zatoce Perskiej, datę wybuchu bomby podczas igrzysk w Atlancie czy rok samobójczej śmierci Kurta Cobaina, lidera zespołu Nirvana. Mniej więcej połowa badanych została poddana hipnozie, pozostali wzięli udział w zwykłych ćwiczeniach relaksacyjnych. Jak się okazało, studenci w transie nie byli lepsi w przypominaniu sobie dat. Co więcej, kiedy poproszono ich o ponowne przemyślenie odpowiedzi, rzadziej weryfikowali twierdzenia. Osoby poddane hipnozie nie tylko nie radziły sobie lepiej niż inni z zadaniami pamięciowymi, ale z uporem trwały przy fałszywych wspomnieniach.

Czemu zatem nadal bierze się pod uwagę dowody i zeznania ustalone przez śledczych podczas hipnozy? Wynika to poniekąd z konstrukcji amerykańskiego sądownictwa. – Panuje przekonanie, że pamięć działa jak urządzenie nagrywające. Wierzy w to mniej więcej połowa przysięgłych. Dlatego zeznania naocznych świadków często przekonują ławę przysięgłych, zwłaszcza jeśli sprawiają oni wrażenie mocno przekonanych, że dobrze zapamiętali to, co się wydarzyło – mówi Elizabeth Loftus z University of California.

Kategoryczny zakaz stosowania hipnozy podczas dochodzenia jako ostatni wprowadził stan New Jersey. Działanie to było następstwem jednej ze spraw. W 2006 r. wyszło na jaw, że zahipnotyzowany świadek gwałtu rozpoznał kogoś, kogo nie mógł widzieć. Do końca roku w sprawie Charlesa Floresa wypowie się Sąd Najwyższy. To on zadecyduje, w jakim kierunku podąży Teksas.

Kamil Nadolski
dziennikarz, redaktor, popularyzator nauki

***

Hipnoza w polskim prawie

Według art. 171 „Kodeksu postępowania karnego” „niedopuszczalne jest stosowanie hipnozy albo środków chemicznych lub technicznych wpływających na procesy psychiczne przesłuchiwanej osoby albo mających na celu kontrolę nieświadomych reakcji jej organizmu w związku z przesłuchiwaniem”. Interpretacja tego zapisu budzi jednak wątpliwości. Część osób, głównie prokuratorów, uważa, że jest to bezwzględny zakaz stosowania hipnozy we wszelkich działaniach procesowych. Nie wszyscy jednak podzielają ten pogląd. W literaturze przedmiotu często podnosi się kwestię, jakoby wykorzystanie jej dotyczyło wyłącznie przesłuchania, a więc zakaz ten nie ma zastosowania ani do ekspertyzy i eksperymentu procesowego, ani do czynności operacyjno-rozpoznawczych, które mogą przyczynić się do przełomu w śledztwie. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że informacje uzyskane przy pomocy procedur hipnotycznych nie mogą być dowodem samym w sobie, gdyż „odróżnienie przypominania od fantazji jest praktycznie niemożliwe”.

Zdaniem prof. Józefa Wójcikiewicza nie można mówić o wartości dowodowej hipnozy. – Taką wartość mają opinia biegłego, zeznania świadków (ofiar) i wyjaśnienia podejrzanych (oskarżonych). Indukcja hipnotyczna nie może być przeprowadzona bezpośrednio przed przesłuchaniem albo bezpośrednio po nim. Hipnoza może w procesie pojawić się w postaci opinii biegłego badającego za jej pomocą ślady pamięciowe u podejrzanego czy świadka oraz zeznań bądź wyjaśnień składanych w trakcie przesłuchania jakiś czas potem. Bywa, że świadek lub podejrzany poddaje się indukcji hipnotycznej poza procesem, prywatnie. W tej sytuacji polskie prawo nie zakazuje przesłuchiwania osób wcześniej poddanych hipnozie – tłumaczy ekspert.

***

Mity wokół hipnozy

Wokół hipnozy przez lata narosło sporo mitów. Wiele osób wierzy, że hipnotyzer ma specjalną moc i osobowość, kobiety są szczególnie podatne na trans, hipnoza wymusza posłuszeństwo, co może doprowadzić do popełnienia przestępstwa przez daną osobę, cały proces jest szkodliwy, powoduje spontaniczną amnezję, a osoba w stanie nieświadomości traci kontrolę nad sobą i nie może kłamać. Niektórzy boją się, że z transu można się nie obudzić, ktoś może nas zahipnotyzować wbrew naszej woli albo że podatność na hipnozę koreluje z niską inteligencją. – To wszystko mity – zapewnia prof. Józef Wójcikiewicz, kierownik Katedry Kryminalistyki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Hipnoza na pierwszy rzut oka przypomina sen, ale wcale nim nie jest. Dowodzą tego badania elektroencefalograficzne mózgu. Inną częstotliwość mają bowiem fale mózgowe człowieka śpiącego, inną – rozbudzonego, a jeszcze inną – zahipnotyzowanego. W błąd wprowadza już sama nazwa opisywanego zjawiska, gdyż termin ten pochodzi od greckiego słowa hypnos, oznaczającego właśnie „sen”. Ale szkocki neurochirurg James Braid, którzy użył go w 1841 r. pierwszy, jeszcze tego nie wiedział. Wówczas toczyła się dyskusja, czy stan hipnozy to efekt choroby psychicznej, czy możliwy jest do osiągnięcia przez większość ludzi. Zwycięsko z tej batalii wyszli obrońcy tej drugiej tezy. Dziś wiemy na ten temat nieco więcej. Według badań 25% ludzi charakteryzuje się bardzo dużą podatnością na hipnozę, 5% jest na nią całkowicie odpornych, a cała reszta plasuje się gdzieś pomiędzy.

Spora część badaczy uznaje hipnozę za stan zmienionej świadomości, odmienny zarówno od stanu czuwania, jak i snu. Hipnozę wykorzystuje się w psychologii klinicznej i psychiatrii, m.in. jako jedną z metod diagnozowania i leczenia zaburzeń nerwicowych, lękowych, przy zmniejszaniu bólu oraz w terapii niektórych uzależnień.

01.07.2020 Numer 7/2020

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną