Człowiek

Bogowie ze szczytów

Numer 6/2020
Machu Picchu to najwyżej położone (2400 m n.p.m.) inkaskie miasto. Przez zwolenników ruchu New Age uważane jest za jedną z czakr ziemi. Machu Picchu to najwyżej położone (2400 m n.p.m.) inkaskie miasto. Przez zwolenników ruchu New Age uważane jest za jedną z czakr ziemi. Anton Ivanov / Shutterstock
Święte góry – osie świata, siedziby bogów i dusz przodków oraz duchów – od tysięcy lat są celami pielgrzymek wiernych i turystów.
Według Biblii na górze Synaj Mojżesz dostał od Boga dziesięć przykazań.Mountains Hunter/Shutterstock Według Biblii na górze Synaj Mojżesz dostał od Boga dziesięć przykazań.
Starożytni uważali, że na szczycie Olimpu mieszkają Zeus i inni greccy bogowie.Lev Paraskevopoulos/Shutterstock Starożytni uważali, że na szczycie Olimpu mieszkają Zeus i inni greccy bogowie.
Klasztor Simonopetra na świętej górze Athos.vlas2000/Shutterstock Klasztor Simonopetra na świętej górze Athos.
Święta góra Kajlas w Tybecie.Alexander Verevkin/Shutterstock Święta góra Kajlas w Tybecie.
Kajlas jest ­celem pielgrzymek ­przedstawicieli czterech ­wielkich religii, którzy okrążają jej szczyt pieszo bądź na ­kolanach lub jak ten buddyjski pątnik ­odmierzają trasę długością swego ciała.Vladimir Melnik/Shutterstock Kajlas jest ­celem pielgrzymek ­przedstawicieli czterech ­wielkich religii, którzy okrążają jej szczyt pieszo bądź na ­kolanach lub jak ten buddyjski pątnik ­odmierzają trasę długością swego ciała.
Od października ub.r. turyści mają zakaz wchodzenia na Uluru, świętą skałę australijskich Aborygenów.Stanislav Fosenbauer/Shutterstock Od października ub.r. turyści mają zakaz wchodzenia na Uluru, świętą skałę australijskich Aborygenów.
Widok z płaskowyżu Atakama na wulkan Llullaillaco, któremu Inkowie składali w ofierze dzieci.Vadim Ozz/Shutterstock Widok z płaskowyżu Atakama na wulkan Llullaillaco, któremu Inkowie składali w ofierze dzieci.
Tryskający lawą wulkan Masaya (635 m n.p.m.) w Nikaragui. Indianie ­otaczali go kultem, a Hiszpanie nazwali Wrotami Piekieł.Vadim Ozz/Shutterstock Tryskający lawą wulkan Masaya (635 m n.p.m.) w Nikaragui. Indianie ­otaczali go kultem, a Hiszpanie nazwali Wrotami Piekieł.
Góra Emei w ­prowincji Syczuan to jedna z czterech świętych gór chińskich buddystów.Roberto Destarac Photo/Shutterstock Góra Emei w ­prowincji Syczuan to jedna z czterech świętych gór chińskich buddystów.
Ślęża i Radunia były ­miejscami kultu od pradziejów.Wikimedia Commons/Wikipedia Ślęża i Radunia były ­miejscami kultu od pradziejów.
Jedna z rzeźb ze Ślęży uważanych swego czasu za celtyckie. Dziś wiadomo, że powstały one w średniowieczu.Wikimedia Commons/Wikipedia Jedna z rzeźb ze Ślęży uważanych swego czasu za celtyckie. Dziś wiadomo, że powstały one w średniowieczu.
Klasztor na świętej górze Ararat w Armenii.Yury Birukov/Shutterstock Klasztor na świętej górze Ararat w Armenii.
Czczony przez Masajów wulkan Ol Donyo Lengai w północnej Tanzanii.Yury Birukov/Shutterstock Czczony przez Masajów wulkan Ol Donyo Lengai w północnej Tanzanii.

Religioznawcy podkreślają, że nie ma żadnej prawidłowości, która decydowałaby o tym, gdzie człowiek czcił swoich bogów. Mogły to być domowe kapliczki, umieszczone w centrach gwarnych miast wspaniałe świątynie, samotne drzewa w głębi lasu lub położone „na krańcach świata” źródła. Ponieważ ludzka potrzeba duchowości ma różne oblicza i wykorzystywana jest do różnych celów, rozmaite są i miejsca kultu. Badania prof. Davida Haya z Religious Experience Research Unit w Oksfordzie wykazały, że ludzie poczucia bliskości Absolutu częściej niż w świątyniach doznają na łonie natury, szczególnie w wysokich górach. Bogowie lubią zwłaszcza te szczyty, które dobrze widać – bo dumnie sterczą nad równiną, są najwyższe lub zieją ogniem. Wiara, że bogowie wybierają je na siedziby, jest ponadczasowa i ponadkulturowa. Miejsca te stanowią namacalny dowód wywyższenia. Ma się wrażenie kontaktu z przestworzami, nieosiągalności, tajemniczości i grozy. Źródła tych wierzeń kryją się w religiach animistycznych, łączących poszczególne bóstwa i dusze przodków z ożywionymi i nieożywionymi elementami natury – drzewami, głazami, zbiornikami wodnymi czy właśnie szczytami. Elementy te były symbolem, manifestacją i personifikacją sił nadprzyrodzonych.

Pępki i osie świata

Szczyty były zamieszkiwane nie tylko przez bogów, ale też przez dusze przodków czy groźne demony. Nic dziwnego, że wyprawa na nie może skończyć się tragicznie, bo człowiek tym samym wchodzi na teren podległy władaniu sił wyższych, które mogą być dobre, ale też okrutne i bezwzględne. Na każdym niemal kontynencie znajdzie się góra, gdzie według tradycji szczególnie często dochodziło do zaginięć ludzi, co wiązano z działaniem złych mocy i sił nadprzyrodzonych. Tym bardziej że w wielu religiach święte góry stanowią kosmiczne osie (axis mundi), łączące ziemię z niebiosami, świat ludzi ze światem bogów i duchów, przeszłość z teraźniejszością i przyszłością. Z tych powodów to tam najłatwiej było nawiązać kontakt z duszami przodków, co wykorzystywali szamani w swoich obrzędach, i to dlatego są one miejscami wielu objawień – jak Synaj, na którego szczycie Mojżesz dostał od Boga przykazania.

Na mapach hierotopograficznych, ukazujących miejsca święte, do których pielgrzymują tłumy wyznawców i turystów, oprócz tak oczywistych centrów jak Rzym, Jerozolima czy Mekka znajdziemy mnóstwo świętych gór. Wybierano je nieprzypadkowo, a znaczenie miała m.in. uroda okolicy. Lokalizacja była ważna nie tylko dlatego, że wzbudzała emocje pomagające w przeżyciu stanów duchowych, ale piękno po prostu odróżniało to, co przyziemne, od tego, co boskie.

Dziś ezoterycy New Age mówią o czakrach mocy ziemi, gdzie kumuluje się energia. To zapożyczenie z hinduizmu posługującego się pojęciem czakr ludzkiego ciała, czyli kanałów, przez które przepływa i w których kumuluje się energia (prana). Nie przez przypadek na liście miejsc o tej wyjątkowej mocy znajdziemy mnóstwo gór – Shasta w Kalifornii, Uluru w Australii, Cooka w Nowej Zelandii, Kajlas w Tybecie – oraz miejsca wyniesione, jak Machu Picchu w Peru, piramidy egipskie czy nasz Wawel. Badania nie wykazują, jakoby działały w nich jakieś wyjątkowe siły (choć delficka Pytia mogła wdychać wydobywające się ze skalnego uskoku, na którym stała wyrocznia, trujący etylen lub metan), ale za wiarą w ich kosmiczną wyjątkowość stoją dwa zjawiska: bardzo głęboko zakorzeniona tradycja oraz wrodzona człowiekowi potrzeba duchowości i transcendentnych przeżyć, o które w obliczu piękna i wzniosłości przyrody po wysiłku fizycznym, związanym ze wspinaniem się na szczyt, zdecydowanie łatwiej niż gdzie indziej.

Święte góry mogą mieć sławę globalną lub bardziej lokalną, gdy ważne są dla obywateli jednego kraju, mieszkańców regionu czy danego plemienia. W Europie, zamieszkiwanej głównie przez zakorzenionych w cywilizacji antycznej judeochrześcijan, rolę świętych gór odgrywają te znane z Biblii, jak Synaj w Egipcie, Garizim w Izraelu czy święte wzgórze w Jerozolimie, ale też mityczny Olimp albo Athos. Natomiast u nas za magiczne uważano Ślężę oraz Łysą Górę, ale to jeszcze przed przyjęciem chrześcijaństwa, na co wskazują ludowa tradycja i pozostałości materialne. Innym przykładem ważnego szczytu jest Harney Peak w Dakocie Południowej (2207 m n.p.m.), na który pielgrzymował zmarły w 1950 r. mistyk i strażnik indiańskiej tradycji plemienia Dakota Czarny Łoś (Black Elk). Jeśli jednak świętość góry mierzyć liczbą wyznawców i przybywających do niej pielgrzymów, to zapewne jedno z pierwszych miejsc zajmie Kajlas – święta góra hinduistów, buddystów, dżinistów oraz wyznawców tybetańskiej religii bön, których w sumie jest ok. 500 mln. Co więcej, wiara wymaga od nich pielgrzymki, więc aby ujrzeć Kajlas, przybywają tłumy wyznawców, ale i rzesze turystów pchanych przez ciekawość, chęć przeżycia przygody i obcowania z egzotyczną mistyką.

Krążyć ku czci

Góra Kajlas (6714 m n.p.m.) na granicy Indii i Chin nie jest ani najwyższa w Tybecie, ani nawet najtrudniejsza do zdobycia, jak stwierdził himalaista Reinhold Messner, mimo to do dziś nie odnotowano, by ktoś oficjalnie się tam wspiął. Przyczyn, dla których akurat tę górę otoczono czcią, jest mnóstwo. Przede wszystkim swoją wyjątkowość zawdzięcza temu, że widać ją wyraźnie na płaskowyżu, a w jej pobliżu znajdują się źródła aż czterech najważniejszych rzek Indii – Indusu, Brahmaputry, Sutlej i Karnali – oraz święte jezioro Manasarovar, przy którym ukazał się Budda. Poza tym Kajlas jest kojarzona ze znaną w mitologii indyjskiej złotą górą Meru, która przecina kosmos w jego środku, oraz siedzibą bogów, m.in. hinduskiego Śiwy czy buddyjskiego patrona medytujących Demczoga.

W obydwu tych religiach praktykuje się okrążanie (parikrama) świętych miejsc – drzew, stup, jezior czy gór – zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Okrążenie Kajlas zwane jest kora. Liczącą 52 km trasę można przebyć jednego dnia (np. na jaku), ale ten sposób wybierają zazwyczaj turyści, którym zależy na czasie. Pielgrzymi idą piechotą, a nawet całą drogę odbywają na kolanach lub odmierzają ją długością swojego ciała, co chwila kładąc się na ziemi. W trakcie kora przechodzi się koło różnych świętych miejsc, w których należy wykonywać odpowiednie rytualne czynności lub składać ofiary. Według wierzeń 108 okrążeń Kajlas zapewnia nirwanę, ale wchodzenie na nią jest zakazane. Co prawda w 1958 r. władze chińskie dały pozwolenie na wspinaczkę Messnerowi, ale z niego nie skorzystał, a potem, gdy w 2001 r. dostał je alpinista Jesús Martínez Novás, protesty środowisk religijnych sprawiły, że zrezygnował z wyprawy. Według legendy jedyną osobą, która stanęła na szczycie Kajlas, jest jogin Milarepa (1052–1135). Ponoć powiedział on, że żadne miejsce nie jest wspanialsze.

Mity zaklęte w skale

Od 26 października ub.r. za wspinaczkę na Uluru, zwaną też Ayers Rock, grozi kara 10 tys. dolarów australijskich (26 tys. zł). Rdzenni mieszkańcy Australii z ludu Anangu, którym w 1985 r. zostały zwrócone ziemie, od dawna walczyli o wprowadzenie tego zakazu, bo według nich 400 tys. turystów rocznie zadeptywało świętą skałę, naruszając spokój zamieszkujących ją dusz ich przodków.

Uluru, który jest twardzielcem, a nie monolitem, jak długo uważano, wznosi się na zaledwie 348 m n.p.m., ale w całkowicie płaskim krajobrazie robi imponujące wrażenie, szczególnie podczas zachodu słońca, gdy jego żółtopomarańczowe ściany robią się krwiście czerwone. Skała zawdzięcza ten efekt piaskowcowi o dużej zawartości tlenków żelaza oraz światłu. O ile jednak dla turystów ostaniec ten to piękna i tajemnicza atrakcja, o tyle dla Aborygenów jest on nie tylko domem dusz ich przodków, ale też miejscem, gdzie miał początek Czas Snu, kiedy bogowie i przodkowie kształtowali kosmos. Z badań australijskiej pisarki i popularyzatorki wiedzy Lynne Kelly wynika, że wydobywane przez światło zagłębienia i wypukłości na Uluru pomagają Aborygenom zapamiętywać i przekazywać następnym pokoleniom wielowątkowe opowieści, będące podstawą ich religii i poczucia wspólnotowości. A ponieważ można je snuć tylko w miejscach, w których się wydarzyły, Aborygeni proszą, by nie fotografować Uluru, bo rozpowszechnianie wizerunków skały sprawia, że „przenosi” się je w inne miejsce, co może wypaczyć opowieść Czasu Snu.

Wspomniana kilkukrotnie w Starym Testamencie święta góra Garizim znajduje się obok przeklętej przez Boga góry Ebal. Ale większość szczytów ma zarówno groźne, jak i łaskawe oblicze, bo bogowie, demony i duchy mogą być łagodni i pomocni, a zarazem okrutni i niszczący. Niedostępne oblodzone wierzchołki zatrzymywały przecież chmury, z których padał deszcz, czyli tworząca życiodajne rzeki woda. Z kolei strzelające płomieniami wulkany użyźniały okolice swoimi pyłami. Podobnie na Uluru wielu wędrowców umierało podczas wspinaczki z powodu odwodnienia i upału, ale krążą także legendy, że w okolicach formacji dochodziło do zaginięć i niespotykanych zjawisk.

Przyjmujące ofiary

W niektórych kulturach za wrota do zaświatów uważano czynne wulkany, które stanowiły autentyczne zagrożenie. Wierzenia te trwały przez tysiące lat. Dlatego stale dymiącą Masayę w Nikaragui otaczali kultem już Indianie, a ponieważ Hiszpanom skojarzyła się z wejściem do piekielnych otchłani, nazwali ją Wrotami Piekieł. O tym, jak ważną rolę odgrywały w życiu mieszkańców Nowego Świata zarówno czynne, jak i wygasłe wulkany, świadczy fakt, że składano im ofiary z ludzi. Jedna ze świętych gór Inków znajduje się na pograniczu argentyńsko-chilijskim – to najwyższy na świecie (6739 m n.p.m.) czynny wulkan Llullaillaco. Niemal na samym jego szczycie w 1999 r. amerykańscy archeolodzy natrafili na doskonale zachowane mumie trojga dzieci, które 500 lat temu złożono w ofierze. Gdy sześciolatka, trzynastolatka i kilkuletni chłopiec trafili do laboratorium, okazało się, że dziewczynki były spokrewnione oraz że wszystkim dzieciom przed śmiercią podano liście koki i piwo kukurydziane. Pochodziły one z biednych rodzin i zostały wybrane ze względu na swoją urodę. Miały stać się ofiarami w przebłagalnym obrzędzie capacocha, ale wcześniej zaczęto je lepiej karmić (mięsem i kukurydzą), poić piwem oraz podawać narkotyki. Z badania włosów wynika, że tuż przed śmiercią dawki używek wzrosły, zapewne po to, by zmniejszyć u dzieci stres. Według Inków taka ofiara złożona przy wulkanie zapewniała pomyślność państwu.

Polscy archeolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego od lat badają szczyty uważane przez Inków za święte. Dwa lata temu na południowym stoku wygasłego wulkanu Coropuna w Peru, ok. 1600 m poniżej szczytu, natrafili na kompleks ceremonialny. Składał się on z 20 budowli i 5 placów. Był piątym i ostatnim z takich założeń w drodze na szczyt. W żadnym z nich na stałe nie mieszkano. Służyły pielgrzymom idącym złożyć ofiary na ołtarzach przy samym wulkanie. Wielkość niektórych ze stacji pielgrzymkowych wskazuje, że pątników było wielu, a infrastruktura została nieźle przygotowana.

Czarownice i poganie

My też mamy swoje święte szczyty, choć trudno powiedzieć, jak stara jest związana z nimi tradycja. Należy do nich Łysa Góra w Górach Świętokrzyskich. Uważa się ją za ośrodek kultu Słowian, ale niewykluczone, że czczono ją już wcześniej. Nie za bardzo wiadomo, do czego służyły wały w kształcie podkowy, otaczające górną część szczytu. Prawdopodobnie miały znaczenie kultowe. Liczą one 1,5 km długości, a tu i ówdzie sięgają 2 m wysokości. Wzniesiono je najprawdopodobniej między IX a X w., tuż przed przyjęciem chrześcijaństwa. Podobne struktury znajdziemy też na Ślęży i Raduni.

Ślęża zresztą jest wyjątkowa. To najwyższy szczyt (718 m n.p.m.) Masywu Ślężańskiego, do którego należą jeszcze Radunia, Wieżyca i Gozdnica. Masyw wyraźnie odcina się od otaczającej równiny, dlatego od głębokich pradziejów ludzie mogli uważać go za miejsce przebywania bogów i duchów. Archeolodzy od lat prowadzą badania na Ślęży, która, jak mówi jedna z legend, jest zasypanym wejściem do piekieł (w czym tkwi zresztą ziarno prawdy, bo masyw to pozostałość po aktywnym wulkanie, który znajdował się na dnie oceanu, istniejącego tu 350 mln lat temu). Najpierw Niemcy twierdzili, że wały na szczycie to pozostałości po osadach obronnych i cmentarzyska germańskiego plemienia Silingów, a po wojnie szczyt stał się „świętą górą Słowian”. Tymczasem na jego zboczach badacze natrafili na pozostałości z różnych epok i kultur, poczynając od wyrobów neolitycznych. Problem polega na tym, że trudno ustalić, na ile relikty te służyły kultowi, a na ile były po prostu przedmiotami użytkowymi. Szczególnie wał na stoku Raduni (niemal 2 km długości, ok. 60 cm wysokości i 4 m szerokości) wydaje się zbyt niski, by pełnił funkcje obronne, jak sugerowali Niemcy. Ostatnio badacze wysunęli tezę, że mógł wytyczać zagrody dla owiec. Podobne konstrukcje o tej funkcji występują w Indiach, a barany już od późnego neolitu uchodziły w okolicach Ślęży za święte.

Ale nawet jeśli góra była jednocześnie miejscem pozyskiwania kamieni i miejscem zamieszkania lub refugium, jej znaczenia kultowego nie da się wykluczyć. Faktem jest, że w XI w. Thietmar odnotował: „Owa góra wielkiej doznawała czci u wszystkich mieszkańców z powodu swego ogromu oraz przeznaczenia, jako że odprawiano na niej przeklęte pogańskie obrzędy”. Nawet jeśli rodzaj alei menhirowej z kamieniami wraz z ołtarzem – jakie udało się znaleźć w latach 90. XX w. archeologom z Uniwersytetu Wrocławskiego – zbudowali Germanie, a po miejscu kultu słowiańskiego nie pozostał ślad, nie ma wątpliwości, że poddani Piastów jeszcze długo po przyjęciu chrztu byli wierni pogańskim tradycjom, a Ślęża mogła być ich centrum. Dziś wśród turystów tłumnie odwiedzających tę górę są też neopoganie, którzy wierzą w tysiącletnią słowiańską ciągłość kulturową niezależnie od tego, co mówią archeolodzy. Wiara jest silniejsza niż nauka. Zresztą na Ślęży każdy znajdzie coś dla siebie: rodzimowiercy – duchy przodków, ezoterycy – uzdrawiającą energię, a turyści – piękną przyrodę, zabytki i widoki ze szczytu. Nasze święte góry nie są ani tak niebezpieczne, ani tak złowieszcze jak wulkany w Andach czy szczyty w Himalajach, ale według starych wierzeń i na nich mieszkały złe moce. Gdyby tak nie było, to na Łysej Górze nie odbywałyby się sabaty mających z nimi konszachty czarownic.

Homini viatori

Jesteśmy homini viatori – ludźmi wędrującymi, co oznacza, że pielgrzymujemy w celach duchowych oraz z czystej ciekawości. Co prawda pielgrzym to nie turysta, ale w niektórych przypadkach oczyszczający efekt wędrówki jest podobny, szczególnie jeśli jej celem stają się góry. Podczas gdy pątnik chce znaleźć się w miejscu, gdzie mieszka Bóg, dotknąć świętości i ją poczuć, turysta wyrusza w góry z innych powodów. Ale i dla niego wyprawa może okazać się mistyczna, jeśli znajdzie się w tłumie pątników i udzieli mu się ich nastrój. Albo gdy trafi na kompletne odludzie i w samotności forsując szczyt, zachwyci się pięknem natury. Czarny Łoś wizję, która pozwoliła mu zrozumieć naturę rzeczy i wszechświata, miał na szczycie Harney Peak. Po objawieniu stwierdził, że każdy ma swoją świętą górę i znaleźć ją może wszędzie – dając tym samym do zrozumienia, że miejsca święte, do których zmierzają pielgrzymi, są umowne.

Problem polega na tym, że turystyfikacja świata łączy się z zadeptywaniem zabytków i przyrody. Szwajcarski socjolog Jost Krippendorf za symbol turystyki masowej uważa uroborosa, czyli węża zjadającego własny ogon, bo turysta przyjeżdżający do atrakcyjnych miejsc niszczy ich kulturowe i naturalne otoczenie, zabijając tym samym ich niepowtarzalność i atrakcyjność. Ostatnio też pojawiły się głosy o zemście natury, która zesłała na nas pandemię COVID-19. W tym kontekście wywalczony przez australijskich Aborygenów zakaz wchodzenia na Uluru jest zgodny z najnowszymi trendami i z coraz silniej zarysowującym się procesem deifikacji natury, której piękno podziwiamy, ale nie powinniśmy lekceważyć jej siły.

Agnieszka Krzemińska
popularyzatorka nauki, publicystka tygodnika „Polityka”

***

Święte góry (wybór)

Europa

Masyw Olimpu
miejsce zamieszkania greckich bogów

Monte Cavo
(949 m n.p.m.) – święte miejsce Latynów oraz siedziba Jupitera

Athos
święta góra Kościoła ortodoksyjnego

Etna
(3326 m n.p.m.) – czynny wulkan czczony od starożytności

Elbrus
(5642 m n.p.m.) – góra przeklęta, łączona z potopem i miejscem kaźni Prometeusza

Helgafell
(73 m n.p.m.) – wulkan na Islandii, święta góra wikingów

Bliski Wschód

Göbekli Tepe
(760 m n.p.m.) w Turcji – 11 tys. lat temu wzniesiono tu najstarszą świątynię świata

Synaj
(2285 m n.p.m.) – Mojżesz otrzymał tu tablice z przykazaniami

Ararat
(5137 m n.p.m.) – według Biblii zatrzymała się tu arka Noego

Wzgórze Świątynne
w Jerozolimie – święte miejsce trzech religii Księgi, uważane za centrum świata

Karamel
(546 m n.p.m.) – góra czczona przez mieszkańców Izraela wszelkich wyznań

Azja

Maćhapućhare
(6993 m n.p.m.) i Emei Shan (3099 m n.p.m.) – święte góry buddystów

Arunachala
(817 m n.p.m.) – wcielenie boga Śiwy

Kajlas
(6714 m n.p.m.) – czczona przez buddystów i hinduistów

Gundung Merapi
(2910 m n.p.m.) i Bromo (2329 m n.p.m.) na Jawie oraz Apo
(2954 m n.p.m.) na Filipinach – czynne wulkany, którym miejscowi składali ofiary z ludzi

Pasmo Huang Shan oraz Lu Shan
(1474 m n.p.m.) i Guilin – góry ważne dla buddystów i taoistów

Fudżi
(3776 m n.p.m.) – siedlisko bogów

Miwa
(467 m n.p.m.) – otaczana największym kultem i uważana za bóstwo

Afryka

Ol Doinyo Lengai
(2960 m n.p.m.) – czynny wulkan czczony przez Masajów

Kilimandżaro
(5895 m n.p.m.) – siedziba wielu bogów różnych plemion

Atlas
góry, które według greckich mitów podtrzymywały nieboskłon

Australia i Oceania

Uluru
(350 m n.p.m.) i monolity Kata Tjuta (do 450 m n.p.m.) – święte skały Aborygenów

Kilauea
(1247 m n.p.m.) na Hawajach – siedziba bogini Pele

Ameryka Północna

Mount Shasta
(4322 m n.p.m.) – święta góra Klamatów i ważne miejsce dla zwolenników ruchów New Age

San Francisco Peaks
(3850 m n.p.m.) – święte miejsce Hopi, cel corocznych pielgrzymek

Mount Graham
(3267 m n.p.m.) – święta góra Apaczów

Black Hills
święte góry Lakotów

Wulkan Popocatépetl
(5452 m n.p.m.) i Iztaccíhuatl (5230 m n.p.m.) – czczone przez Azteków i uważane za siedziby bogów

Ameryka Południowa

Illimani
(6439 m n.p.m.) – według Ayamarów to siedziba boga pogody

Wulkany Llullaillaco
(6739 m n.p.m.), Ampato (6288 m n.p.m.) i Ausangate (6384 m n.p.m.) – według Inków mieszkał na nich bóg deszczu, któremu składano ofiary przebłagalne z ludzi; cele pielgrzymek

01.06.2020 Numer 6/2020

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną