Człowiek

Kryzysowe narzeczone

Numer 1/2020
Współczesne silikonowe lalki wyglądają bardzo ­realistycznie. I mają swoją cenę: od 6 tys. dol. w górę. Współczesne silikonowe lalki wyglądają bardzo ­realistycznie. I mają swoją cenę: od 6 tys. dol. w górę. Fossiant / Shutterstock
Czy silikonowa lalka lub odpowiednio zaprogramowany robot potrafią zastąpić prawdziwe relacje z drugim człowiekiem? Okazuje się, że tak. Skutki takich związków mogą być jednak opłakane.
Sophia to pierwszy robot, który otrzymał obywatelstwo Arabii Saudyjskiej.Anton Gvozdikov/Shutterstock Sophia to pierwszy robot, który otrzymał obywatelstwo Arabii Saudyjskiej.
Android płci żeńskiej odpowiadał nawet na pytania dziennikarzy w czasie konferencji prasowej.paparazzza/Shutterstock Android płci żeńskiej odpowiadał nawet na pytania dziennikarzy w czasie konferencji prasowej.
Chihira Junco to robot znający trzy języki, który wspiera zespół działu informacji w centrum handlowym Aqua City w Odaiba (Tokio).yulisitsa/Shutterstock Chihira Junco to robot znający trzy języki, który wspiera zespół działu informacji w centrum handlowym Aqua City w Odaiba (Tokio).
Chiba, Japonia. Robot pomagający w obsłudze klienta firmy Softbank. Z takim spojrzeniem potrafi ­zachęcić każdego do rozmowy.Ned Snowman/Shutterstock Chiba, Japonia. Robot pomagający w obsłudze klienta firmy Softbank. Z takim spojrzeniem potrafi ­zachęcić każdego do rozmowy.

Gdy tylko zobaczyłem ją na wystawie, poczułem miłość od pierwszego wejrzenia – wspomina Masayuki Ozaki, 46-letni terapeuta z Tokio. Mężczyzna nie kryje satysfakcji z posiadania atrakcyjnej narzeczonej i otwarcie opowiada o swoim związku z silikonową lalką. Mayu – bo tak nazywa się jego wybranka – jest naturalnej wielkości manekinem, który na pierwszy rzut oka wygląda bardzo realistycznie. Sztuczna skóra jest przyjemna w dotyku, a kończyny łatwo da się modelować. Ozaki nie ogranicza się jedynie do trzymania Mayu w domu. Zabiera ją na romantyczne kolacje do restauracji, wozi po mieście na wózku inwalidzkim, a także stroi w kolorowe sukienki i wystawną biżuterię. Zapowiada, że kiedy umrze, chciałby zostać pochowany ze swoją lalką, choć akurat tego słowa nigdy nie używa w stosunku do niej. Własną silikonową partnerkę imieniem Saori ma również 62-letni Senji Nakajima. Zabiera ją do kina, funduje jej sesje fotograficzne, a nawet uczy ją surfować.

Jeszcze 10 lat temu przypadek Ozakiego i Nakajimy potraktowalibyśmy jako kliniczny objaw choroby psychicznej, gdyby nie pewien niepokojący trend. Takich osób jest więcej. Japońskie media szacują, że tylko w Japonii liczba mężczyzn, którzy związali się z lalkami, może oscylować wokół 20 tys. W skali świata jest ich jeszcze więcej. Zbiorowa paranoja? A może znak czasów, w których przyszło nam żyć.

Emocje na zawołanie

Aby zrozumieć japońską mentalność, konieczne jest odniesienie się do kultury tego kraju. Bazując na tradycjach animistycznych, od pokoleń wierzy się tam, że przedmioty jako takie również mogą posiadać duszę. Traktowanie lalek z większym szacunkiem niż tylko zabawka jest tam więc mniej ekscentryczne niż w innych częściach świata. Ale paradowanie z silikonową lalką po mieście, sadzanie jej przy stoliku w restauracji czy obejmowanie podczas seansu w kinie nawet w Kraju Kwitnącej Wiśni nie jest uważane za coś zupełnie normalnego. Dziwaczne zachowania tylko pogorszą sytuację Japończyków, którzy stanęli przed groźbą depopulacji. Według szacunków ONZ w 2100 r. będą ich zaledwie 83 mln, a więc ponad 40 mln mniej niż obecnie, przy czym 35% populacji będzie miało co najmniej 65 lat. Jeśli wskaźnik dzietności utrzyma się na obecnym poziomie (1,44), tamtejsze społeczeństwo zniknie w końcu z powierzchni ziemi. To nie żart. Japończykom grozi wymarcie.

Psychologowie nie mają złudzeń, że zainteresowanie lalkami to efekt trudności z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi. Japonia jest w tym względzie o tyle specyficzna, że dorasta tam kolejne pokolenie, dla którego miłość fizyczna wcale nie jest tak atrakcyjna, podobnie jak perspektywa założenia rodziny. Ostatnie analizy Japońskiego Instytutu Badań nad Populacją z 2015 r. (przeprowadzane są co pięć lat) wykazały, że 42% mężczyzn i 44% kobiet w wieku 18–34 lat nigdy nie miało partnera. W roku 2010 było to analogicznie 36% i 38%. Dowodzi to pogłębiającej się izolacji i problemów z nawiązywaniem kontaktów między płciami. Skutkiem ubocznym agresywnej kultury pracy są osamotnione i niedostosowane do życia w społeczeństwie jednostki.

Motyw miłości człowieka do lalki pojawił się już w mitologii. Według antycznych przekazów Cyprem władał król imieniem Pigmalion, który wyrzeźbił swój ideał kobiety. Posąg był tak doskonały, że mężczyzna się w nim zakochał. Stroił w wytworne suknie, obdarowywał kwiatami, aż w końcu Afrodyta zmiłowała się nad nieszczęśnikiem i ożywiła rzeźbę dla niego. Tym sposobem Pigmalion ożenił się z wyrzeźbioną przez siebie Galateą. Patrząc na dzisiejsze oferty firm z realistycznymi lalkami, nie sposób nie dostrzec podobieństw. Dziś każdy może być Pigmalionem. Asortyment amerykańskiej firmy Abyss Creations, sprzedającej 4 tys. lalek rocznie, pozwala na wybór silikonowej partnerki w dowolnym wariancie: na razie można miksować 15 twarzy i 10 ciał, a także określić wzrost, wagę, rozmiar biustu, rozmiar stopy czy odcień skóry. Wybiera się też konkretny makijaż, kolor włosów i fryzurę. Celem tego procesu jest stworzenie produktu, który możliwie najlepiej będzie odpowiadał preferencjom klienta. Jeszcze dalej poszła chińska fabryka WMDoll, która proponuje aż 260 typów twarzy. Ceny lalek zaczynają się od 6 tys. dolarów.

Nikt nie ma wątpliwości, że większość realistycznie wyglądających manekinów to produkt skierowany głównie do mężczyzn, którzy kupują je do zaspokojenia potrzeb cielesnych. Producenci szybko jednak zauważyli, że im bardziej realnie wygląda lalka, tym więcej emocji klienci angażują w relacje z nią. Z czasem zaczynają mówić do swoich silikonowych partnerek i traktować je jak osoby bliskie. Spora część mężczyzn decydujących się na taki zakup uważa, że nie ma szans na związek z realną osobą, a sztuczna kobieta jest dla nich namiastką prawdziwej relacji. Psychologowie ostrzegają jednak, że takie postępowanie tylko pogłębia poczucie wyobcowania, bo wyklucza konieczność podejmowania wysiłku, jaki trzeba włożyć w relacje z drugim człowiekiem.

Robo sapiens

Czy lalka, nawet jeśli najbardziej realistyczna, może być dla kogoś atrakcyjniejsza niż prawdziwy człowiek? Może. Jaka więc czeka nas przyszłość, jeśli wyposażymy je dodatkowo w sztuczną inteligencję? Algorytm uczący się naszych zachowań, gotowy spełnić nasze najbardziej wyrafinowane intelektualne zachcianki?

Theodore to główny bohater amerykańskiego filmu „Ona” w reżyserii Spike’a Jonze’a. Samotny wrażliwy mężczyzna, który utknął w rutynie po trudnym rozstaniu, poznaje kobietę i oddaje jej całe swoje serce. Samantha jest dowcipna, inteligentna i rozumie go jak nikt inny. Jest tylko jeden mały szczegół – jego wybranka to najnowsza wersja systemu operacyjnego, sztuczna inteligencja, która każdego dnia uczy się charakteru swojego właściciela. Ma to samo poczucie humoru, ten sam poziom wrażliwości na otaczający świat oraz lubi te same książki i filmy. Partner idealny. Widzimy tu pewną prawdę: człowiek to istota społeczna i nie chce być sam. W kryzysowych sytuacjach potrafi ulokować uczucia nawet w wyjątkowo abstrakcyjnych tworach. A jeśli sztuczna inteligencja zostanie ubrana w realistyczne silikonowe ciało, efekty mogą być zaskakujące.

Z badań prof. Kerstin Dautenhahn z University of Hertfordshire, która od kilku lat w specjalnie zaprojektowanym domu-laboratorium bada wzajemne relacje ludzi i robotów, wynika, że 20% Brytyjczyków widziałoby w tych maszynach swojego przyjaciela i tyle samo partnera. Co więksi fantaści, jak szkocki mistrz szachowy dr David Levy, który od lat zajmuje się sztuczną inteligencją, przekonują, że związek z robotem to tylko kwestia czasu. W swojej książce Levy prognozuje, że do pierwszego mieszanego małżeństwa człowieka z robotem dojdzie już w 2050 r. Mowa oczywiście o legalnym małżeństwie, bo prywatne ceremonie zaślubin mamy już za sobą (w 2017 r. ze skonstruowanym przez siebie robotem ożenił się inżynier z Chin Zheng Jiajia). Abstrakcja? Tylko pozornie. Już dziś dwa roboty posiadają oficjalne obywatelstwo dwóch państw: Fran Pepper Belgii oraz Sofia Arabii Saudyjskiej. Gdyby 10 lat temu komuś o tym powiedzieć, nie uwierzyłby. Kto wie, do czego przywykniemy w ciągu najbliższych 30 lat.

– Roboty stają się coraz bardziej ludzkie w wyglądzie i kontakcie z nami. Początkowo traktowaliśmy je wyłącznie jako elektroniczne maszyny, które pomagały w budowie samochodów. Później zaczęły wspierać nas w biurach, by następnie przenieść się do domów. Teraz mamy roboty, z którymi zawieramy więź emocjonalną – tłumaczy Levy. Roboty od dawna towarzyszą nam na co dzień. Wystarczy uzmysłowić sobie, że na całym świecie w różnych gałęziach przemysłu pracuje ich kilka milionów. W Japonii są recepcjonistami w hotelach, sprzątają pokoje i biura, karmią osoby starsze i niepełnosprawne, podają herbatę i witają gości. Przygotowują sushi i uprawiają ryż. To nie koniec, bo z każdym rokiem ich możliwości techniczne zadziwiają coraz bardziej. Naukowcy z Bristol Robotics Lab zbudowali maszynę wyposażoną w sztuczne jelito. Sama potrafi trawić biomasę, czerpiąc z niej w ten sposób energię, pozwalającą na funkcjonowanie przez siedem dni bez przerwy. Do „życia” potrzebuje wody, którą regularnie pobiera, a raz na dobę pozbywa się niewykorzystanych resztek. Współczesne androidy da się już pokryć materiałem o właściwościach podobnych do skóry człowieka, a także wyposażyć w mechaniczny nos, język i oczy. Dzięki przesyłanym impulsom, przetwarzanym w postaci algorytmów, roboty uczą się rozpoznawać zapachy, smaki i obrazy, z jakimi mają do czynienia na co dzień.

Zresztą dziedzin, w których umiejętności robotów przewyższają człowieka, przybywa. Sztuczna inteligencja stworzona przez japońskich naukowców Future University w Hakodate napisała książkę na konkurs literacki. Co prawda głównej nagrody nie zdobyła, aby przeszła pomyślnie selekcję, co nie udało się połowie spośród 1450 autorów. Jury nie miało pojęcia, że ma do czynienia z wytworem robota. To nie wszystko. Firma Deep Mind stworzyła syntezator mowy WaveNet, który brzmi jak prawdziwy człowiek i trudno wyłapać różnicę. Z kolei opracowany przez naukowców z uniwersytetów w Londynie, Sheffield i Pensylwanii program był w stanie na podstawie analizy dostępnych dokumentów przewidzieć poprawnie 79% werdyktów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Niewykluczone więc, że niedługo przyjdzie pora na mechanicznego małżonka, a u podstaw takiej decyzji będzie leżeć po prostu ucieczka przed samotnością.

Samotni w tłumie

Lista zdobyczy naukowo-technologicznych, którymi możemy pochwalić się w XXI w., jest imponująca. Ten bezprecedensowy rozwój cywilizacyjny ma jednak i ciemną stronę. Jest nią samotność, która rozzuchwaliła się do tego stopnia, że atakuje nas wszędzie i to bez względu na liczbę otaczających nas osób. David Riesman w książce „Samotny tłum” już blisko 70 lat temu zwracał uwagę na to, że współczesne społeczeństwa cechuje zanik więzi. Ulegają one degradacji bądź instrumentalizacji, a często są przedmiotem zwykłej manipulacji. – Przez trzy dekady żyliśmy w warunkach sankcjonowanej chciwości i usprawiedliwionego samolubstwa – wtóruje mu indyjski pisarz Pankaj Mishra, doszukując się przyczyn obecnego osłabienia więzi społecznych w zbytnim nacisku na indywidualizm.

Naukowcy zajmujący się relacjami międzyludzkimi zwracają uwagę na postępujący kryzys bliskości. Ludzie mają problem z budowaniem relacji opartych na ufności i czułości, co jest szczególnie zauważalne w dużych aglomeracjach miejskich. Najlepszym tego przykładem jest pojawienie się na rynku stosunkowo nowych usług, takich jak przytulanie za pieniądze. Oferuje je m.in. kanadyjska firma The Cuddlery, zatrudniająca kilkunastu zawodowych przytulaczy. Godzina takiej usługi kosztuje 85 dolarów. Należy podkreślić, że działalność The Cuddlery i kilkudziesięciu podobnych firm istniejących na całym świecie nie ma nic wspólnego z nierządem, a klienci nie mają co liczyć na coś więcej poza przytulaniem. Chodzi o czysty platoniczny kontakt z drugim człowiekiem. Zanim dojdzie do uścisku, klienci podpisują umowę, w której zobowiązują się, że nie posuną się za daleko (wszystko jest w niej dokładnie zdefiniowane). – Coraz większa liczba firm oferujących odpłatne przytulanie to efekt braku dotyku w życiu społecznym – uważa prof. Tiffany Field z University of Miami School of Medicine. Zdaniem psycholog pomimo dostępności wielu środków komunikacji poczucie wyobcowania i osamotnienia to zmora współczesnej cywilizacji, a brak głębszej interakcji z drugim człowiekiem jest charakterystyczny dla społeczeństw zapracowanych, gdzie pęd ku karierze jest priorytetem wyższym niż rodzina. Ulrich Beck i Elisabeth Beck-Gernsheim w książce „Całkiem zwyczajny chaos miłości” uzasadniają tego typu zmiany faktem, iż współczesne przemiany intymności naznaczone są szeregiem problemów oraz napięć. Zawiązywanie więzi emocjonalnej z realistycznie wyglądającą lalką czy robotem jest skutkiem ubocznym tego stanu rzeczy.

„Zarówno w przypadku lalek, jak i robotów bardzo łatwo można deprecjonować ich moc i wagę całego zjawiska, sugerując, że urokowi przedmiotów nieożywionych może ulegać stosunkowo wąska grupa ludzi, że normalne i radzące sobie w kontaktach międzyludzkich osoby z pewnością nie będą skłonne, a może nawet po prostu nie są zdolne do zaangażowania się w intymny związek z lalką czy z robotem” – pisze dr Maciej Musiał w pracy „Intymność dziś i jutro. Od emancypacji i uprzedmiotowienia do lalek i robotów”. Autor zwraca przy tym uwagę, że o ile argument ten najpewniej w dość znaczącym stopniu odnosi się do związków intymnych z lalkami, o tyle w przypadku robotów sytuacja jest jeszcze poważniejsza. Zagrożenia płynące z relacji człowieka z zaawansowanym technologicznie robotem nie są wyimaginowane. Im inteligentniejsza i bardziej realistycznie wyglądająca maszyna, tym większy substytut bliskości stanowi. Problem ten podejmuje badaczka Sherry Turkle. W książce „Samotni razem. Dlaczego oczekujemy więcej od zdobyczy techniki, a mniej od siebie nawzajem” wyraża swój głęboki pesymizm kulturowy: „Jeżeli usługi oferowane przez człowieka zostają zastąpione strukturą elektroniczną, zupełnie zautomatyzowaną, to żadna struktura o charakterze społecznym, w której biorą udział ludzie, nie będzie już do niczego potrzebna”.

I ciężko nie podzielać jej obaw. Relacje z innymi ludźmi są kosztowne emocjonalnie, wymagają zaangażowania, wysiłku i wyzbycia się egoizmu. Ale czy nie o to właśnie chodzi?

Kamil Nadolski
dziennikarz, popularyzator nauki

01.01.2020 Numer 1/2020

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną