Człowiek

Zaminowani

Numer 9/2019
Szacuje się, że zakopanych min lądowych, takich jak ta na zdjęciu, na całym świecie może być nawet 110 mln. Szacuje się, że zakopanych min lądowych, takich jak ta na zdjęciu, na całym świecie może być nawet 110 mln. Pfeiffer / Shutterstock
Aż 75% ofiar min lądowych stanowią cywile. Choć w wielu krajach wojny dawno się skończyły, pozostawiły po sobie zabójcze dziedzictwo.
Mina wojskowa ukryta na trawniku przy szosie.PRESSLAB/Shutterstock Mina wojskowa ukryta na trawniku przy szosie.
Kambodża. Składowisko rozbrojonych minArthur Simoes/Shutterstock Kambodża. Składowisko rozbrojonych min
Żeby wykryć miny za pomocą zmodyfikowanych, nieszkodliwych dla nas bakterii, trzeba je rozsiać na podejrzanym terenie. W obecności trotylu (wydostaje się z min) i pod wpływem wiązki lasera mikroby świecą na zielono (fluorescencja).Infografika Zuzanna Sandomierska-Moroz Żeby wykryć miny za pomocą zmodyfikowanych, nieszkodliwych dla nas bakterii, trzeba je rozsiać na podejrzanym terenie. W obecności trotylu (wydostaje się z min) i pod wpływem wiązki lasera mikroby świecą na zielono (fluorescencja).
HeroRat to ­kambodżański ­projekt wykry­wania min, w którym wykorzystuje się szczury. Gryzonie giną, gdy zaczynają się do nich dokopywać.Adi Haririe/Shutterstock HeroRat to ­kambodżański ­projekt wykry­wania min, w którym wykorzystuje się szczury. Gryzonie giną, gdy zaczynają się do nich dokopywać.

M1 Assault Breacher Vehicle (ABV) to amerykański czołg saperski, który w przyszłym roku będzie świętował dziesięciolecie służby w Armii Stanów Zjednoczonych. Już pierwszy rzut oka na tę bestię, jak pieszczotliwie nazywają go marines, wystarczy, by nabrać respektu. Maszyna waży 72 t, ma 12 m długości i wyposażona jest w silnik o mocy 1500 KM. ABV powstał na bazie standardowego czołgu na wyposażeniu amerykańskiej armii M1 Abrams, tylko tradycyjną wieżyczkę zastąpiono w nim specjalną osłoną, na którą składają się stalowy szkielet i reaktywny pancerz. Ale to nie wygląd sprawia, że maszyna zaliczana jest do cudów inżynieryjnych, lecz sposób, w jaki radzi sobie z minami, przydrożnymi bombami i improwizowanymi urządzeniami wybuchowymi. To z myślą o nich zbudowano tego kolosa.

ABV spisuje się w każdej sytuacji. Trałami i pługiem minowym przeczesuje podłoże przed pojazdem i detonuje miny, a dzięki masywnej konstrukcji żaden wybuch mu niestraszny. Na pole minowe może wjeżdżać nawet z dużą prędkością. W przypadku odminowywania pirotechnicznego strzela na odległość 140 m tzw. ładunkiem wydłużonym. Jest to taśma zawierająca 770 kg materiałów wybuchowych, która detonuje wszystkie bomby i miny w pobliżu. ABV potrafi także doprowadzać do ich wybuchu za pomocą fal elektromagnetycznych.

Saperskich czołgów użyto po raz pierwszy w Afganistanie w 2010 r. i od razu się nimi zachwycono. Od tamtego czasu maszyny te towarzyszą amerykańskim żołnierzom w każdej misji. Niestety, o ile amerykańscy żołnierze mogą czuć się bezpiecznie, o tyle miliony cywilów na całym świecie już takiego komfortu nie mają. Według danych ONZ każdego roku z powodu wybuchu min ginie lub zostaje poważnie okaleczonych 1,5 tys. osób. Eksperci ostrzegają, że min i niewybuchów zalegających w ziemi są miliony. Ile dokładnie? Tego pewnie nie dowiemy się nigdy. Znamy za to liczbę ich ofiar i poszkodowanych.

Trotylowe pamiątki

Podstawowy problem z minami polega na tym, że największe żniwo zbierają nie w czasie konfliktu zbrojnego, ale przez lata po jego zakończeniu. Ich ofiarami są w przeważającej mierze cywile osiedlający się na terenach, na których toczyły się niegdyś walki. Bardzo często to niedopilnowane przez dorosłych dzieci, które ulegają pokusie zwykłej ciekawości. Łatwo byłoby jednak zrzucić winę na zwykłą nieostrożność. Zakopanych w ziemi min najczęściej nie widać, a bywa i tak, że żołnierze dbają o ich odpowiedni kamuflaż. Weźmy najprostszą minę prowizoryczną, wykonywaną masowo przez żołnierzy niemal wszystkich armii świata – to puszka po konserwie wypełniona kamieniami z umieszczoną wewnątrz 200-gramową kostką trotylu i zapalnikiem naciągowym. Zabić nie zabije, ale potrafi poważnie zranić. Utratą kończyn grozi podniesienie miny typu PFM-1. Może mieć ona kształt dowolnego przedmiotu. Wygląda jak zgubiony element uzbrojenia lub wojskowego wyposażenia. Ale równie często przybiera postać figurek zwierząt, przez co stanowi dodatkowe zagrożenie dla dzieci. To kolejny problem związany z minami. Nie stworzono ich z myślą o zabijaniu, lecz poważnym unieszkodliwieniu (ranieniu) wroga. Do tego dochodzą niewybuchy. Wojskowi eksperci szacują, że podczas konfliktów zbrojnych ok. 5% pocisków i rakiet nie ulega detonacji.

Takie pułapki minowe leżą pod ziemią w ponad 80 krajach – znajdują się wszędzie tam, gdzie w XX w. toczył się jakiś poważny konflikt zbrojny. Najgorzej sytuacja wygląda na Bałkanach. To tam w latach 90. prowadzono jedną z najbardziej krwawych wojen w historii tego regionu. Mimo iż od zakończenia walk minęło blisko ćwierć wieku, ukryte pod ziemią niebezpieczeństwo nadal o nich przypomina.

Władze Bośni i Hercegowiny oceniają, że w czasie wojny zaminowane było 8,2% ich kraju. Sytuacja została już częściowo opanowana, ale nie dzieje się to w tempie, jakie sobie wyobrażano. Według danych organizacji BHMAC (Bosnia and Herzegovina Mine Action Centre), która koordynuje proces odminowywania tego kraju, pod koniec 2018 r. nadal 2,1% jego terytorium było niedostępne. Nadal 900 tys. Bośniaków mieszka na terenach, na których znajdują się zakopane bomby. To więcej niż gdziekolwiek na świecie. Miny niosą śmierć i kalectwo rolnikom, dzieciom idącym do szkoły i przypadkowym przechodniom. Nie lepiej sytuacja wygląda w Chorwacji, gdzie według organizacji CROMAC (Croation Mine Action Center) nadal nie rozbrojono 31 tys. min. To dane oficjalne, bo mówimy wyłącznie o dostępnych rejestrach wojskowych. Ile było tzw. dzikich pól minowych, tego nie wie nikt. Skuteczność min lądowych zależy głównie od ich dobrego ukrycia. W efekcie przez lata znajdowano je na podwórkach, w opuszczonych domach, stajniach, oborach, studniach, na drzewach, a nawet w masowych grobach i w ich sąsiedztwie. Jeszcze inny problem to zdarzające się w tamtym regionie powodzie, które potrafią przemieszczać ukryte w ziemi ładunki, a to tylko potęguje niebezpieczeństwo.

Podobne kłopoty ma wiele innych państw dotkniętych wojną. Tysiące min spoczywają w ziemi Nepalu, Konga, Angoli, Rwandy, Libii oraz zachodniej Afryki. Trudna do oszacowania jest liczba nierozbrojonych min pozostawionych w Iraku, Kurdystanie, Tajlandii czy Wietnamie. Miny przeciwpiechotne stosowano podczas zmagań w Birmie i Syrii, a obecnie posługują się nimi zbrojne grupy opozycyjne w Kolumbii, Pakistanie, Tunezji, Jemenie i na Ukrainie. Sporo najróżniejszych min pułapek znajduje się na Kaukazie, a nawet na Cyprze, podzielonym od ponad 40 lat między Grecję a Turcję. W Afganistanie zalegają pułapki nie tylko z ostatniej inwazji USA, ale jeszcze z czasów wojny ze Związkiem Radzieckim (1979–1989). Rosjanie zrzucali tam miny ze śmigłowców, gdzie popadło. Zaletą takiego działania było szybkie wyłączenie z użytku dużego obszaru, wadą – kompletny brak jakiekolwiek ewidencji. Współczesnym wyzwaniem są wreszcie miny pozostawione w Iraku przez rozbite tzw. Państwo Islamskie. Wycofujący się ekstremiści zostawiali pułapki, gdzie tylko się dało, byle tylko zadać jak najwięcej strat atakującej armii irackiej. Efekt jest taki, że na pograniczu iracko-syryjskim, gdzie funkcjonowało ISIS, praktycznie nie ma dnia, by nie ucierpiał ktoś z powodu ich wybuchu.

Sukces w walce z minami zależy przede wszystkim od szybkości i wydajności działania.

Pszczoły saperskie

Patentów na zneutralizowanie znalezionych min jest wiele. Brytyjska firma Disarmco opracowała własny system o nazwie Dragon, na który składa się płonąca żagiew przymocowana do stojaka. Umieszcza się ją w pobliżu miny, a płomień o temperaturze 2000°C przetapia jej zewnętrzną konstrukcję. Następnym etapem jest wypalenie całego zawartego w niej trotylu, do czego służy specjalny materiał pirotechniczny. Cały proces jest całkowicie bezpieczny, bo wypalenie miny zapobiega jej detonacji. Pirotechniczne żagwie mogą posłużyć do unieszkodliwiania min przeciwpiechotnych, przeciwpancernych, a nawet dużych morskich. O ich skuteczności przekonał się niedawno rząd Albanii, który we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi korzystał z tej technologii przy niszczeniu swojego arsenału amunicji.

Pomysł na walkę z minami mają też nasi rodacy. Zespół prof. Adama Januszki z Wojskowego Instytutu Techniki Inżynieryjnej we Wrocławiu opracował zestaw narzędzi do skutecznego i szybkiego neutralizowania min bez ich detonacji. Cały pomysł oparto na dwóch rodzajach neutralizatorów: wybuchowym i termicznym. – Pierwszy, z ładunkiem wybuchowym w postaci 75 g trotylu, który kierowany jest na minę, powoduje zniszczenie jej zapalnika. Drugi to granat zapalający, który dzięki wysokiej temperaturze, wynoszącej ponad 2500°C, przepala zapalnik, korpus miny i wypala materiał wybuchowy. Dzięki temu pozostaje sama skorupa, całkowicie nieszkodliwa – opisuje prof. Januszko. O sukcesie całego procesu przesądza odpowiednie umieszczenie neutralizatora względem miny. Pomysł Polaków nie tylko doczekał się wielu wyróżnień i nagród (m.in. na międzynarodowej wystawie wynalazków w Kuala Lumpur (ITEX) czy International Exhibition of Inventions w Genewie), ale będzie też wykorzystywany w czasie akcji humanitarnych przeprowadzanych przez ONZ.

Osobny problem stanowi lokalizowanie ukrytych min. Istnieją cywilne maszyny, które niczym opancerzone glebogryzarki przegrzebują ziemię i wykopują ładunki. Ich podstawowy problem stanowi jednak cena. W Kambodży, gdzie trwa obecnie jeden z największych na świecie programów rozminowywania, na stanie są zaledwie trzy tego typu konstrukcje. Na więcej rządu nie stać. Najczęściej cała praca spoczywa w rękach saperów wspomaganych przez psy tropiące. Każde rozminowanie odbywa się według określonej procedury: grupa wyszkolonych saperów w ochronnych strojach ustawia się w szeregu wzdłuż skraju pola minowego i porusza się w tym samym tempie. Mając do dyspozycji narzędzia ogrodnicze i wykrywacze metalu, przeszukują teren metr po metrze. Najpierw koszą roślinność na wybranym obszarze, po czym przeczesują go wykrywaczem, nasłuchując złowróżbnego piszczenia. Gdy natrafią na minę lub niewybuch, muszą zdecydować, czy rozbroją go na miejscu, czy zdetonują w bezpiecznych warunkach. Innym razem to psy podejmują trop i wskazują saperom miejsce ukrycia niebezpiecznego ładunku.

Procedury rozbrajania min i niewybuchów zależą od kraju. W Polsce np. nie rozbraja się niczego na miejscu, lecz przewozi na poligon, gdzie w bezpieczny sposób detonuje. Często nie zdajemy sobie sprawy ze skali tego zjawiska. W samym 2017 r. Siły Zbrojne RP przyjęły ponad 7000 tego typu zgłoszeń. Wykryto i zlikwidowano ponad 1,8 tys. bomb lotniczych i 4,7 tys. granatów moździerzowych, prawie 1,5 tys. granatów ręcznych i 800 min, ponad 16 tys. pocisków artyleryjskich i prawie 800 pocisków do granatnika. Zlikwidowano ponad 250 pocisków rakietowych oraz 2 torpedy. Ile jeszcze min i niewybuchów zalega w polskich lasach i miastach, tego nie wie nikt. Zdecydowana większość z nich to pamiątki po II wojnie światowej.

Badania izraelskich naukowców z Hebrew University of Jerusalem, którym przewodzi prof. Shimson Belkin, dają z kolei nadzieję na to, że sposób wykrywania min na opuszczonych przez wojsko terenach stanie się prostszy niż obecny. Izraelczycy proponują, by do poszukiwań podziemnych pułapek wykorzystać specjalnie zmodyfikowane bakterie. To nie żart. Pierwsze testy przebiegły pomyślnie i być może już wkrótce metoda ta będzie wprowadzona do użytku. Jakim cudem bakterie miałyby się przyczynić do znalezienia miny? Okazuje się, że niektóre z nich reagują na związki chemiczne uwalniane z ładunku wybuchowego. Kiedy naukowcy przejęli kontrolę nad tym procesem, sprawili, że efektem owej reakcji był fluorescencyjny kolor, możliwy do wykrycia z bezpiecznej odległości. Testy wyglądały w ten sposób, że bakterie umieszczono w rozpuszczalnych kapsułach, które rozrzucono na polu minowym. Fluorescencyjne plamy wskazały miejsca ukrycia ładunków wybuchowych. Nie da się ich zobaczyć gołym okiem, lecz służy do tego laserowy system skanujący, który sczytywał dokładne położenie min. Prof. Belkin podkreśla, że obecnie należy się skupić na badaniach dotyczących m.in. stabilności i wrażliwości bakterii. Poza tym trzeba opracować szybsze urządzenie skanujące, dające możliwość pracy na znacznie większym obszarze, jak również zwartą aparaturę, którą będzie można umieścić w dronie.

To nie pierwszy przypadek, kiedy natura może pomóc saperom w lokalizowaniu zakopanych min. Równie skuteczne co bakterie okazują się pszczoły. Już w 1998 r. prace w tym kierunku uruchomił Departamentu Obrony USA. – Węch pszczół jest znacznie czulszy niż psa. Owady te potrafią wyczuć śladowe ilości materiałów wybuchowych – przekonuje dr Alan S. Rudolph, który nadzorował badania z ramienia agencji DARPA. Zdaniem naukowca pszczoły wykrywają 99% ukrytych w ziemi materiałów wybuchowych, a potwierdziło to wiele testów przeprowadzonych w terenie.

Okazuje się, że pszczoły karmione specjalnym pokarmem z domieszką trotylu bardzo szybko przyzwyczajają się do niego, a z czasem nawet wolą go niż tradycyjny cukier. W ten sposób pszczoły kojarzą TNT z posiłkiem i zaczynają go poszukiwać niczym kwiatów. Wiele badań dowiodło, że w miejscach, gdzie znajdowały się ukryte ładunki wybuchowe, pszczoły gromadziły się w sposób naturalny i pozostawały w okolicy dłużej. – Podczas testów w Southwest Research Institute w San Antonio w ciągu godziny nad obszarem kontrolnym, gdzie nie było materiałów wybuchowych, przelatywały zaledwie dwie, trzy pszczoły, a nad miejscem, gdzie zakopaliśmy trotyl – ok. 1,2 tys. owadów – tłumaczy Phillip J. Rodacy, chemik z firmy Sandia National Laboratories, która wykorzystywała pszczoły do badań. Aby śledzić ruch owadów na dużym obszarze, amerykańscy uczeni umieszczali na ich korpusach miniaturowe nadajniki, ważące mniej niż 12 nanogramów.

Doświadczenia Amerykanów wykorzystuje obecnie prof. Nikola Kozic, chorwacki zoolog ze Sveučilište u Zagrebu, który testuje zachowanie nie tylko pojedynczych pszczół, ale całych rojów. Jego uczelnia dostała jakiś czas temu środki unijne na prowadzenie badań w terenie, niewykluczone więc, że wkrótce usłyszymy o jakichś przełomowych wnioskach chorwackiego badacza.

W imię prawa

Żadne, nawet najbardziej innowacyjne rozwiązania techniczne nie będą jednak skuteczne, jeśli za pomysłami nie pójdą odpowiednie regulacje prawne. – Choć sytuacja z roku na rok jest coraz lepsza, miny nadal stanowią istotny problem dla bezpieczeństwa cywilów. Nie pozbędziemy się ich, jeśli społeczność międzynarodowa nie zacznie w sposób stanowczy egzekwować poszanowania prawa – mówi Paul Heslop, dyrektor Department of Peace Keeping Operations, działającego w ramach organizacji ONZ United Nations Mine Action Service (UNMAS). Jego zespół koordynuje pracę 15 tys. osób w kilkunastu krajach, które rozminowują niebezpieczne miejsca (co roku na ten cel przeznaczanych jest 250–300 mln dol.). Największym osiągnięciem w tym zakresie było do tej pory podpisanie traktatu ottawskiego, który wszedł w życie 1 marca 1999 r. Państwa, które go ratyfikowały, zobowiązały się do zniszczenia posiadanych zapasów min przeciwpiechotnych oraz przestrzegania zakazu ich używania, produkcji i sprzedaży. Konsekwencje porozumienia są imponujące – z roku na rok liczba osób poszkodowanych maleje. O ile jeszcze w 2002 r. wskutek wybuchów min i innych tego typu urządzeń zginęło lub zostało okaleczonych blisko 12 tys. ludzi, o tyle w latach następnych liczba ofiar nie przekraczała 4,2 tys. rocznie. Obecnie liczba poszkodowanych ustabilizowała się na poziomie 1,5 tys. Tylko tyle i aż tyle.

Problemem jest jednak brak jednomyślności w tej kwestii. Traktat ottawski do maja 2019 r. ratyfikowały 164 państwa. Nie podpisały go globalne potęgi: Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja czy Indie. USA nie stosują min przeciwpiechotnych już do 1991 r., a od 1997 zaprzestały ich produkcji, ale do traktatu nie przystąpiły. W 2009 r. Ian Kelly, rzecznik Departamentu Stanu, tłumaczył, że podpisanie konwencji „naraziłoby na szwank obronność USA oraz zobowiązania wobec ich przyjaciół i sojuszników”. Postawa największych graczy na arenie międzynarodowej z pewnością nie działa motywująco na innych. Na początku bieżącego roku fiński minister obrony Jussi Niinistö oświadczył, że przyłączenie się do tej umowy było niewiarygodną nieodpowiedzialnością. Jakby tego było mało, Finlandia testuje obecnie nowy typ min, uruchamianych zdalnie, których zastosowanie obchodzi postanowienia porozumienia ottawskiego. Takie sytuacje budzą niepokój – nie uporaliśmy się jeszcze z minami po poprzednich wojnach, a już padają pomysły, jak tworzyć nowe. Strategia ONZ opracowana w tym zakresie na lata 2019–2023 zakłada wzmożone protesty wobec takich postaw. To kolejny rok walki tej organizacji o bezpieczeństwo ludności cywilnej. Dużą część działań mają stanowić zajęcia i warsztaty edukacyjne, prowadzone zarówno w szkołach dla najmłodszych, jak i dla przedstawicieli służb mundurowych, by wiedziały, jak uporać się z zagrożeniem, nim na miejsce przyjadą wojskowi specjaliści.

Wiele ładunków wybuchowych ukrytych w ziemi nawet za 50 lat będzie sprawnych, a co za tym idzie – będą zagrażały kolejnym pokoleniom. Dopóki nie zostaną usunięte, będą ranić i zabijać. I o tym nie wolno politykom zapominać.

Kamil Nadolski
dziennikarz, redaktor, popularyzator nauki

01.09.2019 Numer 9/2019

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną