Człowiek

Cenzura w Hollywood

Numer 9/2019
Will H. Hays użyczył swego nazwiska kodeksowi filmowemu stworzonemu przez Daniela A. Lorda. Will H. Hays użyczył swego nazwiska kodeksowi filmowemu stworzonemu przez Daniela A. Lorda. Library of Congress
Złoty wiek Hollywood to okres, kiedy powstawały takie amerykańskie filmy jak „Obywatel Kane”, „Przeminęło z wiatrem” czy „Casablanca”. Wszystkie one zostały wcześniej ocenzurowane.
Kodeks Haysa.Wikimedia Commons/Wikipedia Kodeks Haysa.

Patrząc na współczesne obrazy filmowe, ociekające wulgaryzmami, przemocą fizyczną i psychiczną, dosadnością „scen miłosnych”, powinniśmy pamiętać, że w teatrze antycznej Grecji, nieuchodzącej za pruderyjną, polecano, aby drastyczne wydarzenia działy się poza sceną. Jednak nie musimy się cofać do czasów Ajschylosa. Okazuje się bowiem, że jeszcze zupełnie niedawno, historycznie rzecz ujmując, w Hollywood obowiązywał podobny do starogreckiego kodeks, określający, co wolno, a czego w żadnym wypadku nie powinno się pokazywać widzom. Chodzi o Kodeks Haysa, zajmujący się dopuszczalnością obrazów przedstawianych w filmach produkowanych i dystrybuowanych w Stanach Zjednoczonych, wprowadzony w latach 30. XX w.

Miejsce bez zasad

Był to okres wielkiego kryzysu w Ameryce, czasy bankructw, samobójstw ludzi tracących fortuny, wielkiego bezrobocia, wzrostu przestępczości, deprawacji moralnej. Żadne hollywoodzkie studio nie uchwyciło ducha czasu z takimi werwą i talentem jak Warner Bros. Wzmagającą się przemoc i zbrodnię obrazowały filmy gangsterskie, np. „Mały Cezar” (1930) i „Wróg publiczny nr 1” (1931), oraz filmy więzienne „Jestem zbiegiem” (1932) i „Sing-Sing” (1932). Narastające problemy społeczne znalazły swoje odzwierciedlenie w „Heroes for Sale” (1933) i „Wild Boys of the Road” (1933). Nagość w różnym stopniu szerzyła się w takich filmach jak „Pod znakiem Krzyża” (1932) czy w cyklu obrazów o Tarzanie, w którym człowiek z dżungli nosił skąpą przepaskę na biodrach.

Co ciekawe, czy to za sprawą purytańskiego wychowania ówczesnych Amerykanów, czy dlatego, że ludzie mieli nadmiar przemocy i brudu moralnego w realnym życiu, publiczność zaczęła sprzeciwiać się zbyt ostentacyjnym przejawom rozwiązłości na ekranie i wykorzystywaniu dosadnej seksualności, która według ówczesnych krytyków przenikała takie filmy jak „Poszukiwaczki złota” z 1933 r. i „Baby Face”, również z roku 1933, oraz epatowaniu w obrazach kinowych wampirami i ludożercami.

Ponieważ to widzowie utrzymywali studia filmowe, kupując bilety do kina, nie można było nie brać pod uwagę ich wrażliwości. Dlatego zmieniające się gusta widzów mogły stanowić jeden z ważnych powodów wprowadzenia kodeksu etycznego w fabryce snów. Drugi stanowiły wielkie skandale obyczajowe. Pierwsze rysy na publicznym wizerunku przemysłu filmowego pojawiły się na początku 1922 r. Wtedy właśnie do opinii publicznej przedostały się informacje, że młoda aktorka Virginia Rappe zachorowała na przyjęciu, zorganizowanym w jednym z hoteli w San Francisco we wrześniu poprzedniego roku przez cenionego komika Roscoe Conklinga Arbuckle’a, zwanego również „Fatty” Arbuckle. Kobieta zmarła cztery dni później. Imprezę przedstawiano jako wyuzdane bachanalia pełne grzechu i występku. Arbuckle został oskarżony przez znajomego Rappe o gwałt i przypadkowe zabicie aktorki. Chociaż Arbuckle został uniewinniony i otrzymał oficjalne pisemne przeprosiny od sądu, wydarzenie to złamało mu karierę.

Potem informacje na temat orgii, wspomaganych alkoholem i narkotykami, z udziałem znanych postaci Hollywood zaczęły wypełniać szpalty ówczesnych tabloidów. W czasie gdy toczył się proces komika, w lutym 1922 r., reżyser William Desmond Taylor zginął w swoim mieszkaniu w Los Angeles. Zagadki morderstwa nie rozwiązano.

Jak to z Kodeksem Haysa było

Hollywood zaczęto postrzegać jak Sodomę lub stolicę dekadencji. Fabryka snów zdawała się zmieniać w fabrykę koszmarów. Rodziło to obawy wśród szefów wytwórni, że zaniepokojony doniesieniami prasowymi rząd zyska pretekst do objęcia Hollywood swym nadzorem. Do biur wytwórni filmowych w Nowym Jorku i Los Angeles docierały informacje o groźbie podjęcia śledztwa przez komisję Kongresu USA. Uznano, że ucieczka do przodu może być dobrym wyjściem z tej sytuacji. Chcąc pokazać, jak poważnie podchodzą do wprowadzenia zasad moralnej prawości w filmie oraz w życiu prywatnym gwiazd Hollywood, potentaci filmowi wspólnie wybrali w 1922 r. Willa Haysa na szefa nowo utworzonego stowarzyszenia zawodowego Producenci i Dystrybutorzy Filmów w Ameryce (Motion Picture Producers and Distributors of America – MPPDA). Człowiek ten uchodził za nieskazitelny symbol moralnej prawości jako diakon w Kościele prezbiteriańskim i były przewodniczący Partii Republikańskiej.

Hays miał wpłynąć na to, aby producenci zaczęli bardziej się liczyć z obyczajnością publiczną. Nie było to łatwe, bo wiele stanów miało własne wytyczne odnośnie do tego, co można, a czego nie należy przedstawiać na ekranach kin. Przez całe lata 20. Hays próbował wpływać na zmniejszenie liczby scen brutalnych, epatujących nagością czy wulgaryzmami (oczywiście w ówczesnym, bardziej restrykcyjnym niż dziś, pojęciu tego słowa). Z różnym skutkiem.

W 1930 r. Martin J. Quigley, amerykański wydawca, redaktor i dziennikarz magazynu filmowego, założyciel „Exhibitors Herald”, pisma, które stało się ważnym krajowym magazynem przemysłu filmowego, oraz ksiądz Daniel A. Lord, jezuita, stworzyli Kodeks Produkcji Filmów (Motion Picture Production Code). Był to zbiór wytycznych precyzujących, czego nie powinno się pokazywać widzom, i zestaw wartości moralnych, na których twórcy filmowi powinni opierać treść swoich dzieł. Gdy przedstawiono go Haysowi, oczy prawie wyskoczyły mu z orbit. To była rzecz, której cały czas szukał. Spis Quigleya i Lorda, zaakceptowany przez diakona prezbiterian, zaczął nosić nazwę Kodeks Haysa.

Przez kilka lat reżyserzy, scenarzyści i aktorzy Hollywood, tacy jak chociażby wielka gwiazda owych czasów Mae West, słynna ze skandalizujących ról i swobodnego stylu życia, lekceważąco traktowali zasady, które próbowano wdrożyć. Wówczas zirytowani puryści obyczajowi ze świata filmu i spoza niego zdecydowali się na mocniejsze uderzenie. W 1933 r. powstał Narodowy Legion Przyzwoitości (National Legion of Decency – NLD) – społeczna organizacja katolicka, do której zapraszano również zaniepokojonych upadkiem obyczajów protestantów i wyznawców judaizmu. Legion bardzo mocno naciskał na to, aby bojkotować filmy i wytwórnie traktujące pobłażliwie zasady moralne obowiązujące w społeczeństwie. Członkowie organizacji deklarowali: „Zdecydowanie potępiamy rozpustne filmy, które wraz z innymi gorszącymi zjawiskami [jakie pojawiają się w widowiskach publicznych] niszczą moralność publiczną i promują manię seksualną w naszym kraju”.

Producenci filmowi szybko zdali sobie sprawę, że tracą popularność, wpływy i pieniądze w katolickich twierdzach wielkich amerykańskich miast. Rzeczywiście oburzenie opinii publicznej było tak wielkie, że nawet rząd federalny rozważał utworzenie krajowej rady cenzury. Studia filmowe znów postanowiły uciec do przodu i dobrowolnie poddać się autocenzurze. Tym razem nie zważano na dąsy gwiazd.

W 1934 r. Will Hays oficjalnie przekazał obowiązki cenzora filmów Josephowi Breenowi, dziennikarzowi zaangażowanemu w działalność NLD. Od 15 lipca 1934 r. urząd cenzorski sprawdzał przed skierowaniem do produkcji scenariusze filmowe pod kątem naruszenia Kodeksu. Gdy wszystko było w porządku, na stronie tytułowej skryptu umieszczano owalne logo z inicjałem: MPPDA. Była to pieczęć zatwierdzenia kodeksu produkcyjnego. Klasyczny przejaw cenzury prewencyjnej. Wprawdzie poddanie się jej było, formalnie rzecz biorąc, dobrowolne, ale największe wytwórnie wolały otrzymać owalną pieczęć niż narażać się na niepotrzebne kłopoty.

Czego nie wolno

Twórcy Kodeksu Haysa mieli nadzieję, że zmieniając rzeczywistość przedstawioną w filmach, mogą również zmienić i ulepszyć samo społeczeństwo. Na przykład Kodeks utrzymywał, że żaden obraz kinowy nie powinien nigdy „obniżać standardów moralnych tych, którzy go oglądają”, za to powinien sprawiać, by „sympatia publiczności nigdy nie była po stronie zbrodni, krzywdy, zła lub grzechu”.

Kodeks Haysa zabraniał pokazywania na ekranie współżycia pozamałżeńskiego i zapewniał, że „cudzołóstwo i niedozwolony seks, czasami niezbędne dla fabuły, nie mogą być ukazywane ze szczegółami ani usprawiedliwiane lub atrakcyjnie prezentowane”. Dlatego Ilsa nie mogła uciec z Rickiem w „Casablance”, chociaż tak dyktowało jej serce: była mężatką. Cudzołóstwo nie mogło być tematem komedii. „Poprzez tego rodzaju komedie wyśmiewane są podstawowe relacje budujące dom, rodzinę i małżeństwo, a niedozwolone związki wydają się dopuszczalne i zachwycające lub odważne”. Poza tym filmy nie mogą sugerować, że „niskie formy relacji seksualnych są rzeczą akceptowaną lub powszechną”. Zabronione było pokazywanie tańców sugerujących lub reprezentujących „czynności seksualne lub nieprzyzwoitą pasję”. Eksponowanie nagości czy współżycia seksualnego małżonków oczywiście również było zabronione.

Żadne wyznanie religijne nie mogło być obiektem drwin czy pogardy. Podobnie chroniono duchownych wszystkich wyznań. Zabroniono brutalnych scen z udziałem dzieci, kobieta nie mogła stać się obiektem gwałtu. Nie można było podczas zdjęć zadawać cierpienia zwierzętom. Pokazywanie perwersji seksualnych było zabronione, podobnie jak eksponowanie organów płciowych dzieci.

„Sądy nie powinny być przedstawiane jako niesprawiedliwe”. Natomiast więzienia nie mogą być ukazywane jako miejsca gwałtów, demoralizacji, w których rządzą sadystyczni strażnicy. Była to odpowiedź Kodeksu na cieszące się popularnością filmy ukazujące patologie, do jakich dochodziło w środowisku osadzonych. Dotyczyło to zwłaszcza więzień bardziej konserwatywnego Południa, opanowanych przez psychopatycznych klawiszy.

Przeciw dyktaturze, przestępstwom, makabrze

Do czasu wprowadzenia Kodeksu powstało ponad 75 filmów gangsterskich, z których większość epatowała widzów brutalnymi scenami. Nic więc dziwnego, że to właśnie film gangsterski wywołał największą moralną panikę w Ameryce w epoce wielkiego kryzysu i prohibicji. Obawiano się, że uczynienie z kryminalisty bohatera pozytywnego przyczyni się do wzrostu przestępczości, zwłaszcza wśród młodzieży, chcącej wzorować się na „twardych charakterach”. Stąd Kodeks stwierdza: „Przestępcy nie powinni być bohaterami. Obnoszenie się z bronią przez gangsterów nie będzie dozwolone”. Zabronione było takie przedstawianie morderstw, które mogłoby inspirować do naśladownictwa.

Przed rokiem 1934 pojawiło się wiele horrorów, na czele ze słynnym „Frankensteinem” (1931) Jamesa Whale’a, produkcją studia Universal, oraz nie mniej znanym obrazem „Doktor Jekyll i pan Hyde” w reżyserii Roubena Mamouliana (1931), nakręconym przez Paramount. W tym drugim filmie dopatrywano się freudowskiego psychologizowania i seksualnej przewrotności. Teraz przed producentami horrorów postawiono bardzo trudną przeszkodę, gdyż Kodeks stwierdzał jednoznacznie: „Sceny nadmiernej brutalności i makabry muszą zostać ograniczone do absolutnego minimum”.

Zanim prezydent Franklin Delano Roosevelt zaczął zwalczać społeczne i gospodarcze efekty wielkiego kryzysu za pomocą Nowego Ładu, wprowadzonego w 1933 r., w społeczeństwie amerykańskim dało się zauważyć tęsknotę za supermenem politycznym, a mówiąc wprost – dyktatorem, który żelazną ręką wyprowadziłby kraj z kryzysu. Te postawy znalazły swój wyraz w produkcji filmowej. Nastąpiło wówczas „szaleństwo na punkcie dyktatora”. Takie obrazy jak „Skyscraper Souls”, „Employees’ Entrance” czy „Gabriel over the White House” mogą być tego przykładem. Pojawiają się też inne filmy, nie tak jednoznacznie popierające rządy silnej ręki, ale bardzo krytyczne wobec systemu panującego w USA.

Kodeks Haysa, chcąc zaradzić tym tendencjom, niebezpiecznym, bo mogącym doprowadzić do wzrostu sympatii wobec ruchów totalitarnych, takich jak komunizm, hitleryzm bądź faszyzm, również w tej mierze nakazał twórcom wstrzemięźliwość, zabraniając przedstawiania systemu amerykańskiego jako skorumpowanego, dysfunkcyjnego, niepotrafiącego dać sobie rady z narastającym kryzysem społeczno-gospodarczym. Nakazywał też szacunek do amerykańskiego sztandaru.

Złote czasy dzięki cenzurze?

Złoty wiek Hollywood rozpoczął się wraz z Kodeksem i zakończył się z jego upadkiem. „W tym czasie w świecie filmu nastąpił artystyczny rozkwit niezliczonych wpływów kulturowych. Hollywood, w którym rządził Kodeks Haysa, przekazało potomności wielkie twórcze dziedzictwo. Spuścizna ta wykorzystywana była przez kolejne generacje twórców filmowych i telewizyjnych. I nadal jest wielką inspiracją dla twórców filmów, widowisk telewizyjnych, gier wideo i grafiki komputerowej. Wszyscy oni czerpią z cenzurowanego dziedzictwa zachowanego w przepastnych archiwach, z jakże często głębokich historii przedstawianych w ówczesnych obrazach, z dialogów i moralnych wskazań”, pisał Thomas Doherty w pracy „Pre-Code Hollywood: Sex, Immorality, and Insurrection in American Cinema, 1930–1934”, wydanej w 1999.

Rocznie powstawało ok. 400 filmów. Co tydzień w salach kinowych pojawiały się miliony widzów. Wtedy też ukształtowały się typowe gatunki kina amerykańskiego – western, komedie slapstickowe, musical, film rysunkowy, film biograficzny i melodramat. Przemysł filmowy rozwinął się niepomiernie, zaczął zatrudniać setki producentów, reżyserów, scenarzystów, aktorów.

Dlaczego fabryka snów, zamiast obumierać w dusznym klimacie cenzury, rozkwitała? Być może dlatego, że Kodeks nie był pomyślany jako hamulec dla nowych pomysłów reżysera czy scenarzysty albo dla nowatorskich rozwiązań technicznych czy sposobów ekspresji aktorskiej. Jego zadaniem było zapanować nad obsceniczną i brutalną formą. Był przejawem troski o właściwą opiekę nad młodymi ludźmi i o skuteczną ochronę godności kobiet, domagał się należytego szacunku dla mieszkańców Ameryki i innych narodów oraz dążył do podniesienia standardów etycznych i zmiany mentalności kryminalnej. Niektóre aspekty Kodeksu Haysa były korzystne dla kunsztu filmowego również z tego względu, że filmowcy, chcąc obejść zasady, musieli stać się bardziej subtelni, wyrafinowani i trochę przewrotni. Musieli znaleźć sprytne sposoby, aby przekazać niedozwolone treści w sposób będący do zaakceptowania przez hollywoodzkich cenzorów.

Kiedy Frank Sinatra otrzymał nominację do Oscara w 1955 r. za główną rolę w „Złotorękim” – od tego samego hollywoodzkiego establishmentu, który odmówił filmowi owalnej pieczęci – było jasne, że epoka Kodeksu Haysa dobiega końca. „Kodeks trwał aż do lat 50., kiedy ostatecznie upadł pod ciężarem powojennej kultury, charakteryzującej się paranoją i znużeniem na świecie”, zauważył Mike Mashon, szef Działu Ruchomych Obrazów Biblioteki Kongresu USA. A młodzieżowa kontrkultura z lat 60., której symbolem stały się bunty studentów na uczelniach amerykańskich oraz festiwal w Woodstock, dokończyła dzieła.

01.09.2019 Numer 9/2019

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną