Człowiek

Peruka daje tupet

Numer 4/2019
Katerina Klio / Shoot Shoot
Nosimy na głowach sztuczne włosy od tysięcy lat. Po co się męczymy w ciężkich perukach? Głównie z próżności i chęci tuszowania niedostatków urody, ale też po to, by pokazać swój status, bogactwo lub choć na chwilę stać się kimś innym.
Pod koniec ­życia niemal łysa królowa Elżbieta I nie rozstawała się z rudą peruką w stylu rzymskim.Wikimedia Commons/Wikipedia Pod koniec ­życia niemal łysa królowa Elżbieta I nie rozstawała się z rudą peruką w stylu rzymskim.
W I w. w Rzymie modne było spiętrzenie nad czołem swoich i doczepionych loków, ­fryzurę taką zwano gniazdem os.Wikimedia Commons/Wikipedia W I w. w Rzymie modne było spiętrzenie nad czołem swoich i doczepionych loków, ­fryzurę taką zwano gniazdem os.
Uroczyste peruki noszone są do dziś w Wielkiej Brytanii i niektórych krajach anglosaskich przez ­urzędników i prawników w sądach jako znak wykonywanego zawodu lub pełnionej funkcji.Spiroview Inc/Shutterstock Uroczyste peruki noszone są do dziś w Wielkiej Brytanii i niektórych krajach anglosaskich przez ­urzędników i prawników w sądach jako znak wykonywanego zawodu lub pełnionej funkcji.
Tradycyjne peruki noszone przez japońskie gejsze i maiko (uczennice gejsz).Miriam Bendia/Shutterstock Tradycyjne peruki noszone przez japońskie gejsze i maiko (uczennice gejsz).

Trudno powiedzieć, kto pierwszy wpadł na pomysł, żeby doprawić sobie sztuczną czuprynę. Patrząc na maski wykorzystywane w rytualnych tańcach przez różne ludy i pradziejowe ryty naskalne, musimy dojść do wniosku, że stało się to bardzo, bardzo dawno temu. Kawałki skór, konopne sznurki, pióra i włosy różnych zwierząt imitowały lwie grzywy i czuby papug. „Fryzur” tych nie noszono jednak na co dzień. Ich zadaniem było upodobnienie celebransów do bogów i duchów zwierząt, odczłowieczenie. Peruka imitująca ludzkie włosy to wymysł cywilizacji, w których pojawili się człekokształtni bogowie z doskonałymi ciałami i wspaniałym owłosieniem, bo włosy zawsze były symbolem witalności, siły, odrodzenia – opisuje prof. Kazimierz Banek w książce „Opowieści o włosach”. Wówczas noszenie peruki upodobniającej ludzi do bogów świadczyło o uprzywilejowaniu i było znakiem wysokiego statusu.

Boskie i seksowne

Niewątpliwie największymi i najbardziej konsekwentnymi perukomaniakami byli poddani faraonów. Przez niemal 3 tys. lat peruki pojawiają się na ścianach świątyń i grobowców na głowach bogów, władców i zamożnych urzędników (biedota ich nie nosiła, bo były drogie i utrudniały pracę). Ich forma i rozmiary zależały od mody, ale zawsze stanowiły symbol statusu i niezbywalny element ubioru eleganckiego i zamożnego Egipcjanina. Antyczni kronikarze twierdzą, że nad Nilem wszyscy golili głowy, ale nakaz ten dotyczył zapewne jedynie mających zachować czystość kapłanów, zresztą i wśród nich nie był chyba jakoś specjalnie restrykcyjnie przestrzegany, bo czaszki większości mumii egipskich wcale nie są łyse, a z ikonografii wynika, że pod perukami noszono własne włosy.

Ikonografia i antropomorficzne trumny dowodzą, że peruki należały do tradycji i dworskiego dress code’u. W nieobrabowanych grobach zachowały się pojedyncze egzemplarze wykonane z wełny, ludzkich i zwierzęcych włosów, które po połączeniu w pasma przytwierdzano do siatek za pomocą wosku, żywicy i różnych środków roślinnych. Moda zmieniała się w ciągu trzech tysiącleci – raz noszono wielkie peruki podzielone na trzy części, kiedy indziej pełne warkoczyków i loków, czasami krótkie, a czasami długie, gładkie i trefione. Fryzury w stylu afro popularne były, gdy Egipt miał dobre stosunki z Nubią lub gdy rządzili czarni faraonowie z XXV dynastii (751–656 p.n.e.). Inaczej wyglądały peruki rytualne, a inaczej biesiadne, ale te ostatnie noszono głównie z estetycznych względów – maskowały proces starzenia się u mężczyzn i podnosiły atrakcyjność seksualną kobiet. Nie przez przypadek Hathor, boginię miłości i seksu, zwano „tą o pięknych włosach”, a tancerki, muzykantki i damy haremowe nosiły na bankietach ogromne peruki ze stożkami wonności. Włosy stanowiły stały motyw literacki i ikonograficzny – w opowiadaniu „Dwaj bracia” założenie peruki przez kobietę było zachętą do seksu, a zapach pukla jej włosów sprawił, że faraon zakochał się w niej na odległość; tak samo sceny czesania peruk, słania łóżka czy zdjęte sandały, pojawiające się na ścianach grobów, to jednoznaczne aluzje do miłości fizycznej.

Nawet jeśli noszenie nakrycia głowy chroniło przed udarem, to egipskie peruki grzały, były ciężkie i niewygodne, co z pewnością męczyło podczas dłuższego przebywania poza domem. Jednak nosili je wszyscy ze względu na tradycję i etykietę. Równie konsekwentne przywiązanie do peruk pojawiło się 2 tys. lat później na francuskim dworze za Ludwika XIV, który jako oświecony władca absolutny i Król Słońce promieniował na ówczesny świat, narzucając swoją estetykę niczym egipscy faraonowie.

Prostytutki i wszetecznicy

Po 3 tys. lat perukowej prosperity Grecy i Rzymianie postawili na naturalność. W antyku peruki noszono rzadko i była to raczej domena prostytutek, ponoć żona cesarza Klaudiusza Mesalina, by móc chodzić incognito po Rzymie i podrywać mężczyzn, zakładała blond peruki. Może to plotka, ale faktem jest, że w okresie cesarstwa na głowach matron pojawiły się sztuczne doczepy i loki, zwiększające objętość fryzury. Również część bardziej próżnych panów doczepiała treski. Słynął z nich Juliusz Cezar, który w ten sposób (lub nosząc wieniec laurowy) ukrywał coraz większe zakola.

Kościół potępiał nadmierne skupianie się na ciele i wyglądzie. Bardzo krytycznie o perukach wypowiadali się Klemens Aleksandryjski, Tertulian, św. Anzelm i król Anglii Henryk I. Ale w końcu XVI i w początkach XVII w. mężczyźni nosili spadające na ramiona „loki miłości”, które surowi duchowni uznawali za oznakę zniewieściałości, nieobyczajności i wszetecznictwa. Koronowane głowy decydowały się na peruki rzadko, jeśli już, to dlatego, że albo mogły (jak Henryk III Walezy, który doczepiał i barwił sztuczne pasma), albo musiały (jak królowa Elżbieta I, która po wyłysieniu nosiła peruki w stylu rzymskim). U nas od młodości słabość do peruk miał Władysław IV Waza.

Długo po peruki sięgały jedynie osoby, które łysiały (czy to z powodu wieku, czy na skutek chorób wenerycznych), oraz kuglarze, tancerze i aktorzy, pragnący w ten sposób upodobnić się do odgrywanych przez siebie postaci. Dopiero we Francji na początku XVII w. doszło do pierwszego boomu perukarskiego. „Francuscy eleganci poczęli układać włosy w bufiaste loki wokół głowy à l’enfant, na wzór 9-letniego Ludwika XIII, który jeszcze przed 1620 r. zdecydował się przystroić głowę sztucznymi włosami na wzór Henryka III Walezego. (…) Krytyczni obserwatorzy nie mogli zrozumieć, dlaczego nawet młodzi porzucają własne włosy, aby stać się starymi, goląc sobie czaszkę i przyozdabiając ją atrybutem wszetecznika czy ukrywającego bliznę po obciętym uchu złodzieja” – pisze w artykule „Nowożytne perypetie peruki” na stronie Muzeum w Wilanowie Jacek Żukowski.

Higieniczne i drogie

Dworska moda na peruki, które stały się symbolem statusu, wybuchła we Francji za Króla Słońce. – Co prawda, gdy wstępował na tron, miał piękne i długie włosy, ale gdy zaczęły rzednąć i siwieć, wzorem swego ojca zastąpił je peruką i od tego czasu tylko jego 40 perukarzy widywało go bez niej – przypomina dr Małgorzata Możdżyńska-Nawotka, kostiumolog z Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Peruki naśladujące naturalne królewskie sploty spadające na plecy i piersi szybko zaczęli nosić dworzanie w Wersalu. W 1637 r. w Paryżu powstał pierwszy zakład perukarski, a 19 lat później – pierwszy miejski cech perukarzy. Moda z Francji szybko rozlała się po Europie.

Modna wówczas trzyczęściowa peruka na lwa (à la lion) z masą ufryzowanych w równoległe kaskady loków stała się oznaką wiedzy, władzy i męskości, dlatego każdy monarcha miał w swej siedzibie gabinet peruk i zajmujących się nimi specjalistów, z których najbardziej znany był balwierz Ludwika XIV – Jan Quentin. Ksiądz Franciszek Siarczyński odnotował, że w Polsce na przełomie XVIII i XIX w. umiejętność perukarzy „bardzo zyskowną bydź musiała, kiedy za list, czyli przywilej wolnego sprawowania perukarstwa, po 500 talarów płacono”. Wykonywano je z włosów ludzkich, końskiego i koziego włosia, ale też moheru, konopi i lnu, a w części przedniej – z kaczego puchu. Peruki kosztowały 30–40 gwinei, więc nic dziwnego, że w Londynie grasowały gangi złodziei, którzy je kradli z głów bogaczy. Rządy też wykorzystywały modę wśród bogaczy (biedota w ogóle nie miała prawa do sztucznych fryzur), by zarobić, i pobierały opłaty za przywilej od luksusu. W Prusach między rokiem 1698 a 1717 za noszenie peruk w miejscach publicznych płacono 3 talary, a w 1795 r. wprowadzono w Wielkiej Brytanii roczny podatek wynoszący gwineę za ich pudrowanie, co zresztą było jedną z przyczyn nadchodzącego zmierzchu popularności peruk.

Początkowo peruki wydawały się higieniczne, bo martwe włosy nie przyciągały wszy, a jeśli już, to łatwiej było się pozbyć natrętów. Ale ponieważ stosowano włosy naturalne, zastanawiano się, czy nie niesie to ryzyka dla ich nowych właścicieli. Pamiętnikarz Samuel Pepys pisał w 1665 r., że choć sam ogolił głowę i zakupił perukę, bał się ją nosić, bo obawiał się, czy nie powstała z włosów osoby, która zmarła na szalejącą w Londynie dżumę. Sztuczna fryzura była praktyczna, bo zakrywała uważaną za nieestetyczną łysinę i ogrzewała głowę (w zimnych pałacach było to mile widziane), ale noszenie ciężkich koafiur źle wpływało na naturalne włosy, które się pod nimi pociły i plątały, tworząc może nie aż plica polonica, ale na pewno niepożądane kołtuny.

Pudrowanie i spiętrzanie

W zachowaniu higieny nie pomagało modne od ok. 1700 r. pudrowanie peruk skrobią (a z czasem mieszanką mąki ziemniaczanej i gipsu) na biały kolor. Rozprowadzany miechami proszek ukrywał przetłuszczone włosy, maskował miejsce ich połączenia z peruką i zrównywał kolor. Biel uważano za elegancką, więc gdy król Anglii Jerzy III (zm. 1820 r.) nosił peruki w kolorze brązowym, zarzucano mu brak smaku. Ale nie w oczach wszystkich pudrowanie na francuską modłę znajdowało zrozumienie. Barokowy moralista Wacław Potocki (1625–1696) pisał z przekąsem: „Się sam jegomość z cudzoziemska stroi, z pudru, jako szczur z mąki, albo gdy w otręby mysz wpadnie, patrzy”.

Kobiety pudrowały fryzury pachnącym pomarańczą lub lawendą proszkiem na kolor szary, różowy, niebieski lub żółty. – Mamy w zbiorach pięknie malowaną główkę z ok. 1780 r. o rysach Marii Antoniny, która służyła do trzymania i fryzowania peruk, ale panie nosiły je niezwykle rzadko. Na dworze francuskim od połowy do końca XVIII w. modne były wyszukane fryzury „tematyczne”, jak pufy z fregatą czy koszami obfitości, z tym że były to koafiury wypiętrzone na szynionie, czyli poduszce, na którą zaczesywano pasma naturalnych włosów, dopinano treski i sztuczne loki. W tej konstrukcji spano, stąd różne kapturki i czepki oraz podtrzymujące fryzurę długie szpile – podkreśla wrocławska kostiumolożka. W takich koafiurach nie tylko spało się niewygodnie, ale były one rajem dla pasożytów, dlatego damy zaopatrywały się w młoteczki na wszy, wieszały we włosach pułapki (pojemniczki z gałgankiem z krwią) i stosowały długie drapaki, które dawały ulgę swędzącej skórze, nie niszcząc szynionów.

Perukarstwo ma też swoją militarną odsłonę, bo sztuczne włosy pojawiły się również w uniformach wojskowych, które przecież często nawiązywały do mody cywilnej. Patrząc na ikonografię egipską, można odnieść wrażenie, że już żołnierze faraonów nosili peruki, bo wszyscy czesali się w identyczne afro. Być może była to tylko artystyczna konwencja, ale niektórzy twierdzą, że żołnierze mogli mieć wełniane peruki ochronne albo stylizowali fryzury z własnych włosów na kształt modnych peruk. Tak właśnie robili prości żołnierze między XVII a XVIII w. Na obrazach barokowych dowódcy na polach bitew wyglądają w ogromnych perukach jak dworskie fircyki. Oczywiście nie było możliwe, żeby podobne konstrukcje nosili zwykli wojacy, dlatego oficerowie decydowali się na prostsze peruki z kitką (queues) związaną kokardą, a szeregowi żołnierze zapuszczali włosy, fryzowali je i pudrowali sproszkowaną kredą, by udawały oficerskie peruki. Taka moda obowiązywała w armiach europejskich do lat 80. XVIII w., kiedy zaczęto stawiać na naturalne i krótkie uczesania. Pudrowane warkocze pojawiły się jeszcze na chwilę na głowach gwardzistów Napoleona, po czym na zawsze z armii zniknęły.

Tupety i szejtle

Po jakichś 130 latach peruki zaczęły wychodzić z mody salonowej. Tuż przed rewolucją francuską wielkie pudrowane koafiury uznano za jedną z ekstrawagancji arystokracji, symbol dekadencji i zepsucia ancien régime’u. Na salonach zastąpiły je mniejsze i wygodniejsze, a ponieważ nauczono się wytwarzać peruki białe, nie trzeba ich było pudrować. – Za czasów Ludwika XV, który miał piękne naturalne włosy, uważano peruki za przeżytek. Ponieważ jednak te mniejsze były wygodniejsze w noszeniu i tańsze, zdążyły się jeszcze na chwilę upowszechnić – przypomina dr Możdżyńska-Nawotka. To wtedy białe peruczki stały się elementem strojów urzędników i prawników i przetrwały w Kościele anglikańskim na głowach biskupów, a w niektórych krajach anglosaskich w sądach i urzędach do dziś.

XIX w. to nie był wiek peruk, tylko tupecików. Dyskretne toupée, które miało dodać objętości naturalnym włosom lub przykryć łysinę, stało się popularne ok. 1820 r. wśród europejskich dandysów, chcących za wszelką cenę zachować młodość, a obcisły strój, podkreślający zgrabną sylwetkę, i lok nad czołem należały do wymogów estetycznych tamtych czasów. Panie też do lat 20. XX w. chętnie korzystały z doczepek, by dodać objętości wysoko upinanym kokom (mężatki mogły nosić rozpuszczone włosy tylko na maskaradach). W tym czasie jedyną grupą osób na stałe noszących peruki w Europie były Żydówki. Tora i Talmud nakazują bowiem żonom, wdowom i rozwódkom zakrywać włosy chustką, ale już od jakiegoś czasu u ortodoksyjnych chasydów wiele kobiet goliło głowy po zamążpójściu i nosiło peruki zwane szejtl lub szajtel. Zwyczaj ten funkcjonuje zresztą w tych środowiskach do dziś.

Próżność i performance

W XX w. doszło do chwilowej reaktywacji pełnych peruk. Najpierw nastąpił prawdziwy boom na męskie treski w latach 50., kiedy sztuczne grzywki szeroko reklamowano w amerykańskiej prasie i nosił je co drugi starzejący się aktor hollywoodzki lub artysta. W efekcie, jak szacował magazyn „Time” w 1970 r., ponad 2,5 mln z 20 mln łysiejących mężczyzn w USA decydowało się na taki zakup. Z czasem sztuczne tupeciki na czołach stały się powodem do żartów, w dodatku okazało się, że łysina to dowód na wysokie stężenie testosteronu, a zatem męskiej jurności, więc wygodne ogolone lub obcięte na jeżyka fryzury szturmem zdobyły męski świat. Ci, którzy nadal nie potrafią się pogodzić ze stratą włosów, jak John Travolta, ciągle sięgają po treski. W końcu bujna czupryna odmładza, dodaje siły i pewności siebie. Zapewne nie przez przypadek francuska treska, czyli toupée, u nas przerobiona na „tupet”, oznacza nie tylko sztuczną grzywkę, ale też zuchwałość graniczącą z bezczelnością.

Na krótki moment peruki stały się modne wśród kobiet w latach 60. Zaczęto je wówczas produkować z syntetycznych włókien akrylowych, dzięki czemu stały się bardziej dostępne i po raz pierwszy nieobciążone cielesnością innych ludzi. – Na głowach pań, również w Polsce, pojawiły się dwa rodzaje peruk: w stylu afro oraz silnie zgeometryzowane i wyraźnie sztuczne, co dodatkowo jeszcze podkreślały takie kolory jak błękit, róż, zieleń. Podczas gdy te etniczne pozwalały na eksperymentowanie z nieosiągalnym dotychczas egzotycznym wyglądem, te geometryczne odpowiadały panującej wówczas modzie na krótkie fryzury damskie na tzw. pazia – mówi dr Możdżyńska-Nawotka.

Dziś peruki ze sztucznych włosów głównie pełnią funkcje performatywne, co oznacza, że nosząc je, odgrywamy jakieś role lub ukrywamy tożsamość, więc korzystają z nich aktorzy, cyrkowcy, śpiewacy, drag queen lub przestępcy. Mogą być też elementem strojów na balach kostiumowych, festynach historycznych czy zjazdach miłośników mang lub anime.

Współczesne peruki z włosów naturalnych doskonale imitują prawdziwe fryzury. Na rynek europejski włosy przyjeżdżają z Indii i Chin (choć te hinduskie lepiej się nadają dla Europejek, bo mają podobną do naszych strukturę). Kilogram włosów kosztuje 600 dol., ale cena zależy od ich jakości. Najdroższe są dłuższe, równe i nigdy niefarbowane. Peruki z włosów naturalnych mają zadanie protetyczne – noszą je osoby, które straciły włosy w wyniku chemioterapii, łysienia plackowatego czy wieku. Niektóre zamożne kobiety mają ich kilka na podorędziu i wykorzystują, gdy muszą pojawić się na oficjalnym spotkaniu, a nie zdążyły pójść do fryzjera. Dlatego ich miłośniczkami są artystki estrady, jak Dolly Parton, Lady Gaga, Tina Turner czy Cher.

Od kiedy mężczyźni cieszą się społecznym przyzwoleniem na bycie łysym, odbiorczyniami peruk są głównie kobiety, dla których włosy to nadal jeden z najważniejszych wabików seksualnych, oraz mężczyźni, którzy lubią przebieranki. Są one dziś o niebo wygodniejsze niż w czasach faraonów czy Króla Słońce, a ich noszenie nie grozi kołtunem czy wszawicą.

Agnieszka Krzemińska
archeolog, popularyzatorka nauki i historii, dziennikarka tygodnika „Polityka”

01.04.2019 Numer 4/2019

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną