Człowiek

Ostatni nomadzi Europy

Numer 1/2021
Saamowie zamieszkiwali Skandynawię na długo przed tym, nim wyodrębniły się tam jakiekolwiek państwa. Zdjęcie trzech saamskich kobiet z 1890 r. Saamowie zamieszkiwali Skandynawię na długo przed tym, nim wyodrębniły się tam jakiekolwiek państwa. Zdjęcie trzech saamskich kobiet z 1890 r. Domena Publiczna
Saamowie to jedni z najstarszych mieszkańców naszego kontynentu. Wychowani przez surowe zimy i grymaśne polarne morze przez wieki byli gospodarzami dalekiej Północy.
Wioska Saamów w Murmańsku na Półwyspie Kolskim. Posągi przedstawiają cztery żywioły oraz pięć majestatycznych bożków: miłości, szczęścia, pomyślności, losu i zdrowia.Shutterstock Wioska Saamów w Murmańsku na Półwyspie Kolskim. Posągi przedstawiają cztery żywioły oraz pięć majestatycznych bożków: miłości, szczęścia, pomyślności, losu i zdrowia.
Tradycyjne futrzane buty wiszące przy jednym z domostw. Podczas surowych arktycznych mrozów takie odzienie to podstawa.Shutterstock Tradycyjne futrzane buty wiszące przy jednym z domostw. Podczas surowych arktycznych mrozów takie odzienie to podstawa.
Bęben wykonany przez Saamów ­zamieszkujących północną Norwegię. Tego typu instrumenty stale towarzyszyły szamanom.Indigo Bęben wykonany przez Saamów ­zamieszkujących północną Norwegię. Tego typu instrumenty stale towarzyszyły szamanom.
Norwegia, rok 1900. Renifery zawsze były w centrum życia i ­kultury Saamów. Od najmłodszych lat oswajano się z ich towarzystwem.Nasjonalbiblioteket Norwegia, rok 1900. Renifery zawsze były w centrum życia i ­kultury Saamów. Od najmłodszych lat oswajano się z ich towarzystwem.
Zdjęcie pamiątkowe saamskiej rodziny wykonane przed jej domostwem. Najprawdopo­dobniej z Norwegii. Data nieznana.Indigo Zdjęcie pamiątkowe saamskiej rodziny wykonane przed jej domostwem. Najprawdopo­dobniej z Norwegii. Data nieznana.
Codzienne karmienie ­reniferów, Tromsø, Norwegia, 2011 r.Shutterstock Codzienne karmienie ­reniferów, Tromsø, Norwegia, 2011 r.
Sezonowe schronienia saamskie wykonywano ze skór renifera i palików połączonych na szczycie. Przypominały indiańskie tipi. Lavvu są nadal ­używane przez Saamów, ale wykonuje się je z nowoczesnych materiałów.Shutterstock Sezonowe schronienia saamskie wykonywano ze skór renifera i palików połączonych na szczycie. Przypominały indiańskie tipi. Lavvu są nadal ­używane przez Saamów, ale wykonuje się je z nowoczesnych materiałów.
Rekonstrukcja wiosenno-jesiennego schronienia. Tak żyli Saamowie pod koniec XIX w. Park Narodowy Abisko w Szwecji.Shutterstock Rekonstrukcja wiosenno-jesiennego schronienia. Tak żyli Saamowie pod koniec XIX w. Park Narodowy Abisko w Szwecji.
Vaisaluokta, Szwecja. Kościół społeczności saamskiej na terenie Parku Narodowego Padjelanta. W XVII w. Saamowie oficjalnie przyjęli chrześcijaństwo.Shutterstock Vaisaluokta, Szwecja. Kościół społeczności saamskiej na terenie Parku Narodowego Padjelanta. W XVII w. Saamowie oficjalnie przyjęli chrześcijaństwo.

W powszechnym wyobrażeniu Laponia to umiejscawiana gdzieś na północy Skandynawii ojczyzna Świętego Mikołaja, kraina reniferów, zorzy polarnej i chrupiącego pod nogami śniegu, którego przez większą część roku raczej nie brakuje. To w dużym uproszczeniu. W rzeczywistości obszar Laponii ma 380 tys. km² i obejmuje aż cztery kraje: Norwegię, Szwecję, Finlandię i Rosję. Jej gospodarzami i pierwotnymi mieszkańcami całej Skandynawii byli Saamowie, którzy pojawili się na tych terenach 2,5 tys. lat temu. Choć niemal cały świat nazywa ich Lapończykami, by nie popełnić kulturowego faux pas, powinniśmy mieć na uwadze, że oni sami nie uznają tego określenia, gdyż w języku szwedzkim słowo „lapp” oznacza „łata”. A więc nazwa ta ma bardzo pejoratywny i dyskryminujący wydźwięk. Dziś Saamowie są jednym z nielicznych ludów tubylczych, który nadal zamieszkuje Stary Kontynent i dzięki regularnie organizowanym demonstracjom od niedawna może się cieszyć pełnią praw obywatelskich.

Szamański folklor

Pierwsze historyczne wzmianki o Saamach pojawiły się u Tacyta ok. 98 r. Określenie Finn czy Fenni, bo tak o nich pisano, przewija się w wielu antycznych źródłach, a później także w nordyckich sagach. Wywodzi się przypuszczalnie od staronordyckiego finna, czyli „szukać”. W języku norweskim do niedawna używano właśnie słowa finn, czego pokłosiem jest wiele nazw geograficznych nawiązujących do nomadów z Północy: Finnmark, Finnsnes, Finnfjord czy Finnøy.

Naturę tego koczowniczego ludu najlepiej oddaje jego stare porzekadło: „Lepiej ciągle być w podróży, niż żyć stale w jednym miejscu”. Łatwo zauważyć, że to całkowite przeciwieństwo europejskiego podejścia do życia, mającego odzwierciedlenie w brytyjskim Home, sweet home, którego wariacje i tłumaczenia mamy chyba w każdym języku („Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”). Skąd się wzięli Saamowie? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Niektórzy badacze uważają, że przybyli z Azji. Im samym ta wiedza nie jest do niczego potrzebna. Według ich mitu o powstaniu świata za początkiem wszystkiego stał gigant o imieniu Bieggolmai. Kiedy czas jeszcze nie istniał, Bieggolmai stworzył region zwany Sápmi, używając do tego dwóch wielkich łopat: jedną wzniecał podmuchy wiatru, drugą zrzucał ogromne ilości śniegu. Przez to ciągłe kopanie terytorium Sápmi nie nadawało się do zamieszkania. Sytuacja zmieniła się dopiero w momencie, gdy pewnego dnia jedna z łopat giganta pękła. Wtedy wiatr ucichł, śnieg przestał sypać, a Saamowie mogli zamieszkać w północnej krainie. Sápmi to oczywiście Laponia, która od tamtego momentu jest ich domem. Uproszczona wersja świata nigdy nie była dla autochtonów powodem do rozterek.

Saamowie od zawsze byli wędrowcami. Koczowniczy tryb życia determinowała hodowla reniferów, która stanowiła podstawę ich egzystencji. We własnym języku nazywali siebie boazovázzi, czyli „reniferowymi piechurami”. Podążali za stadami reniferów, a te nie uznawały żadnych granic. Zimą zwierzęta skupiały się wewnątrz lądu, wiosną wyruszały w stronę wybrzeża na nowe pastwiska. Renifery stanowiły dla Saamów główne źródło utrzymania i pożywienia. Jedli ich mięso, ze skór szyli ubrania i buty, a z kości rzeźbili narzędzia. Nic nie mogło się zmarnować.

O leksykalnym bogactwie ludu Północy świadczy funkcjonowanie w jego obrębie ponad 200 słów na nazwanie śniegu. Geardni to cieniutka warstwa, która dopiero co posypała się z jesiennego nieba. Ze skártą mamy do czynienia, jeśli nocą przyszedł mróz i świeża puchata warstwa przeobraziła się w o wiele twardszą niż ta widziana poprzedniego dnia. Gdy mróz przybiera na sile, na ziemi pojawia się śnieżna skorupa – moarri. Guoldu nazywa się chwilową śnieżycę, tworzoną przez podmuchy bardzo porywistego wiatru. Vahca następuje, gdy utwardzoną i dość zleżałą warstwę śniegu przysypała nowa i delikatna. Jeśli z nieba sypią się wielkie i klejące do wszystkiego płatki, to jest to goahpálat. Panicznie bano się rido, czyli lawiny. Ośnieżony odcinek drogi późną wiosną lub latem nazywa się jassa, a nagie grunty, z których śnieg zniknął już całkowicie, określa się mianem bievla. Wymieniać by tak można długo, tym bardziej że Saamowie znali tyle samo określeń związanych z reniferami. Nieprzypadkowo. Śnieg i renifery od wieków leżały u podstaw tożsamości kulturowej rdzennych mieszkańców Laponii.

Niezwykle ważnym elementem kultury Saamów był i jest śpiew, nazywany lokalnie yoikiem. Tę rytmiczną formę wokalną uznaje się za jedną z najstarszych tradycji muzycznych w Europie i porównuje ze śpiewem niektórych plemion rdzennych Amerykanów. Yoik nie musi mieć słów. Fraza powtarzana wielokrotnie z niewielkimi zmianami może mieć formę pojedynczego dźwięku albo rozbudowanego poematu. Może być wyrażana za pomocą słów, melodii, rytmu, wyrażeń i gestów. Wszystko zależy od nastroju szamana. Kiedyś wierzono, że to właśnie za pomocą yoika szamani porozumiewali się ze zmarłymi. Saamowie w przeszłości nie mieli języka pisanego, nie pozostały więc żadne odniesienia źródłowe co do pochodzenia yoika. Musimy bazować jedynie na tradycji ustnej, według której yoik został podarowany Saamom przez wróżki i elfy z arktycznych krain.

Bogata była także tradycja religijna Saamów, która zakładała, że niemal wszystko dokoła ma duszę: zarówno zwierzęta, rośliny, jak i przedmioty nieożywione. Szaman działał jako pośrednik między światem duchowym a materialnym. Konsultował się z umarłymi i aby to uczynić, wprowadzał się w trans. Wszystko było powiązane z wszechświatem, a ten dzielił się na trzy płaszczyzny. Górną – związaną ciepłem i życiem, będącą jednocześnie siedzibą bogów. Płaszczyznę środkową stanowił nordycki Midgard, czyli świat zamieszkany przez ludzi i otaczającą ich przyrodę. Z kolei na samym dole umiejscawiano podziemia, gdzie żyły mityczne potwory, które reprezentowały śmierć. Mitologia Saamów była bardzo barwna, pełna olbrzymów, wszelkiej maści bóstw i baśniowych zdarzeń. Dziś niewiele po niej zostało. Chrześcijańscy misjonarze od wieków próbowali zmusić rdzenną ludność do porzucenia tradycji pogańskiej. Według oficjalnych przekazów udało im się to w XVII w. Wtedy społeczność saamska przyjęła chrześcijaństwo. W rzeczywistości pamięć o dawnych bóstwach pielęgnowano w zaciszu swoich namiotów.

Dziś już tylko nieliczni kultywują tradycje przodków. Saamów jest nie więcej niż 80 tys. Wypasaniem reniferów trudni się 10% z nich, a większość, podobnie jak wielu Indian w Ameryce Północnej, dawno zasymilowała się ze społecznościami, w których przyszło im żyć. Najwięcej przedstawicieli tego ludu mieszka w Norwegii. Wielu Saamów ma własne firmy, prowadzi interesy i często trudno na pierwszy rzut oka rozpoznać ich pochodzenie. To efekt wieloletniej przymusowej polityki asymilacyjnej, którą prowadzono w Norwegii, Szwecji i Finlandii. Ironią losu jest, że kraje słynące dziś z wyjątkowej tolerancji mają w swojej historii tyle czarnych kart. W Skandynawii dopiero niedawno bycie Saamem przestało oznaczać społeczną dezaprobatę. Skandynawowie z południa uważali ich za dzikusów, którzy rozmawiają z duchami i dziwacznie się ubierają. Budzili strach, a kiedy ludzie się boją, dochodzi do przemocy.

Dzika asymilacja

Saamowie przez wieki kojarzyli się Norwegom czy Szwedom z zacofaniem. Ludnością, która „łatwo podporządkowuje się cywilizowanym autorytetom”, jak pisał w 1811 r. Karol Linneusz w dziele „Lachesis Lapponica”. Pisarz Knut Hamsun zarzucał im, że żebrzą i ciągle chcą się przypodobać, i w ogóle nie uznawał ich za rdzenną ludność Północy. Taki punkt widzenia był pokłosiem idei socjaldarwinizmu, który uznał rdzennych mieszkańców za podkategorię ludzi. Oficjalna instrukcja wydana w Tromsø w 1880 r. stwierdzała, że saamskie dzieci mają obowiązek umieć liczyć, czytać i pisać po norwesku. Pochodną tego rozporządzenia były szkoły z internatem, do których Saamowie musieli oddawać swoje dzieci na wychowanie. Młodzież ukształtowana przez norweski system oświaty wracała później w rodzinne strony, gdzie konfrontowała się z coraz bardziej obcym światem. Z czasem dzieci zaczęły się wstydzić rodziców niemówiących po norwesku, co stanowiło ostatnią fazę odcinania ich od pierwotnego środowiska. „Na archiwalnych zdjęciach z powojennej norweskiej kroniki filmowej widać uczniów w tradycyjnych strojach gákti, w ławkach, grających na skrzypcach, śpiewających w chórach, modlących się przy łóżkach, jedzących w stołówce, a głos narratora w optymistycznym tonie przedstawia pozytywne efekty wychowywania w duchu norwegizacji” – pisze Ilona Wiśniewska w książce „Hen. Na północy Norwegii”.

Początek XX w. również nie był łatwy dla rdzennych mieszkańców Północy. Norwegowie osiedlali się w północnych regionach, a mieszkający tam Saamowie byli traktowani jak ludność drugiej kategorii. Według prawa norweskiego tylko ci z nich, którzy potrafili czytać i pisać po norwesku, mieli możliwość kupienia lub posiadania ziemi. Było to jednoznaczne z brakiem miejsca na wypasanie reniferów. Saamom nie pozostawało nic innego, jak ukrywać swoją przynależność etniczną.

Nieprzychylna polityka państw skandynawskich w stosunku do Saamów zmieniła się dopiero po II wojnie światowej. Przyjęto szereg ustaw o ochronie języka saamskiego, a także powołano do życia Radę Saamów, która od swojego powstania w 1956 r. aktywnie chroni prawa i kulturę tej społeczności. W 1959 r. w Norwegii przyjęto nowe prawo oświatowe, które co prawda zezwalało na prowadzenie zajęć lekcyjnych w języku saamskim, jednak w praktyce weszło w życie dopiero dziesięć lat później. W elementarzach z tego okresu są dwie „Ale”: jedna w wełnianym swetrze, druga w gákti. Nie dało się uniknąć konsternacji wśród uczniów.

W latach 70. Saamowie przypomnieli o sobie – a to za sprawą kontrowersji, jakie wzbudziła budowa tamy na rzece Alta. Powstająca elektrownia zapewniłaby energię i nowe miejsca pracy, ale kosztem zalania terenów, na których od lat wypasano renifery. Sprzeciw autochtonów był ostry: Saamowie rozpoczęli strajk głodowy przed norweskim parlamentem w Oslo, a także protestowali na placu budowy, co zakończyło się użyciem sił policyjnych. Tamę ostatecznie wybudowano, ale dzięki protestom Saamowie zostali dostrzeżeni przez międzynarodową opinię publiczną. Ich sytuacja znacznie się poprawiła. Jednym z takich pozytywnych następstw było utworzenie w 1989 r. Sametingetu, organu doradczego działającego przy parlamentach Norwegii, Szwecji i Finlandii. Jest to swoisty parlament saamski, do którego wybierani są przedstawiciele na czteroletnią kadencję. I choć w żadnym ze skandynawskich państw nie posiada realnej władzy politycznej, zajmuje się sprawami, które dotyczą przede wszystkim kultury, szkolnictwa oraz rozwoju gospodarczego społeczności saamskiej. W 2000 r. Storting (parlament Norwegii) ustanowił fundusz, z którego pieniądze są przeznaczane na działania mające wspierać rozwój języka, kultury i stylu życia Saamów, a także być zbiorczą kompensacją szkód i niesprawiedliwości, jakie spotkały ten lud w latach minionych.

Dziś kultura saamska zaczyna się odradzać jako ważna część skandynawskiego folkloru. W Laponii działa stacja radiowa oraz telewizja, nadające komunikaty wyłącznie w języku Saamów. Budynek Sametingetu, znajdujący się w Karasjok w Finnmarku, ma kształt lavvu, tradycyjnego namiotu Saamów, który zawsze był symbolem ich koczowniczej kultury. Także yoik powrócił do łask. Dziś ta osobliwa forma muzyczna obejmuje wiele gatunków, w tym rock, metal, blues czy hip-hop. Bycie Saamem przestało być powodem do wstydu.

Kamil Nadolski
Redaktor, publicysta, popularyzator nauk o Ziemi. Współpracował m.in. z TVN24, TVP, „Wprost”, „Rzeczpospolitą” i „Newsweekiem”. Pasjonat historii, antropologii i nauk społecznych.

01.01.2021 Numer 1/2021
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną