Człowiek

Kto przynosi prezenty zimą?

Numer 12/2018
Według ­legendy holenderski Sinterklaas przybywa wraz ze swoimi pomocnikami łodzią parową z Hiszpanii. Według ­legendy holenderski Sinterklaas przybywa wraz ze swoimi pomocnikami łodzią parową z Hiszpanii. Robert Hoetink / Shutterstock
Poczciwy starzec z białą brodą przynoszący prezenty podczas zimy pojawia się w wielu kulturach. Nie zawsze jednak utożsamiany jest z Mikołajem z Miry, świętym, który zasłynął w historii Kościoła jako ten, kto obdarowywał ubogich.
Święty Mikołaj z Miry ­czczony jest zarówno w kościołach o obrządku bizantyjskim, jak i łacińskim.Alexander Donchev/Shutterstock Święty Mikołaj z Miry ­czczony jest zarówno w kościołach o obrządku bizantyjskim, jak i łacińskim.
Diaboliczna (pół kozioł, pół ­demon) ­postać ­klapsiarza, zwanego z ­niemieckiego Klampusem, dość często towarzyszy Mikołajowi w okresie świąt w Niemczech, Austrii, Czechach, Chorwacji, północnych Włoszech, na Słowacji i Węgrzech.FooTToo/Shutterstock Diaboliczna (pół kozioł, pół ­demon) ­postać ­klapsiarza, zwanego z ­niemieckiego Klampusem, dość często towarzyszy Mikołajowi w okresie świąt w Niemczech, Austrii, Czechach, Chorwacji, północnych Włoszech, na Słowacji i Węgrzech.
Amerykański Santa Claus w odróżnieniu od innych mikołajów ma żonę. Dość często postaci te biorą udział w okołoświątecznych pochodach i festynach.George Sheldon/Shutterstock Amerykański Santa Claus w odróżnieniu od innych mikołajów ma żonę. Dość często postaci te biorą udział w okołoświątecznych pochodach i festynach.

Mogłoby się wydawać, że zimowe obdarowywanie prezentami jest odwiecznym zwyczajem znanym na całym świecie i według jedynej słusznej legendy prezenty przynosi Święty Mikołaj. Ta baśniowa, bardzo pulchna postać ubrana jest w czerwony, obszyty białym futrem płaszcz, nosi krasnoludkową czapę, ma średniej długości białą brodę oraz czerwone nos i policzki. Mieszka na dalekiej północy – najprawdopodobniej w Laponii – gdzie przez większą część roku wraz z elfami przygotowuje prezenty dla dzieci oraz czyta od nich listy. Dzieci mieszkające w krajach, gdzie nabożeństwa odprawiają nie księża, lecz pastorowie, wierzą, że Święty Mikołaj ma żonę – panią Mikołajową. W wigilijną noc rzeczony Mikołaj podróżuje latającymi saniami, których napęd gwarantuje stado czarodziejskich reniferów. Do domów przedostaje się zazwyczaj przez komin lub okno. W zależności od kraju prezenty zostawia wieczorem lub głęboką nocą pod choinką albo w skarpetach oraz może zjadać przygotowywany specjalnie dla niego posiłek. Niestety magia hojnego „świętego” szybko gaśnie, gdy uświadamiamy sobie, że ta znana na całym świecie wizja Mikołaja wykreowana została w latach 30. ub.w. przez amerykański koncern produkujący napoje gazowane, a czerwono-biały płaszcz nawiązywać miał do koloru etykiet.

Bliskowschodni darczyńca

Mikołaj, który posłużył jako pierwowzór naszego Świętego Mikołaja, istniał naprawdę. Najprawdopodobniej urodził się ok. 270 r. w Patarze, leżącym na obszarze dzisiejszej Turcji, i był biskupem Miry (dzisiejsze miasto Demre). Po śmierci został wyniesiony na ołtarze zarówno przez Kościoły Wschodu, jak i Zachodu w związku z dokonanymi cudami, wstawiennictwem u cesarza Konstantynopola w obronie słabszych oraz ze swoją dobrodusznością. Miał bowiem, odziedziczywszy po rodzicach duży majątek, możliwość niesienia materialnej pomocy biednym. Według przekazów obdarowywał potrzebujących, nie ujawniając przy tym swojej tożsamości. Jedna z legend wspomina, że zadłużony kupiec, by wydostać się z kłopotów, nosił się z zamiarem oddania swoich córek do domu publicznego (inna wersja głosi, że chciał wydać je za mąż, ale nie miał pieniędzy na ich posag). Lecz Mikołaj, dowiedziawszy się o problemach mężczyzny, nocą wsunął woreczki z pieniędzmi w suszące się przy kominku pończochy dziewcząt. W ten oto sposób narodził się anglosaski zwyczaj wieszania skarpet przy kominku. Biskup zmarł 6 grudnia najprawdopodobniej między rokiem 345 a 352, a jego ciało zostało pochowane w Mirze, gdzie spoczywało do 1087 r., kiedy miasto opanowali muzułmanie. Doczesne szczątki świętego przewieziono do Bari – miasta w południowych Włoszech – i 29 września 1089 r. ówczesny papież Urban II poświęcił jego grobowiec w bazylice wystawionej ku jego czci. Kościół na wspomnienie świętego, dzięki któremu narodził się w chrześcijańskim świecie zwyczaj obdarowywania innych prezentami, wyznaczył 6 grudnia, datę śmierci Mikołaja. Biografia autentycznego świętego posłużyła więc wielu narodom do wykreowania bajkowej postaci, która nie tylko przynosi prezenty 6 grudnia, ale także w Wigilię, Boże Narodzenie lub Nowy Rok.

Z holandii, z hiszpanii, a może z puszczy białowieskiej?

Kiedy Anglicy weszli w posiadanie holenderskiego Nowego Amsterdamu – miasta nazwanego przez nich Nowym Jorkiem – spotkali się ze zwyczajem, że w okresie zimowym, 6 grudnia, prezenty przynosi Sinterklaas (z holenderskiego: Sint-Nicolaas), i uprościli jego imię do własnego Santa Claus, a po czasie wykreowali tę postać na najbardziej rozpoznawalnego na świecie bożonarodzeniowego darczyńcę. Z kolei pierwowzorem holenderskiego Sinterklaasa był autentyczny św. Mikołaj z Miry, którego wizerunek został zapożyczony od wschodnioeuropejskich Słowian. Według legendy Sinterklaas przybywa do Holandii z Hiszpanii statkiem parowym zawsze w pierwszą sobotę po dniu św. Marcina, który przypada na 8 listopada. Przybycie Sinterklaasa oznacza, że od tego momentu dzieci mogą każdego wieczoru przed pójściem spać ustawiać swój wyczyszczony but przy kominku lub obok drzwi, a rankiem mają szansę znaleźć w nim drobne słodkie podarunki. Jednak główny prezent wkładany jest do buta 5 lub 6 grudnia (w zależności od regionu). Tradycja wystawiania butów sięga XV w., kiedy to ubodzy Holendrzy zostawiali je w kościele w wigilię święta Sinterklaasa, czyli 5 grudnia, a bogaci mieszkańcy danej parafii wkładali do nich prezenty. Z kolei 6 grudnia, który jest oficjalnym dniem śmierci św. Mikołaja, zebrane dary były rozdzielane między potrzebujących. Postać Sinterklaasa nadal jest żywa w holenderskich koloniach. I tak np. na amerykańskie Curaçao przybywa on statkiem do zatoki Sint Annabaai tydzień po tym, jak odwiedzi Holandię.

Z czasem autentyczny św. Mikołaj zaczął się pojawiać nie tylko 6 grudnia, ale także w okresie bożonarodzeniowym, zastępując tym samym pogańskie postaci. W Europie Zachodniej wyparł zapewne germańskiego boga Wodana, który przemierzał świat podobnie jak Sinterklass na latającym siwym koniu. Z kolei w Europie Wschodniej bogiem odpowiedzialnym za grudniowe odwiedziny w domach był Spas Zimowy, patron wszystkich zimowych zajęć. Sprowadzona wraz z wiarą chrześcijańską postać św. Mikołaja nie została od razu przyjęta przez ludność słowiańską. Dowodem na to jest archaiczne powiedzenie: „Poproś Mikołaja, on przekaże Spasowi”. W Rosji natomiast rolę św. Mikołaja powierzono Dziadkowi Mrozowi. Kiedyś Dziadka Mroza uważano za złego czarnoksiężnika, którego przodkami mogli być starosłowiańscy bogowie. Pogwizd był bogiem wiatru i pogody, Zimnik – bogiem zimy, a Korochun – bogiem podziemnego świata. Uważano, że pierwotny Dziadek Mróz mógł zamrażać ludzi i porywać dzieci, które wsadzał do olbrzymiego worka. Rodzice, żeby je odzyskać, musieli dawać mu w zamian prezenty. Z czasem, głównie pod wpływem prawosławia, charakter Dziadka Mroza się zmienił i przejął on niektóre cechy św. Mikołaja – w styczniu zaczął rozdawać prezenty wraz ze swoją wnuczką Śnieżynką. Postać Dziadka Mroza zaczęła się także pojawiać na terenach polskich w zaborze rosyjskim, głównie zamieszkiwanych przez ludność wyznającą prawosławie.

W odróżnieniu od Świętego Mikołaja Dziadek Mróz był silnym i wysokim mężczyzną, który poruszał się saniami ciągniętymi nie przez renifery, lecz trzy rumaki. Po rewolucji październikowej i przejęciu władzy przez bolszewików Dziadek Mróz w związku ze swoim religijnym i dość burżuazyjnym charakterem nie był początkowo akceptowany. Ale wkrótce jego wizerunek zlaicyzowano i stał się główną postacią rozdającą prezenty w Związku Radzieckim. Popularność socjalistycznego Dziadka Mroza była tak duża, że zapraszano go do szkół, przedszkoli, zakładów pracy oraz próbowano przeszczepić jego postać do innych krajów bloku wschodniego, w tym do Polski. Po rozpadzie Związku Radzieckiego Dziadek Mróz odzyskał po części swoje prawosławne korzenie i zamieszkał w nowej posiadłości we wsi Kamieniuki, po białoruskiej stronie Puszczy Białowieskiej. Jego druga, konkurencyjna siedziba od 2005 r. znajduje się w rosyjskiej wsi Wielki Ustiug.

Na części terenów Niemiec zarówno 6 grudnia, jak i w wigilię Bożego Narodzenia prezenty dzieciom przynosi Weihnachtsmann, czyli „świąteczny gość”. We Francji darczyńcą jest père Noël (ojciec Boże Narodzenie). Niestety wraz z nim po kraju podróżuje père Fouettard, czyli „ojciec klapsiarz”, który wyszukuje niegrzeczne dzieci. Z kolei dzieci angielskie wierzą, że w wigilijny wieczór prezenty w skarpecie zostawia Father Christmas („ojciec Boże Narodzenie”). W dawnej Szwecji przynosił je koziołek, który został zamieniony na Jultomtena, krasnoluda pojawiającego się zaraz po wigilijnej kolacji. Duński darczyńca, zwany Julemanden, przyjeżdża w towarzystwie elfów saniami zaprzężonymi w renifery. Po skończonej pracy liczy, że Duńczycy poczęstują go mlekiem i cynamonowym puddingiem. Włoskie i hiszpańskie dzieci podobnie jak mali Rosjanie mogą cieszyć się z zimowych prezentów dopiero w styczniu. Włochy nawiedza wówczas wiedźma Befana, której należy zostawić coś słodkiego. W przeciwnym razie zamiast prezentu w skarpecie można znaleźć węgiel. Z kolei w Hiszpanii podarki przynoszą Trzej Królowie. W krajach Ameryki Południowej w wigilijny lub w styczniowy wieczór grzeczne dzieci odwiedzają głównie Trzej Królowie, Dzieciątko Jezus lub św. Łucja. W Japonii funkcję Świętego Mikołaja pełni Hotei-osho – buddyjski mnich. Uważa się, że posiada on oczy także z tyłu głowy, dlatego dzieci muszą być w okresie zimowym bardzo grzeczne. Mali chrześcijanie w Chinach obdarowywani są z kolei przez długobrodego Duna Che Lao Rena (świątecznego staruszka), który wkłada podarunki w muślinowe pończochy.

Polscy „Mikołajowie”

W poszczególnych regionach Polski w wigilijny wieczór domy odwiedzają różne postaci, które łączy to, że zawsze przynoszą prezenty. Część Wielkopolan, Kujawiaków, Kociewiaków, Kaszubów oraz mieszkańców zachodniej Polski w wigilijną noc otrzymuje niespodzianki od… Gwiazdora. Ta postać wywodzi się z grup kolędników, wśród których jeden nosił gwiazdę, a ubrany był zazwyczaj w barani kożuch wywinięty na lewą stronę, sporych rozmiarów czapę i twarz miał dla niepoznaki wymazaną sadzą. W ręku dzierżył kij, którym nieraz potrafił szturchnąć dorosłych domowników, którzy za bardzo się podśmiewali. Po wojnie Gwiazdor na twarz dość często naciągał pończochę z wyciętym otworem na nos i usta, mógł wkładać maskę lub wysmarować szminką policzki. Brodę i wąsy udawała wata. W niczym nie przypominał miłego starca, z którym kojarzy się postać Mikołaja.

Na Gwiazdora dzieci czekały z utęsknieniem w związku z prezentem, ale jednocześnie obawiały się pytań, jakie może im zadać. Zasiadłszy w domu, w pobliżu choinki, zazwyczaj pytał dziecko, czy było grzeczne, a potem sprawdzał znajomość pacierza, wierszyków czy piosenek. Rzadko jednak otrzymywał bezbłędną odpowiedź z uwagi na przerażenie, jakie ogarniało gawiedź. Często więc taka wizyta kończyła się płaczem dziecka i skrywanym śmiechem dorosłych. Odwiedziny Gwiazdora miały charakter edukacyjny – uzmysławiały dziecku, że nic nie jest za darmo, a poza tym opłaca się być grzecznym. Do dziś dzieci mieszkające w Poznaniu, Bydgoszczy, Lesznie, Gdyni, Tczewie czy Toruniu zgodnie twierdzą, że 6 grudnia prezenty przynosi Święty Mikołaj, ale 24 grudnia do ich domów przychodzi zupełnie inna postać, czyli Gwiazdor.

Mali Ślązacy zaś wierzą, że w wigilijny wieczór podobnie jak w sąsiednich Czechach odwiedza ich Dzieciątko, które utożsamiane może być z Jezusem. I to właśnie Dzieciątko, a nie Święty Mikołaj, zostawia im 24 grudnia wymarzony prezent. Na Śląsku Cieszyńskim, gdzie powszechna jest religia protestancka, oraz w części woj. małopolskiego prezenty zostawia Aniołek, natomiast w innych regionach Polski południowej może to być Gwiazdka, a nawet krasnoludki. Sprawa zaczyna się komplikować na Ziemiach Odzyskanych, gdzie postać darczyńcy zależy od korzeni członków rodziny. Ale w związku z tym, że warszawskie dzieci 24 grudnia odwiedzane są właśnie przez Mikołaja, a wszystkie media centralne znajdują się w stolicy, upowszechnił się narzucony z góry wizerunek Świętego Mikołaja jako jedynej postaci, która po wieczerzy wigilijnej zostawia prezenty w polskich domach.

Nieważne jest jednak, kto i kiedy odwiedza domy wszystkich maluchów na świecie. Najważniejsze, że każda z tych postaci nie tylko przynosi ze sobą prezenty i sprawia niemałą radość dzieciom, ale jest jeszcze wielkim strażnikiem ładu, porządku, a przede wszystkim dobrych manier małych i dużych domowników. Zapewne jeden zglobalizowany Mikołaj czy Gwiazdor nie mógłby wpasować się w każdą kulturę i każdemu sprawić takiej samej radości. Darczyńca zatem dostosowuje się do środowiska i działa w nim najlepiej, jak potrafi. A jak widać po efektach, w tej sprawie każdy jest lokalnym perfekcjonistą!

dr Radosław Kożuszek

01.12.2018 Numer 12/2018

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną