Człowiek

Armagedon superstar

Numer 7/2018
sdecoret / Shutterstock
Gdyby wierzyć przepowiedniom, świat powinien skończyć się już dawno temu. Problem w tym, że proroków wieszczących kres naszej cywilizacji było już tylu, że apokalipsa zdążyła spowszednieć.
13 maja 2011 r. Wolontariusz grupy religijnej skupionej wokół radia Harolda Campinga rozdaje ulotki ostrzegające przed apokalipsą.Wikipedia 13 maja 2011 r. Wolontariusz grupy religijnej skupionej wokół radia Harolda Campinga rozdaje ulotki ostrzegające przed apokalipsą.
Kalendarz Majów, zakoń­czony na ­dacie 21 grudnia 2012 r. Medialny zwiastun zagłady.underworld/Shutterstock Kalendarz Majów, zakoń­czony na ­dacie 21 grudnia 2012 r. Medialny zwiastun zagłady.

Jeśli czytają Państwo ten artykuł, to znaczy, że udało nam się przetrwać ostatni koniec świata, zapowiadany na 24 czerwca 2018 r. Autorem tej apokalipsy był Mathieu Jean-Marc Joseph Rodrigue, samozwańczy specjalista od Biblii, który doszukał się w niej tajnego kodu, skrywającego datę końca świata. Jego analiza dotyczyła fragmentu Apokalipsy św. Jana: „A dano jej usta mówiące wielkie rzeczy i bluźnierstwa, i dano jej możność przetrwania czterdziestu dwu miesięcy […] Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć”. Po skomplikowanych i znanych wyłącznie sobie obliczeniach Rodrigue doszedł do wniosku, że to właśnie w wigilię św. Jana nastąpi zagłada. W jaki sposób? Tego już nie doprecyzował. Więcej szczegółów na temat spodziewanej apokalipsy przekazał nam za to amerykański numerolog David Meade, który kres cywilizacji przepowiedział na 23 kwietnia 2018 r. Jego zdaniem do unicestwienia naszego świata przyczynić miał się układ ciał niebieskich, a przede wszystkim zbliżenie się do Ziemi tajemniczej Planety X, czego konsekwencją miały być klęski żywiołowe, a także paruzja, czyli powtórne pojawienie się Chrystusa na ziemi.

Obydwa końce świata przetrwaliśmy, podobnie jak kilkaset innych, które były wyznaczane w ciągu dziejów. Skąd to zamiłowanie do apokaliptycznych wizji? Powodów jest wiele, podobnie jak sposobów na zakończenie naszego istnienia. Faktem jest, że to najbardziej ruchoma data w kalendarzu ludzkości.

Tajemnice świętych ksiąg

Jeśli ktoś czuje się zawiedziony, że do apokalipsy nie doszło, może pocieszyć się faktem, że już na najbliższe lata wyznaczono kilkanaście kolejnych dat, mających stanowić kres naszego życia na Ziemi. I tak na apokalipsę w roku 2024 czeka chrześcijańska grupa Unsealed, ale według Nostradamusa świat ma się skończyć w roku 3797, a przepowiednie bułgarskiej jasnowidzki Baby Wangi mówią o roku 5079 jako dacie ostatecznej. To nic nowego. Historia końców świata jest stara i wciąż fascynuje. – Mimo tak wielu błędnych dat apokaliptycyzm ma się znakomicie, ponieważ jest bardzo spójnym systemem objaśniającym rzeczywistość. Warto jednak pamiętać, że ma on zawsze charakter destrukcyjny, choćby dlatego, że odwraca naszą uwagę od prawdziwych problemów, z którymi musi się zmierzyć ludzkość – ostrzega prof. Lorenzo DiTommaso, religioznawca z kanadyjskiego Concordia University, który temat apokalipsy wziął na swój warsztat. Zdaniem uczonego to fascynujące, jak bardzo wizje końca świata, choć epokowo i kulturowo od siebie odległe, potrafią być podobne. I nie chodzi o to, że łączy je cel ostateczny, lecz sposób, w jaki do niego dojdzie.

Zdecydowana większość proroctw związana jest z religią i wierzeniami. Wystarczy wspomnieć Nowy Testament i Apokalipsę św. Jana. Dla chrześcijan nie ma wątpliwości, że koniec doczesnego świata nastąpi. Wpisany jest bowiem w dogmat wiary. Pytanie nie brzmi więc „czy”, lecz „kiedy”. I choć Biblia nie podaje wprost żadnej daty, wiele osób twierdzi, że jest ona zapisana gdzieś między wierszami. Tak oto narodził się mit kodu Biblii, czyli ukrytego przesłania, które każdy interpretuje po swojemu. Na skutki takich pseudoanaliz nie trzeba było długo czekać. W XIX w. amerykański pastor William Miller na podstawie własnych wyliczeń ogłosił, że świat skończy się między 21 marca 1843 r. a 21 marca 1844 r. Uwierzyło mu blisko 100 tys. osób, które sprzedały swoje majątki i ruszyły w misję nawracania. Gdy do apokalipsy nie doszło, jeden z bliskich Millerowi współpracowników dokonał korekty obliczeń i wyznaczył nową datę: 22 października 1844 r. Gdy i tym razem Ziemia nie zatrzęsła się w posadach, misjonarze rozpłynęli się w powietrzu, a o duchownym szybko zapomniano. Takich korekt w rachunkach dokonywano wiele razy. Edgar C. Whisenant, były pracownik NASA i student Pisma Świętego, początkowo za datę apokalipsy przyjął rok 1988. Napisał nawet o tym książkę („88 Reasons Why the Rapture Will Be in 1988”), która sprzedała się w nakładzie 4,5 mln egzemplarzy. Był tak pewny siebie, że rozesłał jej kopie niemal do wszystkich ważniejszych polityków w kraju. Na pytanie, czy bierze pod uwagę pomyłkę, odpowiedział: „Pomyłka możliwa jest tylko wtedy, jeśli błąd znajduje się w samej Biblii”. Mylił się, podobnie jak w przypadku lat 1989, 1993, 1994 i 1997, na które wyznaczał kolejne daty końca świata.

Wytrwałości w ogłaszaniu apokalips nie brakowało również Haroldowi Campingowi, szefowi internetowego radia religijnego Your Family. O Campingu zrobiło się głośno w 2011 r., kiedy ogłosił własną datę Armagedonu, którą rzekomo wyczytał z Biblii. Początkowo miał on nastąpić 21 maja, kiedy jednak nic się nie działo, przełożył go na 21 października. I znowu klapa. Do swojej śmierci w 2013 r. ten amerykański kaznodzieja był przekonany, że tylko on jest w stanie rozwikłać zagadkę tajemnic zawartych w Biblii. Podobną próbę rozszyfrowania kodu Księgi podjął swego czasu nawet Isaac Newton. Z wyliczeń tego fizyka i matematyka wyszło, że świat skończy się w roku 2060.

Eschatologiczne wskazówki nie dotyczą wyłącznie chrześcijan. Rashad Khalifa, amerykański biochemik egipskiego pochodzenia, konkretnej daty doszukał się także w Koranie. Jego zdaniem święta księga islamu ma strukturę matematyczną. Odpowiednio przeliczona poda datę końca świata, który zdaniem Khalify ma nastąpić w roku 2280. Na jakiej podstawie biochemik doszedł do takiego wniosku, pozostaje zagadką. W każdym razie większość muzułmanów nie przyjęła zbyt entuzjastycznie tych doniesień i uznała go za bluźniercę. Zginął w roku 1990 z rąk zamachowca ekstremisty. Co ciekawe, mniej więcej na ten sam okres, bo rok 2240, koniec świata zapowiada również Talmud. Acharit hayamim, bo tak apokalipsa nazywa się w judaizmie, ma nastąpić dokładnie 6 tys. lat po stworzeniu świata według kalendarza hebrajskiego, stąd powyższa data.

Na temat końca świata wiele mogliby powiedzieć świadkowie Jehowy. Prawdopodobnie wyznawcy żadnej innej religii nie mieli już tylu jego dat jak członkowie Chrześcijańskiego Zboru Świadków Jehowy, bo tak brzmi pełna nazwa tej wspólnoty religijnej. Kres ludzkiej cywilizacji wpisany jest w dogmat tego związku wyznaniowego od samego początku jego istnienia, czyli od blisko 150 lat, kiedy to założył go amerykański pastor i kaznodzieja Charles T. Russell. Wizja apokalipsy wg świadków Jehowy zakłada zagładę niemal całej ludzkości. Przetrwają jedynie 144 tys. najbardziej gorliwych wyznawców, którzy zostaną ocaleni, by dać początek nowemu porządkowi. Pierwszą datę końca świata Russell zapowiedział na rok 1874. Kiedy ten nie nastąpił, duchowny i jego następcy wyznaczali kolejne daty, przypadające na lata 1914, 1918, 1925, 1972 i 1975. Znamienny był zwłaszcza ostatni rok, kiedy to wobec braku zapowiadanych kataklizmów wspólnotę opuściło blisko milion rozczarowanych wyznawców. Choć nie zniechęciło to kierownictwa Towarzystwa Strażnicy do wyznaczania kolejnych dat: 1984, 1994, 2000. Najnowsze ustalenia świadków Jehowy mówią, że Armagedon ma wreszcie nadejść w roku 2034.

Kosmici na zawołanie

Wizje końca naszej cywilizacji oparte były na różnych przesłankach. Czasem wystarczył odpowiedni układ dat, który wydawał się złowrogi (np. obawy przed rokiem 1666, zwłaszcza wśród mieszkańców Wielkiej Brytanii, kiedy to szalały epidemie i wybuchł wielki pożar Londynu), czasem przełom pewnych epok. Tym samym spore obawy odczuwano w roku 1000 (wtedy nawet sam papież Sylwester II uległ nastrojom apokaliptycznym), a także w roku 2000. I o ile z pierwszą datą wiązały się przeżycia religijne, gdyż spodziewano się nadejścia Antychrysta, o tyle ostatni przełom milenijny wywoływał raczej obawy laickie. 18 lat temu bowiem obawiano się tzw. pluskwy milenijnej, czyli awarii wszystkich komputerów na świecie, która miała być odpowiedzialna za zawieszenia Windowsa, ale i wyłączenia elektrowni atomowych. Problem wziął się stąd, że konstruktorzy dwudziestowiecznych procesorów w celu oszczędzenia pamięci programowali je tak, by rozpoznawały rok tylko po dwóch cyfrach stojących w rzędach dziesiątek i jedności. Jeżeli więc rok 1999 był dla procesorów rokiem 99, to rok 2000 miał być rokiem zerowym. W związku z powyższym nie brakowało osób wieszczących globalny samoczynny reset wszystkich urządzeń sterowanych procesorami. Na szczęście na obawach się skończyło.

Swój wpływ na przewidywania końca naszej cywilizacji wywarły również klęski żywiołowe i ruchy ciał niebieskich. Upowszechnienie się astronomii sprawiło, że wiele osób zaczęło komentować zjawiska fizyczne w sposób dowolny, dopuszczając się nadinterpretacji. Kiedy w 1910 r. do Ziemi zbliżała się kometa Halleya, francuski astronom Nicolas Camille Flammarion był przekonany, że położy ona kres wszelkiemu życiu na naszej planecie. Długi ogon komety, który według pewnych teorii miał się składać m.in. z trujących gazów, miał nam zagwarantować swego rodzaju powiew śmierci. Brukowa prasa podsycała jeszcze atmosferę histerii wśród swoich czytelników. Ale przecież i my mogliśmy usłyszeć o zagrożeniu przebiegunowaniem Ziemi w 2012 r. czy wielkim energetycznym blackoucie w 2014 r., który miał być spowodowany erupcjami plazmy na Słońcu.

Wśród wielu osobliwych wizji Armagedonu nie może wreszcie zabraknąć kosmitów. W tym kontekście sporo zamieszania narobiła grupa skupiona wokół Dorothy Martin. Prorokini z Chicago zapowiedziała, że nasza cywilizacja skończy się 21 grudnia 1954 r., zaraz po tym, jak na Ziemię przylecą obcy z niejakiej planety Clarion. Co ciekawe, statek kosmiczny miał pojawić się tuż nad jej domem i zabrać na pokład wszystkich, którzy uwierzyli w jej proroctwo. Jak ich poznać? Oczywiście dzięki tajnemu hasłu, o które zapytają przedstawiciele obcej cywilizacji, a które Dorothy Martin miała zdradzić wszystkim zaufanym. Absurd? W jej przepowiednię uwierzyło kilkadziesiąt osób, które przygotowując się na rychły koniec, sprzedały domy, rzuciły pracę i rozdały cały swój dobytek. Po niedoszłej zagładzie, w obawie przed aresztowaniem, Dorothy Martin uciekła z Chicago, by pod zmienionym nazwiskiem założyć inne stowarzyszenie. W podobnym duchu końca wyczekują też członkowie Kościoła scjentologicznego, który na całym świecie zrzesza kilkadziesiąt tysięcy członków.

Apokaliptyczne hobby

Bez względu na to, w jaki koniec wierzą ludzie, którzy dają się omamić co rusz pojawiającym się fałszywym prorokom apokalipsy, najbardziej zastanawiający jest fakt, że takie przepowiednie nadal znajdują odbiorców. Każda kolejna zapowiedź Armagedonu zyskuje wierzących i rozchodzi się po świecie lotem błyskawicy. Nie bez znaczenia jest tu internet, który umożliwił rozprzestrzenianie się nawet najbardziej absurdalnych teorii na masową skalę (przykładem niech będzie ruch płaskoziemców). Seth Shostak, astronom z Search for Extraterrestrial Intelligence Institute, twierdzi, że to dlatego, iż ludzie lubią wierzyć, że zdobyli tajemną wiedzę, której nie mają lub nie chcą potwierdzić nawet naukowcy. Bardzo trudno przekonać takie osoby, że to po prostu efekt niezrozumienia pewnych wydarzeń czy zjawisk. Dzięki globalnej sieci samozwańczy prorocy zyskali niespotykaną do tej pory siłę rażenia. O tym, jaką moc ma w tym kontekście internet, świadczy apokalipsa z 2012 r., która miała nastąpić 21 grudnia, gdyż na tej dacie kończył się kalendarz Majów. Chyba o żadnym proroctwie w ostatnich latach nie było tak głośno, mimo że zarówno wcześniej, jak i później pojawiło się ich wiele. O końcu świata roku 2012 kręcono nawet filmy.

Zdaniem psychologów dla wielu osób apokaliptycyzm ma urok, bo dzięki niemu nie muszą się przejmować własnym życiem. Nie obchodzą ich globalne ocieplenie, kryzys strefy euro ani groźba wojny atomowej. Przecież wszystko i tak się zaraz skończy. To swego rodzaju uciekanie przed odpowiedzialnością. Najbardziej zastanawiające jest jednak to, że wielu osób nie zniechęca fakt, iż kolejne przepowiednie okazują się fałszywe. Po wielkim rozczarowaniu z 1844 r. np. część wyznawców Williama Millera doszła do wniosku, że koniec świata i tak nadejdzie, tyle że w bliżej nieokreślonej przyszłości – tak powstał nurt religijny zwany adwentyzmem.

Większość ludzi doniesienia na temat nowego końca świata traktuje z przymrużeniem oka. Proroctw i przewidywań było już tyle, że zdążyły spowszednieć, a nawet bywają obiektem żartów. Już w 1806 r. na nosie wszystkim łatwowiercom postanowił zagrać pewien mieszkaniec angielskiego Leeds, który rozpuścił wieści, jakoby jego kura zwiastowała nadchodzącą apokalipsę. Każde bowiem zniesione przez nią jajko opatrzone było napisem: „Chrystus nadchodzi!”. Dopiero z czasem wyszło na jaw, że apokaliptyczne jajka to efekt żartu dowcipnisia z atramentem.

Pół biedy, gdyby wizje końca świata dało się skwitować wyłącznie śmiechem. Niestety bywają sytuacje, kiedy prowadzą do tragedii. Dotyczy to zwłaszcza sekt, których członkowie, chcąc przyspieszyć zbliżającą się apokalipsę, dokonują dramatycznych wyborów, takich jak choćby samobójstwo. Najtragiczniejszym tego typu zdarzeniem w historii było zbiorowe samobójstwo 909 członków sekty Świątynia Ludu w Gujanie. 17 listopada 1978 r. wszyscy oni za namową swojego „mesjasza” zażyli truciznę, a sam guru strzelił sobie w głowę. Niestety to niejedyny taki przypadek. W 1997 r. zabiło się również 39 członków sekty Heaven’s Gate, którzy byli przekonani, że pozbywszy się ziemskiego ciała, szybciej wsiądą na nadlatujący statek obcych. Kosmici mieli według nich zbliżyć się do Ziemi ukryci za nadlatującą kometą Hale’a-Boppa, dlatego żadne oficjalne źródło o tym nie informowało. Jeszcze groźniej zrobiło się w roku 1995, kiedy członkowie sekty Aum – Najwyższa Prawda – rozpylili w tokijskim metrze sarin, chcąc przyspieszyć nadejście Armagedonu. Zginęło wtedy 12 osób, a ponad 5 tys. zostało rannych.

W psychologii znany jest mechanizm samospełniającego się proroctwa, który mówi o tym, że jeśli w coś mocno wierzymy, możemy sprowokować pewne wydarzenia, ściągając na siebie nieszczęście. Może nie warto zamartwiać się nadchodzącą apokalipsą, bo jeszcze niejedną przyjdzie nam przeżyć.

Kamil Nadolski

dziennikarz, popularyzator nauki

***

Przegląd wybranych apokalips

70 – Na ten rok koniec świata przewidywało żydowskie stronnictwo esseńczyków. Armagedon miał mieć związek z powstaniem przeciwko Rzymowi, jakie wybuchło w tamtym czasie w Judei. Końca świata nie było, ale w roku 70 nastąpił kres stronnictwa esseńczyków.

365 – Zdaniem Hilarego z Poitiers koniec świata miał być powiązany z nietypowym układem liczb: tyle przecież liczy kalendarzowy rok. Francuski biskup nie wyjaśnił jednak, czemu miałoby to oznaczać apokalipsę.

31 grudnia 999 – W chrześcijańskiej Europie wieszczono, że po tysiącu lat Chrystus wróci na Ziemię i zapoczątkuje zapowiadany w Biblii Sąd Ostateczny. W większych miastach z niepokojem czekano więc na nadejście roku 1000. Kiedy jednak nic wyjątkowego się nie zdarzyło, zaczęto świętowanie. Według jednej z teorii tak zapoczątkowano zwyczaj zabawy sylwestrowej.

1186 – Kardynał Jan z Toledo uważał, że niekorzystne dla Ziemi oddziaływanie innych planet przyczyni się do zniszczenia życia na naszej planecie.

20 lutego 1524 – Zapowiedź powszechnego potopu przez Johannesa Stöfflera, niemieckiego matematyka i astronoma.

19 października 1533 – Michael Stifel, również matematyk, był na tyle precyzyjny, że obliczył nawet godzinę końca świata. Zagłada miała nastąpić o 8:00.

1666 – Już sama data mówiła wiele i budziła obawy. Zwłaszcza wśród Anglików. W tym czasie na Wyspach szalała epidemia oraz wybuchł wielki pożar Londynu. Dla wielu były to znaki prognozujące rychły koniec.

1688 – Szkocki matematyk John Napier przeprowadził wyliczenia oparte na podstawie Księgi Objawienia.

1694 – W tym roku świat miał się skończyć aż trzy razy. Apokalipsę na ten czas przewidzieli amerykański osadnik i ksiądz John Mason, niemiecki uczony Johann Heinrich Alsted oraz teolog Johann Jacob Zimmermann.

16 października 1736 – Uderzenie w Ziemię komety wg przewidywań Williama Whistona, angielskiego matematyka.

1805 – Prezbiteriański kaznodzieja Christopher Love zwiastował na ten rok wielkie trzęsienie ziemi, które miało położyć kres naszej cywilizacji.

21 marca 1843–21 marca 1844 – Koniec świata wg pastora Williama Millera miał nastąpić w tym przedziale dat. Kiedy nic się nie wydarzyło, ogłoszono nową datę: 22 października 1844 r. I znowu nic.

1874 – Pierwszy koniec świata ogłoszony przez świadków Jehowy. W kolejnych latach było ich jeszcze dziewięć.

1910 – Francuski astronom i pracownik Obserwatorium Paryskiego Nicolas Camille Flammarion ostrzegał przed zgubnym wpływem komety Halleya, która nadlatywała w kierunku Ziemi.

13 lutego 1925 – Prorokini Margaret Rowen ostrzegała przed końcem świata, który miał nastąpić tego dnia o północy. Konkretną datę miał jej przekazać Archanioł Gabriel.

1936 – Koniec świata wg Herberta W. Armstronga, założyciela Światowego Kościoła Bożego. Przeżyć mieli tylko członkowie wspólnoty, którzy mu uwierzyli. Datę Armagedonu zmieniał jeszcze trzykrotnie.

21 grudnia 1954 – Według Dorothy Martin tego dnia o północy mieli zjawić się kosmici, którzy zabiorą na pokład ją i osoby, którym zdradzi tajne hasło.

4 lutego 1962 – Koniec świata spowodować miał rzekomo niekorzystny dla Ziemi układ planet. Tak przynajmniej twierdziła znana amerykańska astrolog Jeane Dixon, która przewidziała m.in. śmierć Johna F. Kennedy’ego.

1969 – Przyczyną końca świata wg Charlesa Mansona miały być kolejna wojna światowa i wykorzystanie arsenału nuklearnego.

10 marca 1982 – John Gribbin i Stephen Plagemann, dwaj brytyjscy pisarze, przewidywali na ten dzień Armagedon w swojej książce „The Jupiter Effect”. Winowajcą miało być oddziaływanie grawitacyjne innych planet na Ziemię.

11–13 września 1988 – Edgar C. Whisenant, opierając się na analizie Biblii, doszedł do wniosku, że odkrył datę końca świata. Był tak pewny swego, że rozesłał do wszystkich liczących się polityków w USA swoją książkę, by zaczęli przygotowywać kraj na apokalipsę.

24 listopada 1993 – Koniec świata przepowiadała ukraińska sekta Białe Bractwo, kierowana przez Jurija Kriwonogowa i Marinę Cwigun. W dniu niedoszłej apokalipsy w Kijowie odbywały się publiczne modły organizowane przez członków sekty.

23 marca 1994 – Przywódca sekty Bahái Neal Chase przepowiadał, że tego dnia Nowy Jork zostanie zniszczony przez bombę atomową, a 40 dni później rozpocznie się globalny Armagedon.

26 marca 1997 – Lider sekty Niebiańskie Wrota Marshall Applewhite twierdził, że wielki statek kosmiczny doprowadzi do zagłady życia na Ziemi. Jego zdaniem jedynym sposobem na ucieczkę jest samobójstwo. Wraz z nim życie odebrało sobie 38 członków sekty.

1 stycznia 2000 – Z powodu tzw. pluskwy milenijnej wszystkie komputery miały się zresetować, cofając nasz rozwój techniczny co najmniej o kilkadziesiąt lat.

21 maja 2011 – najsłynniejsza data apokalipsy amerykańskiego kaznodziei Harolda Campinga (podawał ich kilka). W pierwszym dniu kataklizmu wyginąć miało 98% ludności, a 21 października 2011 r. nastąpić miał Sąd Ostateczny.

21 grudnia 2012 – Kończący się na tej dacie kalendarz Majów zdaniem niektórych badaczy miał oznaczać koniec świata w ogóle. Był to zdecydowanie najbardziej medialny niedoszły koniec świata w ostatnich latach.

2014 – Erupcje plazmy na Słońcu miały doprowadzić do wielkiego blackoutu na Ziemi i cofnąć nas do czasów średniowiecza.

23 września 2017 – Koniec świata wg numerologa Davida Meade’a. Gdy ten nie nastąpił, Amerykanin podał jeszcze jedną datę: 15 października 2017 r. Gdy i tym razem nic się nie stało, ogłosił kolejną: 23 kwietnia 2018. Do wszystkich armagedonów miała się przyczynić tajemnicza planeta Nibiru.

2018–2028 – Zdaniem F. Kentona Beshore’a w tych latach na ziemię ma powrócić Jezus Chrystus, by zapoczątkować Sąd Ostateczny. Nie wiadomo dokładnie kiedy, ale na pewno musi to być jeszcze w ciągu jednego pokolenia od powstania państwa Izrael.

2024 – Apokalipsa wyczekiwana przez chrześcijańską grupę Unsealed.

2060 – Isaac Newton określił tę datę na podstawie wyliczeń z Biblii.

2240 – Według ortodoksyjnych żydów na ten rok koniec świata przewiduje Talmud. Ma to być dokładnie 6 tys. lat po stworzeniu świata.

3036 – W 2011 r. na Ukrainie odnaleziono księgę z 1594 r., w której zapisano tę datę końca świata. Podstawę tego proroctwa stanowiły notatki zespołu astrologów, matematyków i filozofów, którym kierował Polak Jan Latosz.

3797 – Ostatnia wymieniana przez Nostradamusa data. Według niektórych interpretacji może oznaczać właśnie koniec świata.

5079 – Kres cywilizacji na Ziemi wg Baby Wangi, bułgarskiej jasnowidzki.

01.07.2018 Numer 7/2018

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną