Człowiek

Śmiech to zdrowie

Numer 5/2018
Rawpixel.com / Shutterstock
Neurobiolodzy dowiedli, że uśmiech jest jednym z naturalnych lekarstw wpływających na funkcjonowanie naszego mózgu i ciała.
Prof. Paula Niedenthal, psycholog społeczna z University of Michigan, opisała w swych pracach naukowych trzy rodzaje śmiechu. Każdy z nich uruchamia pracę innych mięśni twarzy i odzwierciedla różne sytuacje, w których się znajdujemy. Nadal nie wiadomo, który dominuje w życiu człowieka.Wiedza i Życie Prof. Paula Niedenthal, psycholog społeczna z University of Michigan, opisała w swych pracach naukowych trzy rodzaje śmiechu. Każdy z nich uruchamia pracę innych mięśni twarzy i odzwierciedla różne sytuacje, w których się znajdujemy. Nadal nie wiadomo, który dominuje w życiu człowieka.
Model najważniejszych mięśni twarzowych pomocnych w wyrażaniu emocji.Sport08/Shutterstock Model najważniejszych mięśni twarzowych pomocnych w wyrażaniu emocji.

Śmiech jest jedną z tych czynności, która w prawie każdej kulturze, pod wszystkimi szerokościami geograficznymi, ma podobne znaczenie. Nie od dziś wiadomo, że człowiek rozpromieniony uśmiechem uznawany jest za bardziej przyjacielskiego, serdecznego i godnego zaufania niż pochmurny, z ustami w podkówkę.

Za sprawą uśmiechu zaczynamy produkować endorfiny, czyli hormony szczęścia, które działają trochę jak narkotyk (mają podobną budowę do heroiny czy też morfiny), poprawiając nam nastrój i odprężając. Co więcej, długotrwały śmiech m.in. zwiększa odporność, rozluźnia spięte mięśnie, obniża ciśnienie tętnicze krwi, rozładowuje stres (obniżając poziom kortyzolu – hormonu stresu) oraz przyczynia się do pobudzenia perystaltyki jelit (dzięki czemu szybciej trawimy!). Potrafimy śmiać się ze wszystkiego i w prawie każdej sytuacji, odpowiadając wybuchem radości na dowcip kolegi czy rozładowując żartem stresującą rozmowę w pracy. Bez względu na płeć, kulturę, z której się wywodzimy, oraz poglądy większość ludzi potrafi śmiać się naturalnie, wybuchając śmiechem poza kontrolą, również w reakcji na bodźce fizyczne, jak łaskotki. Inaczej jest, kiedy łaskoczemy samych siebie. Nasz mózg (a dokładnie móżdżek, czyli część mózgu odpowiadająca za koordynację ruchów oraz utrzymanie równowagi) rozpoznaje nasz dotyk jako własny i zwyczajnie nie reaguje, w przeciwieństwie do ruchów niespodziewanych i pochodzących z zewnątrz. Do najważniejszych czynników zapalnych śmiechu należą zatem spontaniczność oraz autentyczność.

Ludzie, którzy na co dzień nie pałają optymizmem, nie powinni tracić nadziei. Naukowcy udowodnili, że nawet sztuczny, wymuszony śmiech przyczynia się do niewielkiego wzrostu stężenia endorfin we krwi. Wniosek jest jeden. Aby poczuć się mniej zdołowanym i nieco bardziej zrelaksowanym, wystarczy uśmiechnąć się do własnego odbicia w lustrze. Najlepiej kilkakrotnie.

Nietypowe badania

Na początku XIX w. dwaj ekscentryczni naukowcy – Franz Joseph Gall oraz Johann Spurzheim – opracowali teorię mówiącą o tym, że kora mózgowa podzielona jest na obszary ściśle kontrolujące zachowanie człowieka. Mowa oczywiście o frenologii. Wedle tej koncepcji wypukłości i wklęsłości na powierzchni czaszki każdego z nas miałyby ujawniać talenty, słabości oraz osobowość. Propagatorzy tej teorii umieścili ośrodek wesołości w płacie czołowym, tuż obok ośrodka rozmowności oraz muzykalności. Dziś oczywiście wiadomo, że na podstawie kształtu czaszki nie da się poznać ludzkiej osobowości. Ale nie wszystkie pomysły frenologów zasługują wyłącznie na zapomnienie. Przekonali się o tym chirurdzy przeprowadzający rutynową operację u pacjentki cierpiącej na padaczkę. Lekarze, chcąc zredukować liczbę napadów epileptycznych u nastoletniej pacjentki, zdziwili się nieco, kiedy podczas elektrycznego drażnienia małej części płata czołowego wywołali u niej napad niepohamowanego śmiechu. Dziewczyna reagowała równie żywo na widok zdjęcia konia czy twarzy chirurga.

Mięśnie twarzy a nastrój

O zaraźliwości śmiechu każdy z nas mógł przekonać się niejednokrotnie, ulegając dobremu nastrojowi towarzysza rozmowy, a nawet zupełnie obcej osoby śmiejącej się w głos w autobusie. Za wszystko winić należy neurony lustrzane, które nie bez kozery otrzymały taką nazwę. Komórki te uaktywniają się podczas obserwacji zachowania drugiego osobnika. To dzięki nim jesteśmy w stanie odczuwać empatię, ale też różne emocje drugiej osoby, i radosne, i smutne.

W trakcie uśmiechu (zarówno spontanicznego, jak i wymuszonego) aktywowane są mięśnie twarzy, które wysyłają impulsy elektryczne do naszego mózgu. Pobudza to wydzielanie serotoniny i dopaminy, które poprawiają nam nastrój. Taki szlak zablokowany jest u osób decydujących się na zabieg estetyczny z wykorzystaniem toksyny botulinowej, szerzej znanej jako botoks. Substancja ta uniemożliwia prawidłowe sterowanie mięśniami twarzy, co utrudnia wyrażanie emocji.

Botoks może być jednak korzystny. Do zaskakujących wniosków doszli naukowcy badający wpływ zastrzyków jadem kiełbasianym na pacjentów dotkniętych depresją. W ramach eksperymentu usunięto im lwią zmarszczkę – uwidaczniającą się na czole jako grymas złości czy też cierpienia – i w ciągu zaledwie dwóch miesięcy od zabiegu 9 na 10 osób pozbyło się objawów depresji. Oczywiście nadal metoda ta nie jest uznawana za skuteczną w leczeniu zaburzeń nastroju, ale to doświadczenie dowodzi, jak ważne są mięśnie twarzy w kontrolowaniu nastroju.

Dobry humor na zawołanie

Pod koniec XVIII w. znany brytyjski chemik Humphry Davy odkrył, że podtlenek azotu (N2O) znakomicie sprawdza się jako środek znieczulający przed bolesnym wyrwaniem zęba u dentysty. Twierdził, że już kilka wdechów gazu powoduje szybkie, aczkolwiek dość krótkie uśpienie, po którym następuje energiczne ocknięcie. Pacjenci budzili się w doskonałych nastrojach, wykazując oznaki rozbawienia. Ci, którzy przedawkowali substancję, doświadczali halucynacji wzrokowych oraz słuchowych. N2O okrzyknięto więc gazem rozweselającym i dość szybko wdrożono do chirurgii. Co dzieje się w mózgu po inhalacji podtlenkiem azotu? Aby odpowiedzieć na to pytanie, naukowcy zamykali gryzonie w klatkach wypełnionych N2O, po czym sprawdzali zmiany zachodzące w ich mózgach. Okazało się, że pod wpływem rozweselacza zwiększała się w ich organizmach ilość dopaminy, nazywanej czasem przekaźnikiem przyjemności i stymulującej ośrodek nagrody w mózgu.

Istnieje również inna, nieco bardziej oryginalna metoda poprawienia sobie nastroju. Jak donosi „Scientific American”, z roku na rok rośnie zainteresowanie przezczaszkową stymulacją mózgu prądem stałym (ang. transcranial direct-current stimulation, tDCS). Wydawać by się mogło, że metoda ta wiąże się z wysokim ryzykiem. Nic bardziej mylnego. Cały zabieg jest bezinwazyjny i polega mniej więcej na 20-minutowej stymulacji mózgu za pomocą elektrod przyklejonych do skóry czaszki. Przez elektrody płynie prąd o niskim natężeniu, praktycznie niewyczuwalnym dla pacjenta, ale już dla neuronów tak. Wówczas to komórki zmieniają częstotliwość swoich wyładowań, a co za tym idzie – przebudowie ulegają pewne sieci neuronalne. Opisano przypadek 65-letniej Marthy Rhodes, która dzięki tDCS wyleczyła się z depresji lekoopornej. W 2008 r. amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) dopuściła tę metodę do leczenia depresji.

Śmiech nasz powszedni

Towarzyszy nam od urodzenia. Jest ekspresją równie naturalną jak smutek i gniew. Zgodnie z tym, co mówią statystyki, dorosły człowiek śmieje się około 17 razy dziennie. Prawie dwa razy tyle, gdy przebywamy w towarzystwie innych osób. Rekordzistami są jednak dzieci, które śmieją się prawie 4 razy więcej. Kobiety śmieją się częściej niż mężczyźni, jednakże to ci drudzy chętniej opowiadają dowcipy. Istnieją też pewne różnice w rozumieniu dowcipów w zależności od wieku. To, co bawi jednych, okazuje się zupełnie neutralne dla drugich. Małe dzieci żywo reagują na dowcipy proste, często dotyczące fizjologii. Nastolatki oraz tzw. młodzi dorośli preferują żarty o zabarwieniu seksualnym. Z kolei ludzie dojrzali stawiają na dowcipy bardziej wyrafinowane, wymagające zaangażowania intelektualnego.

Radość i uśmiech mają niezwykłą moc. Są w stanie przełamywać lody oraz budować relacje społeczne. W niektórych sytuacjach ujawniają okrutną prawdę czy odsłaniają prawdziwe oblicze drugiego człowieka. W zależności od kontekstu łączą lub dzielą. Niezależnie od tego, co preferujemy – komizm sytuacyjny, postaci czy słowny – starajmy się, aby śmiech gościł na naszych twarzach jak najczęściej. To bowiem naturalny środek wzmacniający nas psychicznie i fizycznie.

Paulina Kłos-Wojtczak
neurobiolog, biotechnolog medyczny
Katedra Neurobiologii Uniwersytetu Łódzkiego

01.05.2018 Numer 5/2018

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną