Człowiek

Superludzie spod Everestu

Numer 3/2021
16 stycznia 2021 r. dziesięciu Szerpów – jako pierwsi ludzie w historii – stanęło na szczycie K2 zimą. 16 stycznia 2021 r. dziesięciu Szerpów – jako pierwsi ludzie w historii – stanęło na szczycie K2 zimą. AFP / EAST NEWS
Są odporni na brak tlenu, a w Himalajach czują się jak w domu. Mimo to pozostają w cieniu wspinaczy z Zachodu. W czym tkwi sekret siły Szerpów?
Szerpa Tenzig Norgay i Edmund Hillary przy „zwycięskiej herbatce” tuż po pierwszym w historii zdobyciu Mount Everestu w 1953 r.Getty Images Szerpa Tenzig Norgay i Edmund Hillary przy „zwycięskiej herbatce” tuż po pierwszym w historii zdobyciu Mount Everestu w 1953 r.
Naukowcy odkryli, że w organizmach Szerpów tlen szybciej dociera do tkanek.Xtreme Everest Naukowcy odkryli, że w organizmach Szerpów tlen szybciej dociera do tkanek.
Tenzig Norgay, pierwszy zdobywca Mount Everestu z 1953 r.Forum Tenzig Norgay, pierwszy zdobywca Mount Everestu z 1953 r.
Kami Rita Sherpa, który dach świata zdobył… 24 razy.AFP/EAST NEWS Kami Rita Sherpa, który dach świata zdobył… 24 razy.
Dziś Szerpowie nie są już „tylko” przewodnikami, ale tworzą górską elitę. Na zdj. ekipa Seven Trek Summits tuż po zdobyciu K2 zimą.AFP/EAST NEWS Dziś Szerpowie nie są już „tylko” przewodnikami, ale tworzą górską elitę. Na zdj. ekipa Seven Trek Summits tuż po zdobyciu K2 zimą.
Szerpowie od dziesięcioleci pracują jako wysokogórscy tragarze. Na plecach dźwigają po kilkadziesiąt kilogramów ekwipunku.Shutterstock Szerpowie od dziesięcioleci pracują jako wysokogórscy tragarze. Na plecach dźwigają po kilkadziesiąt kilogramów ekwipunku.
W Polsce wyczyn Szerpów na K2 wzbudza kontrowersje. Część środowiska zarzuca Nepalczykom korzystanie z „dopingu” w postaci tlenu (od lewej: Galje Sherpa, Chhang Dawa Sherpa, Sona Sherpa).AFP/EAST NEWS W Polsce wyczyn Szerpów na K2 wzbudza kontrowersje. Część środowiska zarzuca Nepalczykom korzystanie z „dopingu” w postaci tlenu (od lewej: Galje Sherpa, Chhang Dawa Sherpa, Sona Sherpa).
Po dekadach pozostawania w cieniu wspinaczy z Zachodu Szerpowie zyskują dziś zasłużone uznanie. Na zdj. Nirmal Purja z nagrodą od władz Pakistanu.AFP/EAST NEWS Po dekadach pozostawania w cieniu wspinaczy z Zachodu Szerpowie zyskują dziś zasłużone uznanie. Na zdj. Nirmal Purja z nagrodą od władz Pakistanu.

Edmund Hillary, wysoki i kościsty dżentelmen z Nowej Zelandii, który w 1953 r. pierwszy stanął na szczycie Mount Everestu, omal nie zginął w trakcie historycznej wyprawy na najwyższą górę świata. Uratował go niższy o głowę, ale silny jak tur przedstawiciel ludu żyjącego u podnóży Himalajów – Szerpa Tenzig Norgay. Kiedy sekundy dzieliły Nowozelandczyka od upadku w szczelinę, Norgay wbił swój czekan w skutą lodem ścianę, blokując linę, do której przywiązany był Hillary. Wkrótce wspinacz był już pewien: właśnie z niepozornym Szerpą chce tworzyć górski zespół.

Był rok 1953, świata ze szczytu Mount Everestu nie oglądał jeszcze żaden człowiek. Kilku próbowało. Na Czomolungmę – jak nazywano górę w najbliższej okolicy – już sześć razy wspinał się właśnie on: Szerpa Tenzig Norgay. Miał nad innymi pewną przewagę: powyżej 5000 m, gdzie ludzki organizm przeżywa katusze, czuł się jak na spacerku. Nic więc dziwnego, że stał się częścią 400-osobowej grupy, która tej wiosny próbowała sforsować górę gór. I to właśnie on chwilę po swoim partnerze Edmundzie Hillarym postawił stopę na jej szczycie. Kwadrans, który tam spędzili, przeszedł do historii i wsławił nie tylko Nowozelandczyka. Obecność na szczycie Szerpy Norgaya sprawiła, że świat zainteresował się tajemniczym ludem zamieszkującym wioski wokół Everestu, z którego wywodził się jeden z najwybitniejszych wspinaczy. Dzięki swoim naturalnym predyspozycjom fizycznym, doskonałej znajomości terenu i specyfiki wysokich gór Szerpowie są dziś uznawani za superludzi, którzy w tyle zostawiają najwybitniejszych przedstawicieli alpinizmu. Jednocześnie od dekad pozostają w ich cieniu, niedoceniani i pomijani.

Lud wschodu

Słowo „szerpa” stało się synonimem wysokogórskiego tragarza, przewodnika i pomocnika, który nosi ciężkie ładunki, wskazuje bezpieczną drogę, a kiedy trzeba – pomaga wdrapać się na szczyt. W języku angielskim zaś stało się wręcz czasownikiem. To sherpa w górskim żargonie oznacza „przenosić ciężar”. Ale Szerpowie to przede wszystkim grupa etniczna, która po wielowiekowych poszukiwaniach własnego miejsca na ziemi znalazła je właśnie w Himalajach. Słowo pochodzi z języka tybetańskiego i jest połączeniem wyrazów sher („wschód”) oraz wa („lud”). „Lud Wschodu” w XIII lub XIV w. przybył do Nepalu ze wschodnich regionów Tybetu i zamieszkuje głównie region Khumbu (a także część Indii), wysoko położone tereny wzdłuż rzeki Dudh Kosi w Nepalu (choć żyje i pracuje także w innych częściach Nepalu). Szerpowie z wiosek Khumbu trudnią się głównie uprawą ziemi (m.in. ziemniaków), hodowlą bydła (krów, jaków oraz dzo – krzyżówki krowy i jaka). Żyją w prostych kamiennych domach. Są konserwatywni i przywiązani do tradycji, choć coraz szerzej dociera do nich nowoczesna technologia.

Wraz z rozwojem światowego himalaizmu i turystyki wysokogórskiej domeną Szerpów stała się turystyka, a ściślej – wysokogórskie przewodnictwo. Napływ westmenów – ludzi Zachodu, którzy przybywali do podnóży Himalajów w poszukiwaniu przygód – sprawił, że Szerpowie znaleźli szansę na poprawę swojego bytu. Zachód płacił dobrze, a oni w Himalajach znali każdą skałę, każdy lodowaty strumień. Mieszkańcy wiosek położonych powyżej 4 tys. m stawali się pierwszymi, do których wspinacze zwracali się o pomoc.

Siła robocza

Wspinaczy spoza Nepalu zachwyca łatwość, z jaką organizmy Szerpów przystosowują się do rosnącej wysokości. Lekarze wypraw wysokogórskich tłumaczą, że w ludzkim organizmie powyżej 5 tys. m n.p.m. zachodzą określone zmiany. W warunkach rozrzedzonego powietrza z trudem radzą sobie ludzkie płuca, do których serce pompuje krew ze zdwojoną siłą. Przeszkodą w aklimatyzacji na wysokościach bywają także problemy żołądkowe, które z kolei mogą prowadzić do odwodnienia. Pozostawanie na dużej wysokości ma również wpływ na mózg, który pozbawiony naturalnej porcji tlenu zaczyna puchnąć i pracować inaczej niż zwykle. Wielu wspinaczy cierpiących na chorobę wysokościową opowiadało o niezwykle realistycznych halucynacjach, jakich doświadczyli na wysokościach. Zespół objawów występujący u ludzi przebywających na dużych wysokościach – w skrócie zwany właśnie chorobą wysokościową – to bardzo częsta przypadłość i przyczyna wielu niebezpiecznych wypadków, a nawet śmierci.

Szerpowie – jak twierdzą wspinacze z Zachodu – zdają się tego problemu nie mieć. Ewolucyjnie przystosowani do przebywania na dużych wysokościach, cechują się nie tylko zdolnością do oddychania pełną piersią tysiące metrów w górze, ale także do dużego wysiłku fizycznego. Bo czym zwykle zajmują się Szerpowie? Przenoszą ciężkie ładunki z miejsca startu wyprawy do bazy oraz z bazy do wyższych obozów. W bagażach ważących po kilkadziesiąt kilogramów taszczą ubrania, raki, czekany, pożywienie i sprzęt, z którego powstaje najpierw base camp, a później wyższe obozy: namioty, liny, stacje radiowe, przenośne toalety, przedmioty codziennego użytku, a w ostatnich czasach także laptopy, aparaty fotograficzne, kamery i drony.

Już na miejscu pomagają w postawieniu bazy i to często na nich spoczywa większość obowiązków. Przygotowują posiłki i dbają o czystość. Następnie pracują w ścianie, czyli wspinają się coraz wyżej, by założyć liny poręczowe, dzięki którym alpiniści będą mogli pokonywać kolejne metry w górę. Z mozołem drążą śnieżne tunele. Wykonują też niedocenianą pracę: w czasach oczekiwania na okienka pogodowe dotrzymują wspinaczom towarzystwa, raczą miejscowymi legendami, opowiadają o swoim życiu, a nowicjuszom tłumaczą specyfikę gór wysokich. Wszystko – przypomnijmy – w warunkach, w których my, ludzie europejskich nizin, z trudem łapiemy powietrze.

Organizmy jak silniki

Skąd się biorą ich niezwykłe zdolności? W 2010 r. Tatum Simonson z University of California w San Diego, genetyczka i badaczka fizjologii ludzkiego organizmu na wysokościach, przyjrzała się bliżej genomom mieszkańców wysoko położonych miejscowości w Nepalu. Odnalazła kilka genów z wyraźnymi mutacjami, które wpływały na zdolność organizmu do adaptacji w warunkach dużych wysokości. Jednocześnie odkryła, że metabolizm westmenów działa tak samo na nizinach, ale kiedy teren się podwyższa, różnice stają się wyraźniejsze. Oczywiście na korzyść Szerpów.

Tezy te potwierdzono jeszcze kilkukrotnie. W 2013 r. Denny Levett, alpinista i lekarz ze szpitala uniwersyteckiego w Southampton w Anglii, wykonał eksperyment: zebrał 180 ochotników – 116 ludzi z nizin i 64 Szerpów – i wyruszył do bazy pod Everestem (5300 m n.p.m.). Na miejscu ochotnicy poddawani byli przeróżnym testom wytrzymałości i wydolności fizycznej. Levett odkrył różnice w mitochondriach – komórkowych strukturach odpowiedzialnych za wykorzystywanie tlenu i dostarczanie energii – u mieszkańców nizin i Szerpów. Badał również naczynia krwionośne pod językiem i inne miejsca w ciele, w których monitorował krążenie krwi w narządach, czyli tzw. mikrokrążenie. Chciał sprawdzić, w jakich ilościach tlen dociera do mięśni, tkanek i narządów. Stwierdził, że na dużych wysokościach przepływ krwi w małych naczyniach krwionośnych zmniejszył się u ochotników nizinnych. U Szerpów pozostał normalny. Wywnioskował, że dzięki temu w organizmach Szerpów tlen szybciej dociera do tkanek. W tym samym roku co Levett fizjolog z Cambridge prof. Andrew Murray zabrał 15 Szerpów i 10 ochotników spoza Nepalu. Doszedł do niemal identycznych wniosków dotyczących mitochondriów co Levett. Badacze porównywali organizmy Szerpów do aut z energooszczędnymi silnikami, które mogą zajechać dalej niż spalinowe przy zużyciu o wiele mniejszych zasobów energii.

Tatum Simonson zwróciła uwagę, że podobne zdolności do oddychania rozrzedzonym powietrzem zdarzają się także u niektórych jednostek w populacji ogólnej. Dlatego wiedza o tym, co decyduje o posiadaniu takich nadnaturalnych cech, może pomóc wyjaśnić, dlaczego niektórzy ludzie lepiej radzą sobie z niskim poziomem tlenu w tkankach. To z kolei mogłoby się przysłużyć skutecznemu leczeniu m.in. chorób serca, układu oddechowego i nowotworów.

Na morale Szerpów wpływać może coś jeszcze. Lud zamieszkujący region Khumbu w większości wyznaje tybetańską, sięgającą XVIII w. odmianę buddyzmu. Ale tragarze wierzą w coś jeszcze: duchy Himalajów, które pokornym pozwalają zdobyć szczyt, a na zbyt pewnych siebie sprowadzają nieszczęścia. Szerpowie wolą na wszelki wypadek trzymać się opcji pierwszej i każdy krok w górach ważyć tak, jakby miał być ostatni. Z pewnością pozytywnie wpływa to na ich mentalność.

Cena legendy

Nie wszyscy Szerpowie są bezimiennymi tragarzami, świadczącymi usługi tuzom himalaizmu. Nazwiska kilku zapisały się już w historii tego sportu. Szerpa Kami Rita na szczyt Mount Everestu wchodził… 24 razy. Jego kolega Phurba Tashi na szczycie dachu świata meldował się niewiele mniej razy, bo aż 21. Szerpa Babu Chiri jest posiadaczem rekordu w długości przebywania na szczycie najwyższej góry – pozostawał tam cały i zdrowy przez 21 godzin. Nic dziwnego, bo przygodę ze wspinaczką w Himalajach zaczynał w wieku 16 lat, zainspirowany wyczynem Tenziga Norgaya. Nieco młodszy od niego Szerpa Pemba Gyalje ma na koncie – uwaga – 127 zdobytych szczytów na całym świecie.

Jednak ogromną większość mieszkańców wysokogórskich wiosek czeka ten sam niełatwy los anonimowych pracowników na usługach. Pracowników, którym powinna się należeć premia za pracę w śmiertelnym zagrożeniu. Za bycie najlepszymi w swojej profesji płacą często najwyższą cenę. Blisko jedną trzecią osób, które zginęły podczas wspinaczki na Mount Everest, stanowią Szerpowie. W 2014 r. pod lodową lawiną na Evereście zginęło 25 osób, w tym 16 Szerpów. Ponieśli śmierć, choć w tym czasie w miejscu tragedii (na lodowcu Khumbu) nie powinna stać ludzka noga. W regionie rosła temperatura, powodując topnienie lodu. Mimo to wspinacze parli do przodu, by jak najszybciej pokonać ten odcinek drogi i dotrzeć do celu, za który słono zapłacili. Lawina zaskoczyła ich podczas poręczowania tuż przed siódmą rano. Giną zresztą nie tylko w wyniku nieszczęśliwych wypadków. Wielu z nich zostało pozostawionych na śmierć przez swoich klientów po tym, jak załamała się pogoda.

Śmieci i śmierć

Status tragarzy, których styl i poziom życia znacznie różnią się od przeciętnej, budzi w Nepalu ostre spory. Z szacunków redakcji BBC wynika, że przeciętny Szerpa może dziś zarobić nawet 2–3 tys. dol. miesięcznie. Tymczasem w regionie bywają domostwa, dla których jest to równowartość rocznego przychodu. W Nepalu nie brakuje opinii, iż wysokogórscy tragarze nie powinni zarabiać drastycznie więcej niż przedstawiciele innych sektorów gospodarki. Mike Chambers, alpinista i działacz na rzecz rozwoju edukacji w odległych zakątkach świata, wskazuje jednak, że nie ma na świecie bardziej zabójczego rodzaju usług. Do 2014 r., kiedy światem gór wstrząsnęła tragiczna lawina, śmiertelność wśród Szerpów wynosiła ponad 4%. Dla porównania przeciętna śmiertelność w miejscu pracy w Stanach Zjednoczonych wynosiła tylko 0,003%.

Spory wybuchają również na linii klient–usługodawca. „Od lat narastają napięcia między Szerpami a zachodnią społecznością wspinaczkową. W 2013 r. w obozie drugim obserwowałem, jak tłum wściekłych Szerpów wylewał z siebie gromadzone latami pretensje do dwóch słynnych zachodnich wspinaczy” – opisywał Chambers w artykule dla „New York Timesa”. Szerpowie byli tak rozżaleni, że mało brakowało, by kłótnia skończyła się krwawą bijatyką.

Westmeni przywykli do nadużywania uczynności Szerpów. Od lat problemem jest przeludnienie podnóży Everestu i samej góry, którą przez cały rok próbują zdobyć setki wspinaczy, najczęściej klientów agencji turystycznych. Bywają nieprzygotowani i niewrażliwi na specyfikę regionu, w którym oprócz profesjonalnych tragarzy żyją zwyczajni Szerpowie – rolnicy, starszyzna, kobiety z dziećmi. Turyści przyjeżdżają i przywożą ze sobą złe nawyki. Co roku bywalcy bazy pod Everestem zostawiają po sobie tony śmieci. Cykliczne stały się wyprawy „czyszczące” podnóża góry. W 2019 r. jedna z takich ekspedycji zebrała 11 t śmieci, w tym opakowania po żywności, puszki, butelki i puste butle z tlenem.

Świat górski ponownie usłyszał o Szerpach w 2020 r., kiedy to Chhang Dawa został liderem komercyjnej wyprawy na ostatni niezdobyty do tej pory zimą ośmiotysięcznik K2 (8611 m n.p.m.), a kilkunastu innych Szerpów znalazło się w jej składzie. Podczas wyprawy Nepalczycy pokazali niezwykły hart ducha i udowodnili, że himalaizm może być sportem zespołowym. Nie przejmowali się legendami, według których K2 zimą mieli zdobyć… dawno temu, ale w tajemnicy i bez rozgłosu. Wszyscy o legendach zapomnieli, kiedy 16 stycznia 2021 r. dziesięciu Szerpów oficjalnie stanęło zimą na drugiej górze świata. Na razie toczy się dyskusja, czy wspomaganie się tlenem z butli (część wspinaczy wchodziła na szczyt z dodatkowym tlenem) to forma dopingu i czy powinniśmy uznawać wyczyn za rekordowy, ale tego typu opinie płyną jednak głównie z Polski, skąd pochodzą himalaiści najdłużej uczestniczący w wyścigu o zimowe K2. Jedno jest pewne: Szerpowie przypieczętowali swoim wyczynem długą i trudną historię. Swoją własną historię.

01.03.2021 Numer 3/2021

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną