Felietony

Brudu w bród

Numer 12/2020

Skąd się słowo wzięło, nie bardzo wiemy, podobnie jak często nie wiemy, gdzie się ubrudziliśmy… Może na początku był jakiś brid, który był znaczeniowo „nieprzyjemny”, czasem „ostry” i z którym spowinowacony jest i brzydki przymiotnik brzydki? Ale skąd wzięłaby się tu ta skądinąd nieprzyjemna nieco samogłoska [u]? Może ma brud coś wspólnego z brukaniem, które mogłoby się z kolej wziąć od wleczenia po brudnym bruku? Ale to chyba brukać, choć dziś archaiczne, było późniejsze od brudzenia… Niejasny jest ten brud, czyli ciemny, jakim i prawdziwy brud bywa.

Brud to plamy, zanieczyszczenie, z kurzu się bierze, z pyłu, z błota, z nieczystości wszelkiej. „Brudny” – jak pisze nieoceniony biskup Krasiński w „Słowniku synonimów” – „daje wyobrażenie przeciwne czystemu i mówi się o tem, co od śmieci, pyłu, błota lub czego podobnego nie jest oczyszczone, albo obmyte (…). Bierze się niekiedy i w moralnem znaczeniu, np. brudny czyn, brudna sprawa”. I ma takie podobne sobie słowa jak „nieochędożny, mętny, splamiony, skalany, plugawy, niechlujny”. Wszystkie krańcowo nieprzyjemne.

Brudny, zbrukany – to częsta i na poły już zleksykalizowana metafora etyczna, bardzo obrazowa. Zwłaszcza kiedy przyzwoitość zakazywała mówienia o szczególnym rodzaju grzechów, pojawiały się takie sformułowania jak brudne lub nieczyste myśli, a czasem, choć rzadziej, słowa i czyny. Sprawy i sprawki także, niestety, brudnymi bywają. Plamy na imieniu i na honorze można i dziś czasem w języku spotkać, częściej jednak dajemy plamy, które są bardziej okazjonalne i mniej chyba trwałe.

Brud w podstawowym sensie raczej rzadko w liczbie mnogiej występuje, nawet gdy go dużo, pozostaje zwykle pojedynczym. Zaś brudy to już co innego. Najpierw bodaj to „brudna pościel”, może też i „brudna odzież”, czyli to, co się powinno uprać. A z kolei pranie brudów to już złożona metafora – to wywlekanie na wierzch różnych dawnych, nieprzyjemnych i nieczystych właśnie spraw i historii. Więc i same brudy mogą już oznaczać te wszystkie niemiłe, a utajnione przed publicznością zdarzenia i winy. Takie brudy powinno się prać w domu, a nie wywlekać na światło dzienne. Bo to też, poza wszystkim, nieestetyczne.

Na honorze ma się plamy, a na rękachbrud. Brud na rękach mają złoczyńcy i zbrodniarze (ci czasem i krew, która tu jest wyższym stopniem brudu). W brudzie żyją ludzie niecnotliwi (zwłaszcza lekceważący jedną z cnót). Siedliska brudu są często i siedliskami występku.

Ale i zwykłe, niekoniecznie związane z moralnością ubóstwo do brudu prowadzi. Przywoływana frazeologicznie trójka brud, smród i ubóstwo daje poczucie ostatecznej degrengolady. I ten prawdziwy brud wymaga czasem hiperbolicznego podkreślenia – mówi się więc, że coś lub ktoś lepi się od brudu, że obrasta brudem, że coś jest czarne od brudu, przywołuje się w porównaniach chlew i świnię. Ciekawe jest odwoływanie się do spraw wyższych: ktoś może być brudny jak nieboskie stworzenie, a coś – jak święta ziemia. Że jak nieboskie, rozumiemy, ale dlaczego jak święta? A bywa, że brud przywołujemy także, gdy nam czegoś wydaje się mało – ot, tyle, co brudu za paznokciami!

Brudu w języku jest za to dużo, można powiedzieć, w bród… Pojawia się jako łatwo zrozumiała metafora w tekstach specjalistycznych, w tekstach patetycznie moralnych i w tekstach potocznych. Dzieci zapoznają się z nim w naturalny sposób wcześnie. Nic dziwnego, że mamy do niego stosunek osobisty.

01.12.2020 Numer 12/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną