Felietony

Życie z wirusem

Numer 10/2020
Shutterstock

Choć wirus SARS-CoV-2, będący przyczyną pandemii COVID-19, kryje jeszcze wiele tajemnic, po miesiącach intensywnych badań naukowcy poznali już nieco jego naturę i metody działania. Z tego, czego zdołaliśmy się dowiedzieć, być może najważniejszą informacją jest to, że prawdopodobieństwo jego nagłego „cudownego” zniknięcia (przewidywanego przez prezydenta USA Donalda Trumpa) jest raczej znikome. Wypada raczej wierzyć uczonym takim jak były główny doradca naukowy rządu brytyjskiego Mark Walport, który doszedł niedawno do przekonania, że w takiej czy innej formie COVID-19 pozostanie z nami na zawsze. Najprawdopodobniej ten typ wirusa – podobnie jak wirus grypy – nie wytwarza w ludzkim organizmie trwałej odporności i kiedy zostanie stworzona zapobiegająca mu szczepionka, trzeba będzie co roku przyjmować nową. Potwierdza to przypuszczenie fakt, że z Hongkongu dotarła właśnie wiarygodna wiadomość, iż wcześniejsza ofiara epidemii po szczęśliwym wyzdrowieniu zaraziła się powtórnie.

Kiedy zresztą dostępna już będzie szczepionka, wątpliwe jest, że wszyscy gromadnie z niej skorzystają. W Nowej Zelandii badania ankietowe wykazały, że gotowość taką zgłasza około 75% społeczeństwa, a w innych krajach odsetek ten może być nawet niższy. Sporą część winy za tę nieufność wobec współczesnej medycyny ponosi szerzący się na całym świecie ruch, głoszący, że obowiązkowe szczepienia to spisek rządów mających na celu implementację ludziom „genów posłuszeństwa wobec władzy”.

W uniknięciu w przyszłości zarażenia pomocne mogą być pewne zmiany stylu życia. Sugestii co do nich jest sporo i wspomnieć możemy kilka z nich. Badacze z brytyjskiego University of Bristol twierdzą na przykład, że chcąc uniknąć ataku wirusa, powinniśmy mówić i śpiewać ciszej, aby mniej drobnoustrojów wyrzucać do atmosfery z kropelkami śliny. Innym trudnym problemem jest zaspokojenie naturalnej ludzkiej potrzeby kontaktu fizycznego. Kwestią tą systematycznie zajmuje się specjalny Instytut Dotyku (Touch Institute), działający w amerykańskim University of Miami, który wreszcie mógł dowieść swej krytycznej przydatności, ogłaszając wyniki badań ludzkich uścisków przeprowadzonych na ochotnikach, spośród których 60% deklarowało „dotkliwy brak fizycznego kontaktu z innymi ludźmi”, spowodowany nakazem społecznego dystansu. Wyniki tych badań zasługują na głębszą analizę. Tu możemy tylko wspomnieć, że „bezpieczny uścisk” wymaga wstrzymania oddechu, uniknięcia całowania się, dokonywania tego obrządku na otwartym powietrzu, a nie w zamkniętych pomieszczeniach, patrzenia w przeciwnych kierunkach i unikania dotyku twarzy i rąk. Wszystko oczywiście z maseczkami na twarzy. Aha, i jeszcze dobrze jest po takim uścisku się przebrać, bo wirusy czepiają się ubrania. Co do wnętrz mieszkalnych, to badacze hinduscy dowiedli, że stworzenie niesprzyjających wirusom warunków wymaga utrzymania wilgotności powietrza na poziomie nieco ponad 40%.

Potrzebne będą także inne działania w sferze publicznej. Specjaliści z London School of Hygiene and Tropical Medicine postanowili sprawdzić, czy psy dadzą się wytresować do natychmiastowego „wywęszenia” osoby zarażonej wirusem, i przygotowują na razie 6 zwierzaków, które mają zająć strategiczne pozycje na wybranych dworcach lotniczych. Łatwo przewidzieć, że niebawem na półkach księgarń znajdą się książki kucharskie opisujące „antywirusową dietę” i że opracowane zostaną specjalne ćwiczenia fizyczne zwiększające odporność na zarazę. Przestrzeganie wszystkich tych (i wielu innych środków ostrożności) powinno zwiększyć nasze szanse dożycia do następnej zarazy, która wymagać będzie odmiennej adaptacji.

01.10.2020 Numer 10/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną