Felietony

Świętość relikwii

Numer 10/2020

Do tego, co pozostaje z tego, co niknie, ginie, umiera, mamy różny stosunek – od żalu do niechęci. Wyrażamy to językiem: szczątki budzą w nas czasem tęsknotę za tym, co znikło, resztki – chęć pozbycia się ich, pozostałości zaś są w miarę neutralne. Wiemy, że wszystko przemija, a ślady tego przemijania raz utrwalić chcemy, raz zlikwidować – to zależy od tego, jak widzimy to, co przemija…

Łacińskie relinquere to tyle, co nasze „zostawić, pozostawić”, ale czasem i „porzucić”. Z tym, co pozostawione, zaniedbane, łączy się łacińskie słowo relictus; z tym, co pozostało, słowo reliquiae – u nas mamy z tego relikty i relikwie (te ostatnie tak w łacinie, jak i w polskim częstsze w liczbie mnogiej).

Do reliktów mamy stosunek ambiwalentny. Chcemy chronić to, co zostało z dawnych kultur, języków, ginących gatunków natury, z żalem obserwujemy proces zanikania. O takie relikty dbamy. Ale w okresach wzmożonego kultu postępu zdarzało nam się mówić i myśleć źle o reliktach przeszłości, skamielinach dawnego myślenia i jakoby reakcyjnych ideach.

Do relikwii mamy stosunek językowo jednoznaczny. U Lindego relikwie to „kości świętych ludzi ku czci ich wystawione kościelnym zdaniem” – znaczenie węższe od dzisiejszego. W kolejnych słownikach wskazuje się na nasz poważny, a często pełen czci stosunek do relikwii. Ale dodać należy, że i Linde, i następni słownikarze nie widzieli nic niestosownego w cytowaniu Marcina Bielskiego, który relikwiami domowymi nazywał „części rodzajne”, czyli genitalia („macają go przez stołek dziurawy, czy ma relikwie domowe”). Może to świadczyć nie tyle o figlarności metaforyki szesnastowiecznej, ile o poważniejszym stosunku do naszego ciała.

Świętość łączy się z relikwiami dość ściśle. Czasem, kiedy nieco przenośnie mówimy o relikwiach narodowych (jak Szczerbiec Chrobrego) czy o relikwiach jako o drogich pamiątkach rodzinnych, mamy świadomość patosu lub nieraz towarzyszącego niby-patosowi żartu, ale w zasadzie relikwie pozostawiamy bliskiej im brzmieniowo religii, raczej zinstytucjonalizowanej. Bywa, że dla podkreślenia świętości relikwii dodajemy im jeszcze przymiotnik święte, choć przecież mógłby on wskazywać na brak prawdziwej świętości zwykłych relikwii. A z przydawaniem relikwiom świętości wiąże się oczywiście ich kult i, co za tym idzie, tabu: naruszanie ich ma charakter profanacji.

Instytucjonalizacja zaś pociągnęła za sobą konieczność formalnego dzielenia relikwii na kategorie i mamy dziś relikwie pierwszego stopnia (resztki ciał świętych), drugiego stopnia (przedmioty z nimi związane) i trzeciego stopnia (to, co okazjonalnie ze świętym się zetknęło). Taka kategoryzacja może się wydać niektórym pewnym nadużyciem semantycznym, żeby nie powiedzieć profanacją…

W większości bliskich nam języków mamy słowa podobne do relikwii. Wyjątkiem jest język rosyjski, gdzie pozostałości po ciałach świętych zwane są moszczi – od mocy oczywiście, która zdaniem Słowian mieści się w kościach raczej, a kości właśnie po świętych (jak i po nas wszystkich) zostają najdłużej. Ale w wielu językach nadal obecne są bardzo wyraźne ślady łaciny. Trudno je nazwać relikwiami (choć je szanujemy), tak są żywe. Prędzej reliktami – ale wierzymy, że nie znikną…

01.10.2020 Numer 10/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną