Felietony

Głęboka cisza

Numer 7/2020

Mówiąc o ciszy, naruszamy ją. Często wskazuje się na tajemniczość tego paradoksu, przypominającego figurę retoryczną zwaną praeteritium („już milczę, nie mówiąc o…” itp.). Brzmienie słowa cisza przypomina jakoś samą ciszę, uciszamy innych dźwiękiem oddawanym w piśmie przez ćśśś…, choć czasem wołamy głośno cisza!, tak silnie krzykiem ją naruszając. Tak krzyczą uciszacze, dawniej zwani ciszycielami – w odróżnieniu od ciszków i cichaczy, którzy sami byli cicho i robili różne rzeczy ciszkiem, a czasem cichaczem (te przysłówkowe formy dziś wydają się czemuś zabawne).

Bywa słodka i niczym niezmącona, ale częściej grobowa, cmentarna, martwa i kamienna, a ta kompletna jest też i głucha (ona sama siebie nie słyszy?), czasem łączymy ją z zasianym makiem i z dzwonieniem w uszach. Ikonicznie pokazywana jest palcem na ustach lub zakrytymi ustami, co wiąże ją z milczeniem, z którym jest silnie stowarzyszona.

Niektórych, jak Pascala, przerażała, wielu innych ją wysławiało – spokój, namysł, głębia (tak często jest głęboka) to w końcu rzeczy i sprawy bardzo pożądane. Norwid w jednej z bardziej znanych formuł określa ją jako „głosów zbieranie”. Czyli myślenie… Jak milczenie, zdaje się częściej mieć rację.

Jak ją widzimy? Zapada (więc idzie z góry w dół), zalega (rozprzestrzenia się), panuje (jesteśmy jej podporządkowani), pogrążamy się w niej (otacza nas)…

Prasłowiański rzeczownik tisz-ja i przymiotnik tich etymolodzy łączą z bałtyckimi formami teisus (nie tylko „cichy”, ale i „prawy, uczciwy, sprawiedliwy, mający rację”) i tiesa („prawda”). Świadczy to o bardzo pozytywnym postrzeganiu ciszy – zapewne w odróżnieniu od nieporządnego gwaru i hałasu. Te nazwy ciszy i bycia cichym mają mieć i inne odniesienia: przymiotnik o znaczeniu cichy służył do nazywania innych cech, takich jak prosty, równy, powolny. Na pewno od początku pojawiało się tu znaczenie spokoju. Wskazuje się czasem na analogię z włoskim piano, które też ma w znaczeniu cichość, powolność i prostotę. W ciszy to wszystko jakoś chyba i dziś postrzegamy (co nie przeszkadza w wyobrażaniu sobie cichej gwałtowności).

U Lindego definiuje się ciszę jako „umilkłość, skutek milczenia i nieruchu, cichość, spokojność, spokojny czas, spokojne miejsce”. To bardzo ciekawa definicja. Słowa „umilkłość” dziś nie stosujemy, razem z „milczeniem” wskazywałoby na ludzką ciszy przyczynę; brak ruchu czyni ciszę statyczną; łączy się tu też dwa podstawowe wymiary: czas i przestrzeń, pokazując ciszę w obu z nich. To i „miejsce spokojne”, i „czas spokojny” – a może oba naraz? Półtora wieku później u Doroszewskiego cisza to przede wszystkim brak – „brak wszelkich odgłosów”. Ten niejako negatywny (poprzez zaprzeczenie) aspekt ciszy nie wydaje się jednak powszechny. Słyszymy ją przecież, postrzegamy, ma znaczenie. Bywa uważana za z jednej strony bardziej naturalne zjawisko, ale z drugiej, i to częściej, uświadamiamy sobie, że świat – i natura, i cywilizacja – jest pełen dźwięków. I musimy ustanawiać i instytucjonalizować ciszę – a to jako ciszę nocną, a to jako radiową (w eterze), a to wyborczą, tworzymy strefy i pasy ciszy

Zdarza nam się myśleć, że cisza jest czymś nietrwałym. I że bywa ciszą przed burzą. Ale w głębi ducha wielu czuje, że to cisza będzie na końcu, że „potem nastąpi cisza”. Zapanuje.

01.07.2020 Numer 7/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną