Felietony

Nasze jest na wierzchu

Numer 6/2020

Słowo powierzchnia jest odpowiednikiem łacińskiego superficies, a etymologicznie wywodzi się z prasłowiańskiego vrh, czyli z dawnego wierzchu. Związek powierzchni z wierzchem jest dla wszystkich oczywisty.

Powierzchnia jest, jak jej językowa budowa wskazuje, po wierzchu, z wierzchu, na wierzchu (choć tu często bywa też bardziej wyspecjalizowana nawierzchnia). Na wierzchu, czyli gdzie? Na górze czy na zewnątrz? Czasem to to samo, ale nie zawsze. Wierzch, kojarzony z wierzchołkiem czy z góralskimi wierchami, będzie na górze, na samej górze; wierzch w opozycji do spodu będzie znajdował się na górnej części czegoś; wierzch jednak może być też antonimem wnętrza, środka – wtedy będzie pokrywał coś z zewnątrz, może być zatem i po bokach, a nawet od spodu… Na przykład w bryle zawieszonej w powietrzu, choćby w kuli, o której nie możemy powiedzieć, by miała jakiś spód. A wierzch? Już prędzej. W każdym razie z pewnością ma powierzchnię. Tak jak przecież ma ją, na co wskazuje potoczny język, kula ziemska – i dlatego zmiecionym z powierzchni Ziemi można być z każdego jej punktu. I jest to bardzo wyraziste opisanie unicestwienia. Taka powierzchnia Ziemi to Ziemia po prostu, cała planeta i już.

Niektóre słowniki opisują powierzchnię jako „zewnętrzną, wierzchnią stronę czegoś” lub „ścianę po wierzchu czegoś, stronę wierzchnią, zewnętrzną”, jakby wierzchniość i zewnętrzność to były synonimy. No, czasem je tak traktujemy… Ale o ile łatwo sobie wyobrazić zewnętrzność z dołu, o tyle wierzchu z dołu nie zdołamy. Trochę trudniej myśleć o powierzchni z boku niż z góry, ale o powierzchni bocznej przecież słyszymy, zwłaszcza gdy mierzyć nam ją wypada lub geometrycznie sobie wyobrażać jakiś kształt.

Definiowano kiedyś powierzchnię jako „rozległość w długości i szerokości”, mówi się o polu powierzchni, gdy się ją mierzy, ale wystarczy wtedy mówić o samej powierzchni – na przykład ile mianowicie wynosi. Miarą jest i pole, i powierzchnia: mówi się na przykład i o polu, i o powierzchni kwadratu. Niektórzy myślą o powierzchni w odniesieniu do bryły, a o polu – w odniesieniu do płaszczyzny, ale te pojęcia w potocznym języku są wymienne.

To, co na wierzchu, bywa lepsze – cieszymy się, gdy nasze jest na wierzchu. Nie na spodzie – czy pod spodem. Ale to, co z wierzchu, już nie zawsze musi być lepsze. A to, co tylko po wierzchu – najczęściej nie. Bo mówi nam, że we wnętrzu, w środku jest inaczej niż z wierzchu, a zwłaszcza po wierzchu.

I tak to, co po wierzchu, może być powierzchowne, czyli „pozorne, mylące”. Powierzchownie zaś to inaczej „po łebkach”, „bez wnikania w istotę”, „nie serio”. Nie lubimy takiej powierzchowności – choć tak przecież nazywamy w ogóle wygląd zewnętrzny i często czyjaś powierzchowność może być dla nas atrakcyjna.

Ale być na powierzchni w sumie jest dobrze. Jeśli mamy kłopoty, trzeba utrzymywać się jakoś na powierzchni lub, gdy się nie uda, potem wydostać się, wypłynąć na powierzchnię. No, to ostatnie to już całkiem nieźle. Tu pojawia się częsta i adekwatna, choć nieco zatarta metafora wody. To do niej się odwołujemy, my, płynący przez życie…

Na jego (też!) powierzchni.

01.06.2020 Numer 6/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną