Felietony

Długi lot nad kukułczym gniazdem

Numer 3/2020

Sądząc po liczbach, amerykański system opieki psychiatrycznej przeżywał swój złoty wiek w połowie lat 50. ub.w. W roku 1955 w stanowych szpitalach psychiatrycznych przebywało 558 tys. pacjentów, co – biorąc pod uwagę wzrost ludności Stanów Zjednoczonych w ciągu ostatnich 65 lat – dziś odpowiadałoby liczbie 750 tys. odseparowanych bezpiecznie od reszty społeczeństwa. Sytuacja beneficjentów (?) systemu pozostawała daleka od doskonałości zarówno pod względem diagnostycznym, jak i terapeutycznym. Ocena stanu ich zdrowia psychicznego była w dużej mierze subiektywna, terapia – mało skuteczna, a w skrajnych przypadkach (takich jak stosowanie elektrowstrząsów lub operacji mózgu zwanych lobotomią) – brutalna. Przede wszystkim jednak sami pacjenci mieli ograniczony wpływ na dotyczące ich decyzje. W Polsce podobne instytucje zwane były potocznie domami wariatów i służyły głównie jako przechowalnia osób niezdolnych do samodzielności lub kłopotliwych dla otoczenia.

Krytyka istniejącego systemu, motywowana głównie względami humanitarnymi, tak bardzo się nasiliła w latach 60., że władze federalne podjęły próbę radykalnej jego reformy. W efekcie system azylów został stopniowo zdemontowany, a nowe rozwiązania miały polegać głównie na rezygnacji z przymusu. W latach 1955–1994 z dawnego systemu „uwolniono” 487 tys. „kuracjuszy” i w szpitalach pozostały ich jedynie 72 tys. W 2010 r. na wszystkich oddziałach psychiatrycznych amerykańskich szpitali były już tylko 43 tys. łóżek (mniej więcej tyle samo co w roku 1850). Czy nastąpiło cudowne ozdrowienie? A może większość psychicznie chorych okazała się symulantami? Obie te odpowiedzi grzeszą nadmiernym optymizmem. Zanim jednak przejdę do analizy dzisiejszego stanu zdrowia psychicznego Amerykanów, wspomnę o dwu wydarzeniach, które wywarły istotny wpływ na ewolucję tamtejszego systemu ochrony zdrowia. Pierwsze miało charakter kulturowy. W 1962 r. Ken Kesey opublikował książkę „Lot nad kukułczym gniazdem”, którą wkrótce przerobiono na popularną sztukę teatralną. Główny jej bohater, R.P. McMurphy, jest zawadiackim buntownikiem, odsiadującym karę więzienia za drobne przestępstwa kryminalne. Postanawia on, że jego odsiadka będzie bardziej komfortowa, jeśli dzięki symulacji urojeń zostanie przeniesiony do zakładu dla psychicznie chorych. Trafia tam na oddział rządzony twardą ręką przez sadystyczną pielęgniarkę – siostrę Ratched – której rzuca wyzwanie, próbując wywalczyć sobie więcej swobody. Zmagania woli kończą się dla niego tragicznie – po serii nieskutecznych kar (lodowate prysznice, elektrowstrząsy) siostra Ratched sprawia, że McMurphy zostaje poddany lobotomii i staje się pozbawionym osobowości „warzywem”. Jego przyjaciel, pacjent zwany Wodzem, by oszczędzić mu cierpień, zabija go, a sam wyrywa kraty okienne i ucieka z zakładu.

W 1975 r. Miloš Forman na podstawie sztuki Keseya stworzył jeden z najznakomitszych filmów wszystkich czasów, który rok później zdobył pięć Oscarów. McMurphy i siostra Ratched stali się częścią amerykańskiej kultury popularnej. „Lot nad kukułczym gniazdem” jest jednak fikcją literacką, a nie naukową publikacją. W 1972 r. stosowna publikacja pojawiła się jednak w prestiżowym czasopiśmie „Science”. Jej autorem był znany psycholog David Rosenhan, a tytuł jego artykułu brzmiał: „O byciu zdrowym umysłowo w niezdrowych miejscach”. Rosenhan twierdził w nim, że przeprowadzony przez niego eksperyment dowodził, iż człowiek zdrowy może pod błahym powodem zostać zamknięty w „domu wariatów”, z którego nie jest łatwo się wydostać. Dla tradycyjnej amerykańskiej psychiatrii był to gwóźdź do trumny. Tymczasem Rosenhan prawdopodobnie popełnił naukowe oszustwo. Tak przynajmniej twierdzi amerykańska dziennikarka śledcza Susannah Cahalan, która po latach wnikliwych badań opublikowała w ubiegłym roku książkę „The Great Pretender: The Undercover Mission That Changed Our Understanding of Madness” (Wielki udawacz. Tajna misja, która zmieniła nasze rozumienie szaleństwa). Jej zdaniem publikacja Rosenhana nie jest wiarygodna.

No dobrze, ale co się stało z tymi setkami tysięcy „wariatów”, którzy odzyskali wolność? Jak mówią statystyki, mniej więcej połowa ukrywa swą chorobę (2,2 mln nie poddaje się żadnemu leczeniu), 200 tys. poważnie chorych (schizofrenicy bądź ofiary psychozy maniakalno-depresyjnej) jest bezdomnych, a 360 tys. przebywa w więzieniu (z którego McMurphy niefortunnie się wydostał).

01.03.2020 Numer 3/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną