Felietony

Wszystko na niebiesko

Numer 3/2020

Sławny chemik amerykański Robert Burns Woodward miał obsesję na punkcie niebieskiego koloru. Nosił niebieskie ubrania, niebieskie krawaty, miał zawsze niebieski samochód, a studenci pomalowali na niebiesko jego miejsce parkingowe przed budynkiem instytutu, w którym pracował.

Woodward urodził się 10 kwietnia 1917 roku w Bostonie. Pochodził z prostej rodziny. Jego ojciec Arthur był introligatorem, a matka Margaret, Szkotka z Glasgow, pracowała jako księgowa. Woodward nie pamiętał ojca, gdyż zmarł on już w październiku 1918 roku podczas wielkiej epidemii grypy. Wychowywała go więc matka, która w 1921 roku wyszła znów za mąż.

Jeszcze jako nastolatek Woodward zaczął się interesować chemią. Korzystając z popularnego zestawu probówek i odczynników, przeprowadzał w domu różne proste eksperymenty chemiczne. To mu nie wystarczało. Znalazł w bibliotece podręcznik chemii tłumaczony z niemieckiego. Dowiedziawszy się, że w Niemczech chemia stoi na bardzo wysokim poziomie, zaczął się starać o dostęp do niemieckich artykułów. Rezolutny młodzian napisał do konsula Niemiec w Bostonie i za jego pośrednictwem otrzymał sporo numerów ważnych niemieckich periodyków chemicznych.

Woodward ukończył szkołę średnią w wieku 16 lat i w 1933 roku wstąpił na studia na prestiżową bostońską uczelnię Massachusetts Institute of Technology. Nie przykładał się jednak do nauki; zamiast słuchać wykładów wolał siedzieć w bibliotece i studiować różne dzieła. Nie mógł zaliczyć żadnego przedmiotu, więc w 1934 roku usunięto go z uczelni. To go otrzeźwiło. Napisał przepraszający list do jej kierownictwa, solennie obiecał poprawę i poprosił, żeby dano mu jeszcze jedną szansę. Tym razem studiował z wielkim zacięciem i już w 1937 roku uzyskał doktorat. Zaczął wtedy pracę na pobliskim Uniwersytecie Harvarda, gdzie szybko awansował i od 1950 roku był profesorem.

Woodward opracował nowe metody syntezy związków organicznych i ustalania ich molekularnej struktury. Zwrócił na siebie uwagę syntezą chininy, której dokonał w 1944 roku. Z innych jego osiągnięć w tym zakresie warto wymienić udane syntezy chlorofilu, strychniny, terramycyny i witaminy B12. W 1965 roku otrzymał Nagrodę Nobla z chemii za osiągnięcia w syntezie i ustalaniu molekularnej struktury złożonych związków organicznych.

Był nałogowym palaczem. Sięgał po papierosy niemal bez przerwy, wypalając ich trzy paczki dziennie. Miał oczywiście niebieską zapalniczkę. Lubił dobrze zjeść i pić. Uwielbiał szkocką whisky i martini. Unikał wysiłku fizycznego. Był jednak bardzo wytrzymały, bo pracował zwykle około 15 godzin na dobę, a spał tylko kilka. Codziennie rozwiązywał krzyżówkę z „New York Timesa”, wypełniając pola od razu piórem, gdyż nie robił pomyłek.

Woodward miał świetną, niemal fotograficzną pamięć. Wykładał doskonale, zaczynał pisać w lewym górnym rogu tablicy i posługując się kilkoma różnokolorowymi kredami stopniowo wypełniał całą jej powierzchnię bez żadnego ścierania. Na wykłady przynosił paczkę papierosów i odpalał jednego od drugiego (wtedy nie było jeszcze zakazów w tym względzie). Jego wykłady rzadko trwały mniej niż trzy godziny, a najdłuższy zarejestrowany trwał aż 5 godzin i 20 minut. Szwajcarski przyjaciel Woodwarda Edgar Heilbronner zaproponował, aby ten okres przyjąć za jednostkę wykładową i nazwać „woodward”. Wykłady zwykłych śmiertelników byłyby wyrażane w ułamkach woodwarda. Prowadzone przez Woodwarda czwartkowe seminaria zaczynały się o godzinie dwudziestej i kończyły sporo po północy.

Woodward był dwukrotnie żonaty. Jego pierwszą żoną, poślubioną w 1938 roku, została Irja Pullman, Finka z pochodzenia. Miał z nią dwie córki, ale w 1946 roku rozwiódł się i zaraz ożenił się z Eudoxią Muller. Miał z nią syna i córkę, ale w 1966 roku też się rozwiódł.

Woodward uzyskał kilkadziesiąt wysokich odznaczeń, 24 doktoraty honorowe różnych uczelni i był członkiem Narodowej Akademii Nauk USA oraz członkiem zagranicznym pięciu innych akademii nauk. Był też wielbicielem muzyki. Jego doktorant, a potem współpracownik Subram Ranganathan opowiadał, że pewnego razu wybrali się razem do nocnego klubu, gdzie występował właśnie Louis Armstrong. Subram spotkał tam swego znajomego i przedstawił mu towarzysza, mówiąc: „To jest Bob Woodward”. Znajomy, niezadowolony, że się mu przeszkadza w słuchaniu muzyki, skinął głową i odwrócił się, by dalej kontemplować jazz. Na to Subram: „Czy wiesz, że Woodward jest dla chemii organicznej tym, kim Louis Armstrong dla trąbki?”. Znajomy zareagował, odwrócił się, popatrzył na uczonego i z uznaniem rzekł: „Człowieku, to ty musisz być piekielnie dobrym chemikiem”. Woodward uznał, że to był najszczerszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszał.

Niezdrowy tryb życia Woodwarda spowodował, że zmarł on na atak serca 8 lipca 1979 roku, mając tylko 62 lata. AKW

01.03.2020 Numer 3/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną