Felietony

Larwisko

Numer 3/2020

Zgodnie z wierzeniami wielu ludów nasi zmarli żyją z nami – często mamy nadzieję, że służąc pomocą, ale czasem mogą i szkodzić. Może jedne duchy pomagają, a inne szkodzą? Rzymianie mieli takie pomocne duchy, to były lary i penaty (wyobrażano je jako pięknych młodzieńców), ale mieli i lemury, czyli duchy, które szkodziły. Na takie duchy mówiono też larwy.

Z łacińskiego słowa larva wzięły się niemieckie die Larve i francuskie larvé, a za nimi i polska larwa, która miała dwojakie i trochę podobne odniesienia. Larwą nazywano więc maskę, czyli maszkarę, którą się zakładało co prawda raczej dla zabawy (zwłaszcza w karnawale), ale i w celu przestraszenia, bo zwykle maszkaradnie wyglądała. Ale mówiono tak i na upiora, widmo. Larwa miała przerażać i przerażała. „A jakie szatan wyprawia tam harce, jakie się larwy szamocą, drżę cały…” – pisał w jednej z ballad Mickiewicz. W innym miejscu pisał: „na twarz larwę potępieńca włożyć”, a jeszcze gdzie indziej: „larwą jeden przed drugim się tai” – co już mogło znaczyć, że larwa zwykłą maską była, oszukańczą, pozór miała tworzyć.

Romantycy lubili to słowo, pisał o różnych larwach Słowacki. Poeci wzywali świat, by „larwę fałszywą zdjął”, ostrzegano, że obłudnicy „pod hojności larwą krzywdę bliźnich kryją”, czyli widziano w larwie udawanie nawet i dobra. Ale pisano też: „ujrzałem przed sobą jakąś larwę piekielną, rozpaloną strasznym ogniem i zionącą z ust odorem siarki” – i przerażano takimi słowami jak larwisko, co z larwy miało czynić coś jeszcze straszliwszego („larwisko się pokazało, straszliwy dziw”). Larwa była ogólnie jednak zła i przywoływano ją w celu wzbudzenia także społecznych emocji: „larwa nędzy rozpostarła swe brudne skrzydła”.

Te znaczenia dziś są niemal zapomniane. Jeszcze w słowniku z połowy ubiegłego wieku przytacza się cytat mówiący: „Nie godziło się wchodzić na reduty bez maski, czyli larwy na twarzy”, ale już sto i więcej lat temu widziano w larwie określenie raczej straszydła rażącego brzydotą, poczwary.

W naturalny niejako sposób zaczęto tak mówić o szczególnie brzydkiej twarzy, a potem, niestety, o brzydkich kobietach, szczególnie rozlazłych, też otyłych, a sposobem pokazującym znaczną obłudę – także o kobietach nierządnych, wszetecznicach (choć szpetota i rozwiązłość nie musiały chodzić w parze).

A potem to dźwięczne i atrakcyjne w artykulacji słowo przypisano bogu ducha winnej „poczwarce liszki owadu”, jak pisał słownik z początku dwudziestego wieku. Co prawda alternatywna potoczna nazwa, czyli poczwarka, też się wzięła ze strasznej poczwary, ale przepoczwarzyła się poprzez zdrobnienie i nie straszy. Zresztą i larwa straszyć przestała, z maskami i pozorami już jej nic nie łączy, przynajmniej na pozór.

A czy larwami ciągle obrażamy nasze panie? Jeszcze stosunkowo niedawno, bo tuż przed wojną, taką kolejność znaczeń proponował jeden z najciekawszych słowników, niestety nieukończony: „1. postać zjawiskowa, wzbudzająca lęk i odrazę; 2. stan przeobrażania się niektórych owadów przed ich ostatecznym rozwinięciem się; 3. przenośnie: a) pogardliwa nazwa na kobietę starą i brzydką, b) kobieta źle prowadząca się, c) kobieta otyła i zaniedbana; 4. w XVII–XVIII w. maska”. Ale dziś takie brzydkie określenie należy chyba do rzadkości. W jednym z najnowszych słowników wspomina się tylko, że zdarza się niektórym mówić tak o kobiecie niesympatycznej.

Pewnie znaczenie zoologiczne zdjęło z larwy odium brzydoty, rozpusty, strachu i udawania.

01.03.2020 Numer 3/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną