Felietony

Uśmiech niejedno ma imię

Numer 1/2020

Pionierem badań nad uśmiechem jako zjawiskiem biologicznym był sam Karol Darwin. Poświęcił mu sporo uwagi w swej wydanej w 1872 r. książce „O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt”, gdzie wysunął interesującą hipotezę, do której za chwilę wrócę. Przez następnych 100 lat postęp badań w tej dziedzinie był jednak powolny i kręty. Przyczyn tego zaniedbania było zapewne wiele. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że przez długie lata dominujące w naukach psychologicznych paradygmaty nie przywiązywały większej wagi do ewolucyjnych uwarunkowań ludzkiego zachowania. Wielu badaczy uważało, że ich wyjaśnienia należy szukać w sferze kultury, a nie biologii. Być może „poważni” uczeni żywili przekonanie, że pospolite grymasy twarzy są tematem zbyt trywialnym, by poświęcić im wnikliwą uwagę. Przyczyną zwłoki mogła też być sama złożoność tego zjawiska.

Dziś, kiedy o uśmiechu wiemy już znacznie więcej, znawcy przedmiotu rozróżniają 10 jego rodzajów – od uśmiechów afiliacyjnych, komunikujących akceptację i dobre intencje, poprzez dominacyjne (wyrażające poczucie wyższości lub pogardy), kłamliwe (mające za cel zamaskowanie oszustwa), uprzejme, smutne, aż po flirtujące bądź zaambarasowane. Dwóm typom poświęcę więcej uwagi. Pierwszy z nich to król wszystkich uśmiechów. Nazywany jest uśmiechem Duchenne’a od nazwiska francuskiego fizjologa, który go zidentyfikował, i jest bezinteresowną i spontaniczną manifestacją czystej radości życia. Drugi zaś – uśmiech Pan Am – to żałosna imitacja pierwszego, czyli grymas twarzy stewardesy, która w czasie podróży powietrznej szczerzy do nas zęby – choć najchętniej wylałaby nam tę szklankę ciepłej coca-coli za kołnierz. Te dwa rodzaje uśmiechów mają związek ze wspomnianą wcześniej hipotezą Darwina i w dalszej części na nich się skoncentrujemy.

Pytanie, jakie postawił sobie Darwin (zwane hipotezą sprzężenia zwrotnego), brzmiało mniej więcej tak: jeśli dobre samopoczucie sprawia, że się uśmiechamy, to czy uśmiechając się, możemy poprawić sobie samopoczucie? Ze względu na liczne zdrowotne korzyści, jakich dostarcza uśmiech Duchenne’a, odpowiedź na to pytanie może mieć duże znaczenie terapeutyczne. Autentyczny radosny uśmiech, jak wykazały liczne badania, nie tylko sygnalizuje chwilowe dobre samopoczucie, lecz także jeszcze bardziej je poprawia. Kiedy się uśmiechamy, nasze ciśnienie krwi się obniża, podobnie jak poziom hormonów stresu. Jednocześnie w naszym mózgu wzrasta poziom hormonów szczęścia: dopaminy i serotoniny.

Powiedzieć można, że uśmiechając się, przedłużamy sobie życie. Czemu więc nie uśmiechać się bez przerwy? Jak się okazuje, sprawa nie jest taka prosta. Po pierwsze, sama hipoteza sprzężenia zwrotnego wymagała naukowego potwierdzenia i w 1988 r. wydawało się, że udało się je uzyskać. Grupa badaczy z Universität Mannheim ogłosiła wyniki pomysłowego eksperymentu. Ochotnicy oglądali dowcipy rysunkowe. Część grupy trzymała w zębach długopis, co zmuszało jej członków do nieświadomego grymasu przypominającego uśmiech. Badacze stwierdzili, że osobom tym dowcipy wydawały się śmieszniejsze niż tym, które zachowały powagę twarzy. Problem z tym doświadczeniem był tylko jeden – pomimo licznych prób przez 17 lat nikomu nie udało się zduplikować jego wyników. Kiedy wreszcie udało się je potwierdzić, okazało się, że warunkiem sukcesu było to, że uczestników nie filmowano. I bądź tu mądry. Na domiar złego, w kwietniu 2019 r. w „Journal of Occupational Health Psychology” pojawił się artykuł Alicii Grandey i jej kolegów, w którym dowodzą oni, że ludzie wykonujący zawody wymagające ciągłego uśmiechania się do klientów wykazują znacznie większą skłonność do alkoholizmu…

01.01.2020 Numer 1/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną