Felietony

Poznaj samego siebie

Numer 2/2020

Każdy człowiek obdarzony w minimalnym choćby stopniu zdolnością do refleksji musi prędzej czy później zdać sobie sprawę z tego, jak trudne jest spełnienie zawartej w tytule tego felietonu rady. Cała zresztą historia psychologii jest najlepszym dowodem, że w poszukiwaniu samopoznania nawet badający tajniki ludzkiej natury naukowcy zachowywali się nader często jak pijane dzieci we mgle. Historia tajemniczej dolegliwości umysłowej zwanej afantazją może tu służyć jako interesująca ilustracja.

Cofnijmy się o 140 lat. W 1880 r. Francis Galton (który przeszedł do historii jako twórca koncepcji eugeniki), badając swych podopiecznych, doszedł do wniosku, że wyobraźnia funkcjonuje u nich rozmaicie i niektórzy nie potrafią tworzyć w swym umyśle obrazów. Pozbawieni są jak gdyby wewnętrznego oka, zdolnego do postrzegania wymyślonych wizji. Wyniki swych badań opublikował, ale nie wzbudziły one większego zainteresowania. Jak uważają niektórzy historycy psychologii, przyczyną tej obojętności było to, że psycholodzy, starając się dorównać „obiektywności” innych nauk przyrodniczych i ścisłych, stracili zaufanie do introspekcji i zaczęli koncentrować się na zachowaniu raczej niż świadomości. Nie można im się dziwić, bo w końcu trudno wierzyć w to, co ludzie sami mówią o sobie.

Minęły lata i badania psychologiczne przyniosły rozmaite zaskakujące odkrycia dotyczące naszego życia wewnętrznego. Okazało się między innymi, że niektórym ludziom wydaje się, iż nie żyją (zespół Cotarda), inni widzą tylko pół świata (zespół pomijania stronnego), nie pamiętają ludzkich twarzy (prozopagnozja), a jeszcze innym rozmaite wrażenia zmysłowe się mieszają i na przykład widzą rozmaite liczby lub litery w różnych kolorach (synestezja). Słynnym synestetykiem był badany przez Aleksandra Łurię Solomon Szerieszewski, dla którego każdy słyszany dźwięk łączył się jednocześnie z kolorem, światłem, smakiem i dotykiem. Wróćmy jednak do afantazji. Można z nią żyć i zdarzają się przypadki, że dotknięta nią osoba nie zdaje sobie sprawy ze swej „wyjątkowości”. Pewien komputerowiec dowiedział się, że jest afantastą, w wieku 35 lat i jakoś mu to specjalnie nie dolegało. Inny „zachorował” na afantazję po operacji serca i widząc drastyczną zmianę swej wewnętrznej percepcji, udał się do lekarza. Jego przypadek został opisany w 2003 r. przez Adama Zemana z brytyjskiego University of Exeter, a następnie przez dziennikarza Carla Zimmera i tama się przerwała. Do Zemana zaczęły zgłaszać się tłumy pacjentów niezdolnych do wyobrażenia sobie obrazów i jego dalsze badania ujawniły, że na dolegliwość tę cierpi około 2% ludzi. Niektórzy nie mogą sobie też wyobrazić dźwięków. Co ciekawe, ofiary afantazji (jak w 2015 r. Zeman nazwał tę kondycję) tworzyły wewnętrzne obrazy w czasie snu, natomiast nie mogły tego uczynić na jawie. Wszyscy ci ludzie uważali się za normalnych, bo ich osobliwość nie miała wcześniej naukowej nazwy. Teraz przynajmniej wiedzą, że są niezwykli…

01.02.2020 Numer 2/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną