Felietony

Chmura

Numer 1/2020

Różne języki miały różne podejście do chmur. Jedne widziały w nich coś, co przypomina skalne masywy, zwały ziemi zasłaniające horyzont – stąd angielskie cloud (z dawnego cluud). W innych nazwy chmur wzięły się z tego, co widziano nad głową – praindoeuropejskie (s)neudh-/(s)noudh- (odpowiadające staroindyjskiemu nabhas, litewskiemu debesis, dawnemu germańskiemu nebel) pierwotnie oznaczało „mgły”, „zachmurzone niebo” i dało greckie nefos, a potem łacińskie nubes/nubis, francuskie nuage, włoskie nuvola, portugalskie nuvem – a nasze słowiańskie nebo, dawniej oznaczające „niebo zachmurzone”, też jest stąd. Szwedzi mają moln, co bierze się z mielenia (chmura jest trochę jak mąka), ale nazywają chmurę też i tak, jak się zwie ona w innych językach skandynawskich (islandzkim, duńskim, norweskim), czyli sky, jak angielskie „niebo”, a pochodzi to od dawnego germańskiego skeujam, potem (s)kew, co nazywało „zasłonę, pokrycie” – chmury, jak się powszechnie wydaje, istotnie coś przed nami ukrywają, coś nam zasłaniają, choćby niebo. Podobnie ukrywa, zasłania coś to, w co to coś jest obleczone, stąd rosyjskie obłaka i różne obłoki, podobnie w wielu językach słowiańskich nazywające chmury. Chmury niosą deszcz, są siedliskiem wilgoci i dawne praindoeuropejskie uelg dało i naszą wilgoć, i nazwy chmury w niemieckim (Wolke) i holenderskim (wolk).

Nasza chmura, jak i białoruska, i ukraińska chmara, zapewne ma u źródła praindoeuropejskie smou-r-o-s, czyli „ciemny”, co przeszło w prasłowiańskie chmur/ smur. Wiązano to też z greckim hamayros, co oznaczało „przyćmiony”. Znaczenie ciemności, mroczności łączyło się już wtedy z ponurością. Ch/s było częstą słowiańską obocznością fonetyczną, a tu była i inna oboczność, bo była i chmura, i chmara.

W słowniku Lindego chmura i chmara są w tym samym haśle, pół wieku późniejszy słownik wileński przy chmarze daje odsyłacz do chmury, a pierwsze znaczenie już osobnego słowa chmara w następnym dużym słowniku, warszawskim, jest takie samo jak znaczenie słowa chmura. Dla Lindego chmura (chmara) to po pierwsze „ciemny deszczowy obłok”, po drugie „gęsta liczba, ćma czego, czerń czego”, po trzecie „zasępienie, posępność, smutek”. Podobnie jest w słowniku wileńskim, a w warszawskim chmara to najpierw „ćma, nieprzejrzana masa, hurma, mnóstwo”, dalej „rodzaj sieci”, dalej „chmura, obłok”, wreszcie „lecąca gromada ptaków”. Chmura zaś to albo „mgła, tuman”, albo „chmara”, albo „ciemność”, albo „wyraz smutku”, ale też i „zwierzchnik, stróż” (ktoś, kto jest nad nami i sprawuje dozór). W słowniku Doroszewskiego chmara to najpierw „nieokreślenie wielka ilość, liczba, mnóstwo, ćma, tłum, rój”, potem (jako przestarzałe) „chmura, tuman”, na koniec „stado jeleni, łosi”; chmura zaś to „skupienie drobniutkich kropelek wody lub kryształków lodowych, które unoszą się w powietrzu na różnych wysokościach, widoczne jak gęsta mgła”, potem „kłąb, tuman, obłok”, wreszcie „wielka ilość albo liczba czego, mnóstwo, chmara”. A w jednym z najnowszych słowników, PWN-owskim, chmara to „wielka liczba kogoś lub czegoś, tłum, mnóstwo, mrowie, rój, hurma, krocie” albo „stado jeleni, łosi, żubrów, danieli”, chmura zaś – „widzialne skupienie… itd.”, potem „wyraz smutku, przygnębienia, gniewu”, dalej „kłąb czegoś, tuman, obłok” i w końcu „wielka ilość albo liczba czegoś, mnóstwo, chmara, rój, tłum”. Chmura z chmarą więc rozstać się zupełnie nie mogą.

Kiedy przyglądamy się znaczeniom tych słów, nasuwa się nam myśl o trzech odniesieniach, w pewien sposób wspólnych chyba wszystkim społecznościom w postrzeganiu świata: o ciemności, mroku po pierwsze, po drugie o wielkości, wielkiej ilości czy liczbie (głównie ludzi) i po trzecie o smutku, ponurości. To, czego wiele, może przesłaniać nam świat i czynić ciemność, mrok – wspomnijmy tu ćmę, z ciemnością się przez mnogość (albo odwrotnie) kojarzącą. A ciemność ponura jest przecież i smutku pełna. Trochę smutno, że ludzki tłum, ciemność i przygnębienie się ze sobą łączą.

Te wszystkie pochmurności, nachmurzenia i zachmurzenia, te chmury na czole, nastroje jak gradowa chmura, te czarne chmury to posępność, ponurość, smutek. Czasem i zagrożenie, gdy gromadzą się nad głowami. Ale pamiętajmy, że zagrożenie może minąć. A często z dużej chmury jest zaledwie mały deszcz, co powtarzamy od XVI w. I – z drugiej strony – że chmurki z kolei są całkiem przyjemne. I że, jak twierdził Mickiewicz, „wróżą pogodę”.

A poza tym o ile w dawnych chmurach siedzieli tajemniczy płanetnicy, zarządzający nimi według własnego uznania, o tyle w dzisiejszych chmurach jesteśmy właściwie my – my jako nasze dane, jako być może wszystko, co w sieci, czyli na świecie. Kiedyś chmury rządziły nami przez pogodę, dziś – przez dane. Wielu z nas dzisiejsza chmura wydaje się o wiele groźniejsza.

01.01.2020 Numer 1/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną