Felietony

Zostańcie w domu, mili goście

Numer 11/2019

Kilka tygodni temu z kosmosu dotarła na Ziemię radosna informacja. Otóż odkryta przed kilkoma laty egzoplaneta o dźwięcznej nazwie K2–18b ma w swojej atmosferze parę wodną – co potwierdza wcześniejsze twierdzenia astrofizyków, jakoby była ona „najlepszym do zamieszkania ze wszystkich dalekich znanych nam światów w przestrzeni kosmicznej”. Do tego, jak bardzo by ona nadawała się do zamieszkania dla nas, Ziemian, za chwilę wrócimy. Najpierw przypomnijmy sobie wcześniejsze rozważania dotyczące naszych ewentualnych przygotowań do spotkania z przedstawicielami obcych kosmicznych inteligencji (jeśli okaże się, że na którejś z licznych znanych nam – a są ich już ponad 2 tys. – lub jeszcze nieodkrytych egzoplanet nie tylko powstało życie, ale osiągnęło ono inteligentny poziom rozwoju).

Możliwość istnienia rozwiniętych technologicznie cywilizacji pozaziemskich stawia Ziemian wobec trudnego dylematu. Uczeni wsłuchani w sygnały z kosmosu chyba bez większego przekonania starają się udawać, że wierzą w to, iż inteligencja idzie w parze z bezinteresowną szlachetnością. Niektórzy z nich próbują nas przekonać, że nasze przyszłe spotkanie będzie wielką przygodą poznawczą. Każda myśląca osoba wie jednak nazbyt dobrze, jak ludzie w ciągu ubiegłych tysięcy lat traktowali przedstawicieli rozmaitych światłych cywilizacji dzielących naszą własną planetę. Czekając na sygnał z kosmosu, chcielibyśmy uniknąć błędu, jaki popełnili na przykład rdzenni mieszkańcy kontynentu amerykańskiego, którzy w porę nie porozumieli się z Kolumbem i nie przekonali go, że choć odczuwają wobec Europejczyków szczerą przyjaźń i szacunek, nie są gotowi na spotkanie i powinien on skierować swe okręty w inną stronę. Przydałoby się też, by wspomnieli mu, że nie ma u nich żadnego złota, ziemie są nieurodzajne, a klimat nie będzie sprzyjać gościom zza Atlantyku.

Z gośćmi z kosmosu – jeśli pojawią się niezapowiedziani – może być jeszcze gorzej, bo jeśli to oni przyjadą do nas, oznaczać to będzie, że posiadają zaawansowane technologie, więc wiele się od nas nie będą mogli dowiedzieć. Natomiast mogą być bardzo wygłodniali i będą chcieli jak najszybciej znaleźć jakiś wysokokaloryczny (może akurat białkowy) pokarm. Fakt, że dotychczas nikt się do nas nie odezwał, jest więc zarazem niepokojący i uspokajający. Może jednak jest do nas za daleko, by wpaść bez zapowiedzi. Uczeni – którzy pozakładali już specjalne instytuty badawcze, mające nas przygotować do kontaktu z kosmitami, a także wysłali poza Układ Słoneczny sygnały radiowe i sondy z nieśmiałym zaproszeniem do rozmowy – zajmują się na razie czekaniem. Jak przyznaje jeden z nich – Seth Shostak z SETI Institute – gdyby goście z kosmosu zjechali tu nagle do nas bez zapowiedzi, to on sam szybko „wyjechałby z miasta”, najlepiej na jakiejś międzyplanetarnej rakiecie.

Oczywiście nie można wykluczyć, że to my właśnie, Ziemianie, osiągniemy kiedyś poziom technologiczny umożliwiający nam wizytę na którejś z nadających się do zamieszkania egzoplanet czy też ewakuację na nią. Wątpliwe jednak, że będzie to K2–18b w gwiazdozbiorze Lwa. Ta najlepsza z dotychczasowych kandydatek do kolonizacji jest dwa razy większa od Ziemi, co nie byłoby niczym złym, gdyby nie to, że jest osiem razy cięższa (a zatem ma silniejsze pole grawitacyjne). W jej atmosferze występuje para wodna, jednak temperaturę powierzchni szacuje się na -73–47˚C, a rok trwa 33 dni. Lepiej więc, póki można, siedzieć w domu. I dotyczy to zarówno ich, jak i nas.

01.11.2019 Numer 11/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną